Pokazywanie postów oznaczonych etykietą śledź. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą śledź. Pokaż wszystkie posty

piątek, 31 sierpnia 2018

Ziemniaki w soli i matias, czyli najlepszy lunch do pracy

Lunch do pracy nie musi być kanapką i zwykłą sałatką. Lunch do pracy powinien mówić "to jest twój czas na odpoczynek. Należy Ci się."



Przyznamy szczerze - lunch w pracy zawsze wydawał nam się jakimś mitem. Czy można porządnym posiłkiem nazwać jedzenie czegoś pośpiesznie przy biurku czy stoliku w trakcie przemieszczania się z jednego miejsca w drugie? O tym jak przyjemny może być lunch w pracy przekonaliśmy się w Danii. Punktualnie o 12:00 wszyscy pracownicy naukowi wydziału spotykają się w stołówce, żeby wspólnie zjeść i porozmawiać. Większość z nich ma pudełka przyniesione z domu. W nich jest zawsze mnóstwo warzyw, jakiś owoc, słynne kanapki z wieloma składnikami lub sałatki. W takich okolicznościach nie wypada po prostu na szybko czegoś w siebie wrzucić. W takich okolicznościach posiłek staje się prawdziwym rytuałem - momentem w którym nie tylko zaspakajasz swój głód, ale tworzysz jakąś wspólnotę. Trochę jak w domu kiedy wszyscy zasiadają do stołu i nareszcie mają czas porozmawiać (i się pokłócić, i powspierać, i pocieszyć). 

Dlatego też zawartość pudełka nie może być przypadkowa. W szkole naszych dzieci od pierwszego dnia proszono, by włożyć nieco wysiłku w przygotowywanie lunchu dla uczniów. Żeby to było coś urozmaiconego, zdrowego, pożywnego. Nasze dzieci uwielbiają śledzie, więc ziemniaki w soli z matjasem i jajkiem to dla nich prawdziwy rarytas. My ten przepis przygotowaliśmy z myślą o naszych nieco starszych pracujących Czytelnikach. Podajemy Wam recepturę na "szybkie i ekonomiczne ziemniaki". Dlaczego? Dlatego, że gotujemy je w mocno osolonej wodzie tylko przez 10 minut, a kolejny kwadrans ziemniaki sobie już tylko dochodzą w tym wrzątku. Idealnie by do tego pasowały ziemniaki z ogniska - takie jakie kiedyś przygotował szef Marek Flisiński w restauracji Water&Wine. Niestety, przygotowywanie ogniska nie jest w naszym zasięgu. Na szczęście, pozostaje sól i porządne matiasy - o tym jak wybrać te najlepsze przeczytajcie koniecznie tutaj! 

Przepis powstał we współpracy z restauracją Water&Wine. Jeśli szukacie miejsca na niezwykłą kolację to koniecznie musicie tam pojechać. Na naszym blogu znajdziecie kilka relacji z kolacji przygotowanych przez szefa Marka Flisińskiego, Kamila Raczyńskiego i ich zespół. Czytając je przekonacie się, że Water&Wine to coś więcej niż miejsce z dobrym jedzeniem. 


Czas przygotowania: 30 minut

Składniki na 2 porcje:
300 g drobnych ziemniaków
2 łyżki soli
250 g matiasa
1/2 czerwonej cebuli
2 jajka na twardo
3 łyżki śmietany 12%
świeży szczypior
pieprz


1. Do garnka wkładamy ziemniaki w skórce (porządnie umyte), wsypujemy sól. Zalewamy wodą tak, by przykryła ziemniaki. Doprowadzamy do wrzenia i gotujemy 10 minut. Przykrywamy i zostawiamy pod przykryciem na kwadrans. 

2. Jajka gotujemy na twardo. Obieramy. Kroimy. 

3. Matiasy kroimy w kostkę. Cebulę siekamy.

4. Ziemniaki ocedzamy, stawiamy na ogień i raz po raz je podrzucając odparowujemy wodę. Ziemniaki będą miały pomarszczoną skórkę. 

