Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cebula. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cebula. Pokaż wszystkie posty

piątek, 16 grudnia 2016

Świąteczna kolacja dla przyjaciół

Wigilia kojarzy nam się z białym wykrochmalonym obrusem, siankiem i dwunastoma potrawami. Pierwszy dzień Świąt to czas "od stołu do stołu". A drugiego Dnia Świąt można odpocząć. 

Uwielbiamy tradycyjne świąteczne potrawy - śledzie, barszcz, rybę po grecku, dobrze zrobionego karpia, kutię i sałatkę jarzynową. Ta ostatnia występuję w święta w tylu wersjach ile stołów jesteśmy w stanie "objeść". Uwielbiamy tę powtarzalność, te rytuały, te miejsca przy stole zajmowane zawsze przez te same osoby. To nam daje poczucie stałości i bezpieczeństwa. Dla niektórych brzmi to jak scenariusz na najnudniejsze święta, a dla nas to po prostu część naszej tożsamości.

Kiedy jednak nacieszymy się tradycją, eleganckimi sukienkami i koszulami z krawatem mamy ochotę zaprosić przyjaciół, włączyć ulubioną muzykę i przygotować coś pysznego.  Mamy ochotę usiąść na kanapie i zjeść coś widelcem. Bez serwetek, setek sztućców i całego tego świątecznego blichtru. Naszych przyjaciół nie karmimy świątecznymi szlagierami, bo te najlepiej robi mama i babcia. My nie lubimy konkrencji w których z góry skazani jesteśmy na porażkę. Dlatego staramy się wyjść poza świąteczny schemat i szukać inspiracji gdzie indziej. Ma być szybko, prosto i obłędnie pysznie! 

Dlatego w piekarniku pieczemy kawałki dyni obsypane parmezanem, które mają piekny kolor i nabierają cudownego aromatu. Na patelni przesmażamy delikatnie cebulkę z ostrym chorizo, które nadaje charakteru całości. Makaron gotujemy od zimnej wody, żeby oszczędzić sobie zaglądania czy woda już wrze czy nie (ten sposób świetnie działa!). Na koniec dodajemy chrupiącą i słodką kukurydzę Bonduelle. Makaron jest boski - słodki, pikantny i słoneczny. Przypomina bardziej wakacje w Hiszpanii niż zimę w Warszawie. Można go jeść w kiczowatym sweterku z reniferem, siedząc na kanapie w grubych skarpetach z miską na kolanach i przyjaciółmi po boku. Świąteczna beztrosko trwaj!

KONKURS 

Jeśli masz ochotę na takie beztroskie chwile z przyjaciółmi, weź udział w naszym konkursie. Do wygrania jest bon zakupowy do sklepu Home&You na kwotę 150 zł, idealny żeby kupić świąteczne dekoracje.  Nagrody za 2 i 3 miejsce to zestawy produktów Bonduelle.

Pytanie konkursowe brzmi: Który świąteczny przebój najbardziej kojarzy Ci się z Twoimi przyjaciółmi? 

Na Wasze odpowiedzi czekamy przez 10 następnych dni.

WYNIKI
10 kolejnych dni po 16.12 daje nam 26.12. Do 26.12 czekaliśmy na Wasze przeboje, które przysyłaliście w komentarzach i w mailach. Pięknie dziękujemy za wszystkie anegdoty, linki i przepisy.

Pierwsze miejsce w konkursie otrzymuje Marta S. (szanujemy Twoją prośbę o anonimowość), jej przyjacielski utwór "That's what Friends are for" i utwór, który kojarzy jej się ze Świętami i przyjacielskim kolędowaniem - Tak jak śnieg 

Drugie miejsce Magda za "Północ już była" i kotlety z farszu na uszka na które mamy ochotę

Trzecie miejsce otrzymuje Sylwia za piosenkę DeMono "Świąt wesołych życzę Wam".

Gratulujemy i prosimy o wiadomość mailową z adresem do wysyłki (crustanddust at gmail.com).




