Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rum. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rum. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 5 stycznia 2016

Mini galette des rois - francuskie ciasto trzech króli

Galette des rois to tradycyjne francuskie ciasto podawane z okazji Święta Trzech Króli. Tkwi w nim pewien sekret... 

Na pozór wydaje się zupełnie zwyczajne - ciasto francuskie nadziane masą migdałową. Jednak najważniejszym elementem tego wypieku jest... gliniana figurka króla (la fève). Cała zabawa przy rodzinnym stole polega na tym, żeby znaleźć tę figurkę w swoim kawałku ciasta. Szczęśliwiec dostaje koronę (z papieru) i jest mianowany królem. Zwyczaj wypiekania ciast z niespodzianką jest popularny też w innych krajach. W Hiszpanii piecze się drożdżowy wieniec do którego wkłada się monetę. Tam zabawa polega na znalezieniu monety. 

Idealne ciasto na Trzech Króli pewnie zrobione byłoby z domowego ciasta francuskiego. Cóż, nie jesteśmy idealni, więc kupiliśmy gotowy blat ciasta francuskiego. Dzięki temu ciastka zrobiliśmy w pół godziny. Nie mieliśmy żadnej glinianej figurki, ale można do środka włożyć np. cały migdał. 

Z resztek ciasta (i nadzienia) bezskutecznie próbowaliśmy zrobić rogaliki z orzechami - i uprzejmie donosimy, że to nie jest dobry pomysł, bo nadzienie się rozlewa po blaszce. Lepiej dać go więcej do ciastek.


Czas przygotowania: 30 minut
Czas pieczenia: 15 minut

Składniki na 9 mini galettes:
1 opakowanie ciasta francuskiego
50 g cukru pudru
50 g miękkiego masła
50 g mielonych migdałów
1 łyżeczka rumu
2 jajka


1. Piekarnik nagrzewamy do temperatury 220 stopni Celsjusza.

2. Mikserem ucieramy cukier z masłem, migdałami, rumem i 1 jednym jajkiem, aż powstanie jednolita masa (3 minuty).

3. Drugie jajko rozkłócamy widelcem i odstawiamy - będzie nam służyć do sklejenia kawałków ciasta.

4. Blachę wyściełamy papierem do pieczenia. Kładziemy arkusz ciasta francuskiego i wycinamy koła o średnicy ok. 8 cm. My otrzymaliśmy 18 kółek.

5. Połowę kółeczek delikatnie nacinamy ostrym nożykiem tworząc promienisty wzór (widoczny na zdjęciach).

6. Na środek każdego kółka bez wzorku kładziemy 1 łyżeczkę masy migdałowej zostawiając ok. 1 cm wolnego brzegu. Wolny brzeg smarujemy rozkłóconym jajkiem. Przykrywamy kółkiem z naciętym wzorkiem i delikatnie dociskamy brzegi. Wierzch smarujemy jajkiem.

7. Powtarzamy z resztą składników.

8. Gotowe ciastka wkładamy do nagrzanego pieca i pieczemy do zezłocenia - około 15 minut. 


środa, 10 grudnia 2014

Stollen - wieniec bakaliowy z marcepanem

Stollen to klasyczne niemieckie ciasto na Boże Narodzenie. Hojnie wypełnione bakaliami i marcepanem jest wizytówką Drezna, w którym wypiekane jest od wieków według sekretnej receptury. Ciasto długo zachowuje świeżość, pięknie pachnie cytryną i świetnie smakuje. Wszystko to zasługa nieco "pijanych" bakalii, które moczymy w rumie. Jeśli lubimy intensywny smak alkoholu, możemy bakalie włożyć do woreczka strunowego, wlać alkohol, dobrze zamknąć i zostawić na noc. Klasyczny stollen ma kształt pnia drzewa - jest podłużny i oprószony cukrem pudrem. My pokusiliśmy się o upieczenie go w formie wieńca, bo w tej formie pięknie prezentuje się na świątecznym stole. 
Przepis pochodzi ze strony Good Food.

Ostatnio w wielu sklepach przed Bożym Narodzeniem można znaleźć surowy marcepan do wypieków. Składnik ten nie jest powszechny w tradycyjnej polskiej kuchni, więc czasem trudno znaleźć dla niego zastosowanie. Na blogu proponujemy przepisy na piernikową babkę z marcepanem i jabłkami, bezmleczną babkę z marcepanem i gruszkami, szwedzkie bułeczki semlor z marcepanem i bitą śmietaną, drożdżowe wianuszki z marcepanem i migdałami, ślimaczki z marcepanem i lukrecją.


