Pokazywanie postów oznaczonych etykietą drożdżowe. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą drożdżowe. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 30 sierpnia 2018

Smørkage - duńskie ciasto maślane

Czy jest coś lepszego niż ciasto drożdżowe? Ciasto drożdżowe z migdałami i nieprzyzwoitą ilością masła. 


Jeśli jest w Danii jakiś produkt, który wydaje się wszechobecny to jest to masło. Mam poczucie, że Duńczycy są zakochani w swoim solonym maśle. Trochę im się nie dziwię - 250 g kostka Lurpaka musi mieszkaćw naszej lodówce zawsze. Czasem jest ona wystarczającym powodem, żeby sobie zrobić małą kanapeczkę. Nie wiem w czym tkwi sekret tego masła, ale ono po prostu zawsze wydaje się cudownie świeże. Ten niewielki dodatek soli sprawia, że masło jest nie tylko neutralnym klejem pozwalajacym szynce i serowi zostać w miejscu, ale ono jest tutaj głównym bohaterem kanapki. Nic dziwnego, że masło stało się też głównym składnikiem popularnego tutaj ciasta. Duńskiego ciasta maślanego. W wolnym tłumaczeniu - jest to ciasto półfrancuskie przełożone masą marcepanową z odrobiną waniliowego crème pâtissière (o którym z przekąsem lubimy mówić "budyń"). Jeśli jest jakieś bardziej kaloryczne ciasto to możecie dać nam znać. To jest niesamowicie maślane i słodkie. Już w trakcie pieczenia część masła próbuje uciec z formy. Na szczęście, po ostudzeniu zostaje w cieście i masie. Sprawia, że wszystko jest takie ... sycące.

Myślę, że to ciasto maślane to jest właśnie duńska odpowiedź na jesienną słotę. Kiedy na dworze wieje i leje, Ty siedzisz w wygodnym fotelu, masz wokół siebie miliony świeczek, kubek mleka (albo kawy przelewowej) i kawałek absolutnie nieprzyzwoicie bogatego ciasta. Takiego ciasta, które sprawia że od razu czujesz się lepiej.

Marcepan w Danii to wszędobylski składnik. Jest w batonikach, malutkich słodyczach i większych wypiekach. Najlepszy marcepan produkowany jest w Odense, czyli naszej nowej małej ojczyźnie. Do tej pory raczej nie zwracałam na to uwagi, ale ten tutejszy marcepan zawiera ponad 60% migdałów. Dla porównania, popularne marcepanowe batoniki z dyskontu to tylko 40% migdałów. Różnica w smaku jest naprawdę zauważalna. Jeśli kochacie masło i migdały to jest to przepis dla Was.

Uwaga! Podczas pieczenia crème pâtissière ma dość luźną strukturę. Po upieczeniu w miejscu zetknięcia ciasta drożdżowego z kremem powstaje taka cienka warstwa... budyniu. Przypomina to trochę surowe ciasto, ale nie jest to surowe ciasto tylko ten krem. Jeśli boicie się takich "niespodzianek" to pomińcie dodawanie tego kremu. Będzie szybciej i prościej. Myślę też, że w smaku nie zmieni się zbyt wiele.


Czas przygotowania: 45 minut
Czas oczekiwania: 1 godzina 15 minut
Czas pieczenia: 40 minut

Składniki:

ciasto:
25 g drożdży świeżych
4 łyżki cukru
150 ml mleka ciepłego
450 g mąki 
1/2 łyżeczki kardamonu
szczypta soli
1 jajko
150 g masła pokrojonego w kostkę

crème pâtissière:
150 ml mleka
1 laska wanilii (lub 1 łyżeczka cukru waniliowego)
1 żółtko
3 łyżeczki mąki ziemniaczanej
2 łyżki cukru

masa marcepanowa:
100 g miękkiego masła
100 g marcepanu
50 g cukru białego
50 g cukru brązowego


1. Drożdże kruszymy do miski. Dodajemy cukier, ciepłe mleko. Mieszamy i zostawiamy na 5 minut.

2. Do drożdży dodajemy mąkę, kardamon, szczyptę soli i jajko. Wyrabiamy ciasto przez 2 minuty. Potem dodajemy masło i wyrabiamy tylko do połączenia składników. Uwaga! W cieście mają być grudki masła.

3. Ciasto przykrywamy czystą ściereczką i odstawiamy do wyrośnięcia na 40 minut. W tym czasie przygotowujemy crème pâtissière i masę marcepanową.

4. Jak zrobić krem? W rondlu zagotowujemy mleko z wanilią. W tym czasie do miski wbijamy żółtko, dodajemy cukier, mąkę ziemniaczaną i dokładnie mieszamy. Kiedy zagotuje się mleko wolnym strumieniem wlewamy mleko do miseczki z jajkiem i mąką CIĄGLE MIESZAJĄC. Wszystko przelewamy do rondelka i ciągle mieszając zagotowujemy. Zdejmujemy z ognia.

5. Jak zrobić masę marcepanową? Marcepan ścieramy na tarce. Dodajemy masło i dwa rodzaje cukru. Mieszamy ręką (tak jest najlepiej, ponieważ ciepłe dłonie rozpuszczą masło i pozwolą składnikom się połączyć).

6. Tortownicę o średnicy ok. 25 cm wykładamy papierem do pieczenia. To ważne!

7. Wyrośnięte ciasto drożdżowe dzielimy na 3 części. Jedną z nich wykładamy dno tortownicy o średnicy ok. 25 cm. Smarujemy 1/3 masy marcepanowej i kremem budyniowym. Pozostałe ciasto wałkujemy na prostokąt o wymiarach 30 cm x 10 cm. Smarujemy go pozostałą masą marcepanową, zwijamy w wałek. Wałek kroimy na 8 kawałków.

8. Na środku totownicy układamy największy "ślimak marcepanowy". Resztę ślimaków układamy wokół środka. Wszystko przykrywamy ściereczką i zostawiamy do napuszenia na 20 minut.

9. Piekarnik nagrzewamy do 180 stopni Celsjsza. Wyrośnięte ciasto wstawiamy do pieca i pieczemy 25 minut. Po tym czasie przykrywamy je od góry folią alumioniową i pieczemy kolejne 20 minut.

10. Upieczone ciasto wyciągamy z piekarnika i studzimy w blaszce. Tortownicę rozpinamy dopiero, kiedy ciasto będzie letnie. W przeciwnym razie wszystko się rozpadnie.




poniedziałek, 27 sierpnia 2018

Brunsviger, czyli fiońskie ciasto urodzinowe

Ciasto drożdżowe z duża ilością karmelu jest po prostu cudowne i kuszące. Nic dziwnego, że Duńczycy serwują się w urodzinowe poranki.


Fionia uważa, że to wlasnie tu narodził się brunsviger i tylko tutejsze receptury są prawdziwe. Jutlandia też je wypieka. Ale oni podobno nie wymyślili dekorowania ciasta. O co w zasadzie chodzi i czym jest to ciasto, że walczą o nie Jutlandia i Fionia?

Drożdżowy placek oblany roztopionym masłem i brązowym cukrem to coś cudownego. Brązowy cukier to jednak nie jest cukier trzcinowy tylko biały cukier z dodatkiem melasy (w Polsce coś takiego robi cukier królewski). Żeby tej cukrowej pyszności w placku było więcej, przed dolaniem resztki masła w cieście robi się głębokie dziury. Upieczony placek dekoruje się posypką kolorową, posypką lukrecjową i obowiązkowymi duńskimi flagami. Dodatkowo, umieszcza się na nim rysunek jubilata (w wersji de luxe ludek zrobiony jest z białej czekolady). Jak czytaliście Dzieci z Bullerbyn to na prwno znacie ten rytuał. Obdarowywana lub obdarowywany budzą się rano, ale udają że śpią. Czekają aż przyjdą członkowie rodziny z ciepłym drożdżowym ciastem i prezentem. Potem wszyscy wspólnie jedzą śniadanie. Popołudniu serwowany jest klasyczny tort.