Czas przygotowania: 35 minut
Liczba porcji: 6

Składniki:
1 dynia piżmowa 
50 g tartego parmezanu
4 łyżki oliwy z oliwek
500 g makaronu świderki
300 g ostrego chorizo 
1/2 cebuli
2 łyżki masła
1 puszka kukurydzy bonduelle
pieprz



1. Piekarnik nagrzewamy do 180 stopni Celsjusza. 

2. Dynię przekrawamy na pół (nie obieramy!). Łyżką oczyszczamy ją z pestek. Kroimy w poprzek w plastry grubości ok 1 cm. 

2. Blachę do pieczenia wyściełamy papierem do pieczenia lub folią alumionową. 

3. Na folię wylewamy oliwę z oliwek i kawałkiem dyni rozsmarowujemy oliwę po całej blaszce. 

4. Układamy plasterki dyni. Przewracamy je (dzięki temu są natłuszczone z obu stron). 

5. Dynię posypujemy parmezanem i wstawiamy do piekarnika na 20 minut - aż zmięknie. W międzyczasie przygotowujemy makaron. 

6. Wrzucamy makaron do zimnej wody, a czas gotowania skracamy o 2 minuty wględem sugestii na opakowaniu. W międzyczasie przygotowujemy cebulę i chorizo. 

7. Cebulę siekamy w drobną kostkę i smażymy na maśle na małym ogniu przez 2 minuty. Mieszamy co 20 sekund. 

8. Chorizo kroimy w kostkę o boku ok. 1/2 cm. 

9. Do cebuli dodajemy chorizo i przesmażamy przez 3 minuty mieszając. 

10. Upieczoną i miękką dynię wyciągamy z piekarnika, odkrajamy skórkę, a miąższ kroimy w kostkę o boku ok. 1/2 cm. 

11. Dynię i makaron dodajemy do cebuli z chorizo. Podsmażamy ciągle mieszając 2 minuty. Dodajemy odcedzoną kukurydzę. Mieszamy i doprawiamy pieprzem. 


Wpis powstał we współpracy z Bonduelle. 

czwartek, 31 marca 2016

Śledzik matias - w korzennej zalewie

Klasyka gatunku - szwedzki śledź w korzennej zalewie. Chyba jeden z najprostszych i najlepszych śledziowych przepisów.

Każda nasza wizyta w IKEA kończy się tak samo - wędrówką do szwedzkiego sklepiku po pastę rybną, kilka ulubionych żelków (nawet tych z lukrecją) i słoiczek śledzi zwanych matjessill. Ze wszystkich szwedzkich śledzi najbardziej smakują nam te w korzennej zalewie - z marchewką, czerwoną cebulą, odrobiną cynamonu, kardamonu, anyżu i skórki pomarańczowej. W przeciwieństwie do naszych rodzimych śledzi w occie, te szwedzkie są słodkie. Dodatek korzennych przypraw nadaje im charakterystycznego aromatu. Lubimy je z chrupkim pieczywem, szczególnie takim domowym z sezamem i siemieniem lnianym (przepis znajdziecie tutaj). 

Uwagi techniczne: śledzie po włożeniu do słoiczka można jeść już po 48 godzinach. Można je przechowywać w lodówce przynajmniej przez 6 tygodni. 

O smaku matiasów decyduje jakość śledzia, którego użyjemy. Warto więc kupować filety grubsze i mięsiste. Te cienkie i rozpadające się będą smaczne, ale nie będą miały dobrej struktury. Dlatego polecamy kupowanie śledzia na wagę - wtedy widać jak wygląda ryba. 

Gotowe śledzie nie są mocno octowe, więc nie zmniejszajcie ilości octu w przepisie (to rada dla tych, którzy boją się o ostrość). Ta jest w sam raz. 

Nie próbujcie "reanimować" zalewy - po zjedzeniu śledzi, po prostu ją wylejcie. Próbowaliśmy do tej samej zalewy wkładać drugi raz świeże śledzie i to nie działa - śledzie nie łapią koloru, brakuje im wyrazistości i smaku. Po prostu nie. 

Do śledzia nie dodajemy soli. Raczej próbujemy się jej pozbyć mocząc rybę. Ocet tak podkreśli jej smak, że nie trzeba już niczego dodawać. Wpis powstał we współpracy z  Cisowianka - Gotujmy Zdrowo - Mniej Soli.


Składniki:

6 płatów solonych śledzi (ok. 1/2 kg)
1 marchewka
1 czerwona cebula

zalewa
150 ml octu spirytusowego
130 g cukru
300 ml wody
1 liść laurowy
1 łyżeczka ziela angielskiego
1 liść laurowy
1 gwiazda anyżu
1 goździk
2 ziarna kardamonu
1 laska cynamonu
kawałek skórki z pomarańczy (2cm x 2 cm)


1. Śledzie włożyć do lodowatej wody na 2 godziny. Wyjąć i pokroić w 3 cm kawałki.