Czas przygotowania: ok. 1 godziny
Czas oczekiwania: ok. 2 godzin

Składniki:
50 g rodzynek
50 g żurawiny
100 g kandyzowanej skórki pomarańczowej
4 łyżki rumu
550 g mąki
30 g drożdży
50 g cukru
skórka otarta z 1 cytryny
85 g masła
250 ml mleka
2 jajka
300 g marcepanu

lukier
1 szklanka cukru pudru
3 łyżki wody lub soku z cytryny


Rodzynki, żurawinę i skórkę pomarańczową wkładamy do miseczki i zalewamy rumem. Odstawiamy. 
Do miski kruszymy drożdże, wsypujemy cukier, dokładnie mieszamy, aż drożdże będą miały konsystencję płynu. W garnuszku podgrzewamy mleko tak, by można było je dotknąć palcem. Ciepłe mleko wlewamy do drożdży, dokładnie mieszamy i przykrywamy ściereczką. Odstawiamy na 5 minut. Do wyrośniętych drożdży (powinny wyglądać jak piana) dodajemy mąkę, pokrojone w kostkę masło, skórkę otartą z jednej cytryny i 1 jajko. Wyrabiamy ciasto ręcznie lub mikserem planetarnym tylko do momentu, kiedy ciasto będzie zwarte i będzie się z niego dało uformować kulę. Wkładamy do miski wysmarowanej 1 łyżką oliwy, przykrywamy czystą ściereczką i odstawiamy w ciepłe miejsce do wyrośnięcia na 45 minut.
Gotowe ciasto wałkujemy na prostokąt o średnicy 40 cm x 20 cm. Wdłuż środka układamy 1/3 bakalii. Ciasto zwijamy jak kopertę (2/3 dolnej części przekładamy na górę i przykrywamy pozostałą 1/3). Wałkujemy na prostokąt o wymiarach 40 cm x 20 cm. Na środek prostokąta wkładamy kolejną 1/3 bakalii i powtarzamy składanie i rolowanie na prostokąt. Po raz ostatni formujemy z ciasta prostokąt, na środku robimy rządek z bakalii, składamy w kopertę i wałkujemy na prostokąt 50 cm x 15 cm. Z marcepanu formujemy wałeczek o długości około 45 cm i układamy na samym środku ciasta. Ciasto zwijamy w roladę i upewniamy się, że miejsce złączenia ciasta jest pod spodem. Boki zawijamy pod spód. Ciasto delikatnie przenosimy na blaszkę. Na środek wkładamy naczynie żaroodporne o średnicy ok. 12 cm. Wokół naczynia formujemy wieniec z ciasta. Brzegi dokładnie sklejamy. Wieniec przykrywamy ściereczką i zostawiamy w ciepłym miejscu na 45 minut, żeby wyrósł.
Piekarnik nagrzewamy do temperatury 180 Celsjusza. Jajko dokładnie rozkłócamy w szklance z 1 łyżką wody lub mleka i smarujemy wierzch wieńca. Ciasto wstawiamy do piekarnika na 25 minut i pieczemy aż się zezłoci. Wyciagamy z pieca i dokładnie studzimy. 
Ostudzone ciasto lukrujemy. Lukier robimy mieszając w miseczce wodę/sok z cytryny z cukrem pudrem do otrzymania gęstej masy. Gotowym lukrem robimy na cieście esy-floresy. 
Ciasto można zamrozić przed lukrowaniem. Wtedy wystarczy wyciągnąć je z piekarnika, zawinąć w czystą ściereczkę i pozostawić na blacie na noc. Potem można je lukrować i serwować gościom. 