Nawet jeśli nie macie urodzin to brunsviger to pyszny drożdżowy placek do kawy, ktory można robić sobie bez okazji. Chociaż prawdę mówiąc na świecie codziennie tyle osób obchodzi urodziny ...


Czas przygotowania: 10 minut
Czas oczekiwania: 50 minut 
Czas pieczenia: 20 minut

Składniki:
50 g drożdży
1 szklanka ciepłego mleka
3 łyżki cukru
2 jajka
3 1/2 szklanki mąki pszennej 
80 g rozpuszczonego solonego masła (lub masła nieoslonego i 1/4 łyżeczki soli)
1 łyżeczka cynamonu lub kardamonu

Polewa:
200 g masła 
3/4 szklanki brązowego cukru
szczypta soli

1. Drożdże mieszamy z mlekiem i cukrem. Czekamy 5 minut, aż ruszą.

2. Dodajemy pozostałe składniki i wyrabiamy ciasto, aż będzie jednolite.

3. Ciasto przykrywamy ściereczką i pozostawiamy do wyrośnięcia na 30 minut.

4. Po tym czasie wyrośnięte ciasto przekładamy do formy (my użyliśmy prostokątnej blaszki 30 cm x 40 cm) i pozwalamy mu napuszyć się kolejne 20 minut. W tym czasie przygotujemy polewę.

5. W rondlu rozpuszczamy masło, dodajemy cukier i sól. Mieszamy tylko do rozpuszczenia cukru.

6. Piekarnik nagrzewamy do 200 stopni.

7.Gotowe ciasto oblewamy 3/4 zawartości rondelka. Robimy palcami głębokie dziury (nie przebijamy ciasta na wylot!). Wlewamy pozostałe masło z cukrem.

8. Wstawiamy do piekarnika i pieczemy 20 minut.

sobota, 28 lipca 2018

Plackodzianki, czyli jagodowe placki piknikowe

Masz straszną ochotę na jagodzianki hojnie wypełnione świeżymi jagodami, kupujesz jedną w cukierni i okazuje się, że zamiast jagód ma w środku zwyczajny dżem. Wtedy planujesz już ten moment, kiedy upieczesz własne bułeczki, ale znowu nie masz czasu. Mamy na to sposób. 



Plackodzianki to mariaż jagodzianki z plackami. Od zwykłych placków różnią się niewielkim dodatkiem drożdży, przez co są bardzo puszyste. Jagód w nich jest sporo. Każdy kęs to po prostu mikro-jagodzianka. Robi się je szybciutko, więc są dobrą opcją na śniadanie czy drugie śniadanie. Pięknie farbują zęby i palce, więc efekt jagodziankowy jest! 

Plackodzianki świetnie smakują z cukrem pudrem albo syropem klonowym. Bitą śmietaną też nie pogardzą, chociaż przy tych temperaturach nie ryzykowałabym. Ciepłe są pyszne, ale mnie bardziej smakują ostudzone. Są wtedy naprawdę jak malutkie bułeczki drożdżowe. Ostudzone jagody są też mniej wybuchowe. Dzięki temu ryzyko jagodowych pamiątek na ubraniach maleje. 

Przepis powstał z inspiracji resturacją Water and Wine wokół której rośnie moc dzikich owoców. Szef kuchni Marek Flisiński czaruje z nich dania niespodziewane. Z pewnością z jagód zrobiłby jakiś niesamowity chłodnik albo deser, który zachwycałby smakiem i fakturami. Water and Wine to piękne miejsce, a latem tym cudowniejsze, że natura sama pcha się do kuchni.


Czas przygotowania: 30 minut
Liczba porcji: 4

Składniki: 

2 łyżeczki suchych drożdży 
1 łyżeczka cukru
1/2 szklanki ciepłego mleka
2 szklanki mąki tortowej
1/2 szklanki mąki pełnoziarnistej 
1 łyżeczka proszku do pieczenia
2 szklanki maślanki
2 jajka
1 łyżeczka ekstraktu waniliowego 
1 1/2 szklanki świeżych jagód

1. Drożdże mieszamy z cukrem i ciepłym mlekiem. Odstawiamy na 5 minut.

2. Do drożdży dodajemy pozostałe składniki, oprócz jagód - mąkę tortową i pełnoziarnistą, proszek do pieczenia, maślankę, jajka i ekstrakt waniliowy. Mieszamy łyżką do powstania jednolitej masy.

3. Miseczkę z masą przykrywamy czystą ścierką i odstawiamy w ciepłe miejsce na 15 minut.

4. Jagody myjemy i suszymy.

5. Do wyrośniętej masy dodajemy jagody i delikatnie mieszamy. 

6. Placuszki smażymy na gorącym oleju, aż się zezłocą z obu stron. Podajemy z cukrem pudrem, 
syropem klonowym lub bitą śmietaną. 


czwartek, 12 lipca 2018

SPA Bończa, czyli takiego gotowania jeszcze nie było

W Bończy świat się kończy, mówi przysłowie. Autor przysłowia ewidentnie nie był tam, gdzie życie zaczyna się po czterdziestce.



Bończa to wieś niedaleko Warki. Wokół same sady, jabłka, czereśnie i zieloności. Wieś liczy kilkanaście domów. Jaki macie obraz takiej wsi i jej mieszkańców? Kościół, dom, obiad, wnuki? Żebyście się  nie zdziwili!

W Bończy wita nas pani sołtys. Mówi o sobie sołtys, bo nie lubi żeńskich form. Wokół niej kilka młodych kobiet z jajami – sypią dowcipami, karmią pesto z pokrzywy, pokazują profesjonalny film o Bończy i ich planach. Otwierają przepastną szafę w której jest milion słoików – musztarda piekielnica, słodka laska (truskawki z wanilią), sławetne pesto. Wszystko w takich samych słoikach z pięknymi etykietami. Made with Love in Bończa. Mam nadzieję, że niedługo takie słoiki będzie można kupić. Smakują miłością!



Wszystko dzieje się w świetlicy z piękną kuchnią, szafami, stołem do tenisa stołowego i … hipsterskim napisem Bończa. Plac zabaw? Asfalt? Jarmark? Wszystko tu jest. Chwilę później panie porywają dzieci na piracki statek, który zwiedza Szkółkę Owocową Bończa.  My zostajemy w SPA Bończa. 

SPA czyli Seniorzy Preferują Aktywność. Po staremu – Koło Gospodyń Wiejskich. „I żebyście się mieszczuchy nie przebierały za gospodynie wiejskie, bo nie ma co się lansować na wieś”, mówi jedna z nich. Panie spotykają się co tydzień wieczorem – rozmawiają, gotują, dzielą się radami (np. gdzie jest najlepsze sushi). Robimy szare kluski (tak się mówi na Podlasiu) czyli pyzy i racuchy drożdżowe. Ja, jako Drożdżowa Baba, jestem w zespole racuchowym. Ale wcześniej karnie trę ziemniaki. W trakcie tarcia mówię paniom, że moi rodzice to mają taką ruską maszynkę. I wtedy słyszę „kochana, my to wszystko robimy w thermomixie. Dzisiaj tylko tak tradycyjnie”. Moje wszystkie wyobrażenia o wsi i kole gospodyń wiejskich rozpadają się jak domek z kart i czuję się z tym cudownie.


