Pokazywanie postów oznaczonych etykietą imbir. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą imbir. Pokaż wszystkie posty

piątek, 11 grudnia 2015

Chutney ze śliwek kalifornijskich, z kolendrą i kuminem [Jadalne prezenty #13]

Chutney ze śliwek kalifornijskich to oryginalny pomysł na jadalny prezent, który przygotowuje się w pół godziny.

Chutney to wypadkowa między sosem, a gęstą konfiturą. W słoiczku zamknięta jest słodka śliwka kalifornijska, ostry imbir, pieprz i delikatnie kwaśny ocet balsamiczny. Bardzo łatwo można dopasować ją do własnych preferencji - wystarczy dodać więcej imbiru lub nieco zmniejszyć ilośc cukru. Śliwkowy chutney świetnie sprawdza się jako dodatek do pieczonych mięs (indyka, kurczaka, gęsi), pasztetów, pieczeni. 

Chutney można bardzo łatwo zapakować - wystarczy każdy słoik przewiązać kokardką i dołączyć mały bilecik z opisem zawartości. 

fot. Lawendowy Dom 
Czas przygotowania: 50 minut

Składniki:
500 g śliwek kalifornijskich
5 łyżek oleju słonecznikowego
2 szalotki
3 ząbki czosnku
3 cm świeżego imbiru
2 liście laurowe
1 laska cynamonu
4 ziarenka czarnego pieprzu
1 łyżeczka mielonego kuminu
300 g cukru dark muscovado
1 pomarańcza
200 ml octu balsamicznego
1/2 pęczka świeżej kolendry

1. Śliwki kroimy w cienkie plasterki. Zalewamy wodą tak, by je przykryła. Doprowadzamy do wrzenia.

2. Szalotki, czosnek, imbir bardzo drobno siekamy. 

3. Na dno rondla wlewamy olej słonecznikowy. Wrzucamy posiekane szalotki, czosnek i imbir. Smażymy na małym ogniu przez 1 minutę. Dodajemy cynamon, liść, laurowy, pieprz, kumin i cukier. Smażymy mieszając, aż zacznie się karmelizować - około 4 minut. 

4. Do rondla wlewamy śliwki z płynem, octem. Gotujemy do powstania gęstej konsystencji przypominającej powidła. 

5. Pomarańczę dokładnie myjemy, ścieramy skórkę. Dodajemy do gęstego chutney'a. 

6. Gorący chutney przekładamy do słoików. Przed sprezentowaniem posypujemy posiekaną kolendrą. 

wtorek, 24 marca 2015

Wontony Maszy i Niedźwiedzia

Masza i Niedźwiedź, a tak naprawdę Маша и Медведь, to najpiękniejsza kreskówka jaką ostatnio oglądaliśmy. Niesforna, przebojowa, nieustępliwa, a przy tym pełna uroku mała Masza jest przyjaciółką ogromnego, cierpliwego i spokojnego niedźwiedzia. Masza i Niedźwiedź często gotują, pieką, mają samowar i spiżarnię pełną przetworów. Tak naprawdę ma je Niedźwiedź, który pewnego dnia orientuje się, że ma gościa. Gościa, który przygotowuje... wontony.
Przygotowuje je z taką pasją i wprawą, że zaraża też nasze dzieci miłością do pierogów, których nigdy wcześniej nie jadły. Po obejrzeniu tego odcinka zarządziły wspólne lepienie. Miało być dokładnie tak, jak w bajce - porcje ciasta do wałkowania, surowe mięso nakładane pałeczkami lub łyżeczką, wszystko równo i pięknie zawijane i zakręcane. Oczywiście, byliśmy przekonani, że to taki pomysł impulsowy. Że zapomną przez noc.
Następnego dnia rano, bardzo rano, padło pytanie: czy na śniadanie są wontony? Na śniadanie nie było, ale były na obiad. Nieforemne, ale soczyste i dobrze przyprawione sosem sojowym, imbirem i czosnkiem. Przygotowane wspólnie z prostych składników. Nie pałeczkami, ale palcami.
To był chyba najlepszy wspólny obiad od bardzo dawna - bardzo prosty, ale bardzo wyczekany i absolutnie... bajeczny. 


Czas przygotowania:  1 godzina

Składniki na 20 pierożków:
350 g mąki pszennej pierogowej
1 szklanka ciepłej wody 
300 g mielonej wołowiny
2 ząbki czosnku
1/2 cm posiekanego imbiru
5 łyżek sosu sojowego
1/2 łyżeczki chilli
2 łyżki posiekanej kolendry