sobota, 5 stycznia 2013

Eggnog


Eggnog to napój na bazie kogla-mogla i burbona/rumu/whiskey. Amerykanie i Kanadyjczycy raczą się nim w Boże Narodzenie. My o jego istnieniu dowiedzieliśmy się dwa lata temu (swoją drogą, to straszny obciach, że tak późno). Spróbowaliśmy go rok temu kupując gotowy eggnog firmy Oberweis. Był bardzo słodki, cudownie kremowy, ostro-korzenny od obowiązkowego dodatku gałki muszkatołowej. Niestety, za słodki, żebyśmy mogli wypić wszystko. W tym roku postanowiliśmy uraczyć nim naszych noworocznych gości. Przepis niezawodnego Altona Browna był naszą bazą. Co zmieliśmy? Ilość cukru, bo Amerykanie używają cukru trzcinowego (biały cukier też może być z trzciny), który jest mniej słodki niż cukier z buraków cukrowych. Nie dodawaliśmy do schłodzonego eggnoga surowych ubitych białek. W zamian, można dodać ubitą śmietankę, ale tego nie zrobiliśmy z czystego noworocznego lenistwa. Wyszło pysznie. 
Jeszcze przygarść noworocznych refleksji dotyczących noworocznych postanowień dietetycznych. Ostatnio M. miała (nie)przyjemność przysłuchiwania się rozmowie kobiet regularnie ćwiczących i dbających o siebie. Wszystkie bez wyjątku opowiadały o Świętach i Sylwestrze jak o wstydliwych epizodach ze swego życia, kiedy każdy kęs jedzenia (które same przygotowały) był objawem ich słabości. Każde przygotowane ciasto było wielkim ulepkiem mąki, cukru i jajek świadczącym o ich niepohamowaniu w jedzeniu i piciu. Każda kromka chleba wywoływała ogromne wyrzuty sumienia. Bardzo było to było smutne. Wszystkim naszym Czytelnikom i nam samym życzymy więc w tym roku radości z jedzenia. Niech to, co jemy przynosi ucztę naszym zmysłom. Niech umiar (i sezonowość) będą naszymi przewodnikami. Po prostu, życzymy Wam, żebyście umieli dobrze jeść.


Czas przygotowania: 15 minut
Czas oczekiwania: min. 4 godziny

Składniki:
6 żółtek
1/3 szklanki cukru
750 ml mleka
200 ml śmietanki 30%
2 łyżeczki gałki muszkatołowej
60 ml ciemnego rumu lub burbonu

Do garnka wlewamy mleko, śmietankę, wsypujemy gałkę muszkatołową. Doprowadzamy do wrzenia i wyłączamy. W czasie, kiedy mleko się podgrzewa, w drugim garnuszku mikserem na wysokich obrotach ubijamy żółtka z cukrem (około 3 minut, do momentu kiedy żółtka staną się białe). Teraz najbardziej wymagająca część przepisu - temperowanie żółtek. Do garnka z żółtkami bardzo wolno wlewamy zagotowane mleko ze śmietanką cały czas ubijając żółtka rózgą. W oryginalnym przepisie, autor mówi, że gotową masę trzeba wstawić na gaz, żeby podgrzała się do temperatury 70 stopni Celsjusza - nasza masa po temperowaniu miała 80 stopni, więc nie podgrzewaliśmy jej dodatkowo. Do gotowego napoju dolewamy alkohol. Studzimy i wstawiamy do lodówki do schłodzenia. Podajemy oprószone świeżo zmieloną gałką muszkatołową lub cynamonem. 

poniedziałek, 5 grudnia 2011

Biscotti migdałowe

Na tym blogu publikowaliśmy już przepisy na biscotti (biało-czarne oraz czarne z żurawiną i orzechami). Pora na białe - tym razem proponujemy Wam migdałową wersję. Do ich zrobienia zainspirowało nas masło migdałowe, rarytas który skusił nas na półce pobliskiego sklepu. Kupiliśmy je, bogatszego krewnego masła orzechowego, ale nie bardzo wiedzieliśmy co można z nim zrobić - było dość tłuste, zupełnie niesłodkie i niesamowicie migdałowe (w końcu w jego składzie widniały tylko migdały i śladowe ilości oleju roślinnego). Postawiliśmy na biscotti, bo brakowało nam jakiegoś chrupiącego ciasteczka do kawy, której zdecydowanie nadużywamy. 
Ciastka zrobiliśmy dwa razy - za pierwszym razem redukując ilość masła na rzecz masła migdałowego. Surowe biscotti trudno się formowało i rozpadało, co zmusiło nas do dodatnia dodatkowej ilości masła. Oczywiście, można użyć tego przepisu bez użycia masła migdałowego, biscotti i tak powinny Wam smakować. Odkryliśmy też, że do masła orzechowego i migdałowego zdecydowanie bardziej pasuje czekolada mleczna, a nie gorzka (gorzka skutecznie przytłacza delikatny smak orzechów). Jeszcze jedna uwaga dotycząca migdałów - nie należy ich prażyć przed dodaniem do ciasta. Dzięki temu, że migdały są miękkie z łatwością można kroić biscotti po pierwszym upieczeniu. A do tego wydaje nam się, że własnoręcznie upieczone biscotti to świetny prezent na Mikołajki!



