Pokazywanie postów oznaczonych etykietą marchewka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą marchewka. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 30 września 2018

Pieczona pita i warzywa, czyli ulubiona śniadaniówka naszych dzieci

Nigdy nie przyszło nam do głowy, że w taki prosty sposób możemy zachęcić dzieci do jedzenia warzyw. Ręce to słowo klucz.


Pewnego dnia dostaliśmy ze szkoły wiadomość. Nauczyciele prosili, żeby rodzice przyjrzeli się śniadaniówkom dzieci. Delikatnie sugerowali, że niektóre dzieci dostają rzeczy, których nie lubią i są przez cały dzień głodne. Zachęcali do rozmowy z dziećmi, sporządzenia listy ulubionych smaków i przygotowania takiej śniadaniówki, którą spokojnie można zjeść palcami. Wśród pomysłów był hummus z warzywami i serek. Poszliśmy za tym tropem. Zapakowaliśmy im do szkoły hummus, pokroiliśmy warzywa i dorzuciliśmy kilka pełnoziarnistych krakersów. Do domu wrócił hummus, który ewidentnie był słabym ogniwem śniadaniówki. Kilka dni później nie mieliśmy w lodówce prawie niczego oprócz światła. Wieczorem lał deszcz, więc naprawdę nie mieliśmy ochoty wychodzić po zakupy. Wtedy też upiekliśmy kawałki pity, bo dzieci lubią chrupiące pieczywo. Pokroiliśmy w paski warzywa (potem dowiedzieliśmy się, że tylko czerwona papryka jest jadalna). Do małego pojemniczka daliśmy serek typu philadephia. Adam sugerował dodatnie masła orzechowego lub tahiny. Tak byłoby pewnie smaczniej. Jednak jedno dziecko w klasie ma koszmarną alergię na orzeszki ziemne i nikt nawet nie próbuje ich przynosić do szkoły.

Popołudniu zobaczyliśmy puste śniadaniówki. Usłyszeliśmy też, że to było najlepsze drugie śniadanie. Bo super kolorowe, bo chrupało, bo można było bezkarnie oblizywać palce. Warzywami można się też było podzielić i wymieniać (zielona papryka za czerwoną...)

Nam w tej śniadaniówce najbardziej jednak smakowała pita. Jest inna niż zwykłe krakersy czy pieczywo ryżowe. Upieczona, doskonale nadaje się do serków, past, hummusów i świeżych warzyw. Nie mięknie tak łatwo, a to ogromna zaleta kiedy trzeba ją przechowywać z marchewkami i ogórkami. Warzywa koniecznie krojcie w cienkie paski lub małe kawałki. Ładniej wyglądają i dzieciom smakują znacznie bardziej niż np. pół marchewki. Takie paseczki łatwiej też zanurzyć w serku. Ze względu na dobro otoczenia nie próbujcie do śniadaniówek wkładać pieczonych buraków (zwykle spadają na jakieś jasne spodnie kolegi).

Wpis powstał we współpracy z Cisowianką i restauracją Water&Wine. 


Czas przygotowania: 20 minut

Składniki na 1 porcję:

1 pita
1 łyżka oliwy z oliwek
1 marchewka
1/2 papryki
1/2 ogórka świeżego
2 łyżki serka typu philadephia 
ew. 1 łyżeczka masła orzechowego lub tahiny

1. Pitę kroimy w trójkąty, smarujemy oliwą z oliwek i pieczemy ok. 5 minut w 200 stopniach Celsjusza.

2. Pitę studzimy.

3. Warzywa myjemy i kroimy w paseczki.

4. Jeśli możemy i chcemy, serek mieszamy z masłem orzechowym lub tahiną i przekładamy do pojemnika.

poniedziałek, 23 maja 2016

Wiosenne penne ze szparagami

Wiosną zaczyna się sezon na zielone, świeże i szybsze niż zwykle. Nikogo więc nie powinno dziwić, że te wszystkie cuda z warzywniaka najlepiej smakują z makaronem. 

Nasze wiosenne penne podaliśmy ze szparagami (o ich przygotowaniu i przechowywaniu możecie przeczytać tutaj), marchewką, pieczarkami i fasolką szparagową. Mieliśmy ochotę dorzucić groszek cukrowy, który jest naszą nową miłością, ale nie mogliśmy go nigdzie znaleźć. Makaron z warzywami smakuje wiosną, świeżością i radością. Można/trzeba go podawać na ciepło, ale niewiele traci serwowany na zimno. Można więc go spokojnie zabrać do pracy. 

Do makaronu dorzuciliśmy sporo bazylii, mięty i pietruszki. Nie żałujcie ziół, bo to one nadają temu daniu wyjątkowego smaku. Pięknie pachną i rewelacyjnie smakują. My używamy świeżych ziół z pewną powściągliwością, ale tym razem wrzuciliśmy po prostu wszystko, co nam rośnie na parapecie. Spróbujcie! To niesamowite jak różne zioła razem dają taki odlotowy smak. I ten zapach. Makaron po prostu pachnie zielonym! 

Mała parapetowa obserwacja: hydroponiczna bazylia i mięta (czyli taka sprzedawana w większości marketów) świetnie rośną na dobrze oświetlonym parapecie obficie podlewane raz dziennie. Po raz pierwszy udało nam się ich nie zabić po kilku dniach i zdecydowanie to zasługa słońca i wody. 