5. Gotowe ziemniaki studzimy. Delikatnie je kroimy na mniejsze kawałki. Dodajemy matiasy, jajka, śmietanę, posiekany szczypior. Doprawiamy do smaku pieprzem. 

niedziela, 11 lutego 2018

Matiasy, czyli rzecz o dobrym śledziu

Śledź to ryba, którą świetnie znamy. Potrafimy wymienić przynajmniej dziesięć sposobów jej wykorzystania. Tylko czy wiemy, który śledzik jest najlepszy?


"Śledzik", czyli Ostatki, już za kilka dni. Zawsze zastanawiałam się skąd się wziął zwyczaj jedzenia śledzi tuż przed Wielkim Postem. Przecież śledź to ryba, którą najczęściej kojarzymy z tą wstrzemięźliwością od pokarmów mięsnych. Odpowiedź jest chyba dość prosta. Posłużę się znanym powiedzeniem "śledzik lubi pływać". My lubimy, kiedy nasz śledzik pływa w oleju lnianym albo oleju rydzowym. Uwielbiamy kiedy jest delikatnie słodki jak ten szwedzki i ostry jak ten z przepisu Karola Okrasy. 

Śledzie to ryby tłuste. Tłuste w ten porządany sposób - mają wysoką zawartość nienasyconych kwasów  tłuszczowych, np. kwasów Omega-3 i EPA, które obniżają poziom cholesterolu i regulują ciśnienie krwi. Mięso śledzia jest też łatwo przyswajalnym białkiem. Zawarte w nich potas, jod i seler korzystnie wpływają na nasze samopoczucie i pracę mózgu. 


Matiasy to śledzie szczególne. Ich nazwa pochodzi od holenderskiego słowa maagdenharing, czyli "śledź dziewiczy”. Matias to zatem młody śledź przed pierwszym tarłem. Poławia się je przez bardzo krótki okres - od maja do czerwca. By zachować wszystkie wartości odżywcze i smakowe tuż po złowieniu, jeszcze na kutrze, śledzie są patroszone. Co ciekawe, podczas usuwania wnętrzności pozostawia się trzustkę. To właśnie enzymy trzustkowe sprawiają, że mięso śledzi staje się delikatne i maślane tracąc właściwości surowego mięsa. Śledzie umieszcza się w specjalnie przygotowanej solance, a następnie mrozi. Mrożenie pozwala na pozbycie się pasożytów. Odmrożone ryby przechowuje się w solance w dębowych beczkach, które nadają mu dodatkowego aromatu. Ponieważ matiasy to rzadka gratka, wielu producentów kusi śledziami po tarle nazywając je "a'la matjas". 

Holendrzy, którzy znają się na matiasach jak nikt inny, serwują go na dwa sposoby. Sposób pierwszy podoba nam się najbardziej. Filet chwytasz za ogon, głowę odchylasz delikatnie do tyłu, otwierasz szeroko buzię i zaczynasz jeść śledzia. Robisz to na ulicy, bo tak smakuje najlepiej. Sposób drugi to śledziowa kanapka. Żeby nie zaburzyć smaku śledzia serwuje się go w bułce z sałatą, czasami z dodatkiem cebulki w occie czy delikatnego sosu majonezowego. Ostatnio miałam przyjemność spróbować śledzia przygotowanego przez szefa Amaro, który podawał go z igłami świerkowymi, pianką z ginu i kwiatów czarnego bzu i kremowym awokado z pyłkiem fenkuła. Mimo tych wszystkich składników, królem dania pozostawał niezwykle delikatny matias. 

Matiasy są tak delikatne i bogate w smaku, że nie potrzebują wielkich dodatków. Co więcej, te dodatki mogą zabić ich smak, więc rozwaga jest kluczem do delektowania się nimi w pełni. Matiasy idealnie nadają się do przygotowania śledziowego talerza przekąskowego. Na naszym talerzu jest dymka, fenkuł, jabłko, pieczywo chrupkie (które możecie zrobić sami w domu z tego przepisu) i prosty szwedzki sos z kawiorem. Składniki można dowolnie łączyć. Każdy z nich podkreśla smak śledzia nie przykrywając jego delikatnej struktury. Skąd wziąć oryginalnego matiasa? Jest to dość trudne. W Warszawie można go kupić w Sztuce Śledzia. Czasem dostępny jest też w Selgrosie i Makro. Jeśli nie znajdziecie w sklepie oryginalnego matiasa, wybierzcie porządnego śledzia z certifikatem MSC i podajcie go tak, jak my. 