1. Czosnek i imbir drobno siekamy. Przekładamy do miseczki razem z wołowiną, sosem sojowym, chilli i posiekaną kolendrą.
2. Mieszamy ręką, aż składniki się połączą, a masa będzie delikatnie kleista - około 3 minut.
3. W oddzielnej misce przygotowujemy ciasto na wontony. Do miski wsypujemy mąkę i wolno dolewamy ciepłą wodę. Wyrabiamy ciasto, aż będzie elastyczne i będzie odchodziło od rąk. Jeśli ciasto będzie miało konsytencję błota, dodajemy mąkę. Jeśli pod palcami będziecie czuć grudki, dodajemy wody. Uwaga! Po dodaniu wody przez pierwsze 2 minuty wyrabiania ciasto może mieć zbyt luźną konsystencję, ale dopiero po dokładnym wyrobieniu możemy stwierdzić czy dosypujemy mąkę czy nie. Jeśli ktoś posiada mikser planetarny, ciasto wyrabiamy końcówką hakiem.
4. Ciasto wałkujemy na placek grubości 3 mm i szklanką wykrawamy kółka o średnicy około 7 cm. 5. Na środek dajemy 1 łyżeczkę farszu i chwytając ciasto od spodu zawijamy boki ku górze. Zobaczcie, jak to robili w bajce. 
6. Gotowe wontony wrzucamy do delikatnie osolonej, wrzącej wody.
7. Gotujemy na małym ogniu, aż pierożki wypłyną. Jeśli ktoś ma obawy czy mięso będzie ścięte, można je pogotować kolejne 2 minuty. 
8. Wyciągamy z wody i podajemy. 


środa, 28 stycznia 2015

Krewetki z pomelo

Kupiliśmy pomelo. Zjedliśmy kilka kawałeczków i mieliśmy dość, a przecież ten owoc jest naprawdę duży. Nie znosimy jednak wyrzucać jedzenia. Nie akceptujemy wyrzucania nawet wtedy, kiedy mamy czegoś dość. Dlatego postanowiliśmy dodać pomelo do sałatki ze szpinakiem i szynką dojrzewającą (całkiem dobre), ciasta z czekoladą (zdecydowanie odradzamy) i do krewetek. 
Pomelo przy krewetkach szlachetnieje, nagle staje się soczystsze i świeższe. Krewetki z kolei nabierają słodyczy i wyrazu mimo, że dodaliśmy do nich odrobinę imbiru i mleczka kokosowego. 

W tym roku kontynuujemy naszą współpracę z Cisowianką w ramach akcji "Gotujmy zdrowo - mniej soli". Dostaliśmy wiele sygnałów od Was, że korzystacie z przepisów, inspirujecie się nimi i lubicie ten cykl. Dlatego możecie się spodziewać nowych pomysłów na ograniczanie soli w diecie. 


Czas przygotowania: 10 minut

Składniki na 2 porcje:

10 świeżych krewetek
1 cm korzenia imbiru
1 cebula dymka (biała i zielona część)
1 ząbek czosnku
1 łyżka oleju 
100 ml mleka kokosowego
2 "ząbki" pomelo


1. Pomelo obieramy, dzielimy na ząbki. Każdy ząbek obieramy ze skórki i kroimy w 1,5 cm kawałki. Odstawiamy. 
2. Imbir obieramy łyżką i drobno siekamy. 
3. Czosnek obieramy i drobno siekamy. 
4. Dymkę myjemy. Białą część drobno siekamy. Szczypior siekamy.
5. Krewetki obieramy z pancerzyków.
6. Na patelni rozgrzewamy olej, wrzucamy białą część dymki i imbir. Mieszając podsmażamy minutę, dodajemy czosnek i smażymy 30 sekund. Dodajemy mleko kokosowe. Wszystko doprowadzamy do wrzenia. 
8. Na patelnię dorzucamy krewetki. Smażymy minutę.
9. Na talerz wkładamy kawałki pomelo, podsmażone krewetki. Delikatnie skrapiamy pozostałym na patelni sosem. Posypujemy szczypiorkiem. 


sobota, 7 grudnia 2013

Przyprawa do piernika domowej roboty
[Jadalne Prezenty #3]

Bez przyprawy do piernika nie ma Świąt. Nasze Boże Narodzenie pachnie przyprawami korzennymi. Tak właśnie pachnie świąteczny piernik i kruche pierniczki zamknięte w świątecznej biało-czerwonej puszce. Dziś podsuwamy Wam pomysł na to, żeby sobie oraz swoim najbliższym podarować niewielki słoiczek zawierający esencję Świąt - domową przyprawę korzenną. Wystarczy wieczko przykryć ładną serwetką lub kawałkiem materiału, przymocować gumką recepturką i obwiązać elegancką tasiemką.
Długo korzystaliśmy z gotowej przyprawy do piernika, nie przywiązując wagi do tego, co i w jakich proporcjach się na nią składa. Przyprawa do piernika to przecież dla większości z nas smak i zapach elementarny - kto by go rozkładał na części składowe? Zrobienie domowej przyprawy do piernika okazuje się jednak bajecznie proste - i pouczające. Wreszcie można zrozumieć, co znaczy "korzenny" - i jak wiele różnych aromatów korzennych można ze sobą wymieszać. Wystarczy młynek do kawy (a gdyby w Polsce sprzedawano powszechnie mielone ziele angielskie i mielone goździki, to nawet i młynka nie trzeba by było wykorzystywać). Nie obawiajcie się, przyprawy nic złego nie zrobią młynkowi (nie mielcie w młynku całej gałki muszkatołowej), a jak ich resztki pozostaną w dzieży, to Wasza najbliższa kawa będzie po prostu korzenna. Robiąc przyprawę w domu można też eksperymentować, zwiększając i zmniejszając proporcje różnych składników. Albo usuwając niektóre z listy.
Uwaga: zapewne zdziwicie się używając domowej przyprawy zamiast tej kupowanej. Ta domowa jest dużo bardziej intensywna i ma dużo bardziej złożony, szlachetny aromat. Odpowiedzią jest oczywiście ekonomia czy też - jak się mówi w branży gastronomicznej - "food cost". Sklepowa przyprawa ma w składzie zazwyczaj kakao albo mąkę pszenną - to nie są raczej przyprawy korzenne...