Czas przygotowania: 30 minut
Liczba porcji: 4

Składniki:
6 łyżek oliwy z oliwek
2 ząbki czosnku
2 dymki
 1 marchewka
6 pieczarek
1/2 kg szparagów 
200 g fasolki szparagowej
400 g penne
1/2 szklanki natki pietruszki
1/3 szklanki świeżej bazylii
1/3 szklanki świeżej mięty 
1/2 szklanki tartego parmezanu
świeży pieprz


1. Czosnek kroimy w plasterki.

2. Marchewkę kroimy w słupki 4 cm x 0,5 cm.

3. Pieczarki obieramy i przekrawamy na pół.

4. Szparagi dokładnie myjemy, odkrawamy główki, a łodyżki przekrawamy na pół.

5. Fasolkę szparagową myjemy i kroimy na 3 części.

6. Dymki siekamy.

7. Natkę pietruszki, bazylię, miętę siekamy.

8. Makaron gotujemy według instrukcji na opakowaniu, a w tym czasie przygotowujemy na patelni warzywa. 

9. Rozgrzewamy olej i wrzucamy czosnek i dymkę. Smażymy mieszając 1 minutę. 

10. Na patelnię dodajemy marchewkę, zmniejszamy ogień i mieszając smażymy 4 minuty.

11. Do marchewki dodajemy fasolkę szparagową i łodygi szparagów. Wlewamy 1/2 szklanki wody. Smażymy 5 minut.

12. Na patelnię wrzucamy pieczarki, główki szparagów. Smażymy kolejne 3 minuty. 

13. Makaron odcedzamy zostawiając 1/4 szklanki wody z gotowania.  

14. Do garnka z makaronem dodajemy warzywa z patelni, zioła i parmezan. Dokładnie mieszamy.

15. Serwujemy makaron oprószając go świeżo zmielonym pieprzem. 



Przepis powstał we współpracy z Cisowianka - Gotujmy Zdrowo. 

czwartek, 31 marca 2016

Śledzik matias - w korzennej zalewie

Klasyka gatunku - szwedzki śledź w korzennej zalewie. Chyba jeden z najprostszych i najlepszych śledziowych przepisów.

Każda nasza wizyta w IKEA kończy się tak samo - wędrówką do szwedzkiego sklepiku po pastę rybną, kilka ulubionych żelków (nawet tych z lukrecją) i słoiczek śledzi zwanych matjessill. Ze wszystkich szwedzkich śledzi najbardziej smakują nam te w korzennej zalewie - z marchewką, czerwoną cebulą, odrobiną cynamonu, kardamonu, anyżu i skórki pomarańczowej. W przeciwieństwie do naszych rodzimych śledzi w occie, te szwedzkie są słodkie. Dodatek korzennych przypraw nadaje im charakterystycznego aromatu. Lubimy je z chrupkim pieczywem, szczególnie takim domowym z sezamem i siemieniem lnianym (przepis znajdziecie tutaj). 

Uwagi techniczne: śledzie po włożeniu do słoiczka można jeść już po 48 godzinach. Można je przechowywać w lodówce przynajmniej przez 6 tygodni. 

O smaku matiasów decyduje jakość śledzia, którego użyjemy. Warto więc kupować filety grubsze i mięsiste. Te cienkie i rozpadające się będą smaczne, ale nie będą miały dobrej struktury. Dlatego polecamy kupowanie śledzia na wagę - wtedy widać jak wygląda ryba. 

Gotowe śledzie nie są mocno octowe, więc nie zmniejszajcie ilości octu w przepisie (to rada dla tych, którzy boją się o ostrość). Ta jest w sam raz. 

Nie próbujcie "reanimować" zalewy - po zjedzeniu śledzi, po prostu ją wylejcie. Próbowaliśmy do tej samej zalewy wkładać drugi raz świeże śledzie i to nie działa - śledzie nie łapią koloru, brakuje im wyrazistości i smaku. Po prostu nie. 

Do śledzia nie dodajemy soli. Raczej próbujemy się jej pozbyć mocząc rybę. Ocet tak podkreśli jej smak, że nie trzeba już niczego dodawać. Wpis powstał we współpracy z  Cisowianka - Gotujmy Zdrowo - Mniej Soli.


Składniki:

6 płatów solonych śledzi (ok. 1/2 kg)
1 marchewka
1 czerwona cebula

zalewa
150 ml octu spirytusowego
130 g cukru
300 ml wody
1 liść laurowy
1 łyżeczka ziela angielskiego
1 liść laurowy
1 gwiazda anyżu
1 goździk
2 ziarna kardamonu
1 laska cynamonu
kawałek skórki z pomarańczy (2cm x 2 cm)


1. Śledzie włożyć do lodowatej wody na 2 godziny. Wyjąć i pokroić w 3 cm kawałki.

2. Marchewkę pokroić w cienkie plasterki. Cebulę pokroić w cienkie plasterki.

3. Wszystkie składniki zalewy włożyć do rondelka. Dodać marchewkę i cebulę. Doprowadzić do wrzenia i gotować 1 minutę. Ostudzić. 

4. Do czystych słoików włożyć śledzie, marchewkę i cebulę z zalewy.  Przykryć zalewą.

5. Przechowywać w lodówce.


wtorek, 28 kwietnia 2015

Krem z marchewki z krewetkami curry

Sa takie momenty, kiedy gotowanie ogranicza się do zmechanizowanych ruchów, do powtarzalnych i wyuczonych czynności. Są takie momenty, kiedy gotowanie to wyłączanie głowy i przechodzenie w tryb roboczo-zadaniowy. Są też takie momenty, kiedy gotowanie to odskocznia od rzeczywistości. Kiedy garnek, łyżka, nóż, deska to elementy scenografii potrzebne do przejścia w tryb myślenia i układania sobie ważnych spraw w ciszy. Są też takie momenty, kiedy do gotowania pcha radość tak wielka, że otwiera wszystkie szuflady w wyobraźni. Kiedy radość zamienia się w radosne gotowanie. Takie momenty lubimy najbardziej.
Krem z marchewki z kolendrową nutą i krewetkami w curry to znak, że wiosna zadomowiła się na dobre. Jest pięknie pomarańczowa, pachnie i smakuje wakacjami.