Jakie śledzie są zatem najlepsze? 

Mogłoby się wydawać, że właśnie matiasy. Jednak najlepsze śledzie to te z niebieskim ceryfikatem MSC. Naszą akcją chcemy zwrócić uwagę na ważny problem i wskazać proste rozwiązanie. Dzikie zasoby ryb na świecie maleją w zastraszającym tempie. Według raportu WWF WWF’s Living Blue Planet Report 2015 wielkość morskich populacji zmalała o niemalże połowę (49%) pomiędzy 1970 a 2012 rokiem. Jak podaje Organizacja Narodów Zjednoczonych do spraw wyżywienia i rolnictwa FAO, blisko 90% światowych zasobów ryb w morzach i oceanach jest wyczerpanych, znacznie uszczuplonych lub nadmiernie eksploatowanych. Przyczynami pogarszającej się kondycji mórz i oceanów, jest nadmierna eksploatacja łowisk oraz nielegalne i destrukcyjne połowy. To negatywnie wpływa na ekosystemy morskie i liczebność gatunków oraz ma wpływ na byt wielu ludzi. Organizacja pozarządowa MSC namawia do wyboru śledzi i innych ryb oznaczonych na opakowaniu niebieskim certyfikatem zrównoważonego rybołówstwa MSC (Marine Stewardship Council). Wybierając ryby i owoce morza ze znakiem MSC pomagamy chronić zasoby mórz i oceanów, mamy gwarancję, że produkty pochodzą z przyjaznych środowisku, zrównoważonych połowów, czyli takich które w mniejszym stopniu wpływają na ekosystem morski, pozostawiają więcej ryb w morzach i oceanach i sprzyjają innym zwierzętom morskim.  


Śledzie i inne ryby ze znakiem MSC można kupić w większości sklepów. Szukajcie produktów z niebieskim znaczkiem z rybą. Są ogólnodostępne, więc można dbać o zasoby ryb bez konieczności organizowania dalekich wypraw zakupowych. Ostatnio taki znaczek widzieliśmy też we wrocławskim ZOO. W części poświęconej ochronie przyrody dowiedzieliśmy się jak ważnym elementem ekosystemu są ryby i jak ważne jest świadome kupowanie produktów rybnych z certifikatem MSC. To naprawdę proste! 


poniedziałek, 18 lipca 2016

Chłodnik śledziowy z jabłkiem i ziemniakami

Graliśmy już różne chłodniki, ale żaden nie był tak zaskakujący.

Ogórkowy z kolendrą i szczypiorkiem, arbuzowy z fetą i bazylią, pomidorowo-arbuzowy, melonowo-ogórkowy z szynką parmeńską  to nasze chłodnikowe faworyty. Sprawdzają się zawsze, nie wymagają zbyt wiele pracy. Są pyszne i "bezpieczne", czyli smakują wszystkim. Ale marzyło nam się coś innego. 

Bardzo lubimy śledzie. Albo takie w korzennej zalewie albo klasyczne solone filety z odrobiną cebulki. Lubimy też ziemniaki, szczególnie takie młode. Młode ziemniaki są stworzone dla śledzi. Są parą idealną na którą warto czekać cały rok. Czasem jednak warto poeksperymentować. Mieliśmy akurat w lodówce resztkę młodych ziemniaków, śledzie i kefir. Szybko zmiksowaliśmy to wszystko tak, by mieć pyszny chłodnik. Z małą niespodzianką, takim nieoczywistym składnikiem, który możecie zobaczyć w przepisie. 


Czas przygotowania: 10 minut
Liczba porcji: 2

Składniki:
1 płat śledzia a'la matjas
4 ugotowane młode ziemniaki
1 małe jabłko
250 ml kefiru
250 ml jogurtu naturalnego 
koperek


1. Śledzia kroimy w kosteczkę. Połowę wrzucamy do misy blendera.