Dowiaduję się, że kobieta w sadzie robi wszystko, że wielopokoleniowe domy są cudowne chociaż trudno na początku podzielić się obowiązkami (bo ojciec to kocha kotlety, a synowa chciałaby tak delikatniej z dietą), że raz na jakiś czas fajnie wyskoczyć do miasta na sushi czy ramen, że kolendra to w ziarenkach, ale raczej nie natka, że trudno jest pogodzić się z myślą, że dzieci nie chcą być sadownikami, że na wsi nie ma nudy bo jest tyle do zrobienia i przegadania. Widać, że panie znają się jak łyse konie i są po prostu ze sobą zżyte. Ale widać coś jeszcze: energię, chęć uczenia się, głód świata.

Ze Szkółki Owocowej dzieciaki wracają szczęśliwe i głodne. Opowiadają o 320 kg jabłek, które mieszczą się w skrzynio-palecie, o drzewach rosnących gęsto, o soku tłoczonym, o pszczołach, o wrześniowym rejwachu w sadzie. Szkółka Owocowa to dla nich jedna z najlepszych przygód w jabłkowym życiu. Jeśli macie dzieci w wieku szkolnym to idealny pomysł na jednodniową wycieczkę z Warszawy i okolic. Szkółka należy do Wareckiego Szlaku Jabłkowego.


A racuchy? Przepis teściowej – najlepszy na świecie. Są miękkie, delikatne, puszyste. Nie wolno żałować im tłuszczu – muszą swodobnie się w nim poruszać. Jeśli dodamy do ciasta kapkę spirytusu, placki tłuszczu nie wypiją. Zróbcie koniecznie (możecie tylko robić czasem z połowy porcji, bo kilogram to za dużo nawet dla 5 osobowej rodziny).


Składniki: 

1 kg mąki pszennej
1 litr mleka
5 dkg drożdży
1 łyżka cukru
2 całe jajka
3 żółtka
aromat waniliowy 

1. Mleko podgrzewamy, aż będzie ciepłe. Odmierzamy ¼ kubka. Resztę wlewamy do miski w której będzie wyrastało racuchowe ciasto.

2. Do mleka w kubeczku dodajemy drożdże i cukier. Mieszamy dokładnie. Czekamy, aż drożdże ruszą (czyli się delikatnie spienią).

3. Do dużej miski dodajemy pozostałe składniki. Mieszamy dokładnie ciasto.

4. Jednolite ciasto przykrywamy czystą ściereczką i pozostawiamy w ciepłym miejscu do podwojenia objętości.

5. Placki smażymy na dobrze rozgrzanym tłuszczu, który wypełnia około 2 cm patelni (licząc od dna).

6. Placki nakładamy ostrożnie łyżką wcześniej zanurzoną w wodzie (dzięki temu ciasto się nie klei).

7. Smażymy z obu stron na złoto. Oprószamy cukrem pudrem.


wtorek, 27 lutego 2018

Bliny gryczane z łososiem

Niby postne, a brzmią jak największa delicja. Drożdżowe racuchy na mące gryczanej. 

Do zrobienia blinów natchnęła nas pani Nina, która jest mistrzynią kuchni rosyjskiej. Przepis, który Wam podajemy jest wersją deluxe, ponieważ zawiera masło i mleko. Przepis standardowy bazuje na wodzie i oleju roślinnym. Zachęcamy Was jednak do przygotowania blinów z mlekiem, ponieważ są delikatniejsze i szlachetniejsze. 
Bliny można jeść, tak jak my, z serkiem typu Bieluch i wędzonym łososiem (warto do serka dodać łyżeczkę świeżego, posiekanego koperku). Na górę można dorzucić roszponkę, rukolę lub jakieś kiełki. Można też podawać je z pieczonymi warzywami, jajkami sadzonymi czy gulaszem mięsnym. Nam jednak najbardziej smakuje wersja łososiowo-serkowa. 



Czas przygotowania: 10 minut (+ czas na smażenie)
Czas oczekiwania: 30 minut

Składniki:
200 g mąki gryczanej
150 g mąki pszennej
25 g świeżych drożdży
2 łyżeczki cukru
2 szklanki ciepłego mleka
1 żołtko
50 g roztopionego masła
1 łyżeczka soli
olej do smażenia
1 opakowanie serka typu Bieluch
100 g wędzonego łososia

1. Świeże drożdże rozrabiamy z cukrem i 1/2 szklanki ciepłego mleka.

2. Odstawiamy w ciepłe miejsce na 5 minut.

3. W dużej misce (lub garnku) mieszamy wszystkie składniki, włącznie z podrośniętymi drożdżami, na jednolitą masę.

4. Przykrywamy czystą ściereczką, odstawiamy w ciepłe miejsce do wyrośnięcia na 30 minut.

5. Z gotowego ciasta formujemy placki i smażymy na rozgrzanej patelni. Żeby ciasto dobrze odchodziło od łyżki, warto przygotować sobie kubek z wrzątkiem i zanurzać w nim łyżkę przed nabraniem ciasta. 
6. Bliny podajemy z serkiem i łososiem i ulubioną zieleniną.


piątek, 17 marca 2017

Beghrir czyli marokańskie placuszki z miodem

Od pytania "czy kiedykolwiek to jadłaś" do momentu w którym stałam nad patelnią obserwując małe rosnące placuszki nie minęła godzina. W Maroko nigdy nie byłam, ale za to Maroko było dzisiaj u nas na stole. 

Beghrir to śniadaniowe placki drożdżowe, które pochodzą z Maroko. Wyglądają na talerzu jak zrobione z koronki. Ciasto  zawiera kaszę manną, więc podczas rośnięcia kasza utrzymuje tę misterną strukturę.  Dzięki tym malutkim dziurkom placki cudownie przesiąkają sosem miodowo-maślanym z którym się je podaje.

Ciasto na placki jest dość luźne. Na środek suchej rozgrzanej patelni trzeba wlać około 1/4 szklanki masy, pozwolić się jej rozlać i smażyć na średnim ogniu  około 3 minut. W trakcie smażenia na placku zaczną pojawiać się małe "kratery". Masa zacznie się ścinać i przestanie błyszczeć. To sygnał, że placek należy zdjąć z patelni. Placków nie przewracamy. Dlaczego? Wtedy błyskawicznie by się ścięły i wyschły. A tak mamy placek, który jest delikatnie wilgotny (ale bezpieczny, bo ścięty). Warto zatem ubroić się w dwie patelnie. Próbowaliśmy smażyć po kilka placków na raz. Niestety, masa jest rzadka i mocno się rozlewa. Placki wylewane tuż przy brzegu patelni nie mają ładnych okrągłych kształtów. Sprawdzałam też co się stanie, kiedy zagęścimy masę - możemy smażyć po kilka placków na raz, ale nie rosną tak ładnie, nie mają koronkowej struktury i smakują bardziej jak nasze racuszki. Jeśli więc chcemy spróbować tych prawdziwych marokańskich beghrir trzymajmy się przepisu.


Czas przygotowania: 10 minut (plus smażenie)
Czas oczekiwania: 20 minut 

Składniki:
20 g świeżych drożdży
1 łyżeczka cukru
1 2/3 szklanki ciepłego mleka
1 szklanka mąki pszennej
1 szklanka kaszy manny
2 łyżeczki proszku do pieczenia
2 jajka

sos:
6 łyżek miodu
3 łyżki masła
2 łyżki wody pomarańczowej 



1. Drożdże mieszamy z cukrem i ciepłym mlekiem. Odstawiamy na 5 minut.

2. Do drożdży dodajemy pozostałe składniki - mąkę, kaszę, proszek do pieczenia, jajka. Mieszamy łyżką do powstania jednolitej masy.

3. Miseczkę z masą przykrywamy czystą ścierką i odstawiamy w ciepłe miejsce na 20 minut.

4. Patelnię rozgrzewamy. Na sam środek wylewamy około 1/4 szklanki masy. Smażymy na średnim ogniu, aż wierzch przestanie być błyszczący, a spód się zarumieni - około 3 minut. Przekładamy na talerz.