Czas przygotowania: 40 minut
Liczba porcji: 4

Składniki:
1 kg marchewki
4 łyżki oleju 
1 cebula
1 łyżka ziaren kolendry
3 szklanki bulionu lub wywaru warzywnego
1 szklanka mleczka kokosowego plus 2 łyżki do dekoracji
sól

200 g dużych krewetek 
1 łyżka oleju
1 łyżka curry
4 liście szczypiorku



1. Cebulę odbieramy i drobno siekamy. 
2. Marchewki obieramy i kroimy w cienkie plasterki.
3. Kolendrę miażdżymy w moździerzu lub mielimy w młynku.
4. W garnku rozgrzewamy olej. Na małym ogniu smażymy cebulę mieszając – ok. 3 minut.
5. Do miękkiej cebuli dodajemy marchewkę, dobrze mieszamy, przykrywamy garnek pokrywką i smażymy na małym ogniu przez ok. 7 minut (aż marchewka zmięknie). Co 30 sekund garnek otwieramy i mieszamy marchewkę. 
6. Do garnka z miękką marchewką wlewamy bulion, przykrywamy pokrywką i gotujemy na małym ogniu 15 minut.
7. W czasie, gdy gotujemy zupę, obieramy krewetki.
8. Na patelnię wlewamy 1 łyżkę oleju, wrzucamy krewetki, oprószamy curry i smażymy ok. 1 minuty przewracając krewetki raz. Jeśli krewetki były obgotowane i kupiliśmy różowe smażymy je króciutko. Jeśli kupiliśmy krewetki surowe, smażymy je, aż mięso w środku będzie delikatnie różowe - około 2-3 minut. 
9. Gotową zupę zdejmujemy z ognia, dodajemy mleczko kokosowe i blendujemy do uzyskania jednolitego kremu. Uwaga! Gorąca zupa może pryskać. 
10. Zupę wlewamy do miseczek, na wierzchu robimy es-floresy z mleczka kokosowego. Układamy na niej krewetki i posiekany w długie nitki szczypiorek.

Jak odgrzać zupę krem?
Jeśli zdarzy się tak, że zupa zostanie na następny dzień przechowujemy oddzielnie zupę i krewetki. Zupę pogrzewamy w garnku na małym ogniu ciągle mieszając. Gorącą zupę zdejmujemy z ognia. Do gorącej zupy wrzucamy zimne krewetki i zostawiamy w niej przez 1 minutę.  

środa, 26 listopada 2014

Policzki wołowe

Policzki wołowe to, jak sama nazwa wskazuje, mięśnie policzkowe krowy. Są bardzo twarde i niezwykle chude. Na szczęście, długie pieczenie działa na ich korzyść i sprawia, że mięso staje się niezwykle delikatne i miękkie. Rozdziela się na takie małe niteczki i po prostu rozpływa się w ustach. Policzki wołowe przygotowaliśmy według przepisu Karola Okrasy, który znaleźliśmy na stronie jego programu (można przeczytać tutaj). Pięknie pachną rozmarynem, a sos z pieczonych warzyw wspaniale podkreśla smak mięsa. Najważniejsze, że bardzo łatwo się je przygotowuje. A po obejrzeniu filmu Julie and Julia i zmagań z wołowiną po burgundzku, trochę się baliśmy o te policzki. Julia Child na przygotowanie wołowiny po burgundzku poświęcała kilka godzin raz po raz zmieniając temperaturę, coś dodając, coś odlewając... Tutaj wystarczy obsmażyć mięso, warzywa, zalać je wodą z winem i piec. Proste. 
Gdzie można kupić policzki wołowe? Warszawa ma łatwo, bo ma Halę Mirowską i tam można takie policzki po prostu zamówić. Dobra wiadomość dla innych miast jest taka, że w Auchan można zamawiać mięso. Wystarczy zadzwonić do działu mięsnego i powiedzieć czego się potrzebuje. Oni wykroją co trzeba i sprzedadzą. To bardzo ułatwia sprawę. A jak ktoś ma w okolicy prawdziwy sklep mięsny z prawdziwym rzeźnikiem, to jest w mięsnym raju i nie musi się szczególnie trudzić. 


Czas przygotowania: 20 minut
Czas oczekiwania: 3 godziny

Składniki:
1 kg policzków wołowych
3 pędy selera naciowego
1 mały seler korzeniowy
2 marchewki
1 cebula
3 gałązki świeżego rozmarynu
5 łyżek mąki pszennej
3 ząbki czosnku
4 ziarna ziela angielskiego
3 liście laurowe
200 ml wina czerwonego (najlepiej burgundzkiego)
200 ml wody
2 łyżeczki soli 
2 łyżeczki pieprzu
10 łyżek oleju