2. Ziemniaki kroimy w kosteczkę. Połowę wrzucamy do misy blendera.

3. Jabłko kroimy w kosteczkę wielkości ziemniaków. Połowę wrzucamy do misy blendera.

4. Do blendera wlewamy kefir i jogurt naturalny. Mieszamy do uzyskania jednolitej konsystencji.

5. Na dnie miseczek układamy pokrojone śledzie, ziemniaki i jabłka. Oprószamy posiekanym koperkiem. Wlewamy chłodnik. Podajemy natychmiast.


czwartek, 19 listopada 2015

Nowa książka o rybach i tatar ze śledzia

Ryby to temat rzeka. Wielu z nas ryby jada rzadko - bo trudno je przygotować, bo nie wiadomo jaką wybrać, bo nie wiadomo czy świeża. Dla tych, którzy ryb się boją Lidl przygotował książkę "Ryby są super". A my, zainspirowani przepisem z książki, przygotowaliśmy genialnego tatara ze śledzia! 

Książka to 300 stron zdjęć i zupełnie nowych przepisów. Składa się z 10 rozdziałów: rybnego abc, rybach w Lidlu, rybach praktycznie, rybach od kuchni, przystawek, zup, dań głównych, Świąt, grilla, owoców morza. Wstęp traktujący o gatunkach ryb, sposobach klasyfikacji (czym jest filet, a czym tuszka), narzędziach potrzebnych do przygotowania ryb jest bardzo przydatny i świetnie napisany - zwięzłe rady, wartościowe informacje, piękne zdjęcia. Ta część z pewnością adresowana jest do tych czytelników, którzy ryb się boją i potrzebują solidnej dawki wiedzy przed rozpoczęciem swojej rybnej przygody. Ci, którzy ryby kochają, znajdą w książce moc inspiracji i receptur nieoczywistych, nieco eksperymentalnych. Przepisy są czytelnie opisane - wiadomo jaka jest trudność przepisu, ile trwa przygotowanie dania, ile porcji otrzymamy. Jedynej rzeczy, której nam zabrakło to spisu treści podzielonego na rodzaje ryb. Zauważyliśmy to szukając jakieś śledziowej receptury - akurat mieliśmy w lodówce dwa płaty i szukaliśmy dla nich dobrego zastosowania.



Kolejne rozdziały to konkretne "rybne" przepisy Doroty Wellman i Karola Okrasy. Można wybierać spośród dań znanych (zupa rybna, klopsiki rybne, ryba po grecku) i mniej znanych. W rozdziale "owoce morza", oprócz przepisów na krewetki czy mule, znajdziemy sposoby na homara, czyli coś niełatwego i niecodziennego. To pokazuje, że jest to książka dla początkujących i dla zawziętych rybnych wyjadaczy. 

Generalnie, jesteśmy zachwyceni nową książką Lidla. Ma przepiękne zdjęcia (pełne światła, ludzi, reportażowe), jest wydana na świetnym papierze, dobrze wygląda obok innych książek wydanych przez Lidl. Bardzo nas inspiruje do rybnych poszukiwań. Zachęciła też nas do eksperymentowania z karpiem (przepis na kotleciki z karpia z kaszą mazurską jest na naszej liście przepisów na najbliższy piątek).



Podobnie jak w latach poprzednich, książkę będzie dostępna w sieci sklepów Lidl już od 23 listopada. Aby zdobyć jeden z dwóch milionów egzemplarzy, wystarczy zebrać sześć naklejek. Każda jest przyznawana klientowi za zakupy o wartości minimum 50 zł. Po zebraniu naklejek należy dopłacić w kasie sklepu 1 grosz i odebrać swoją książkę „Ryby są super”. Szczegóły dotyczące promocji będą dostępne na stronie www.lidl.pl. Akcja trwa od dnia 23 listopada 2015 r. do dnia 24 grudnia 2015 r. lub do wyczerpania zapasów.


A teraz obiecany przepis na tatara ze śledzia (ze strony 92). Tatar nas zachwycił! Świetnie łączy słonego śledzia z ostrością papryczki, nieco kwaśnym ogórkiem i świeżością limonki. Dodatek miodu i musztardy francuskiej sprawia, że śledź szlachetnieje. Zdecydowanie jest to przepis, który powtórzymy na Wigilię. 