Czas przygotowania: 60 minut
Czas pieczenia: 46 minut

Składniki:
3 szklanki mąki
2 łyżeczki proszku do pieczenia
szczypta soli
3/4 szklanki białego cukru
4 łyżki miękkiego masła
4 łyżki masła migdałowego
3 jajka
2 łyżeczki ekstraktu waniliowego
3/4 szklanki całych migdałów
1/2 szklanki posiekanej mlecznej czekolady lub kropelek czekoladowych
2 łyżki rumu

Piekarnik nagrzewamy do temperatury 160 stopni Celsjusza. Blaszkę wykładamy papierem do pieczenia.
W misce mieszamy mąkę, proszek i sól. Do drugiej miski wsypujemy cukier, dodajemy zwykłe masło i ubijamy mikserem do momentu w którym masa będzie lekka i puszysta (około 2 minut). Dodajemy masło migdałowe i jajka - jedno po drugim, przed dodaniem kolejnego jajka upewniając się, że masa jest jednolita. Nie przerywając mieszania dodajemy mieszankę mąki, proszku i soli. Na koniec dodajemy ekstrakt waniliowy i rum. Przechodzimy na tryb ręczny. Do masy wsypujemy migdały, kropelki czekoladowe i dzielimy ją na dwie części. Każdą część formujemy na kształt wałka o długości 15 cm, spłaszczamy go tak, żeby był szeroki na około 5-6 cm i wysoki na ok. 1,5 - 2 cm. Wstawiamy do nagrzanego piekarnika i pieczemy około 30 minut. Musimy bardzo uważać, żeby ciasto było upieczone ( powinno być twarde), ale nie zarumienione. W przeciwnym razie będzie się bardzo kruszyć. Upieczone ciasto wyjmujemy z piekarnika i studzimy przez 20 minut. Redukujemy temperaturę piekarnika do 120 stopni Celsjusza. Upieczone pierwszy raz "bochenki" ciasta kroimy na plastry grubości 2 cm, układamy na blaszce jedno obok drugiego i wstawiamy do piekarnika na 8 minut. Po tym czasie, biscotti będą wysuszone z jednej strony, więc musimy je przewrócić i wstawić do piekarnika na kolejne 8 minut. Wyjmujemy z piekarnika, studzimy i serwujemy lub wkładamy do puszki z ciasteczkami.

poniedziałek, 20 grudnia 2010

Trufle czekoladowe

Pomarańcze, o których pisaliśmy ostatnio są naprawdę wymagające. Dlatego dzisiaj przedstawiamy Wam przepis na coś prostszego, a równie efektownego. Własnoręcznie zrobione trufelki nie równają się z tymi kupionymi - są nieco nierówne, czasami niesfornie odmawiają równego "obtoczenia się" się w kakao czy innej posypce, ale podane w papilotkach wyglądają niesamowicie elegancko. Praca przy nich jest samą przyjemnością - najpierw 3 minuty mieszania, a potem zabawa jak w przedszkolu, bo trufle pod wpływem ciepła rąk delikatnie się topią. Toczymy kulki z masy, żeby potem wrzucić je do miseczek z różnymi posypkami. W tym roku zdecydowaliśmy się na tradycyjne kakao, prażone i siekane migdały, a także fioletowy cukier, który znaleźliśmy w tym sklepie internetowym. Do trufli dodaliśmy alkohol w ilości nieco większej niż podana jest w przepisie z którego korzystaliśmy. Dzięki temu czekoladki są delikatniejsze i cudownie się rozpływają.