2. Marchewkę pokroić w cienkie plasterki. Cebulę pokroić w cienkie plasterki.

3. Wszystkie składniki zalewy włożyć do rondelka. Dodać marchewkę i cebulę. Doprowadzić do wrzenia i gotować 1 minutę. Ostudzić. 

4. Do czystych słoików włożyć śledzie, marchewkę i cebulę z zalewy.  Przykryć zalewą.

5. Przechowywać w lodówce.


poniedziałek, 7 grudnia 2015

Śliwkowy Yorkshire pudding z szałwią i boczkiem

Jak przygotować niebanalny dodatek do pieczonych mięs? Jak wykorzystać śliwkę kalifornijską na co dzień? Czym jest pudding Yorkshire?

W zeszłym tygodniu miałam niebywałą przyjemność uczestniczyć w warsztatach kulinarnych prowadzonych przez Witka Iwańskiego, szefa kuchni restauracji Aruana. W towarzystwie innych blogerów uczyliśmy się jak mądrze wykorzystywać suszoną śliwkę kalifornijską w kuchni. Jednym z przepisów, który mnie zachwycił był śliwkowy pudding Yorkshire. Bardzo proste danie, wymagające niewielkiego nakładu pracy okazało się idealnym dodatkiem do pieczonego indyka. Pudding może być również samodzielnym daniem, na przykład na kolację. 

Najważniejszym elementem przygotowania puddingu, o którym wcześniej nie wiedziałam, jest rozgrzanie formy i tłuszczu. Do rozgrzanej formy ostrożnie trzeba wlać składniki puddingu i jak najszybciej wstawić do pieca. Dzięki temu prostemu zabiegowi, na brzegach ciasta formuje się chrupiąca skorupka, a wnętrze pozostaje delikatne i konsystencją przypomina nieco gęstsze niż zwykle puree ziemniaczane. Dodatek świeżej szałwii i rozmarynu sprawia, że wokół piekarnika roznosi się obłędny zapach.

fot. Lawendowy Dom 

Czas przygotowania: 20 minut
Czas pieczenia: 20 minut

Składniki:
285 ml mleka
150 g mąki
1 łyżeczka proszku do pieczenia
3 jaja
100 ml oleju słonecznikowego
garść świeżej szałwii
garść świeżego rozmarynu
100 g wędzonego boczku
1 cebula biała
2 ząbki czosnku
120 g suszonej śliwki kalifornijskiej 

1. Piekarnik nagrzewamy do 240 stopni Celsjusza.

2. Blaszkę lub formę o wymiarach ok 10 cm x 25 cm wykładamy papierem do pieczenia. Wlewamy na dno połowę oleju. Wstawiamy do piekarnika na 15 minut.

3. W czasie, gdy nagrzewa się blaszka przygotowujemy pudding. Wędzony boczek kroimy w kostkę, cebulę w małą kosteczkę, czosnek w plasterki, a śliwkę drobno siekamy.

4. Na patelnię wlewamy pozostały olej (ok. 50 ml), wrzucamy boczek, cebulę, czosnek, śliwkę kalifornijską. Smażymy na wolnym ogniu mieszając ok. 5 minut (aż boczek się delikatnie usmaży, ale nie będzie chrupiący).

5. W misce dokładnie rozkłócamy jajka. Dodajemy mleko i dokładnie mieszamy. Ostrożnie wsypujemy mąkę, proszek do pieczenia i mieszamy za pomocą rózgi. Powinniśmy otrzymać ciasto nieco gęstsze niż naleśnikowe (bez grudek!).

6. Zawartość patelni wkładamy do masy jajeczno-mącznej.

7. Z piekarnika bardzo ostrożnie wyciągamy nagrzaną formę i ostrożnie wlewamy do niej zawartość miski. Uwaga, może pryskać!

8. Na wierzchu puddingu szybko układamy szałwię i rozmaryn. Wstawiamy do pieca na ok. 20 minut. Pudding powinien mieć delikatnie brązowy kolor.

9. Gotowy pudding wyciągamy z piekarnika, delikatnie studzimy i serwujemy. 

piątek, 27 listopada 2015

Wołowina po burgundzku

Z czym kojarzy nam się wołowina po burgundzku? Oczywiście z kultową amerykańską szefową kuchni i pierwszą kulinarną celebrytką - Julią Child. Nam się jednak kojarzy bardziej z Meryl Streep, która w świetny sposób pokazała milionom widzów filmu "Julie i Julia" jak ważne w kuchni jest masło i wino. 

