Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wanilia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wanilia. Pokaż wszystkie posty

środa, 31 października 2018

Risalamande - duński deser bożonarodzeniowy

Risalamane to ryżowy pudding z migdałami podany z ciepłym wiśniowym sosem. Duńczycy jedzą go w Wigilię. My od pewnego czasu jemy go prawie codziennie.


Risalamande ma bardzo francusko brzmiącą nazwę. Dokładnie oznacza ryż z migdałami. Duńczycy wypierają z całej siły myśl, że to danie mogłoby być popularne gdzie indziej. Nie będziemy wnikać w to skąd na duńskich stołach pojawił się ryż, bo nie ma to sensu. Ryż z wanilią, mlekiem, śmietanką i sosem wiśniowym jest cudownym jedzeniem na pocieszenie. Tradycyjnie do wielkiej porcji ryżu wkłada się jeden cały migdał. Osoba, która go znajdzie zostaje obdarowana małym prezencikiem "mandelgave", który zwykle przyjmuje postać małej marcepanowej świnki. 

Duńczycy, podobnie jak Polacy, spotykają się na świętowanie 24.12. Jedzą kolację, wymieniają się prezentami i napełaniają żołądki ryżowym puddingiem. Jedzą go dopóki ktoś nie znajdzie migdała, który zwykle jest gdzieś na dnie miski. 

W duńskich sklepach można kupić już ugotowany ryż i gotowy sos wiśniowy. Gotowanie ryżu nie jest trudne, ale może być nieco upierdliwe. Ryż lubi się przypalać, więc możemy albo to zaakceptować albo przez 20 minut cierpliwie go mieszać. Ryż, którego używamy do przygotowania puddingu nazywa się "grodris" i jest to ryż krótkoziarnisty podobny do ryżu do risotto.
Wiśniowy sos to nic innego jak gęsty kisiel z kawałkami wiśni. 

Risalamande bardzo nam przypomina popularny deser belriso. Nasze dzieci uwielbiają zabierać ryżowy pudding z sosem do szkoły. Ugotowanie wszystkiego nie zajmie więcej niż 30 minut, a smak jest warty każdego poruszenia łyżką. 

Przygotowanie sosu wiśniowego przypomniało nam zdjęcie, które ostatnio widzieliśmy na fanpage'u restauracji Water&Wine. Tam zamykają jesień w słoikach. Zupełnie jak my zamykaliśmy w słoikach tegoroczne wiśnie robiąc z nich dżemy. Część z nich zamknęliśmy jednak w woreczkach i wrzuciliśmy do zamrażarki. Takie są najlepsze do sosów, kisieli i budyniu. 



Czas przygotowania: 30 minut
Liczba porcji: 5

Risalamande 
1 szklanka ryżu do risotto
1/2 szklanki wody
3 szklanki mleka
2 łyżki cukru waniliowego (lub 2 laski wanilii)
1 szklanka śmietanki 30%
1 cały migdał
1/2 szklanki posiekanych migdałów

Sos wiśniowy:
2 szklanki mrożonych wiśni 
3 szklanki wody
5 łyżek cukru
1 łyżeczka soku z cytryny
2 czubate łyżki mąki ziemniaczanej

1. Przygotowujemy pudding. Do garnka wsypujemy ryż, wlewamy wodę i doprowadzamy do wrzenia. Gotujemy 3 minuty. Wlewamy mleko, dodajemy cukier waniliowy (lub przekrojone laski wanilii). Ciągle mieszając gotujemy na małym ogniu przez 30 minut. W wersji dla leniwych: gotujemy na małym ogniu przez 20 minut, przykrywamy garnek pokrywką i zostawiamy na 15 minut.

2. W czasie kiedy gotuje się ryż przygotowujemy sos wiśniowy. Wydrylowane wiśnie, wodę, cukier i sok z cytryny przekładamy do garnka. Gotujemy na małym ogniu 3 minut po zagotowaniu. 