Czas przygotowania: 5 minut

Składniki:
50 g cynamonu (kora lub zmielony)
20 g imbiru (suszony lub zmielony)
20 g goździków
15 g kardamonu (ziarenka lub zmielony)
15 g gałki muszkatołowej
10 g ziela angielskiego
10 g czarnego pieprzu
5 g anyżu (ziarenka lub zmielony)


Przyprawy, które nie są zmielone mielimy w młynku do kawy i mieszamy dokładnie z tymi, które mamy w postaci zmielonej. Wkładamy do szczelnego pojemnika.

czwartek, 26 września 2013

Pumpkin spice czyli przyprawa dyniowa

Panie i Panowie! Na naszym blogu oficjalnie rozpoczęła się jesień, a co za tym idzie zaczynamy serię dyniowych przepisów. Żeby ułatwić wszystkim życie, proponujemy zacząć od przygotowania porcji przyprawy dyniowej, a dokładniej - przyprawy do dyni i dań z dynią. Przyda się nie tylko do dyniowych pączków czy scones, ale będzie też świetnym dodatkiem do jesiennej kawy. Przyprawa dyniowa to nie znana wszystkim przyprawa do pierników - składa się tylko z czterech składników (nie ma w niej ani kardamonu ani goździków), a przez to inaczej smakuje. My do jej przygotowania użyliśmy młynka do kawy, ale zachęcamy do ubijania jej w moździerzu. W sam raz na coraz dłuższe jesienne wieczory.


Czas przygotowania: 5 minut

Składniki:
4 łyżeczki cynamonu
2 łyżeczki imbiru
1 łyżeczka gałki muszkatołowej
8 dużych ziaren ziela angielskiego

Wszystkie składniki mielimy na proszek, przekładamy do słoiczka, zamykamy.

wtorek, 3 września 2013

Jarmuż z żurawiną i pestkami dyni w imbirowym winegrecie

- Dzień dobry, czy dostanę topinambur?
- Na topinambur jest za ciepło. Ale mam jarmuż.
Tak w skrócie wyglądała wizyta M. na Hali Mirowskiej u znanego bywalcom pana Darka (nazywanego też Wodzem, Hipisem lub Jezusem). Pan Marek jest najlepiej zaopatrzonym sprzedawcą warzyw jakiego znamy. Sprzedaje rzeczy świeże i porządne. Na przykład rukola wyciągnięta z czeluści lodówki pana Marka ma dużo więcej wyrazu niż sklepowa. Jest ostra jak należy, soczyście zielona i jędrna. W zakamarkach listków spotkać można ziarnka piasku, co świadczy o tym, że rosła w prawdziwej ziemi a nie na hydroponicznej uprawie.
Jarmuż też pokazał się od najlepszej strony. Niektórzy twierdzą, że najlepszy jest po pierwszych przymrozkach. Ale uznajemy, że nie warto czekać. Potraktowaliśmy go w prosty, "sałatkowy" sposób. Imbirowy winegret na occie ryżowym i słodziutka żurawina doskonale balansują kapuściano-kalarepowaty smak jarmużu. Spróbujcie sami. Z podanych składników wychodzą 3-4 porcje.

 

Czas przygotowania: 10 minut

Składniki:
200 g jarmużu
1/4 szklanki wody
1/3 szklanki suszonej żurawiny
1/3 szklanki prażonych pestek z dyni

imbirowy winegret:
1 cm korzenia imbiru
1 ząbek czosnku
1 łyżka miodu
3 łyżki octu ryżowego
1/4 szklanki oleju rzepakowego

Jarmuż myjemy, wykrawamy twarde części (łodygi), układamy na desce do krojenia jeden liść na drugim i kroimy w cienkie paski. Wrzucamy na patelnię, wlewamy wodę i dusimy na małym ogniu przez minutę, aż jarmuż nabierze intensywnie zielonej barwy i nieco zmięknie. Imbir i czosnek obieramy, drobno siekamy, wrzucamy do blendera. Dodajemy miód, ocet ryżowy, olej i blendujemy do powstania jednolitego, gęstego sosu. Gotowy sos mieszamy z jarmużem. Przekładamy na talerze, posypujemy żurawiną i pestkami z dyni.