Czas przygotowania: 25 minut
Liczba porcji: 4

Składniki: 
500 g płatów śledziowych 
sok i skórka z 2 limonek
2 cebule dymki 
2 ogórki konserwowe, pokrojone w sporą kostkę
1 mała papryczka chili, drobno posiekana
1 pęczek koperku, drobno posiekany
3 łyżki musztardy francuskiej
1 mała łyżeczka miodu
4 łyżki oliwy z oliwek
1/2 łyżeczki świeżo mielonego czarnego pieprzu
dekoracja (pominęliśmy)
kwaśna śmietana i posiekany koperek


1. Płaty śledziowe myjemy, osuszamy, kroimy w kostkę 0,5 cm x 0,5 cm.

2. Śledzie przekładamy do miski, dodajemy skórkę i sok z limonki. Wstawiamy do lodówki.

3. Dymki drobno siekamy.

4. Ogórki konserwowe kroimy w kostkę 2 razy mniejszą niż śledzie.

5. Papryczkę chilli bardzo drobno siekamy.

6. Koperek drobno siekamy.

7. Musztardę francuską mieszamy z miodem, oliwą z oliwek i pieprzem.

8. Z lodówki wyciągamy śledzie, mieszamy ze wszystkimi składnikami.

9. Tatar wykładamy na talerze. Podajemy ze śmietaną i koperkiem.

wtorek, 23 grudnia 2014

Śledzie z jabłkiem, cebulką i olejem lnianym

Śledzie z cebulą to wigilijny klasyk. Po prostu, muszą znaleźć się wśród co najmniej 25 tradycyjnych potraw w naszym domu. Jedna mama przygotowuje matjasy z cebulą. Druga, preferuje płaty w zalewie octowej. My skłaniamy się ku opcji "a'la matjas". Z pewnymi drobnymi zmianami, oczywiście.
Są dwa składniki, które zwykłego śledzia z cebulą wyniosą na świąteczne wyżyny - to starte na grubej tarce jabłko i olej lniany. Jabłko łagodzi ostry smak cebuli i podkreśla  słony smak śledzia. Olej lniany nadaje mu delikatności i ... polskości. My śledzie a'la matjas moczyliśmy przez 10 minut w mleku, żeby odebrać im dominującą nutę soli. Potem śledzie z jabłkiem, cebulą i olejem zamknęliśmy w słoiczku i odstawiliśmy na 4 godziny. Dzięki temu smaki się przegryzły i śledź nabrał delikatnego aromatu jabłek. 
Olej lniany można kupić w sklepach ze zdrową żywnością i na lokalnych bazarkach. To chyba najbardziej polski olej. Najlepszy olej lniany, jakiego próbowaliśmy to olej od Kowalskiego. Był niezwykle aromatyczny i delikatny. Pamiętajcie kupując olej lniany, żeby przechowywać go w ciemnym i chłodnym miejscu. Inaczej, olej szybko zjełczeje. A szkoda by było zmarnować takie cudo... 


Czas przygotowania: 15 minut
Czas oczekiwania: 4 godziny

Składniki:
2 filety śledziowe a'la matjas
250 ml mleka
2 duże jabłka
2 łyżeczki soku z cytryny
2 cebule
200 ml wrzątku
200 ml oleju lnianego 

Śledzie wkładamy do miseczki, zlewamy mlekiem, odstawiamy na 20 minut. W tym czasie obieramy jabłka i trzemy je na tarce o grubych oczkach. Mieszamy jabłka z sokiem z cytryny. Cebule obieramy, drobno siekamy. Wkładamy na sito i przelewamy wrzątkiem. Cebulę mieszamy z jabłkiem.
Śledzia wyjmujemy z zalewy, opłukujemy wodą. Kroimy w kawałki o szerokości ok. 3 cm. Wkładamy do słoika lub miseczki, posypujemy jabłkiem z cebulą, zalewamy olejem lnianym. Odstawiamy na 4 godziny do lodówki, żeby smaki się "przegryzły". 