3. W szklance mieszamy mąkę ziemniaczaną z 1/4 szklanki wody. Owoce w garnku zaczynamy mieszać i powoli dolewamy zawiesinę z mąki ziemniaczanej. Nie przerywając mieszania doprowadzamy wszystko do wrzenia. Zdejmujemy z ognia. 

4. Śmietankę 30% delikatnie ubijamy i mieszamy z ostudzonym ryżem, posiekanymi migdałami i całym migdałem. Podajemy z ciepłym sosem. W wersji na drugie śniadanie do szkoły: ryż wkładamy do pudełeczka i polewamy sosem. 

niedziela, 12 stycznia 2014

Bułeczki drożdżowe z czekoladą - na "dzień ze słodyczami"

Co dla Was oznacza czerwona kartka w kalendarzu? Niedzielę, święto, dzień bez szkoły, pracy, budzika i całodziennego pośpiechu. W naszym domu czerwona kartka w kalendarzu zwiastuje dzień ze słodyczami. Czyli taki dzień w którym z namaszczeniem można zjeść czekoladkę czy ciastko.
Generalnie, nie mamy obsesji niejedzenia słodyczy, bo sami je uwielbiamy i nie wyobrażamy sobie, żebyśmy jedli je cichaczem zaszyci w szafie. Mamy jednak poczucie, że ich nadmiar zabiera naszym dzieciom (i nam) radość ze słodyczy ukrytej w marchewkach, jabłkach czy bananach. I z doświadczenia wiemy też, że zabiera ochotę na "prawdziwe" jedzenie. Nie twierdzimy też, że słodycze są zupełnie niezdrowe i godne potępienia - bo niezdrowy wydaje nam się jedynie ich nadmiar.
Oczywiście, są pewne wyjątki w kwestii "czerwonej kartki". Na przykład w urodziny, nawet w dniu powszednim, ma się prawo do tortu :) Podobnie przy odwiedzinach u przyjaciół. Gdy oni częstują dzieci czymś słodkim, nie widzimy w tym problemu. Przede wszystkim dlatego, że chcemy ich nauczyć szacunku do ludzi, którzy częstują ich tym, co przygotowali specjalnie dla nich. A poza tym zdrowego rozsądku, a nie żelaznego trzymania się zasad. Czasem pieczemy coś słodkiego - tartę, drożdżówki, ciastka - w środku tygodnia. Nie czekamy na najbliższą "czerwoną kartkę" z degustacją. Czy to wszystko sprawia, że dzieciaki nie mają ochoty na słodycze w inne dni tygodnia? Jasne, że mają - choć generalnie akceptują zasadę "czerwonej kartki" i to nam zdecydowanie pomaga jeść mądrzej.
Pachnące wanilią drożdżówki z czekoladą, o których będzie dzisiaj, powstały właśnie z myślą o "czerwonej kartce". Ciasto przez noc rosło w lodówce, rano po przebudzeniu wyjęliśmy je na blat, szybko uformowaliśmy bułeczki, włączyliśmy piekarnik i zanim wszyscy zdążyli się porządnie obudzić, ciepłe bułeczki były już na stole. A dokładnie - 11 bułeczek.


Czas przygotowania: 20 minut 
Czas pieczenia: 15-20 minut

Składniki :
160 ml mleka
25 g masła
250 g mąki pszennej
1 łyżka cukru waniliowego
30 g cukru
7 g drożdży świeżych
2 łyżki oleju
12 kostek czekolady (1/2 tabliczki)
1 jajko
1 łyżka wody
3 łyżki cukru perlistego (opcjonalnie)