Wołowina po burgundzku to kultowe danie. W filmie pokazane jest jako jedno z najtrudniejszych do przygotowania. A przynajmniej jedno z tych, którego przygotowanie wymaga mnóstwa pracy i cierpliwości. Rzeczywiście, jest tutaj trochę krojenia i podsmażania, ale nie jest to danie trudne. Śmiem twierdzić, że kręcenie sosów na bazie żółtek jest dużo trudniejsze i wymaga więcej wprawy. Tutaj trzeba skupić się na zakupie porządnych składników, dobrym ich pokrojeniu, przesmażeniu i czekaniu. Przepis poniżej jest delikatnie uproszczony, żeby tego siekania było mniej. 

Każda minuta poświęcona przygotowaniom wołowiny po burgundzku się po prostu opłaca. W pieczeniu mięso nabiera delikatnej struktury i szlachetnego smaku, który świetnie podkreśla dolane wino i tymianek. Smakuje i wygląda zjawiskowo! Jest to danie idealne na kolację z ważnymi gośćmi - wszystkie przygotowania czynimy przed włożeniem mięsa do piekarnika, a potem mamy prawie 3 godziny na przygotowanie domu i siebie. Poza tym, wołowina zawsze robi wrażenie. 

Jeśli ktoś ma ochotę obejrzeć film, w którym pokazuję jak zrobić takie danie, zapraszam do obejrzenia kanału European Meat. W filmie mówię po angielsku, ale są wietnamskie napisy (może komuś się przydadzą?)


Czas przygotowania: 40 minut
Czas pieczenia: 2,5 godziny 

Składniki:
1 kg zrazowej górnej
3 łyżki mąki pszennej 
500 ml wina burgundzkiego
600 ml wywaru wołowego
2 marchewki 
1 cebula 
1 łyżeczka soli
1/4 łyżeczki pieprzu
2 łyżki przecieru pomidorowego
3 zmiażdżone ząbki czosnku
kilka sporych gałązek świeżego tymianku
2 pokruszone liście laurowe
½ szklanki cebulek perłowych
olej do smażenia


1. Piekarnik nagrzewamy do 160 stopni Celsjusza.

2. Mięso kroimy w kostkę o boku 5 cm. Marchewkę i cebulę kroimy w plasterki.

3. Na patelni rozgrzewamy olej. Wrzucamy partiami mięso, żeby się obsmażyło z zewnątrz. Ma się delikatnie zbrązowić. Najlepiej robić to partiami. Obsmażone mięso odkładamy do naczynia żaroodpornego.

4. Na tym samym tłuszczu smażymy warzywa przez 3 minuty mieszając. Do warzyw dodajemy wołowinę, posypujemy wszystko solą, pieprzem i mąką. Stawiamy na chwilę na ogniu i podsmażamy mieszając do zrumienienia mąki.

5. Warzywa i mięso przekładamy do naczynia żaroodpornego.

6. Do mięsa wlewamy wino i bulion tak, by je przykryły. Dodajemy przecier pomidorowy, zmiażdżony czosnek, pokruszony liść laurowy, świeży tymianek. Pieczemy pod przykryciem ok. 2,5 godziny. Raz na pół godziny sprawdzamy czy w brytfannie mamy wystarczającą ilość płynu – jeśli nie, dolewamy bulion. Kiedy mięso jest miękkie (najlepiej wyjąć kawałek na talerzyk i spróbować), dodajemy cebulki i pieczemy jeszcze 10 minut.

7. Ostrożnie wyjmujemy wołowinę z piekarnika. Podajemy z bagietką.


czwartek, 19 listopada 2015

Nowa książka o rybach i tatar ze śledzia

Ryby to temat rzeka. Wielu z nas ryby jada rzadko - bo trudno je przygotować, bo nie wiadomo jaką wybrać, bo nie wiadomo czy świeża. Dla tych, którzy ryb się boją Lidl przygotował książkę "Ryby są super". A my, zainspirowani przepisem z książki, przygotowaliśmy genialnego tatara ze śledzia! 