5. W czasie, gdy smażymy naleśniki przygotowujemy sos. Do rondelka wrzucamy masło, miód. Podgrzewamy mieszając, aż masło i miód się połączą. Dodajemy wodę pomarańczową.

6. Gotowe placki serwujemy z miodowo-maślanym sosem.

wtorek, 7 marca 2017

Placek Lisy z Bullerbyn #smakiAstrid

Pewnego dnia Lisa z Bullerbyn pokłóciła się z Brittą i Anną. Zupełnie nie miała co robić i szukała zajęcia.  Mama namówiła ją na upieczenie placka. 


W książce "Dzieci z Bullerbyn" Astrid Lindgren dokładnie opisuje sposób przygotowania placka - utrzeć 2 szklanki cukru z 4 jajkami, roztopić w rondelku kawał masła, dość duży, dodać mleka i mąki. Ile?  "Nie pamiętam, ile dokładnie," twierdzi Lisa. Do tego dosypać skórki cytrynowej i drożdży w proszku. Wypisz,  wymaluj drożdżowy placek ze skórką cytrynową. 

piątek, 24 lutego 2017

Focaccia z suszonymi pomidorami i orzechami włoskimi

Focaccia to bardzo dobra przekąska i można przyrządzić ją na setki sposobów. Jednak ta focaccia jest wyjątkowa, bo daje dużo energii do walki z chorobą onkologiczną. 


Zmaganie się z ciężką chorobą zupełnie zmienia dotychczasowe życie. Nagle okazuje się, że trzeba podporządkować się terapii i zmienić nie tylko rytm dnia, ale także skład posiłków. W wywiadzie, który przeprowadziliśmy z Ewą Ceborską-Scheiterbauer, dietetyczką i współautorką książki "Medycyna XXI wieku - żywienie w chorobach nowotworowych" pada ważne zdanie - dietę należy dostosować do potrzeb konkretnej osoby (pełny wywiad przeczytacie TUTAJ). Tyle, że w tym wymagającym czasie chory może nie mieć zupełnie siły na dostosowywanie diety. Odpowiednia dieta może zmniejszać efekty uboczne choroby i jej leczenia, zwiększać tolerancję pacjenta na stosowaną terapię, wzmacniać układ  immunologiczny i ułatwiać walkę z  chorobą. Najlepsze efekty daje dieta lekkostrawna, dopasowana do zwiększonych potrzeb pacjenta, bardzo czesto wysokobiałkowa i jak najbardziej urozmaicona. Biorąc pod uwagę jak trudno czasem zmusić się do jedzenia, posiłki mogą się stać się koszmarem. Są jednak preparaty, które ułatwiają odżywianie w tym trudnym czasie.

poniedziałek, 6 lutego 2017

Cynamonowe bułeczki dzieci z ulicy Awanturników

Uwielbiamy książki Astrid Lindgren. Są radosne, beztroskie, a jednocześnie bardzo realistyczne. Właśnie z tej miłości do prawdziwej Szwecji zrodził się pomysł cyklu #smakiAstrid. 


Kiedy po latach wróciliśmy do książek Astrid Lindgren zauważyliśmy, że są one absolutnie szwedzkie - pory posiłków, rozliczne przerwy na ciasteczko i czekoladę, opisy świąt. Chcąc pokazać naszym dzieciom, że Szwecja istnieje nie tylko w książkach postanowiliśmy "ugotować" im każdą książkę. Szukamy więc w książkach tych smakowitych fragmentów, zaznaczamy je, a potem szukamy na szwedzkich blogach i w szwedzkich książkach kucharskich przepisów na potrawy przypominające te, o których czytamy. 

sobota, 31 grudnia 2016

Podlaski kulebiak z kapustą i grzybami

Podlasie to niezwykłe miejsce - tutaj przenikają się różne kultury, których historię widać w lokalnej kuchni. Daniem, który łączy kulturę polską, pruską i białoruską jest właśnie kulebiak.

Kulebiak to wytrawny drożdżowy placek zwykle nadziany mięsem, rybami lub kapustą z grzybami. W naszym regionie kulebiak jest kojarzony głównie ze Świętami Bożego Narodzenia i wtedy serwuje się jego kapuścianą wersję. Świetnie smakuje z czerwonym barszczem i jest prostszą i szybszą alternatywą dla uszek z grzybami. Kulebiak hojnie nadziany kapustą i suszonymi grzybami miał symbolizować dostatek. 

Przygotowanie kulebiaka jest naprawdę proste. Wystarczy zagnieść drożdżowe ciasto i nieco poczekać, aż wyrośnie. Potem postępujemy tak jak z makowcem - nadzienie zawijamy w kształt ślimaka. Zamiast ślimaka, możemy nadzienie po prostu "zamknąć" w cieście. Dzięki temu będziemy mieli gwarancję, że ciasto dobrze się upiecze. 

Klasyczny kulebiak wygląda jak drożdżówka z formy. Nasze starsze dziecko postanowiło go jednak przyozdobić małym warkoczykiem i taka wersja wygląda bardziej świątecznie. Namawiamy Was do wypróbowania go w tej formie. 

Wpis powstał we współpracy z Cisowianka - Gotujmy zdrowo. 


Czas przygotowania: 30 minut
Czas oczekiwania: 60 minut

Składniki:

ciasto
15 g drożdży
100 ml mleka
1 łyżka cukru
50 g rozpuszczonego masła
250 g mąki
2 łyżki oleju

farsz
300 g kapusty kiszonej
40 g suszonych grzybów
1 cebula
3 łyżki oleju
sól
pieprz
1 łyżeczka kminku
1 jajko

wierzch
1 jajko
1 łyżka wody


1. Do miski wsypujemy drożdże, dodajemy cukier i ciepłe mleko. Mieszamy do rozpuszczenia cukru i odstawiamy na 5 minut.

2. Do drożdży dodajemy masło i mąkę. Ręcznie lub za pomocą miksera planetarnego zagniatamy ciasto - zajmie to około 10 minut. Kiedy ciasto będzie odchodziło od ręki, smarujemy je olejem. Zostawiamy w misce, przykrywamy czystą ściereczką i odstawiamy w ciepłe miejsce do wyrośnięcia na 1 godzinę. W tym czasie przygotowujemy farsz.

3. Grzyby zalewamy wodą tak, żeby je przykryła. Gotujemy do miękkości. Studzimy, zostawiamy wodę z gotowania, a grzyby drobno siekamy. 

4. Cebulę drobno siekamy.  Na patelnię wlewamy olej i wrzucamy cebulę. Podsmażamy na wolnym ogniu do miękkości. Dodajemy kapustę, posiekane grzyby i wodę z gotowania grzybów. Przykrywamy pokrywką i smażymy na małym ogniu 10 minut. Odkrywamy, doprawiamy solą, pieprzem i kminkiem. Studzimy i dodajemy 1 jajko. 

5. Gotowe ciasto uderzamy pięścią, żeby uwolnić gazy. Z ciasta odrywały mały kawałek z którego zrobimy warkoczyk. Resztę ciasta rozwałkowujemy na prostokąt o grubości ok. 5 mm. Wykładamy farsz zostawiając ok. 2 cm wolnego brzegu. Zawijamy ciasto tak jak naleśnik - krańce ciasta zawijamy pod spód. 

6. Gotowego kulebiaka wkładamy do blaszki keksówki wyłożonej papierem do pieczenia.

7. W kubku mieszamy pozostałe jajko z wodą. Smarujemy nim wierzch kulebiaka. 

8. Z pozostałego ciasta robimy dwa wałeczki długości kulebiaka. Zawijamy je tworząc warkoczyk. Układamy go na kulebiaku. Smarujemy jajkiem z wodą. 

9. Gotowy kulebiak wkładamy do piekarnika nagrzanego do 170 stopni Celsjusza i pieczemy 40 minut. 


poniedziałek, 31 października 2016

Wieniec drożdżowy z cynamonem, kardamonem i czymś jeszcze

Jesienny poranek. Za oknem ciemno, krople deszczu spływają po szybie. Na szczęście, w domu jest ciepło i cynamonowo. 