Piekarnik nagrzewamy do temperatury 160 stopni Celsjusza. 
Policzki wołowe myjemy, osuszamy, oprószamy solą, pieprzem i 2 łyżkami mąki. Smażymy na oleju z obu stron na złoto i wkładamy do naczynia żaroodpornego. 
Seler korzeniowy, marchewki, cebulę obieramy i kroimy w duże kawałki. Pędy selera naciowego kroimy w duże kawałki. Wszystkie warzywa oprószamy pozostałą mąką i wrzucamy na patelnię z 5 łyżkami oleju. Na patelnię wrzucamy też czosnek, liść laurowy, ziele angielskie i rozmaryn. Podsmażamy 5 minut, aż warzywa się delikatnie zezłocą. Dolewamy wino, czekamy aż się zagotuje. Następnie wszystkie warzywa z winem przekładamy do naczynia żaroodpornego, wlewamy wodę. Naczynie przykrywamy i zostawiamy w piekarniku na 3 godziny.
Wyciągamy z piekarnika mięso z warzywami. Połowę warzyw miksujemy na gładką masę. Na talerze wykładamy pokrojone w plastry policzki, pieczone warzywa, polewamy sosem. Ozdabiamy świeżym rozmarynem. Podajemy z ugotowaną kaszą gryczaną, świeżą bagietką albo pieczonymi ziemniakami. 


wtorek, 1 kwietnia 2014

Marchew z kolendrą i nerkowcami

Tym razem bez długich wstępów. Hartowana marchewka (zestawienie idealne na sprawdzian z ortografii) z nerkowcami, kolendrą i odrobiną chili to orzeźwiająca przekąska i pomysłowy dodatek do grillowanych i pieczonych mięs. Świetnie wygląda na talerzu, dobrze smakuje i nie wymaga długich przygotowań. Do tego wpasowuje się w wiosenną filozofię "jest Słońce, więc spotkajmy się w parku, a nie w kuchni." 
Hartowanie warzyw to jedna z tych technik o których doskonale wiemy, ale rzadko stosujemy, a przecież nic nie przywraca chrupkości i jędrności warzywom tak, jak lodowata woda. Pamiętam, że czytałam kiedyś wywiad z amerykańskim szefem kuchni Michaelem Symonem, który zdradził sekret niesamowicie chrupiących sałat, które serwuje się w restauracjach - zlew wypełniony wodą z lodem. Wszystkie rodzaje sałat (włącznie z rukolą), wkłada się do lodowatej wody i przez cały wieczór utrzymuje się niską temperaturę dorzucając lód. Kiedy klient zamówi sałatkę, warzywa wyjmuje się ze zlewu, delikatnie osusza i serwuje. Dzięki temu sałaty czy ogórki są jędrne, chrupiące i absolutnie zielone. Niesamowicie prosta "sztuczka", którą można zastosować w każdej kuchni. 


Czas przygotowania: 15 minut

Składniki:
2 marchewki
1/4 szklanki nerkowców
3 łyżki soku z limonki
1/4 łyżeczki chili (opcjonalnie)
szczypta soli
spora garść liści kolendry

Przygotowujemy miskę z zimną wodą i wrzucamy do niej kilka kostek lodu. Marchew obieramy ze skórki, a potem obieraczką tniemy na długie i cienkie plasterki. Wkładamy je do zimnej wody na 10 minut. Dzięki temu marchewka nabierze chrupkości. 
Na suchą patelnię wrzucamy orzechy nerkowca i mieszając prażymy, aż się zezłocą. Szybko zdejmujemy z patelni, kładziemy na talerz i chwilę studzimy. Do misy blendera wrzucamy orzechy nerkowca, dodajemy sok z limonki, chilli i sól. Blendujemy, aż powstanie sypka masa. Liście kolendry myjemy, suszymy i drobno siekamy. Na talerzach układamy marchewkę, posypujemy nerkowcami i liśćmi kolendry. Podajemy.  

środa, 5 marca 2014

Pieczone pierogi z wołowiną

O co prosi żona swojego męża, który wyjeżdża do Anglii? O nową torebkę z Primark, o perfumy z lotniska, o pudełko angielskiej herbaty? Może jak jest normalną żoną to tak. Ale jak jest wielkim łakomczuchem to prosi go o paczkę wędzonego boczku w plastrach, butelkę angielskiego cydru i paczkę angielskiej mąki (bo jest idealna do scones). A ponieważ mąż też jest łakomczuchem to żona oprócz tego dostaje 3 książki kucharskie (z wyprzedaży) i nowy numer magazynu Jamiego Olivera.
Otworzyłam tę gazetę w sobotę rano, zobaczyłam przepis na kornwalijskie pieczone pierogi i już wiedziałam, co będziemy jeść przez najbliższe dwa dni. 
Kornwalia to region Anglii, w którym było wiele kopalni miedzi i cyny. Co to ma wspólnego z gotowaniem? To, że na drugie śniadanie górnicy dostawali od swoich żon takie duże pieczone pierogi wypełnione farszem mięso-warzywnym. Po pierwsze, nie wymagały odgrzewania. Po drugie, można je było zjeść bez wykorzystywania sztućców (panowie brudnymi rękami chwytali pieroga za warkocz i gdy zjedli prawie całego, ubrudzony warkocz po prostu wyrzucali). Po trzecie, były bardzo sycące - ziemniaki, mięso, warzywa i ciasto na bazie masła i smalcu. My zamiast sugerowanych sześciu zrobiliśmy aż 25 mniejszych pierożków. Były idealne na zimno i na ciepło. Dobrze się też mrożą, więc można je zostawić na "czarną godzinę". Świetnie smakują z musztardą i domowym ketchupem.