Książka to 300 stron zdjęć i zupełnie nowych przepisów. Składa się z 10 rozdziałów: rybnego abc, rybach w Lidlu, rybach praktycznie, rybach od kuchni, przystawek, zup, dań głównych, Świąt, grilla, owoców morza. Wstęp traktujący o gatunkach ryb, sposobach klasyfikacji (czym jest filet, a czym tuszka), narzędziach potrzebnych do przygotowania ryb jest bardzo przydatny i świetnie napisany - zwięzłe rady, wartościowe informacje, piękne zdjęcia. Ta część z pewnością adresowana jest do tych czytelników, którzy ryb się boją i potrzebują solidnej dawki wiedzy przed rozpoczęciem swojej rybnej przygody. Ci, którzy ryby kochają, znajdą w książce moc inspiracji i receptur nieoczywistych, nieco eksperymentalnych. Przepisy są czytelnie opisane - wiadomo jaka jest trudność przepisu, ile trwa przygotowanie dania, ile porcji otrzymamy. Jedynej rzeczy, której nam zabrakło to spisu treści podzielonego na rodzaje ryb. Zauważyliśmy to szukając jakieś śledziowej receptury - akurat mieliśmy w lodówce dwa płaty i szukaliśmy dla nich dobrego zastosowania.



Kolejne rozdziały to konkretne "rybne" przepisy Doroty Wellman i Karola Okrasy. Można wybierać spośród dań znanych (zupa rybna, klopsiki rybne, ryba po grecku) i mniej znanych. W rozdziale "owoce morza", oprócz przepisów na krewetki czy mule, znajdziemy sposoby na homara, czyli coś niełatwego i niecodziennego. To pokazuje, że jest to książka dla początkujących i dla zawziętych rybnych wyjadaczy. 

Generalnie, jesteśmy zachwyceni nową książką Lidla. Ma przepiękne zdjęcia (pełne światła, ludzi, reportażowe), jest wydana na świetnym papierze, dobrze wygląda obok innych książek wydanych przez Lidl. Bardzo nas inspiruje do rybnych poszukiwań. Zachęciła też nas do eksperymentowania z karpiem (przepis na kotleciki z karpia z kaszą mazurską jest na naszej liście przepisów na najbliższy piątek).



Podobnie jak w latach poprzednich, książkę będzie dostępna w sieci sklepów Lidl już od 23 listopada. Aby zdobyć jeden z dwóch milionów egzemplarzy, wystarczy zebrać sześć naklejek. Każda jest przyznawana klientowi za zakupy o wartości minimum 50 zł. Po zebraniu naklejek należy dopłacić w kasie sklepu 1 grosz i odebrać swoją książkę „Ryby są super”. Szczegóły dotyczące promocji będą dostępne na stronie www.lidl.pl. Akcja trwa od dnia 23 listopada 2015 r. do dnia 24 grudnia 2015 r. lub do wyczerpania zapasów.


A teraz obiecany przepis na tatara ze śledzia (ze strony 92). Tatar nas zachwycił! Świetnie łączy słonego śledzia z ostrością papryczki, nieco kwaśnym ogórkiem i świeżością limonki. Dodatek miodu i musztardy francuskiej sprawia, że śledź szlachetnieje. Zdecydowanie jest to przepis, który powtórzymy na Wigilię. 


Czas przygotowania: 25 minut
Liczba porcji: 4

Składniki: 
500 g płatów śledziowych 
sok i skórka z 2 limonek
2 cebule dymki 
2 ogórki konserwowe, pokrojone w sporą kostkę
1 mała papryczka chili, drobno posiekana
1 pęczek koperku, drobno posiekany
3 łyżki musztardy francuskiej
1 mała łyżeczka miodu
4 łyżki oliwy z oliwek
1/2 łyżeczki świeżo mielonego czarnego pieprzu
dekoracja (pominęliśmy)
kwaśna śmietana i posiekany koperek


1. Płaty śledziowe myjemy, osuszamy, kroimy w kostkę 0,5 cm x 0,5 cm.

2. Śledzie przekładamy do miski, dodajemy skórkę i sok z limonki. Wstawiamy do lodówki.