Listopad nie rozpieszcza. Końcówka października to tylko delikatne preludium do tego co nas czeka przez najbliższy miesiąc. Listopad jest zdecydowanie najtrudniejszym czasem w roku dla nas. Wstajemy w środku nocy, bo jasno robi się około 7. Wracamy z przedszkola i szkoły kiedy jest mocno szaro. Około 16:30 mamy poczucie, że dzień się w zasadzie skończył i nie czeka nas już nic dobrego. Wtem! Przypominamy sobie, że przecież o 17:00 musimy zaprowadzić dziecko na rytmikę. Że też chciało jej się chodzić na śpiewanki dwa razy w tygodniu! Zapisywaliśmy ją w czerwcu, kiedy 17:00 była środkiem dnia i znowu zapomnieliśmy o listopadzie. Szarym i smutnym. 

Oby do Mikołajek powtarzamy sobie codziennie kiedy uchodzi z nas energia, a ciało mówi "daj spokój z tą kawą". Kiedy jest naprawdę kiepsko, wyciągamy przyprawy korzenne i dodajemy je do wszystkiego: porannej kawy, kujawianki, czarnej herbaty, ciasteczek, twarogu i tego cudownego drożdżowego wieńca. Wieniec jest magiczny - wjeżdża na stół i tyle go widzieliśmy. Małe rączki raz dwa dzielą go na kawałki ciągnąc każde w swoją stronę. I dobrze! Będzie pretekst, żeby upiec kolejny. 

Wpis powstał w ramach współpracy z Cisowianką. Kiedy chcemy poczuć lato, oglądamy zdjęcia z ogrodu restauracji Water and Wine, który rośnie tuż obok rozlewni. Zobaczcie jak było tam pięknie i łapcie letnią energię. 



Czas przygotowania: 30 minut
Czas oczekiwania: 80 minut

Składniki:
325 ml mleka
50 g masła
600 g mąki pszennej
70 g cukru
30 g drożdży świeżych
2 łyżki oleju

nadzienie:
3 łyżki cynamonu
4 łyżki cukru
1 łyżka kardamonu 
1 łyżeczka gałki muszkatołowej
50 g masła


1. Mleko podgrzewamy, zdejmujemy z ognia, dodajemy masło i mieszamy do rozpuszczenia. 

2. W szklance mieszamy drożdże z cukrem, aż powstanie płyn.

3. Do miski wsypujemy mąkę. Dodajemy ostudzone masło z mlekiem i drożdże. Wyrabiamy ciasto, aż będzie odchodziło od ręki - 10 minut (5 minut w robocie planetarnym). 

4. Z gotowego ciasta formujemy kulę, smarujemy ją olejem, wkładamy do czystej miski i przykrywamy ściereczką. Odstawiamy do wyrośnięcia w ciepłe miejsce na 1 godzinę.

5. Odkrywamy wyrośnięte ciasto i uderzamy w nie pięścią. 

6. Przygotowujemy nadzienie  - mieszamy cynamon, kardamon i gałkę muszkatołową z cukrem. Masło rozpuszczamy. 

7. Z wyrośniętego ciasta formujemy prostokąt wielkości 30 cm x 40 cm. Smarujemy go połową masła, posypujemy cynamonem. 

8. Zwijamy ciasto wzdłuż krótszego brzegu tak, by powstał rulon. Przecinamy go wzdłuż na pół zostawiając ok. 2 cm na początku. Zwijamy dwa boki wokół siebie. Formujemy z nich okrąg i spinamy krańce. Tutaj jest instrukcja video. 

9. Gotowe ciasto smarujemy pozostałym masłem. 

10. Odstawiamy do napuszenia na 20 minut. W tym czasie rozgrzewamy piekarnik do 180 stopni Celsjusza. 

11. Wieniec pieczemy przez ok. 30 minut do zezłocenia. 

12. Gotowy studzimy. Można go zamrozić. 

13. Najlepiej smakuje z kujawianką (przepis tutaj). 



ZapiszZapisz

środa, 6 kwietnia 2016

Bułki cukrówki - najprostsze drożdżówki

Mimo, że zjadłam już kilogramy wypasionych, napuszonych i eleganckich ciast i ciasteczek, te proste bułki pozostają najlepszymi z najlepszych. 

Mam takie wspomnienie. Mam nie więcej niż sześć lat. Jestem z rodziną w jakiejś małej miejscowości. Takiej w której na rynku jest kościół, niedaleko szkoła, a dookoła pola. Nagle czuję niesamowity głód - taki dziecięcy głód, kiedy aż boli brzuch. Kiedy nie można myśleć o niczym innym niż o jedzeniu. Kiedy chce się płakać i jęczeć i marudzić. I robię to wszystko, bo przecież jestem taka głodna. Nagle widzę mały sklep gs-u. Wchodzimy z mamą i nie ma tam nic poza bułkami cukrówkami.

Bułki cukrówki to takie zwykłe, maślane drożdżowe bułeczki posypane grubym białym cukrem. Sama pszenica, sam biały cukier, samo dobro. Od czasów mojego dzieciństwa nie widziałam ich nigdzie. Skutecznie wyparły je słodkie bułki z makiem, budyniem i czekoladą. Dlatego ostatnio zrobiłam sobie dokładnie takie jak pamiętam. 


Czas przygotowania: 15 minut
Czas oczekiwania: 90 minut
Czas pieczenia: 18-20 minut

Składniki na 12 bułeczek:

500 g mąki pszennej
40 g drożdży świeżych
80 g cukru
2 jajka
1 łyżka cukru waniliowego 
125 ml ciepłego mleka
100 g rozpuszczonego masła 
2 łyżki oleju
5 łyżek grubego cukru
1 łyżeczka cynamonu (opcjonalnie)


1. Drożdże mieszamy z 1 łyżką cukru i połową mleka. Odstawiamy pod przykryciem na 5 minut.

2. Do miski wlewamy pozostałe mleko, dodajemy mąkę, resztę cukru, cukier waniliowy, 1 jajko, masło. 

3. Zagniatamy ciasto do momentu, aż będzie elastyczne. Nam zajęło to 10 minut. 

4. Gotowe ciasto przekładamy do miseczki wysmarowanej olejem, przewracamy ciasto na drugą stronę tak, żeby całe było pokryte olejem, przykrywamy czystą ściereczką. 

5. Odstawiamy na godzinę w ciepłe miejsce do wyrośnięcia. 

6. Blaszkę wykładamy papierem do pieczenia. 

7. Wyrośnięte ciasto uderzamy pięścią i dzielimy na 12 równych części. Z każdej części formujemy kuleczkę. Wszystkie kuleczki kładziemy na blaszce zostawiając między nimi odstępy. Przykrywamy ściereczką i zostawiamy do wyrośnięcia na 20 minut. 

8. W tym czasie gruby cukier mieszamy z cynamonem.

9. Kiedy bułeczki urosną odkrywamy je. Jajko roztrzepujemy i smarujemy nim bułeczki. Posypujemy cukrem.

10.  Bułeczki wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 200 stopni na 20 minut.


środa, 6 stycznia 2016

Hiszpański wieniec na Święto Trzech Króli

Święto Trzech Króli to ważny moment w roku - dziś kończy się Boże Narodzenie, a zaczyna karnawał!

Z tej okazji w wielu krajach przygotowuje się specjalne wypieki. Francuzi mają swój galette des rois (czyli Ciasto Króli na które przepis znajdziecie TUTAJ), a Hiszpanie przygotowują roscón de Reyes, czyli wieniec Królów. W Hiszpanii święto Trzech Króli to chyba najważniejszy dzień Świąt dla dzieci - królowie przybywają z darami!