Czas przygotowania: 2 godziny
Czas pieczenia: 40-50 minut

Składniki:
600 g mąki pszennej
150 g smalcu 
150 g masła
100-120 ml lodowatej wody

farsz:
400 g łopatki wołowej
1 średniej wielkości cebula
1 marchew
250 g ziemniaków
50 g masła
2 łyżeczki soli
2 łyżeczki pieprzu

do smarowania pierogów:
1 jajko
1 łyżka wody


Smalec i masło drobno siekamy, dodajemy do mąki i wyrabiamy palcami do uzyskania masy przypominającej ziarenka grochu. Dodajemy 100 ml wody i wyrabiamy ciasto do uzyskania jednolitej masy. Jeśli ciasto nie będzie chciało się kleić, powoli dolewamy zimną wodę. Z gotowego ciasta formujemy kulę, zawijamy w folię spożywczą i wkładamy do lodówki. 
W międzyczasie przygotowujemy farsz. Łopatkę bardzo drobno siekamy (w kostkę wielkości 3-5 mm). Marchewkę, ziemniaki obieramy i bardzo drobno siekamy. Cebulę obieramy i bardzo drobno siekamy. Masło drobno siekamy. Wszystkie składniki farszu wkładamy do miski, doprawiamy solą i pieprzem, mieszamy. 
Z lodówki wyjmujemy ciasto i dzielimy na 8 kawałków. Każdy z nich wałkujemy na placek o grubości 2-3 mm i wykrawamy kółka o średnicy 10 cm. Uwaga! Tradycyjne pierogi z Korwalii są bardzo duże i podanych składników powinniśmy zrobić ich 6, maksymalnie 8. My robiliśmy mniejsze pierożki.
Na każde kółko kładziemy po kopiastej łyżce farszu. Sklejamy brzegi i formujemy z nich falbankę lub robimy wyżłobienia widelcem. Z tyłu każdy pieróg nacinamy ostrym nożem tak, by para wodna miała ujście. My nacinaliśmy je z tyłu zaraz pod falbanką tak, by pierożki ładnie wyglądały i sok nie wylewał się na ich powierzchnię. Kontynuujemy wałkowanie do wykorzystania całego ciasta i farszu. My zrobiliśmy 25 pierogów. 
Piekarnik nagrzewamy do 190 stopni Celsjusza. 
W miseczce rozkłócamy jajko z wodą. Pierogi przekładamy na blaszkę do pieczenia wyłożoną papierem do pieczenia, smarujemy jajkiem i wstawiamy do piekarnika na 40-50 minut. Pierogi powinny się zezłocić na wierzchu.

środa, 21 listopada 2012

Tort marchwiowy

Proste rozwiązania są najlepsze. Właśnie takim prostym rozwiązaniem urodzinowego dylematu tortowego był ten tort. Proste i pyszne ciasto marchwiowe przełożone kremem z serka Philadephia, udekorowane wiórkami kokosowymi. Nie dość, że szybki w przygotowaniu (i dekorowaniu), to jest imprezowym pewniakiem - bo wszyscy lubią ciasto marchwiowe. Nie dodawaliśmy do niego rodzynek i orzechów, bo wiedzieliśmy, że te składniki bywają problematyczne. Jeśli macie problem z wyborem bezpretensjonalnego tortu, zróbcie tort marchwiowy.



Czas przygotowania: 45 minut
Czas pieczenia: 40-50 minut

Składniki:
Ciasto
1/2 szklanki oleju
4 jaja
2 szklanki drobno utartej marchewki
2 szklanki mąki
1 1/2 szklanki cukru
2 łyżeczki proszku do pieczenia
2 łyżeczki cynamonu
2 łyżeczki sody
szczypta soli

Krem
1 opakowanie serka Philadephia
100 g masła w temperaturze pokojowej
4 czubate łyżki cukru pudru
1/2 szklanki wiórków kokosowych


Marchew obieramy i ścieramy na tarce z małymi oczkami.
Nagrzewamy piekarnik do temperatury 180 stopni. Tortownicę o średnicy 26 cm wykładamy papierem do pieczenia, dno i boki smarujemy masłem, a następnie oprószamy mąką. Nadmiar mąki wysypujemy.
Jaja ucieramy z cukrem na puszystą masę. Dodajemy stopniowo mąkę i olej, na końcu marchew, proszek do pieczenia, sodę i cynamon. Pieczemy ok. 40 minut. Sprawdzamy patyczkiem, czy ciasto jest upieczone - jeśli nie, dopiekamy kolejne 10 minut i sprawdzamy ponownie. Wyjmujemy ciasto i studzimy.
Ostudzone ciasto przekrawamy na pół (najlepiej długim nożem z piłką). Masło ucieramy z cukrem i serkiem Philadephia na puszystą masę. Połową masy przekładamy tort, a drugą połową smarujemy równomiernie wierzch i boki. Posypujemy wiórkami kokosowymi. Przechowujemy w lodówce.

poniedziałek, 23 stycznia 2012

Scones marchwiowo-kokosowe

Pamiętacie scones z Nutellą o których tu pisaliśmy. Przepis na nie znaleźliśmy w książce właścicieli nowojorskiej piekarni Baked. Jak już wspominaliśmy, każdy przepis opublikowany w tej książce wzbudza w nas zachwyt i ochotę na podbój naszej domowej "cukierenki". Okazuje się, że na tym świecie jest więcej domowych cukierników zakochanych w Baked. Co dwa tygodnie chętni blogerzy przygotowują konkretny wypiek i dzielą się swoimi spostrzeżeniami na stronie Baked Sunday Mornings. Czuję, że chyba do nich dołączymy.
Te scones są idealne na śniadanie - nie za słodkie, z wyczuwalną nutą cytrusą i cudowną fakturą, którą zapewniają płatki owsiane i wiórki kokosowe. Bardzo polecamy!