wtorek, 4 czerwca 2013

Makaron soba w sosie fistaszkowym (na ciepło lub zimno)

Dzisiaj szybkie i oryginalne danie: makaron z masłem orzechowym, sosem sojowym i fistaszkami. Co ciekawe - świetnie smakuje nie tylko na gorąco ale i na zimno. Ciepła kolacja w domu - jeśli porcja okaże się zbyt duża jak na głód domowników - może się sprawdzić jeszcze następnego dnia jako lunchowa przekąska w pracy. W sosie jest zielona herbata, choć musi być naprawdę mocno aromatyczna, żeby jej smaku nie przykrył imbir, czosnek i sos sojowy.
Przepis pochodzi z najnowszego numeru Food Network Magazine. 


Czas przygotowania: 25 minut

Składniki:
1 opakowanie makaronu soba 
2 łyżki oleju z pestek winogron
2 ząbki czosnku
1 cm świeżego imbiru
3 łyżki sezamu
1 łyżeczka chilli (opcjonalnie)
3/4 szklanki mocnej zielonej herbaty
4 czubate łyżki masła orzechowego
3 łyżeczki brązowego cukru
1/4 szklanki sosu sojowego
3 łyżki octu ryżowego
1 duża marchewka
3 łyżki oleju sezamowego
1/2 szklanki niesolonych fistaszków


Marchewkę obieramy i ścieramy na tarce o dużych oczkach. Imbir i czosnek drobno siekamy. Makaron gotujemy zgodnie z instrukcją podaną na opakowaniu. W czasie, gdy makaron się gotuje, przygotowujemy sos. Na patelni rozgrzewamy olej z pestek winogron, dodajemy posiekane czosnek i imbir, smażymy 1 minutę ciągle mieszając, dodajemy sezam i chilli i smażymy jeszcze 30 sekund. Na patelnię ostrożnie wlewamy zieloną herbatę, dodajemy masło orzechowe, brązowy cukier, sos sojowy, ciągle mieszamy do połączenia składników. Patelnię zdejmujemy z ognia, dodajemy marchewkę, ocet ryżowy, olej sezamowy, połowę fistaszków. Makaron odcedzamy, mieszamy z sosem. Serwujemy obsypane orzeszkami. Orzeszki dobrze jest wcześniej uprażyć wlewając na patelnię 1 łyżkę oleju z pestek winogron, wrzucając fistaszki i mieszając, aż nabiorą złotego koloru. Jeśli nie mamy czasu, możemy tę czynność pominąć. Makaron serwujemy od razu na ciepło, ale możemy go też przykryć folią spożywczą, ostudzić i podawać zimny jako sałatkę. W każdej wersji jest pyszny.

wtorek, 19 lutego 2013

Muffiny gruszkowo-imbirowe

W Białymstoku istnieje pewna kawiarnia, która w swojej stałej ofercie, wydrukowanej w menu, ma muffiny gruszkowo-imbirowe. W praktyce, tych muffinów nigdy dotąd tam nie uświadczyliśmy, choć bywamy tam za każdym razem kiedy jesteśmy w pobliżu białostockiego rynku. Wytrwale o nie pytamy, z góry wiedząc, jakiej odpowiedzi się spodziewać: "niestety, nie ma - ale są czekoladowe i z owocami leśnymi". Ponieważ ostatnio w naszej lodówce zalegało 250 g imbiru (tak się go ostatnio pakuje w supermarketach!), stwierdziliśmy że trzeba coś z nim zrobić. A. posiekał imbir w wąskie paski, skandyzował w cukrowym syropie i zamknął w słoiku. Taki imbir świetnie nadaje się do zimowej herbaty, ale w muffinach z gruszkami sprawdza się jeszcze lepiej. Nie wiemy, czy tak smakowałyby te kawiarniane muffiny-widma, gdybyśmy je wreszcie upolowali... W każdym razie - były dla nas inspiracją.



Czas przygotowania: 1 godzina (imbir) + 10 minut (muffiny)
Czas pieczenia: ok. 20 minut

Składniki:

Kandyzowany imbir
250 g świeżego imbiru
3/4 szklanki wody
3/4 szklanki cukru

Muffiny
1 1/2 szklanki mąki
2 łyżeczki proszku do pieczenia
1/2 szklanki cukru
1 łyżeczka imbiru w proszku
1 gruszka
3 łyżeczki posiekanego, kandyzowanego imbiru 
1 jajko
3/4 szklanki mleka
1/4 szklanki oleju