Roscón de Reyes to drożdżowy wieniec z bakaliami - figami, skórką pomarańczową, skórką cytrynową, kandyzowanymi czereśniami. W każdym cieście znajduje się ziarno fasoli - ten kto je znajdzie zostaje mianowany królem lub królową. Niektórzy zamiast fasoli, wkładają do ciasta monetę.

My zrobiliśmy wieniec z naszymi ulubionymi dodatkami - migdałami i żurawiną. Jest delikatny i pięknie się prezentuje, a do tego mało przy nim pracy.



Czas przygotowania: 20 minut
Czas oczekiwania: 90 minut
Czas pieczenia: 25 minut

Składniki:
ciasto
15 g świeżych drożdży 
70 cukru
160 ml ciepłego mleka
50 g masła
1/2 kg mąki pszennej
1 łyżeczka kardamonu
2 łyżki oleju

nadzienie
70 g posiekanych migdałów
70 g suszonej żurawiny
2 łyżki miękkiego masła
1 jajko
1 łyżka zimnej wody



1. W dużej misce mieszamy drożdże i cukier, aż powstanie płyn.

2. W rondelku podgrzewamy mleko. Dodajemy do drożdży. Mieszamy, przykrywamy ściereczką na 5 minut, żeby drożdże ruszyły.

3. W rondelku po mleku rozpuszczamy 50 g masła.

4. Do drożdży dosypujemy mąkę, kardamon, rozpuszczone masło. Wyrabiamy ciasto mikserem z hakiem lub ręką, aż będzie jednolite i będzie odstawało od ręki (ok. 5 minut).

5. Wyrobione ciasto smarujemy olejem. Przykrywamy ściereczką i odstawiamy w ciepłe miejsce do podwojenia objętości - zajmie to ok. 1 godziny. Możemy też przykryte ściereczką ciasto wstawić do piekarnika nagrzanego do 50 stopni Celsjusza na 20 minut.

6. Gotowe ciasto wałkujemy na prostokąt wielkości kartki A4.

7. Migdały mieszamy z żurawiną i masłem. Smarujemy nimi ciasto. Ciasto zwijamy w rulon. Przekrawamy wdłuż na pół. Zawijamy wokół siebie oba kawałki ciasta. Sklejamy końce i formujemy wieniec.

8. Przykrywamy ściereczką i zostawiamy do napuszenia na 30 minut.

9. Piekarnik nagrzewamy do temperatury 180 stopni Celsjusza.

10.  Jajko rozkłócamy z 1 łyżką zimnej wody. Smarujemy nim wierzch ciasta. Wstawiamy ciasto do piekarnika i pieczemy do zezłocenia - ok. 25 minut. 



sobota, 7 listopada 2015

Pączki ziemniaczane

Połączenie pączków i ziemniaków może brzmieć nieco dziwnie. Kiedy jednak przejrzymy stare książki kucharskie, okazuje się, że dodawanie ziemniaków do drożdżówek i chlebów było powszechne. Oczywiście, ugotowanych ziemniaków. Dzięki nim wypieki dłużej zachowują świeżość i są bardziej wilgotne. 

Przepis na pączki ziemniaczane znalazła Joanna Jakubiuk, która jest wielką miłośniczką podlaskich kartofli. Asia potrafi wyczarować z nich cuda, zna ich odmiany, doskonale wie który typ kulinarny ziemniaka najlepiej sprawdzi się w konkretnym daniu. Dzięki niej odkryłam jak w można zrobić przepyszne kartacze używając odpowiednich ziemniaków. 

Wracając do pączków - przepis pochodzi z książki "Niezapomniana kuchnia Warmii i Mazur", której autorką jest Małgorzata Jankowska Buttitta. Pączuszki są bardzo proste w przygotowaniu, świetnie wyglądają na talerzu i uzależniają - zupełnie jak racuchy (tutaj jest przepis, jeśli ktoś miałby ochotę). Bardzo polecamy je na jesienne wieczory.


Czas przygotowania: 1 godzina
Czas oczekiwania: 30 minut

Liczba porcji: 4

500 g ugotowanych przetartych ziemniaków (typ B lub C)
500 g mąki pszennej 
1 szklanka mleka
4 jajka
40 g drożdży
1 łyżka cukru
2 szklanki oleju do smażenia
1 szklanka cukru pudru
1 łyżka cynamonu

1. Ziemniaki w mundurkach ugotować, obrać i jeszcze ciepłe przepuścić przez praskę.

2. W szklance wymieszać drożdże z cukrem, aż powstanie płyn. Dodać mleko i wymieszać.

3. W mące zrobić dołek, wlać ciepłe mleko z drożdżami. Dobrze wymieszać. Zaczyn odstawić w ciepłe miejsce na 30 minut do wyrośnięcia.

4. Do wyrośniętego zaczynu dodać jajka i przeciśnięte przez praskę ziemniaki. Dobrze wyrobić ciasto (powinno być dość luźne), odstawić w ciepłe miejsce na kwadrans. Ciasto powinno delikatnie podrosnąć.

5.  Do głębokiej patelni wlać olej i rozgrzać go.

6. Przygotowujemy 1 szklankę z gorącą wodą (dzięki gorącej wodzie, masa będzie łatwo odchodziła od łyżki). Łyżkę do zupy wkładamy do gorącej wody, a następnie nabieramy nią ciasto drożdżowe. Formujemy małe kuleczki i smażymy w głębokim tłuszczu do zezłocenia. Powtarzamy do wyczerpania masy.

7. Kuleczki wyjmujemy z tłuszczu na talerz wyłożony ręcznikiem papierowym.

8. W misce mieszamy cukier puder z cynamonem. Wkładamy kuleczki, mieszamy je w miseczce tak, by wszystkie były obtoczone w cukrze.

zdjęcie z naszego profilu na Instagramie

piątek, 3 kwietnia 2015

Wielkanocna baba drożdżowa

W Wielkanoc (i Boże Narodzenie też) lubimy piec drożdżówki. Patrzeć jak wyrastają, puszą się dumnie w formach, delikatnie przypiekają. Czasami dosypujemy do nich rodzynek, żurawin. Czasami dodajemy mak, twaróg, orzechy. Pełna dowolność.
Jednak drożdżówka wielkanocna jest trochę inna - z charakterystycznym kominem, dużą ilością żółtek, zawsze na środku stołu. Jest chyba jedynym wypiekiem, który najlepiej robić w sobotni wieczór. Kiedy cały dom żyje Świętami, zajączkiem, kiedy wszystko lśni, można spokojnie odpoczywać wyrabiając ciasto. Bardzo do tego zachęcamy!


Czas przygotowania: 15 minut
Czas oczekiwania: 2 godziny

Składniki na 2 baby:
50 g drożdży
1 szklanka ciepłego mleka
3/4 szklanki cukru
3,5 szklanki mąki
8 żółtek
120 g rozpuszczonego masła
1 łyżeczka ekstraktu waniliowego
3/4 szklanki rodzynek

lukier:
1 szklanka cukru pudru
3 łyżki soku z cytryny



1. Drożdże mieszamy z cukrem, aż będą płynne. Dodajemy ciepłe mleko. Mieszamy i odstawiamy na 5 minut.
2. Do miski dodajemy mąkę, żółtka, rozpuszczone masło (nie może być gorące), ekstrakt waniliowy i rodzynki.
3. Wyrabiamy ciasto, aż zacznie odchodzić od ścianek miski - mikserem planetarnym 10 minut, ręcznie 15 minut. Ciasto będzie bardzo wilgotne, delikatnie rzadkie. Takie właśnie ma być.
4. Ciasto przekładamy do czystej miski, przykrywamy czystą ściereczką i zostawiamy w ciepłym miejscu do podwojenia objętości. Uwaga! Jeśli ktoś chce przyspieszyć proces, może postawić ciasto do piekarnika nagrzanego do 40-50 stopni Celsjusza i po kwadransie sprawdzić jak wyrosło. Ciasto można też postawić w misce na garnku z gorącą wodą. Woda ma być gorąca i nie wolno jej gotować! 
5. Formy do bab smarujemy dokładnie olejem. 
6. Wyrośnięte ciasto uderzamy pięścią, żeby pozbyć się powietrza. Dzielimy na dwie części i każdą z nich wkładamy do formy. 
7. Formy wypełnione ciastem przykrywamy ściereczką i zostawiamy w ciepłym miejscu do wyrośnięcia. Wyrośnięta drożdżówka powinna sięgać ok. 1-2 cm od brzegu foremki.
8. Piekarnik nagrzewamy do 180 stopni Celsjusza. Wstawiamy formy do pieca i pieczemy ok. 30 minut. 
9. Po 30 minutach sprawdzamy patyczkiem czy ciasto jest upieczone.
10. Babki wyciągamy z pieca, delikatnie studzimy i wyciągamy z formy. 
11.   W miseczce ucieramy cukier z sokiem z cytryny i oblewamy nim drożdżówki.