Czas przygotowania: 15 minut
Czas pieczenia: 18-20 minut

Składniki:
2 3/4 szklanki mąki pszennej
1/3 szklanki cukru
1/2 szklanki płatków owsianych
1 łyżka proszku do pieczenia
1/4 łyżeczki soli
1 szklanka wiórków kokosowych
1/2 szklanki zimnego masła
1 jajko
3/4 szklanki maślanki
1 łyżka ekstraktu waniliowego
1/4 szklanki puree marchwiowego
1 białko

lukier
1 łyżka soku z cytryny
1 łyżka soku pomarańczowego
1 szklanka cukru pudru

Piekarnik nagrzewamy do temperatury 200 stopni Celsjusza. Blaszkę na której będziemy piec scones wykładamy papierem do pieczenia. Marchewkę ścieramy na tarce na najdrobniejszych oczkach. W filiżance rozkłócamy jedno białko z 1 łyżką wody.
W dużej misce mieszamy mąkę, cukier, płatki owsiane, sól, proszek do pieczenia i wiórki kokosowe. Masło siekamy w drobną kostkę i dodajemy do składników sypkich zagniatając palcami do momentu w którym kawałki masła będą wielkości grochu. W oddzielnej misce mieszamy maślankę, całe jajko, ekstrakt waniliowy i puree marchwiowe. Wolno wlewamy składniki płynne do miski ze składnikami sypkimi i masłem. Wyrabiamy ciasto ręką do momentu połączenia składników. Ciasto może być delikatnie klejące. Wtedy dosypujemy troszeczkę mąki i delikatnie wyrabiamy. Zwijamy ciasto w walec, sklejamy jego końce, spłaszczamy ręką tworząc koło. Teraz ciasto kroimy na 12 trójkątów (najpierw kroimy je na ćwiartki,a potem każdą ćwiartkę jeszcze na 3 części). Każdy trójkąt smarujemy białkiem. Gotowe scones przekładamy na blaszkę i wkładamy do piekarnika na 18-20 minut. Po 15 minutach warto sprawdzić za pomocą patyczka czy ciasto jest już upieczone. Upieczone scones wyjmujemy z piekarnika i studzimy. 
Kiedy scones ostygną przygotowujemy lukier dokładnie mieszając cukier puder z sokiem cytrynowym i pomarańczowym. Każdy scone smarujemy lukrem.

wtorek, 11 stycznia 2011

Zupa krem marchwiowy z imbirem i cytryną

Nawet jeśli za oknem roztopy, to jakoś nie sposób zapomnieć że jeszcze trwa zima. A zimą chce się zjeść coś rozgrzewającego, coś co doda nam trochę energii na ponure popołudnia. Sycąca zupa krem z marchwi, którą pokazujemy Wam dzisiaj na blogu serwowana jest w angielskim hotelu Kinloch Lodge. Przepis wydał się nam bardzo interesujący - marchewka z imbirem i cytryną to rzadkie połączenie. Dzięki pomidorom i cebuli zupa traci swój wyłącznie marchewkowy charakter i zmienia się w krem jarzynowy z delikatną korzenną nutą imbiru. Nasza przetrwała trzy dni - za każdym razem smakowała wybornie!


Czas przygotowania: 1 godzina

Składniki:
1 kg marchwi
1 średnia cebula
5 dag korzenia imbiru
2 ząbki czosnku
1 puszka pomidorów
skórka otarta z 1 cytryny
sok z 1 cytryny
¾ l bulionu drobiowego lub warzywnego
2 łyżki masła
3 łyżeczki  soli morskiej

Marchew, cebulę, imbir, czosnek obieramy i kroimy na kawałki. Cytrynę sparzamy, ocieramy z niej skórkę i wyciskamy sok. W garnku rozgrzewamy masło, wrzucamy cebulę i podsmażamy przez 4 minuty mieszając. Dodajemy imbir, czosnek i podsmażamy przez 1 minutę. Dodajemy marchewkę, pomidory z puszki  i skórkę cytrynową i podsmażamy przez kolejną minutę. Dolewamy bulion, zagotowujemy i wszystko dusimy na małym ogniu przez około 30 minut (marchewka powinna być miękka). Zupę doprawiamy solą wedle uznania (my nie lubimy słonych potraw, więc użyliśmy niewielkiej ilości soli) i blendujemy. Na talerz wylewamy zupę, posypujemy świeżo zmielonym pieprzem lub tymiankiem, skrapiamy 1 łyżeczką soku z cytryny i serwujemy  z grzankami. Jeśli ktoś ma ochotę, można podawać krem z łyżką śmietany – śmietana nieco zagłuszy ostrą nutę imbiru.

środa, 10 listopada 2010

Chicken Pot Pie

Z czym kojarzy Wam się kuchnia amerykańska? Z hamburgerami, hot-dogami, muffinami, pancakesami  i brownies? A może z czymś jeszcze?
Za każdym razem,  kiedy słyszę, że Amerykanie jedzą śmieci, strasznie się wkurzam. To prawda, mają mnóstwo barów szybkiej obsługi, w sklepowych zamrażarkach zamykają chyba wszystkie popularne potrawy gotowe do podgrzania, ich ciasta i ciastka ociekają kolorowym lukrem. Czy to znaczy, że nikt tam nie gotuje i absolutnie nie umie przygotować prawdziwej uczty? Czy to, że ludzie pracujący gotują mało znaczy, że nie gotuje tam nikt?
Jeśli sobie wyobrazimy rozmiar tego kraju, krajobraz etniczny i możliwości, jakie daje natura, zrozumiemy, że babcia gotująca wnukom obiad w Teksasie prawdopodobnie wyczaruje coś zupełnie innego niż babcia z Luizjany czy Nowego Jorku. I przypomnimy sobie, skąd pochodzi chili con carne, fajita, bagles, grillowane żeberka w pysznym sosie czy nachos. W przeddzień Święta Dziękczynienia, które Amerykanie obchodzą w czwarty czwartek listopada, postaramy się zaprezentować na naszym blogu dania kuchni amerykańskiej. Kuchni, która rzeczywiście bogata jest w dania ciężkostrawne, ale która łączy różne tradycje kulinarne - przede wszystkim angielską, francuską, hiszpańską, indyjską, niemiecką, duńską, żydowską. 