Na początek - jak zrobić kandyzowany imbir? Kłącze imbiru obieramy ze skórki i kroimy na drobne paski. Gotujemy je w syropie cukrowym (1:1) na wolnym ogniu przez ok. 40-50 minut, aż w rondelku pozostanie lekko szklisty imbir i resztki gęstego syropu. Gorący nakładamy do słoiczka i zamykamy.
Pora na muffiny. Piekarnik nagrzewamy do temperatury 180 stopni. Blaszkę do muffinów wykładamy papierowymi papilotkami. Gruszkę obieramy i kroimy w drobną kostkę. Kandyzowany imbir drobno siekamy. W jednej misce mieszamy składniki sypkie - mąkę, proszek do pieczenia, cukier, imbir. W drugiej misce mieszamy jajko, mleko, olej, gruszkę i imbir. Zawartość obu misek mieszamy łyżką tylko do połączenia składników (trzeba się powstrzymać i nie mieszać zawzięcie do otrzymania jednolitej i gładkiej masy, bo z takiej masy wyjdą twarde muffiny). Gotową masą napełniamy foremki do 3/4 ich wysokości. Wstawiamy do piekarnika i pieczemy ok. 20 minut - do "suchego patyczka". Wyjmujemy z piekarnika, studzimy 5 minut i wyciągamy z blaszki. Gotowe muffiny można udekorować paseczkami kandyzowanego imbiru.


sobota, 12 stycznia 2013

Stek wołowy z sosem piernikowym

Marka Książęce wypuściła przed Świętami nowe piwo - Korzenne Aromatyczne - w limitowanej edycji (choć przy masowej produkcji nie wiadomo do końca, jak bardzo jest limitowana; nie wiadomo też, czy będzie się pojawiać regularnie przy okazji kolejnych Świąt). Niedawno dostaliśmy od producenta promocyjną paczkę Korzennego razem z zaproszeniem do konkursu dla blogerów na danie pasujące do tego właśnie piwa. Lubimy takie wyzwania - to dla nas okazja, żeby usiąść i porozmawiać o jedzeniu, o tym jakie smaki chcemy połączyć, co jest dostępne o tej porze roku i co byśmy mogli razem ugotować. No to próbujemy!
Korzenne Aromatyczne wyraźnie pachnie goździkiem i cynamonem, ma przyjemny miodowy posmak, który przykrywa chmielową goryczkę, ale nie zabija jej zupełnie. Korzenne jest delikatne i pije je się lekko. Nawet M. spróbowała go z pewnym uznaniem (zwykle odmawia próbowania jakiegokolwiek piwa - napoju, który nie robi na niej wrażenia niezależnie od smaku, aromatu czy wyglądu). A. był z Korzennego zupełnie zadowolony i stwierdza, że lepiej mu się myślało nad przepisem po tym, jak dokończył degustację rozpoczętą przez M.
Pomyśleliśmy, że do korzennego piwa zaproponujemy soczystego wołowego steka (my użyliśmy antrykota) ze specjalnym sosem na bazie... świątecznego piernika. Jeśli ktoś skusi się, żeby zrobić ten sos (a zaręczamy, że warto bo świetnie pasuje i do mięsa i do ryb), a nie ma już świątecznego piernika - może użyć katarzynek albo toruńskich pierników (bez czekolady i nadzienia). A żeby było jeszcze ciekawiej, jako dodatek proponujemy podpiekane słodkie ziemniaki posypane gałką muszkatołową i kminkiem.



Czas przygotowania: 30 minut

Składniki:
2 steki wołowe po 150-200 g każdy
4 łyżki oliwy z oliwek
sól
pieprz

1 słodki ziemniak
1/4 łyżeczki gałki muszkatołowej
1/4 łyżeczki kminku (ziarnistego lub mielonego)

Sos piernikowy:
50 g suchego piernika
5 śliwek suszonych
garść (3 łyżki) rodzynek
2 łyżki oliwy
1 cm świeżego korzenia imbiru
1 cebula szalotka
1 łyżeczka cynamonu
200 ml piwa Książęcego aromatycznego korzennego 

Mięso na steki wyjmujemy z lodówki, żeby nabrało temperatury pokojowej.
Przygotowujemy sos. Siekamy drobno szalotkę i imbir, a następnie podsmażamy na oliwie (aż cebulka się zeszkli). Odstawiamy. Do rondelka wrzucamy śliwki i rodzynki, zalewamy piwem, dodajemy cynamon, doprowadzamy do wrzenia i gotujemy na małym ogniu, aż zawartość rondelka zmniejszy swoją objętość o połowę. Dodajemy cebulkę z imbirem i pokruszony piernik. Odstawiamy na chwilę do ostygnięcia i blendujemy.
W międzyczasie nagrzewamy piekarnik do temperatury 250 stopni Celsjusza. Obieramy słodkie ziemniaki, kroimy w grubsze plastry (1 - 1,5 cm) i gotujemy do miękkości, ok. 10 minut. Ugotowane kawałki ziemniaka układamy na blasze i delikatnie skrapiamy oliwą z oliwek, posypujemy gałką muszkatołową i kminkiem. Wstawiamy do piekarnika, żeby się delikatnie zarumieniły.
Na koniec przyrządzamy steka. Na patelni rozgrzewamy oliwę z oliwek. Gdy jest już dobrze rozgrzana, kładziemy na nią steki i smażymy na każdej ze stron około 3 minut. Choć w zasadzie czas smażenia zależy od tego, jak gruby kawałek mięsa macie i jak bardzo wysmażonego steka lubicie. Możecie użyć patelni grillowej. Usmażone steki zdejmujemy z patelni, kładziemy na talerz, przykrywamy folią aluminiową i odstawiamy na 3-5 minut, żeby steki "odpoczęły". Gotowe steki podajemy z sosem piernikowym i słodkimi ziemniakami.