Mleko zagotowujemy, zdejmujemy z ognia, dodajemy masło i mieszamy do rozpuszczenia. Studzimy mleko, aż będzie ciepłe (trzeba włożyć do niego palec - jeśli nie będzie nas parzyło, można iść dalej). W szklance mieszamy drożdże z cukrem. Do miski wsypujemy mąkę, cukier waniliowy, mieszamy. Dodajemy ostudzone masło z mlekiem i drożdże. Wyrabiamy ciasto, aż będzie elastyczne - ok. 5 minut w mikserze planetarnym. Z gotowego ciasta formujemy kulę, smarujemy ją olejem, wkładamy do czystej miski i przykrywamy folią spożywczą. Uwaga! Ciasto podwoi swoją objętość, więc trzeba wybrać odpowiednio dużą miskę. Ciasto wstawiamy na noc do lodówki. (Uwaga! jeśli chcemy bułeczki piec jeszcze tego samego dnia musimy podwoić ilość drożdży do 14g). Rano wyjmujemy z lodówki ciasto.
Czekoladę łamiemy na kawałki. Ciasto dzielimy na 10-12 części. Z każdej formujemy placek wielkości naszej dłoni, kładziemy na środku kawałek czekolady i brzegi zawijamy do środka. Gotową bułeczkę wkładamy do góry nogami (tj. sklejeniem do dołu) do tortownicy wysmarowanej olejem. Powtarzamy ze wszystkimi bułkami. 
Piekarnik nagrzewamy do 180 stopni Celsjusza.
Do miseczki wbijamy jajko, dodajemy wodę i mieszamy. Roztrzepanym jajkiem z wodą smarujemy wierzch bułek, posypujemy cukrem perlistym. Bułeczki wkładamy do nagrzanego piekarnika i pieczemy do zrumienienia - 15-20 minut. Upieczone wyjmujemy z pieca, czekamy 5 minut i ostrożnie wyjmujemy z blaszki. 


poniedziałek, 1 listopada 2010

Panna cotta

Gdyby nas w dzieciństwie ktoś poprosił o wymienienie chłodnych deserów, jakie znamy, to lista pewnie ograniczyłaby się do lodów, budyniu, galaretki, bitej śmietany no i może schłodzonego kisielu... I w zasadzie każdy z nich można było zrobić z torebki... Ale dość szybko zrozumieliśmy, że kulinarna rzeczywistość jest bardziej skomplikowana, że istnieją jeszcze różne musy, kremy, puddingi. Naprawdę trudno zrozumieć, dlaczego przez długi czas panna cotta była w Polsce słabo znana. Składniki są przecież bajecznie proste: śmietanka, mleko, cukier, żelatyna. Żadnej egzotyki, w dodatku jeszcze pana cotta reprezentuje włoską kuchnię, lubianą w Polsce i w wielu zakątkach świata. A smakuje rewelacyjnie - konsystencja galaretki, smak bitej śmietany czy raczej intensywnie mlecznego kremu. W zależności od pory roku i posiadanych dodatków, można ten czysty, prostolinijny smak złamać jakimiś owocami, konfiturą, orzechami czy syropem klonowym.
Z podanych składników wychodzi 5 porcji deseru. Jesteśmy zwolennikami mniejszych porcji, bo zachłanność przy jedzeniu panna cotty nie popłaca. Po pewnym czasie deser wydaje się już za ciężki i mdły. A łasuchy zawsze mogą przecież pokusić się o kolejną porcję... 


Czas przygotowania: 15 minut
Czas oczekiwania: minimum 3 godziny

Składniki:
200 ml śmietanki 30% lub 36%
200 ml mleka
70 g cukru
2 łyżeczki ekstraktu waniliowego
2 łyżeczki rumu
2 łyżeczki żelatyny
1/2 szklanki wody

Żelatynę wsypujemy do kubka z wodą i dokładnie rozpuszczamy. Odstawiamy. Przygotowujemy dwa rondelki. W jednym doprowadzamy do wrzenia śmietankę, a w drugim mleko z cukrem. W trakcie podgrzewania mleka należy je mieszać, żeby nam się nic nie przypaliło. Zagotowane śmietankę i mleko mieszamy z żelatyną, ekstraktem waniliowym i rumem. Mieszamy energicznie przez około minutę po to, żeby żelatyna się dobrze rozpuściła. Studzimy i jeszcze ciepły płyn wlewamy do salaterek lub lampek do wina. Wstawiamy do lodówki, żeby stężały. Panna cottę możemy podać z konfiturą, musem ze świeżych owoców, siekanymi orzechami lub migdałami, syropem klonowym. Możemy jeść ją też bez żadnych dodatków, bo jest naprawdę pyszna. Przed podaniem sugerujemy wyjęcie jej na kilka minut z lodówki, żeby się delikatnie ogrzała i nabrała delikatności.