Zaczniemy od Chicken Pot Pie - amerykański klasyk idealny na jesień czy zimę. Jest to krem z kurczaka i warzyw przykryty warstwą ciasta. Masło i śmietana nadają mu delikatny smak. Można go przygotować z resztek pieczonego kurczaka, które akurat nam zostały i odpada nam obowiązek marynowania mięsa. Jeśli nie mamy takiego pieczonego kurczaka, możemy go po prostu ugotować w potrawce - jest to sposób, który prezentujemy my. Marchewka jest nieodłącznym składnikiem tego dania, ale zamiast groszku możemy użyć np. seler naciowy czy ziemniak.


Należy pamiętać, żeby ciasto przed nałożeniem na formę delikatnie naciąć. Czy zawartość formy może wypłynąć? Tak, jest to zupełnie naturalne. Czy można użyć ceramicznej formy do tarty lub naczynia żaroodpornego, jeśli nie mamy 9 ramekinów (bo tyle porcji wyjdzie z przepisu)? Oczywiście! Wtedy tylko trzeba będzie odkroić ciasto i każdemu łyżką wygrzebać nadzienie. Jeśli zostanie Wam trochę ciasta i będzie się Wam nudzić, możecie powykrawać z nich kształty i poprzyklejać. My na wierzch każdego chicken pot pie przykleiliśmy gwiazdkę. Chicken Pot Pie można odgrzewać - najlepiej w piekarniku. 
Przepis jest kompilacją różnych przepisów znalezionych w sieci. Ciasto zrobiliśmy wg. wskazówek Smitten Kitchen, proporcje rosołu i śmietanki są wypadkową sugestii zawartych w komentarzach, pomysł na użycie surowego kurczaka podsunął Gordon Ramsay w Kuchniach Świata.
Enjoy :) 


Czas przygotowania: 45 minut
Czas oczekiwania: minimum 1 godzina
Czas pieczenia: 40 minut

Składniki:
2 średnie piersi z kurczaka lub 1 większa
2 duże marchewki
1 średnia cebula
1/2 puszki groszku konserwowego
3 szklanki + 50 g mąki pszennej
1 kostka masła
2 szklanki bulionu drobiowego
1 szklanka śmietanki 30%
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1/2 szklanki zimnej wody
1 jajko
sól
pieprz
2 łyżki oliwy z oliwek

Piersi z kurczaka myjemy, kroimy w kostkę o boku 2cm, posypujemy dwiema łyżeczkami soli, łyżeczką pieprzu, polewamy oliwą z oliwek, mieszamy, przykrywamy folią i wstawiamy do lodówki na minimum godzinę.

1/2 kostki masła siekamy na drobne kawałki. Trzy szklanki mąki mieszamy z łyżeczką soli i łyżeczką proszku do pieczenia. Dodajemy masło i wodę i szybko wyrabiamy. Wstawiamy do lodówki na minimum 30 minut. Kurczaka i ciasto możemy przygotować dzień wcześniej.

Marchewkę kroimy w drobną kosteczkę, cebulę siekamy, groszek odsączamy. Zagotowujemy bulion - najlepiej użyć swojego, ale jeśli nie mamy użyjmy kostki rosołowej (jedna kostka na dwie szklanki wody). Jajko roztrzepujemy z jedną łyżką wody.

W dużym garnku na małym ogniu rozpuszczamy masło, dodajemy cebulę i marchewkę. Mieszając raz na jakiś czas smażymy przez 10 minut, aż warzywa zmiękną. Po tym czasie wsypujemy mąkę i podsmażamy ją z warzywami przez dwie minuty cały czas mieszając. Po tych dwóch minutach zalewamy warzywa wrzącym rosołem, dodajemy śmietankę, przyprawiamy solą i pieprzem do smaku (nie podajemy konkretnych proporcji, bo M. nie lubi soli, a nadużywa pieprzu) i mieszając raz na jakiś czas (co około 30 sekund, żeby nam nie przystało) gotujemy kolejne 10 minut. W tym czasie nagrzewamy piekarnik do 180 stopni, a blaszkę wykładamy papierem do pieczenia - jeśli bardzo lubimy myć blaszkę, to nie musimy. Po upływie 10 minut, do "potrawki warzywnej" dodajemy kurczaka i groszek. Gotujemy kolejne 5 minut mieszając bardzo często. "Potrawka" będzie gęstniała, a więc ryzyko przypalenia będzie większe.

Zewnętrzny brzeg naczynia w którym będziemy robić pot pie (lub naczyń, jeśli używamy ramekinów) smarujemy roztrzepanym jajkiem. Dzięki temu w trakcie pieczenia ciasto będzie się przyklejało do ścianek. 
Z lodówki wyjmujemy ciasto i rozwałkowujemy na kształt koła o średnicy 3 cm większej niż średnica naczynia. Jeśli używamy ramekinów, wykrawamy pojedyncze kółka o średnicy 2 cm większej niż średnica ramekina. Środek każdego kółka delikatnie nacinamy - my zrobiliśmy trzy promieniste nacięcia.