I jeszcze edukacyjna historyjka. Wykazując się zupełną ignorancją i zbytnią pewnością siebie w sprawach kulinarnych, przepis przeczytaliśmy pobieżnie zwracając uwagę jedynie na proporcje składników. Czekoladę rozpuściliśmy w kąpieli wodnej (niepotrzebnie!!!), dodaliśmy do niej wrzącą śmietankę, masło i... czekolada się nam zwarzyła. Mieszając składniki do uzyskania jednolitej masy (która z każdą chwilą coraz bardziej się rozwarstwiała) czuliśmy wzbierającą falę wściekłości. Ponieważ z natury jesteśmy uparci, stwierdziliśmy, że w najgorszym wypadku zbierzemy ten tłuszcz z zastygniętej masy niczym oka z rosołu. Wlaliśmy jednak do środka alkohol i - stał się cud. Nasz rum pomógł masie wchłonąć cały tłuszcz i nadzieje na trufle odżyły. Tak, nie uważaliśmy na lekcjach chemii, ale teraz już będziemy wiedzieli co zrobić, jak się nam zwarzy czekolada.
Tą wstydliwą historią kończymy dzisiejszy wpis życząc nam wszystkim dużo cierpliwości w czytaniu przepisów do końca i ze zrozumieniem.


Czas przygotowania: 1 godzina
Czas oczekiwania: 1 noc

Składniki:
230 g gorzkiej czekolady (użyliśmy Wedla)
180 ml śmietanki kremówki
30 g masła
4 łyżki rumu lub nalewki owocowej
7 łyżek przesianego kakao, posiekanych orzechów lub kolorowego cukru itp.

Czekoladę łamiemy na kawałki i wrzucamy do miseczki. Śmietankę zagotowujemy i wlewamy do miseczki z czekoladą, dodajemy masło i mieszamy do uzyskania jednolitej masy. Kiedy masa będzie robiła się gładka, dodajemy alkohol i mieszamy. Czekamy aż masa wystygnie, a potem wstawiamy ją na noc do lodówki. My masę podzieliliśmy na dwie części i do jednej wlaliśmy rum, a do drugiej nalewkę malinowo-wiśniową. Zastygniętą masę wyjmujemy z lodówki i formujemy trufle. My najpierw łyżeczką nabieraliśmy masę, a potem "toczyliśmy" z niej dłońmi kulki, które następnie obtaczaliśmy w przesianym kakao albo w posiekanych i prażonych migdałach albo w fioletowym cukrze. Oczywiście, ile posypek - tyle różnych gatunków trufli. Gotowe trufle wkładaliśmy do papilotek i przechowywaliśmy w lodówce.

poniedziałek, 8 listopada 2010

Tort gruszkowo-czekoladowy

Czy robiliście kiedyś urodzinową kolację dla profesjonalnego kucharza? My nie, a tak się składa, że właśnie dzisiaj stanęliśmy przed nie lada wyzwaniem. Co można zrobić komuś, kto - zdaje się - o kuchni wie prawie wszystko i potrafi wyczarować rzeczy o których nawet nie słyszeliśmy? Na szczęście, Kucharz jest też naszym przyjacielem, więc zna nasze możliwości i nie oczekuje frykasów rodem z Nomy. Taką przynajmniej mamy nadzieję...
Nie byłyby to urodziny, gdyby miało zabraknąć tortu. Postanowiliśmy zrobić torcik nie wymagający pieczenia - spód z biszkoptów nasączanych rumem i syropem, mus czekoladowy i bita śmietana, a do tego gruszki w syropie. Jest to połączenie idei tiramisu i deseru z pomarańczami. Taki torcik nie wymaga piekarnika, wymyślnych składników, czasu i siły na długie ucieranie kremu.

Bartek, jeszcze raz wszystkiego najlepszego z okazji urodzin! 



Czas przygotowania: 1 godzina
Czas oczekiwania: minimum godzina

Składniki:
2 opakowania długich biszkoptów
70 ml rumu
1 puszka gruszek w syropie (potrzebne będą i gruszki, i syrop)
2 tabliczki gorzkiej czekolady
400 ml śmietanki 30% lub 36%
3 łyżki masła
4 łyżki cukru pudru