Jak wyciągnąć babkę z formy?
Bierzemy duży talerz lub deskę i kładziemy na formę od babki (tak, żeby talerz czy deska przykryły ciasto). Jedną ręką (silniejszą) chwytamy mocno spód blaszki, a drugą przytrzymujemy talerz. Przewracamy. Forma od babki jest teraz na talerzu. Talerz stawiamy na blacie, a formę ciągniemy do góry. Babka wyciągnięta! 


środa, 4 lutego 2015

P jak Pączki

Obżeranie się pączkami mamy we krwi. W zeszłym roku robiliśmy ranking najlepszych pączków w Warszawie i wtedy mogliśmy zupełnie bezkarnie zjeść chyba z 10 pączków na raz. Zgodnie z naszymi przewidywaniami, najlepsze pączki można kupić albo PRZED Tłustym Czwartkiem albo PO Tłustym Czwartku. W Tłusty Czwartek wszystkie cukiernie zaniżają nieco jakość, bo idą w ilość. W końcu, każdy chce zjeść przynajmniej jednego pączka. 
Dlatego my się nieco wycwaniliśmy i postanowiliśmy się nauczyć robić pączki samodzielnie. W domu. Ważne zasady przy robieniu pączków to
a) cierpliwość w wyrabianiu ciasta ręcznie (jeśli ktoś ma lub zna kogoś, kto ma na podorędziu robot kuchenny, to warto odświeżyć znajomość)
b) trzymanie temperatury tłuszczu (my mamy termometr i odkryliśmy, że najlepsza temperatura to 180 stopni Celsjusza)
c) cierpliwość w niezjedzeniu wszystkiego na raz.

Pączki po usmażeniu są nieco twarde, ale szybko miękną. My nadziewaliśmy je marmoladą po smażeniu, bo tak jest prościej i bezpieczniej. Nie ma nic gorszego niż marmolada, która postanowiła uciec z pierwszego smażonego pączka, spalić się i sprawić, że wszystkie kolejne pączki wyglądają jak wyciągnięte ze smoły. Pączki można posypać cukrem pudrem lub posmarować lukrem.

Przepis White Plate z naszymi modyfikacjami.


Czas przygotowania: 2 godziny
Czas oczekiwania: 60-90 minut
Liczba porcji: ok. 16 sztuk 

Składniki:
4 żółtka 
1 jajko
50 g masła rozpuszczonego 
480 mąki 
30 g cukru pudru
230 ml mleka w temperaturze pokojowej
20 g świeżych drożdży 
2 łyżki spirytusu
4 kostki smalcu do smażenia 


Drożdże rozkruszyć do miski, dodać cukier i mleko. Wymieszać i odstawić na 10 minut.
Do miski z drożdżami wsypać mąkę, żółtka, jajko, rozpuszczone masło i spirytus. Ciasto zagniatamy ręcznie przez około 20 minut lub mikserem przez 10 minut. Ciasto powinno być lśniące, odchodzić od rąk, ale ciągle delikatnie się kleić.
Przełożyć do miski, przykryć folią i odstawić do wyrastania w ciepłe miejsce na 1 godzinę.
Wyrośnięte ciasto przekładamy na blat i dzielimy na 16 równych kawałków. Z każdego z nich formujemy kuleczkę, spłaszczamy ją na dłoni i zawijając brzegi do góry formujemy pączka. Jeśli ciasto zbyt się klei do rąk, posmarujmy ręce olejem. Tutaj trzeba się nieco postarać, żeby pączki były ładne i foremne.
Pączki układamy na papierze do pieczenia zostawiając między nimi 3-4 cm odstępy. Odstawiamy do wyrastania na ok. 30 minut, powinny wyraźnie urosnąć.
W tym czasie rozgrzewamy tłuszcz w głębokiej patelni lub dużym garnku. Jeśli ktoś ma termometr, najlepsza temperatura do smażenia pączków to 180 stopni Celsjusza. Temperaturę można sprawdzić surowym ziemniakiem. Pączki wrzucamy na średnio rozgrzany tłuszcz, więc warto do tłuszczu wrzucić plasterek ziemniaka i jeśli delikatnie skwierczy, można wkładać pączki. Pączki smażymy powoli przewracając na drugą stronę dopiero kiedy spód się ładnie zarumieni. Przed wyjęciem w środek pączka warto wbić drewniany patyczek - jeśli wyjdzie suchy, pączki są gotowe.
Talerz wykładamy papierowym ręcznikiem i układamy na nim pączki. Jedna porcja stygnie, a my smażymy drugą. Gotowe pączki nadziewamy gęstą marmoladą używając rękawa cukierniczego i długiej końcówki do nadziewania.
Mama A. nadziewa pączki gęstą konfiturą przed smażeniem, ale my tego nie robimy. Boimy się, że marmolada wypłynie z pierwszego pączka, tłuszcz nabierze czarnej barwy i wszystkie kolejne pączki zrobią się czarne.
Gotowe pączki smarujemy lukrem zrobionym z cukru pudru i soku z cytryny i ozdabiamy skórką pomarańczową.


piątek, 12 grudnia 2014

Makowe podkówki

"Moja mamusia zawsze robiła topielca na Boże Narodzenie". Mój tata.
"U nas na Wigilię to zawsze mamy makóweczki z topielca". Pani Ania.
"Nie wiesz co zrobić z makiem? Zrób topielca!" Ciocia.

Oczywiście, że miałam ochotę zrobić tego topielca, gdybym tylko umiała. Ale nie umiałam. Znałam teorię każącą wsadzić surowe ciasto drożdżowe do zimnej wody. Nie miałam jednak pojęcia co mam robić dalej. Czy to ciasto miałam wsadzić w ścierce? Czy mam je trzymać w tej wodzie, aż tylko delikatnie wychyli się ku górze? Czy po wyjęciu ciasto mam wyrabiać długo? Czy ta breja, którą mam na blacie kiedykolwiek stanie się jednolitą drożdżówką?
Topielca zrobiłam z przepisu Szymanderskiej, której postanowiłam wybaczyć inny przepis, który kiedyś skutecznie zniechęcił mnie do drożdżowego. Wszystko wydawało mi się czarną magią, byłam niesamowicie ostrożna i uratował mnie spokój i wiara, że się uda. Skoro udawało się babci Tosi, pani Ani i cioci, musiało się udać też mnie. Z podanych składników otrzymałam 40 podkówek o średnicy 7 cm. Użyłam masy makowej z przepisu na makowiec, ale z braku czasu można użyć masy makowej z puszki. 