Do naczynia wlewamy gorącą zawartość garnka wypełniając je po brzeg, przykrywamy je ciastem dobrze dociskając do ścianek i smarujemy roztrzepanym jajkiem. Nie przejmujcie się, jeśli ciasto pod wpływem temperatury naczynia będzie się topiło na jego brzegach - jeśli tylko są posmarowane jajkiem, na pewno się przykleją. Naczynia ustawiamy na blaszce, którą wstawiamy do nagrzanego piekarnika. Pieczemy około 40 minut - zawartość naczynek powinna bulgotać, a brzegi nabrać złotego koloru. 
Podajemy gorące!

środa, 13 października 2010

Ciasto marchewkowe

Było to pierwsze ciasto, które M. kiedykolwiek upiekła. Nigdy wcześniej go nawet nie próbowała. Zawsze lubiła marchewki, więc bardzo korciło ją wypróbowanie tego przepisu. Miała wtedy jakieś 16 lat, a przepis znalazła w jakiejś gazecie. Pamiętała, że nie był to jej przepis autorski, więc postanowiła odnaleźć autorkę i oddać jej honory. Po wpisaniu w wyszukiwarkę składników okazało się, że jest to przepis Marty Gessler opublikowany prawdopodobnie na łamach Wysokich Obcasów, którymi nastolatka była w owym czasie zafascynowana. 
W przepisie zostały zmienione proporcje cukru i oleju. Raz, w wyniku chwilowej amnezji, M. nie dodała do ciasta żadnego tłuszczu i wyszło! Dzisiaj dodaje go po prostu mniej niż Marta Gessler. Jeśli jednak chcemy, żeby ciasto postało dłużej możemy dodać sugerowaną ilość oleju - 1 1/4 szklanki.  U nas jednak ciasto znika bardzo szybko, więc dodajemy tylko 1/2 szklanki oleju. Dodajemy również mniej cukru - 1 szklankę zamiast dwóch. Polewy nie robimy wcale :) Ciasto jest pyszne z serkiem waniliowym i szklanką mleka. Idealne na śniadanie.


Czas przygotowania: 30 minut
Czas pieczenia: 40-50 minut

Składniki:
1/2 szklanki oleju
4 jaja
2 szklanki drobno utartej marchewki (2 duże marchewki)
2 szklanki mąki
1 szklanka cukru
2 łyżeczki proszku do pieczenia
2 łyżeczki cynamonu
1 łyżeczka sody oczyszczonej
garść orzechów włoskich
garstka rodzynek

Polewa:
czubata łyżka kakao
4 łyżeczki cukru
łyżeczka masła
2 łyżeczki zimnej wody

Marchew obieramy i ścieramy na tarce z małymi oczkami. Rodzynki należy albo sparzyć albo moczyć w rumie. Orzechy prażymy na patelni około 2 minut. 
Nagrzewamy piekarnik do temperatury 180 stopni. Blaszkę keksówkę lub tortownicę smarujemy masłem i wykładamy papierem do pieczenia.
Jaja ucieramy z cukrem na puszystą masę. Dodajemy stopniowo mąkę i olej, na końcu marchew, proszek do pieczenia, sodę, cynamon, orzechy i rodzynki. Pieczemy ok. 40 min. Jeśli po tym czasie patyczek włożony w ciasto pozostaje mokry, pieczemy kolejne 10 minut. Sprawdzamy jeszcze raz. Jeśli tym razem jest tylko wilgotny, wyłączamy piekarnik i zostawiamy w nim ciasto na 20 minut. Wyjmujemy i studzimy, jeśli chcemy zrobić polewę. Jeśli nie, podajemy ciepłe.

Polewa: wszystkie składniki połączyć i gotować na bardzo małym ogniu aż do rozpuszczenia cukru. Smarować zimne ciasto.

wtorek, 27 lipca 2010

Zupa krem z marchwi

Ochłodziło się i wreszcie można z czystym sumieniem zjeść ciepłą zupę na obiad. Tym razem proponujemy krem marchwiowy - ze względu na składniki należy chyba do najprostszych i do najtańszych w przygotowaniu zup. Jest w niej coś z tradycyjnej polskiej marchwianki, ale kolendra i curry nadają nieco bardziej egzotycznego posmaku.


Czas przygotowania: 10 minut
Czas gotowania: ok. 45 minut

Składniki:
1 kg marchwi
1 średniej wielkości ziemniak
1/2 łyżeczki curry
1 łyżeczka kolendry
sól
pieprz

Skrobiemy i myjemy marchewki, każdą kroimy na kilka kawałków i wrzucamy do garnka. Do garnka powinien też trafić obrany i pokrojony ziemniak (jak się rozgotuje to pomoże zagęścić zupę). Zalewamy wszystko wodą - tak aby przykryła składniki i gotujemy na wolnym ogniu pod przykryciem aż do momentu w którym marchew będzie miękka. Być może w trakcie gotowania trzeba będzie dolać trochę wody. Po ugotowaniu czas na zblendowanie wszystkich składników. Jeśli krem wyjdzie za gęsty - trzeba dolać jeszcze więcej wody. Na końcu pora na przyprawy: na pewno krem trzeba posolić, dodać pieprz, curry i zmiażdżoną w moździerzu kolendrę (gdy nie ma moździerza - można ją dodać do zupy przed zblendowaniem). I to wszystko. Zupy kremy można podawać z grzankami, sucharkami, groszkiem ptysiowym. Polecamy też chrupiące kulki a la groszek ptysiowy, które można kupić w Lidlu. Smacznego!