Śledzie z cebulką, śliwką kalifornijską i olejem rydzowym

Śledź ryba, która musi znaleźć się na świątecznym stole. To ryba, którą większość  z nas akceptuje. To też dobry materiał do eksperymentowania z dodatkami. Jedni lubią śledzika z cebulą, inni na słodko z żurawiną, inni na ostro z musztardą, chilli i kaparami. My lubimy słone filety śledziowe łączyć z czymś słodkim. Idąc tym kluczem przygotowaliśmy śledzie z czerwoną cebulą, śliwką kalifornijską i olejem rydzowym. 
Filety śledziowe, które trzyma się w roztworze soli są bardzo słone dlatego zachęcamy do ich odsalania. Jak pozbyć się nadmiaru soli ze śledzi? Wystarczy zalać je zimną przegotowaną wodą lub mlekiem i odstawić w zimne miejsce na kilka godzin. Warto raz na godzinę odkrawać kawałeczek śledzia i sprawdzać czy jest wystarczająco słony. My nasze filety trzymaliśmy w świeżej wodzie przez 2 godziny. Ale czas ten jest uzależniony od ilości soli w zalewie, więc trudno jest podać jednoznacznie czas odsalania. Po prostu, trzeba próbować. 
Olej rydzowy to olej z nasion lnianki. To jedna z najstarszych roślin w Polsce z której pozyskiwano olej. Olej rydzowy ma niezwykłe ziemisty smak i intensywny posmak cebulki. Świetnie więc łączy się ze śledziem. Jest też wspaniałym pokreśleniem kulinarnej tradycji na wigilijnym stole. Najwięcej oleju rydzowego tłoczy się w Wielkopolsce i dlatego też został on wpisany na Unijną listę gwarantowanych tradycyjnych specjalności. 
Śledzie są niezwykle proste w przygotowaniu i przepyszne. 

Wpis powstał we współpracy z Cisowianką w ramach akcji "Gotujmy zdrowo - mniej soli".  


Czas przygotowania: 15 minut
Czas oczekiwania: 3 godziny

Składniki:
2 filety śledziowe a'la matjas
10 śliwek kalifornijskich
2 duże czerwone cebule
100 ml oleju rydzowego

Filety śledziowe próbujemy, żeby sprawdzić czy są wystarczająco słone. Jeśli są zbyt słone, zalewamy je zimną wodą lub zimnym mlekiem i odstawiamy w chłodne miejsce. Sprawdzamy co godzinę odkrawając kawałek śledzia czy jest wystarczająco słony. Jeśli tak, wyjmujemy go z wody/mleka, suszymy i kroimy w paski szerokości 2 cm.
Śliwki drobno siekamy. Cebulę drobno siekamy.
Do słoika lub do miseczki wkładamy kawałki śledzia, obsypujemy śliwkami i cebulą. Skrapiamy olejem rydzowym, zamykamy pojemnik i odstawiamy do lodówki na 2-3 godziny. 

s

niedziela, 30 maja 2010

Śledzik z kapustą morską

Pora na mój pierwszy wpis, bo nie dam zmonopolizować bloga mojej małżonce.
Jedna z prostszych przystawek "podwódkowych" (oczywiście może być również daniem samodzielnym - ale śledzik do wódki pasuje jak nic - i wszyscy to wiedzą; wiadomo też że jestem zwolennikiem zagryzania a nie zapijania). Danie proste ale z biglem - wszystkie składniki są pospolite - poza jednym. Kapusta morska to specjał rosyjski - przynajmniej tam się z nim pierwszy raz zetknąłem - ale również chiński i japoński, jak wyczytałem. Jak wyczytałem na stronie producenta, laminaria, inaczej listownica, rośnie w morzach dalekowschodnich i w Morzu Czarnym. Myślałem, że trzeba będzie jeszcze raz pojechać do Rosji, żeby jej spróbować. A tu nagle zobaczyłem stoisko z kapustą morską na Hali Mirowskiej... No i stąd polski śledzik znalazł się w jej towarzystwie.



Czas przygotowania: 15 minut

Składniki na porcję podstawową:
3 płaty śledziowe w oleju
3-4 kromki chleba razowego (najlepiej na miodzie albo pumpernikiel)
masło (albo serek chrzanowy typu Almette)
pół posiekanej drobno cebuli
50 g kapusty morskiej

Chleb pokroić na kromki (ja używam czarnego chleba już pokrojonego), posmarować masłem lub serkiem, przekroić na 4 albo 6 kawałków, na każdy kawałek położyć trochę cebulki, śledzika, kapusta morska na wierzch. I już.