poniedziałek, 19 listopada 2012

Dwukolorowa zupa krem

Lubisz pomarańczowy czy zielony? Dzisiaj nie musisz wybierać, bo dostaniesz wszystko na raz. Krem w kolorze pomarańczy to zupa ze słodkich ziemniaków i kukurydzy z nutką imbiru, smkuje słodko i ostro jednocześnie. Zielony krem ma smak brokułów, zielonego groszku i oregano. Co się stanie, kiedy wymiesza się ze sobą dwa kremy? Zupa będzie miała zupełnie nowy smak i też będzie całkiem niezła. Gorzej z wyglądem. Dlatego radzimy nie mieszać intensywnie w talerzu przez zjedzeniem. Ze względu na konsystencję obie zupy łatwo da się wlać do talerzy tak, by pokojowo ze sobą sąsiadowały. Do przygotowania zup radzimy użyć bulionu warzywnego własnej roboty (przepis znajdziecie tutaj). Jeśli brakuje Wam czasu, zróbcie go w przeddzień przygotowania zupy.
Skąd pomysł na ten niecodzienny krem? Niedawno ogłosiliśmy konkurs na lekkie i zdrowe danie z wykorzystaniem produktów opakowanych w kartony Tetra Pak. Skoro Waszym zadaniem konkursowym jest przesłanie przepisu, to my pomyśleliśmy że też powinniśmy coś zaproponować. Długo zastanawialiśmy się jak wykorzystać konserwy w kartonach w niecodzienny sposób. Przecieru pomidorowego używamy bardzo często, więc wiele przepisów z przecierem już publikowaliśmy. Groszek i kukurydza kojarzyły nam się głównie z sałatką jarzynową i dlatego postanowiliśmy zmierzyć się z nimi i wykorzystać je do czegoś zupełnie innego.
Z podanych składników otrzymamy 4 porcje.


Czas przygotowania: 40 minut

Składniki:
260 g słodkich ziemniaków
180 g kukurydzy w kartonie (bez zalewy)
1,5 cm korzenia imbiru
340 g brokułu
180 g groszku w kartonie (bez zalewy)
6 listków świeżego oregano
50 ml śmietanki 30%
sól
pieprz
2 kromki chleba wiejskiego 
kilka nitek chilli do dekoracji

Przygotowujemy dwa garnki. Do każdego wlewamy po 2,5 szklanki bulionu.
Słodkie ziemniaki obieramy i kroimy w cienkie plasterki. Kukurydzę odsączamy z zalewy. Korzeń imbiru ścieramy na tarce. Brokuły myjemy i drobno siekamy (różyczki i łodygi). Groszek odsączamy z zalewy. Oregano myjemy.
Do jednego garnuszka wrzucamy słodkie ziemniaki i imbir. Gotujemy do miękkości (ok. 10 minut), dodajemy kukurydzę i gotujemy jeszcze 2 minuty. Zdejmujemy z ognia. Do zupy dolewamy 25 ml śmietanki 30%, blendujemy, doprawiamy solą i pieprzem do smaku.
W tym samym czasie przygotowujemy zielony krem. Do garnka z bulionem dodajemy brokuły, groszek, liście oregano. Gotujemy warzywa do miękkości (ok. 10 minut). Zdejmujemy z ognia. Do zupy dolewamy 25 ml śmietanki 30%, blendujemy, doprawiamy do smaku solą i pieprzem.
W czasie, gdy gotują się warzywa przygotowujemy grzanki. Chleb kroimy w plasterki o grubości 1 cm i prażymy na suchej patelni, aż nabiorą złotego koloru.
Rozlewamy zupę. Najlepiej sprawdza się nalewanie dwóch zup jednocześnie, np. z dwóch rondelków. Ale można też po kolei - wtedy zaczynamy od zielonego kremu (powinien być gęstszy), wlewając porcję począwszy od zewnętrznej krawędzi talerza; dopiero potem uzupełniamy kremem ze słodkich ziemniaków i kukurdzy. Dekorujemy nitkami chilli. Podajemy z grzankami.

piątek, 11 listopada 2011

Schab na szybko w pięciu smakach

Zasadniczo powinny to być polędwiczki - a nie schab. Taki przepis znaleźliśmy w październikowym numerze Food Network Magazine. Tak się jednak złożyło, że w naszej lodówce był schab właśnie. A skoro przepis ma być szybki - to przecież nie można go traktować tak dosłownie... Oczywiście, polędwiczki byłyby delikatniejsze, ale rozbity cienko schab, zwłaszcza z przedniej części, też daje radę. Mogłyby być również sznycle. Ale przecież nie tylko o mięso tu chodzi. Ta potrawa zdobyła nasze zainteresowanie przede wszystkim grą smaków i kolorów. Brokuły i pomarańcza jaskrawo zestawione ze sobą, do tego ostry imbir, cebula i przyprawa pięciu smaków... Szybki i niebanalny obiad - polecamy!