Kilka rad dotyczących topielca, czyli ciasta drożdżowego z wody:
1. ciasto wkładamy do miski z bardzo zimną wodą
2. ciasta nie owijamy ścierką
3. miskę stawiamy w ciepłym miejscu
4. czekamy, aż ciasto wypłynie na górę (zajmuje to około 30 minut)
5. Po wyciągnięciu ciasta z miski odstawiamy je na 5 minut.
6. Po tym czasie ciasto zaczynamy wyrabiać nie przejmując się, że jest trochę rzadkie. Po 5 minutach powinno nabrać jednolitej konsystencji. Jeśli nie nabiera, zostawcie je w spokoju na kolejne 5 minut.
7. Topielec nigdy nie ma tak jednolitej struktury jak zwykłe drożdżowe. Jest bardziej kleisty i trzeba to zaakceptować.
8. W trakcie pieczenia na cieście pojawiają się mikroskopijne bąbelki. Ciasto w ten sposób rośnie. Wygląda inaczej niż zwyczajna drożdżówka.
9. Topielec niezwykle długo zachowuje świeżość.


Czas przygotowania: 40 minut
Czas oczekiwania: 30 minut

Składniki:
1/2 kg mąki pszennej
250 g masła
100 g cukru
40 g drożdży
5 łyżek ciepłego mleka
2 jajka
cukier puder do oprószenia

Masa makowa
z przepisu na makowiec  lub z puszki

Do miski kruszymy drożdże, dodajemy cukier i ciepłe mleko. Mieszamy dokładnie, przykrywamy czystą ściereczką i odstawiamy na 10 minut. W tym czasie rozpuszczamy masło i studzimy je.
Do drożdży dodajemy mąkę, rozpuszczone masło i jedno jajko. Wyrabiamy do otrzymania jednolitej masy, która odchodzi od rąk/miski. Z ciasta formujemy kulę.
Dużą miskę napełniamy zimną wodą. Wkładamy ciasto i odstawiamy w ciepłe miejsce na 30 minut.
Piekarnik nagrzewamy do temperatury 180 stopni Celsjusza. Ciasto wyciągamy z wody, odkładamy na blat i pozwalamy mu odpocząć przez 5 minut. Wyrabiamy je przez minutę, aż nabierze zwartej konsystencji. Ciasto wałkujemy na placek o grubości 3 mm. Wykrawamy z niego kółka szklanką lub wykrawaczką o średnicy ok. 7 cm. Na środek każdego okręgu wkładamy łyżkę masy makowej, składamy na pół i delikatnie dociskamy brzegi.
Jajko wbijamy do kubeczka i rozkłócamy. Gotowe makówki smarujemy rozkłóconym jajkiem. Wstawiamy do piekarnika i pieczemy na złoty kolor - około 10 minut. Wyciągamy z pieca i studzimy. Jeśli chcemy, część z nich możemy zamrozić. Gotowe podkówki oprószamy cukrem pudrem.


środa, 10 grudnia 2014

Stollen - wieniec bakaliowy z marcepanem

Stollen to klasyczne niemieckie ciasto na Boże Narodzenie. Hojnie wypełnione bakaliami i marcepanem jest wizytówką Drezna, w którym wypiekane jest od wieków według sekretnej receptury. Ciasto długo zachowuje świeżość, pięknie pachnie cytryną i świetnie smakuje. Wszystko to zasługa nieco "pijanych" bakalii, które moczymy w rumie. Jeśli lubimy intensywny smak alkoholu, możemy bakalie włożyć do woreczka strunowego, wlać alkohol, dobrze zamknąć i zostawić na noc. Klasyczny stollen ma kształt pnia drzewa - jest podłużny i oprószony cukrem pudrem. My pokusiliśmy się o upieczenie go w formie wieńca, bo w tej formie pięknie prezentuje się na świątecznym stole. 
Przepis pochodzi ze strony Good Food.

Ostatnio w wielu sklepach przed Bożym Narodzeniem można znaleźć surowy marcepan do wypieków. Składnik ten nie jest powszechny w tradycyjnej polskiej kuchni, więc czasem trudno znaleźć dla niego zastosowanie. Na blogu proponujemy przepisy na piernikową babkę z marcepanem i jabłkami, bezmleczną babkę z marcepanem i gruszkami, szwedzkie bułeczki semlor z marcepanem i bitą śmietaną, drożdżowe wianuszki z marcepanem i migdałami, ślimaczki z marcepanem i lukrecją.


Czas przygotowania: ok. 1 godziny
Czas oczekiwania: ok. 2 godzin

Składniki:
50 g rodzynek
50 g żurawiny
100 g kandyzowanej skórki pomarańczowej
4 łyżki rumu
550 g mąki
30 g drożdży
50 g cukru
skórka otarta z 1 cytryny
85 g masła
250 ml mleka
2 jajka
300 g marcepanu

lukier
1 szklanka cukru pudru
3 łyżki wody lub soku z cytryny


Rodzynki, żurawinę i skórkę pomarańczową wkładamy do miseczki i zalewamy rumem. Odstawiamy. 
Do miski kruszymy drożdże, wsypujemy cukier, dokładnie mieszamy, aż drożdże będą miały konsystencję płynu. W garnuszku podgrzewamy mleko tak, by można było je dotknąć palcem. Ciepłe mleko wlewamy do drożdży, dokładnie mieszamy i przykrywamy ściereczką. Odstawiamy na 5 minut. Do wyrośniętych drożdży (powinny wyglądać jak piana) dodajemy mąkę, pokrojone w kostkę masło, skórkę otartą z jednej cytryny i 1 jajko. Wyrabiamy ciasto ręcznie lub mikserem planetarnym tylko do momentu, kiedy ciasto będzie zwarte i będzie się z niego dało uformować kulę. Wkładamy do miski wysmarowanej 1 łyżką oliwy, przykrywamy czystą ściereczką i odstawiamy w ciepłe miejsce do wyrośnięcia na 45 minut.
Gotowe ciasto wałkujemy na prostokąt o średnicy 40 cm x 20 cm. Wdłuż środka układamy 1/3 bakalii. Ciasto zwijamy jak kopertę (2/3 dolnej części przekładamy na górę i przykrywamy pozostałą 1/3). Wałkujemy na prostokąt o wymiarach 40 cm x 20 cm. Na środek prostokąta wkładamy kolejną 1/3 bakalii i powtarzamy składanie i rolowanie na prostokąt. Po raz ostatni formujemy z ciasta prostokąt, na środku robimy rządek z bakalii, składamy w kopertę i wałkujemy na prostokąt 50 cm x 15 cm. Z marcepanu formujemy wałeczek o długości około 45 cm i układamy na samym środku ciasta. Ciasto zwijamy w roladę i upewniamy się, że miejsce złączenia ciasta jest pod spodem. Boki zawijamy pod spód. Ciasto delikatnie przenosimy na blaszkę. Na środek wkładamy naczynie żaroodporne o średnicy ok. 12 cm. Wokół naczynia formujemy wieniec z ciasta. Brzegi dokładnie sklejamy. Wieniec przykrywamy ściereczką i zostawiamy w ciepłym miejscu na 45 minut, żeby wyrósł.
Piekarnik nagrzewamy do temperatury 180 Celsjusza. Jajko dokładnie rozkłócamy w szklance z 1 łyżką wody lub mleka i smarujemy wierzch wieńca. Ciasto wstawiamy do piekarnika na 25 minut i pieczemy aż się zezłoci. Wyciagamy z pieca i dokładnie studzimy. 
Ostudzone ciasto lukrujemy. Lukier robimy mieszając w miseczce wodę/sok z cytryny z cukrem pudrem do otrzymania gęstej masy. Gotowym lukrem robimy na cieście esy-floresy. 
Ciasto można zamrozić przed lukrowaniem. Wtedy wystarczy wyciągnąć je z piekarnika, zawinąć w czystą ściereczkę i pozostawić na blacie na noc. Potem można je lukrować i serwować gościom.