Dno tortownicy wykładamy papierem do pieczenia, spinamy klamrę. Gruszki odsączamy zostawiając 1/2 szklanki syropu do nasączenia biszkoptów. Cztery połówki gruszek kroimy na plasterki o grubości 3 mm. Pozostałe połówki kroimy w kostkę. Rum i syrop mieszamy w szklance. Czekoladę łamiemy, 200 ml śmietanki zagotowujemy w rondlu, zdejmujemy z ognia, wrzucamy czekoladę i zostawiamy na minutę. Po tym czasie energicznie mieszamy czekoladę do rozpuszczenia, dodajemy masło, mieszamy i odstawiamy do ostygnięcia.
Biszkopty układamy w dnie tortownicy tak, by je jak najlepiej pokryły (niektóre trzeba będzie ponacinać lub porozłamywać) i nasączamy połową porcji rumu z syropem. Na biszkoptach układamy gruszki pokrojone w plasterki, zalewamy je ostudzoną masą czekoladową. Na masie czekoladowej układamy przepołowione biszkopty tak, by utworzyły płotek. "Płotek" zastygnie razem z masą czekoladową i nie będzie padał. Na masie czekoladowej układamy kolejną warstwę biszkoptów. Wstawiamy do lodówki na minimum 30 minut.
Przygotowujemy bitą śmietaną ubijając 200 ml śmietanki. Kiedy śmietana zacznie gęstnieć, dodajemy cukier (możemy też dodać Śmietan-fix, jeśli chcemy, żeby torcik stał na stole przez dłuższy czas). 
Wyjmujemy z lodówki tortownicę, drugą warstwę biszkoptów nasączamy pozostałym syropem, posypujemy gruszkami pokrojonymi w kostkę, przykrywamy bitą śmietaną. Wstawiamy do lodówki na minimum 30 minut.

poniedziałek, 1 listopada 2010

Panna cotta

Gdyby nas w dzieciństwie ktoś poprosił o wymienienie chłodnych deserów, jakie znamy, to lista pewnie ograniczyłaby się do lodów, budyniu, galaretki, bitej śmietany no i może schłodzonego kisielu... I w zasadzie każdy z nich można było zrobić z torebki... Ale dość szybko zrozumieliśmy, że kulinarna rzeczywistość jest bardziej skomplikowana, że istnieją jeszcze różne musy, kremy, puddingi. Naprawdę trudno zrozumieć, dlaczego przez długi czas panna cotta była w Polsce słabo znana. Składniki są przecież bajecznie proste: śmietanka, mleko, cukier, żelatyna. Żadnej egzotyki, w dodatku jeszcze pana cotta reprezentuje włoską kuchnię, lubianą w Polsce i w wielu zakątkach świata. A smakuje rewelacyjnie - konsystencja galaretki, smak bitej śmietany czy raczej intensywnie mlecznego kremu. W zależności od pory roku i posiadanych dodatków, można ten czysty, prostolinijny smak złamać jakimiś owocami, konfiturą, orzechami czy syropem klonowym.
Z podanych składników wychodzi 5 porcji deseru. Jesteśmy zwolennikami mniejszych porcji, bo zachłanność przy jedzeniu panna cotty nie popłaca. Po pewnym czasie deser wydaje się już za ciężki i mdły. A łasuchy zawsze mogą przecież pokusić się o kolejną porcję... 


Czas przygotowania: 15 minut
Czas oczekiwania: minimum 3 godziny

Składniki:
200 ml śmietanki 30% lub 36%
200 ml mleka
70 g cukru
2 łyżeczki ekstraktu waniliowego
2 łyżeczki rumu
2 łyżeczki żelatyny
1/2 szklanki wody

Żelatynę wsypujemy do kubka z wodą i dokładnie rozpuszczamy. Odstawiamy. Przygotowujemy dwa rondelki. W jednym doprowadzamy do wrzenia śmietankę, a w drugim mleko z cukrem. W trakcie podgrzewania mleka należy je mieszać, żeby nam się nic nie przypaliło. Zagotowane śmietankę i mleko mieszamy z żelatyną, ekstraktem waniliowym i rumem. Mieszamy energicznie przez około minutę po to, żeby żelatyna się dobrze rozpuściła. Studzimy i jeszcze ciepły płyn wlewamy do salaterek lub lampek do wina. Wstawiamy do lodówki, żeby stężały. Panna cottę możemy podać z konfiturą, musem ze świeżych owoców, siekanymi orzechami lub migdałami, syropem klonowym. Możemy jeść ją też bez żadnych dodatków, bo jest naprawdę pyszna. Przed podaniem sugerujemy wyjęcie jej na kilka minut z lodówki, żeby się delikatnie ogrzała i nabrała delikatności.