Czas przygotowania: 30 minut

Składniki:
2 plastry schabu po 150 g każdy
1 mała pomarańcza
1 mały brokuł
1/2 cebuli
2 ząbki czosnku
3 cm korzenia imbiru
4 łyżki oleju
3 łyżeczki soli
2 łyżeczki przyprawy pięć smaków
2 łyżeczki pieprzu

Piekarnik nagrzewamy do temperatury 200 stopni Celsjusza. Pomarańczę kroimy w ósemki razem ze skórką. Brokuły myjemy, suszymy, różyczki przekrawamy na pół. Cebulę kroimy w bardzo cienkie piórka, podobnie imbir. Czosnek siekamy niezbyt drobno. Na dno płaskiego naczynia żaroodpornego lejemy 2 łyżki oleju, wrzucamy posiekane składniki, oprószamy łyżeczką soli i łyżeczką pieprzu.
Schab rozbijamy na grubość 1,5 cm, oprószamy resztką soli, pieprzu, posypujemy przyprawą pięciu smaków i rumienimy na rozgrzanym oleju po 2 minuty z każdej ze stron. Schab kładziemy na warzywach, wstawiamy do piekarnika na 20 minut i pieczemy bez przykrycia. Na talerze nakładamy każdego składnika po trochu - tak żeby było kolorowo.

czwartek, 18 sierpnia 2011

Zupa krem z batatów i imbiru

Dawno chcieliśmy zrobić tę zupę. Pierwszy raz zjedliśmy ją w "Baobabie", świetnej senegalskiej knajpie na warszawskiej Saskiej Kępie. Nawet w ostatni dzień przed wyjazdem byliśmy tam, żeby zjeść krem z batatów, a na drugie danie maffe - gulasz wołowy w sosie arachidowym.
Na senegalski powiew w naszej kuchni trzeba było jednak poczekać, aż... znajdziemy się w USA. Wszystko za sprawą batatów, które w Polsce kosztują naprawdę dużo i jakoś zniechęcały nas od gotowania z nich zupy. Gdy kupujesz drogie krewetki albo świeżutką polędwicę wołową - wiesz, że kupujesz luksus. Ale bataty nam się z tym jakoś nie kojarzyły... Tutaj są dużo popularniejsze i niewiele droższe niż "nasze" białe ziemniaki. Mogliśmy więc zaszaleć i zrobiliśmy od razu wielki garnek tej smakowitości. Jej pikantność i właściwości rozgrzewające można kontrolować zwiększając lub zmniejszając ilość imbiru. Limonkę można zastąpić cytryną. Z podanych składników wychodzi 6 dużych porcji. Ale i 8 osób by się najadło.


Czas przygotowania: 40 minut

Składniki:
1 kg batatów
10 dkg korzenia imbiru
1/4 główki posiekanej cebuli
1 łyżka oliwy z oliwek
1 l bulionu drobiowego
2 limonki
sól
pieprz
4 łyżki śmietany 18%

Cebulę drobno siekamy, bataty i imbir obieramy i kroimy na kawałki. Cebulę podsmażamy na oliwie z oliwek do miękkości, dodajemy imbir i smażymy jeszcze minutę mieszając. Zalewamy rosołem (ugotowanym wcześniej bulionem lub - gdybyście takiego nie mieli pod ręką - bulionem z kostki). Wrzucamy bataty. Gotujemy na małym ogniu przez 20-25 minut (do momentu, kiedy bataty porządnie zmiękną). Gotową zupę miksujemy, doprawiamy solą i pieprzem do smaku. Krem z batatów serwujemy z łyżeczką śmietany (można się pobawić w robienie eleganckiego kleksa na środku) i ćwiartką limonki. Świetnie smakuje z chrupiącą tortillą, pitą lub grzankami.

wtorek, 11 stycznia 2011

Zupa krem marchwiowy z imbirem i cytryną

Nawet jeśli za oknem roztopy, to jakoś nie sposób zapomnieć że jeszcze trwa zima. A zimą chce się zjeść coś rozgrzewającego, coś co doda nam trochę energii na ponure popołudnia. Sycąca zupa krem z marchwi, którą pokazujemy Wam dzisiaj na blogu serwowana jest w angielskim hotelu Kinloch Lodge. Przepis wydał się nam bardzo interesujący - marchewka z imbirem i cytryną to rzadkie połączenie. Dzięki pomidorom i cebuli zupa traci swój wyłącznie marchewkowy charakter i zmienia się w krem jarzynowy z delikatną korzenną nutą imbiru. Nasza przetrwała trzy dni - za każdym razem smakowała wybornie!