sobota, 19 czerwca 2010

Ekstrakt waniliowy

W wielu naszych przepisach pojawia się ekstrakt waniliowy. Aromatu, jaki nadaje wypiekom, nie da się porównać do żadnego olejku waniliowego, a cukier wanilinowy przy nim pachnie jak chemikalia. Ekstrakt można oczywiście kupić m.in. w Marks&Spencer - ale po co, skoro można go zrobić w domu. Ten na wódce czy spirytusie będzie taki sam, jak ten kupowany w sklepie, a rumowy będzie delikatnie słodki.

 

Czas przygotowania: 1 minuta
Czas oczekiwania: 2 miesiące

Składniki:
1 laska wanilii
1 szklanka spirytusu/wódki/rumu

Do szklanego naczynia, które dobrze się zamyka wkładamy laskę wanilii przekrojoną wzdłuż, ale nie do końca. Końce wanilii nie mogą być rozcięte, a ziarenka mają zostać w środku. Wanilię zalewamy alkoholem, zamykamy pojemnik i odstawiamy w ciemne i chłodne miejsce poruszając naczyniem raz w tygodniu, żeby wymieszać zawartość. Już po tygodniu alkohol staje się brunaty po to, żeby po dwóch miesiącach nabrać pięknego karmelowego koloru i cudownego zapachu.

Serniczki

Po raz trzeci podjęliśmy próbę zrobienia serniczków. Dla tych, którzy w białostockim Podlasiaku nigdy nie byli - krótkie wyjaśnienie. Podlasiak to bar mleczny, a serniczki to takie smażone kotleciki serowe podawane ze śmietaną z cukrem i musem truskawkowym, w sezonie, a poza sezonem z kawałkami brzoskwini z puszki. Są pyszne i tanie, jak na produkt z baru mlecznego przystało. Nasze serniczki przypominają te białostockie tylko trochę - są bardziej serowe, delikatniejsze, chrupiące z zewnątrz i miękkie w środku. Idealnie smakowały z bitą śmietaną i truskawkami albo z syropem klonowym. Ponowimy próbę otrzymania serniczków takich jak z Podlasiaka, a tym czasem podajemy przepis na nasze placki serowe. Z podanych składników wychodzą średniej wielkości placki dla trzech głodnych osób lub czterech średnio głodnych :)


Czas przygotowania: 20 minut

Składniki:
1 kostka twarogu chudego lub półtłustego
2 szklanki mąki
szczypta soli
1 łyżeczka sody 
1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
2 łyżeczki cukru pudru
1 jajko
1 szklanka mleka
3 łyżki jogurtu bałkańskiego (opcjonalnie)
1 łyżka ekstraktu waniliowego
olej do smażenia
dodatki: bita śmietana, truskawki całe lub mus, syrop klonowy, jogurt owocowy...

W misce mieszamy mąkę, sól, proszek do pieczenia, sodę i cukier puder. Dodajemy ser, jajko, ekstrakt waniliowy, jogurt, mleko, zagniatamy na jednolitą masę. Na rozgrzaną patelnię wylewamy olej i za pomocą łyżki do zupy kładziemy na nim masę serową. Ponieważ masa jest dość lepiąca, placki trzeba formować na patelni przyciskając ciasto łyżką. Smażymy na wolnym ogniu, żeby placki się nie przypaliły (cukier w nich zawarty świetnie się pali) przewracając, gdy jedna strona zbrązowieje. Serniczki są delikatne, więc warto je przewracać przy użyciu dwóch łopatek. Gotowe placki zdejmujemy z patelni i podajemy z dowolnymi dodatkami.
Smacznego!