Czas przygotowania: 1 godzina

Składniki:
1 kg marchwi
1 średnia cebula
5 dag korzenia imbiru
2 ząbki czosnku
1 puszka pomidorów
skórka otarta z 1 cytryny
sok z 1 cytryny
¾ l bulionu drobiowego lub warzywnego
2 łyżki masła
3 łyżeczki  soli morskiej

Marchew, cebulę, imbir, czosnek obieramy i kroimy na kawałki. Cytrynę sparzamy, ocieramy z niej skórkę i wyciskamy sok. W garnku rozgrzewamy masło, wrzucamy cebulę i podsmażamy przez 4 minuty mieszając. Dodajemy imbir, czosnek i podsmażamy przez 1 minutę. Dodajemy marchewkę, pomidory z puszki  i skórkę cytrynową i podsmażamy przez kolejną minutę. Dolewamy bulion, zagotowujemy i wszystko dusimy na małym ogniu przez około 30 minut (marchewka powinna być miękka). Zupę doprawiamy solą wedle uznania (my nie lubimy słonych potraw, więc użyliśmy niewielkiej ilości soli) i blendujemy. Na talerz wylewamy zupę, posypujemy świeżo zmielonym pieprzem lub tymiankiem, skrapiamy 1 łyżeczką soku z cytryny i serwujemy  z grzankami. Jeśli ktoś ma ochotę, można podawać krem z łyżką śmietany – śmietana nieco zagłuszy ostrą nutę imbiru.

niedziela, 28 listopada 2010

Piernik czekoladowy z melasą

Ostatnio w Marks and Spencer M. kupiła czarną melasę. Nie dlatego, że wiedziała co z nią zrobić, ale dlatego, że  podobał jej się słoiczek. Idealny powód do zakupu produktu żywnościowego, prawda? Tak samo pewnie reagują dzieci na watę cukrową zamkniętą w pudełku z Myszką Miki czy cukierki w papierkach z Toy Story. Nieważne... Melasa przyszła do domu i należało znaleźć powód jej pobytu. Wszechwiedzący wujek Google roztoczył przed M. wachlarz możliwości i wiedziała, że czarna melasa wyląduje w czekoladowym pierniku Nigelli. Święta się zbliżają, o czym jak co roku przypomina nam Last Christmas, więc pora idealna na piernik. 
Przepis jest łatwy. Dorotus idealnie pozmieniała proporcje tak, żeby ciasto nie było za słodkie. Czekolada dodana do ciasta częściowo się rozpuszcza, a reszta ląduje na dnie. Wygląda to całkiem interesująco, podobnie jak sam piernik zaraz po upieczeniu - jest idealnie wyrośnięty, a jego powierzchnia jest lekko lepka. W oryginalnym przepisie piernik przykrywa się polewą. My z niej zrezygnowaliśmy, a piernik i tak  pozostał świeży przez tydzień (tyle wytrzymał u nas, zanim go nie pochłonęliśmy). Przepis mówi, żeby do ciasta dodać mielone goździki - zmieliliśmy je w młynku do kawy (tak jest znacznie szybciej). Ciasto piekliśmy w keksówce, a tylko część masy wylądowała w formie muffinkowej. Ta część jednak dużo lepiej się prezentowała na zdjęciach :) Czarna melasa spisała się idealnie i dlatego będzie spędzała z nami Boże Narodzenie - w pierniku, a nie w słoiku.


Czas przygotowania: 20 minut
Czas pieczenia: 45 minut

Składniki:
175 g masła 
100 g ciemnego cukru muscovado 
150 g golden syrup'u 
150 g melasy 
¼ łyżeczki mielonych goździków 
1 łyżeczka mielonego cynamonu
2 łyżeczki mielonego imbiru 
1¼ łyżeczki sody oczyszczonej 
2 łyżki ciepłej wody 
2 jajka 
250 ml mleka
275 g mąki pszennej 
40 g kakao
100 g gorzkiej czekolady

Piekarnik nagrzewamy do temperatury 170 stopni. Formę wyścielamy papierem do pieczenia. Czekoladę siekamy na drobne kawałki. Masło, cukier, golden syrup, melasę, przyprawy podgrzewamy w garnku do połączenia składników i zdejmujemy z płytki. Sodę rozpuszczamy w ciepłej wodzie. Do garnka ze składnikami płynnymi dodajemy jajka, mleko, sodę, mąkę i czekoladę, mieszamy do połączenia składników i wlewamy do formy. Wstawiamy do piekarnika na 45 minut. Po upływie tego czasu sprawdzamy patyczkiem czy ciasto jest upieczone. Jeśli jest, to je wyjmujemy. Jeśli nie, zostawiamy na kolejne 5 minut.