3. Dymki drobno siekamy.

4. Ogórki konserwowe kroimy w kostkę 2 razy mniejszą niż śledzie.

5. Papryczkę chilli bardzo drobno siekamy.

6. Koperek drobno siekamy.

7. Musztardę francuską mieszamy z miodem, oliwą z oliwek i pieprzem.

8. Z lodówki wyciągamy śledzie, mieszamy ze wszystkimi składnikami.

9. Tatar wykładamy na talerze. Podajemy ze śmietaną i koperkiem.

poniedziałek, 16 listopada 2015

Szukasz prostego hiszpańskiego przepisu? Tortilla de patatas z chorizo

Z czym kojarzy Wam się Hiszpania? Z winem, flamenco i paellą? A może z tapasami, przekąskami idealnymi do wina? Dzisiaj przepis na bardzo szybkie danie, które jednoznacznie kojarzy się z Półwyspem Iberyjskim. 

Tortilla de patatas to po prostu placek ziemniaczany. Według niektórych, to nic innego jak zwyczajna jajecznica ze smażonymi ziemniakami i cebulą. Cebula, ziemniaki i jajka to składniki, które Polacy uwielbiają, więc tortilla nie jest jakimś szczególnie "wymagającym" daniem dla naszego podniebienia. Nie jest trudna w przygotowaniu. Warto jednak pamiętać o tym, żeby kupić dobre ziemniaki. Ziemniaki typu A to ziemniaki sałatkowe - takie, które nie rozpadają się i pięknie zachowują kształt. Dzięki temu nasza tortilla nie będzie wyglądała jak puree ziemniaczane z jajkami tylko piękne ziemniaczane krążki zespolone jajkiem. 

Do niedawna zarówno chorizo jak i ser manchego dostępne były w drogich delikatesach. Dzisiaj można je z łatwością kupić w wielu sieciach spożywczych, a ich cena jest zupełnie akceptowalna. Ser manchego świetnie dojrzewa - pozostawiony w lodówce na talerzu (nie w folii) po prostu wysycha. I taki wysuszony ser można wykorzystać do tej tortilli (albo makaronu; albo grzanek; albo zapiekanek). Ma cudowny, głęboki smak i w wielu daniach może z powodzeniem zastąpić parmezan. Chorizo to kiełbasa wieprzowa z dodatkiem papryki, której zawdzięcza swój czerwony smak i kolor. Świeże chorizo dobrze smakuje ugotowane w winie lub dodane do zwykłej jajecznicy, ale niezwykle trudno je zdobyć w Polsce. Chorizo wysuszone (czy w formie kiełbasy czy plasterkowane) również stało się produktem dostępnym prawie wszędzie.

Teraz uwaga techniczna. Radzimy ziemniaki podsmażać pod przykryciem na małym ogniu. Dzięki temu nie przypali się cebula, a pięknie odda swój aromat (nie ma nic gorszego i bardziej gorzkiego niż spalona cebula!). Do przewracania tortilli potrzebny będzie duży talerz. Najłatwiej położyć go na patelnię i trzymając jedną ręką patelnię, a drugą talerz zdecydowanym ruchem przewrócić patelnię do góry nogami (rękawice kuchenne są tu absolutnie niezbędne; nie ma też się czego bać - trzeba zrobić to szybko i już). Potem z talerza tortillę zsuwamy na patelnię tak, by ta nieścięta strona była na dnie i mogła się spokojnie dosmażyć. 

Do tortilli nie dodajemy soli - wystarczy nam tej, która zawarta jest w serze i kiełbasie. 

Wpis powstał we współpracy z  Cisowianka - Gotujmy Zdrowo - Mniej Soli.




Czas przygotowania: 40 minut
Składniki dla 4 osób:

500 g ziemniaków typ A  (przeczytaj o typach ziemniaków)
1 biała cebula
150 ml oliwy z oliwek
6 jaj
8 plastrów chorizo de Pamplona
50 g sera manchego
1 łyżeczka wędzonej papryki (opcjonalnie)



1. Ziemniaki obieramy. Kroimy w cienkie plasterki.

2. Cebulę obieramy i drobno siekamy.

3. Ser trzemy na tarce o grubych oczkach.

4. Na patelni rozgrzewamy olej. Wrzucamy ziemniaki i cebulę. Zmniejszamy ogień. Patelnię przykrywamy. Smażymy pod przykryciem przez 10 minut, mieszamy i smażymy na małym ogniu kolejne 15 minut (aż ziemniaki zmiękną).

5. Z patelni zlewamy oliwę do szklanki (użyjemy jej za chwilę).

6. Jajka rozkłócamy, dodajemy do nich smażone ziemniaki z cebulą. Dokładnie mieszamy.

7. Na patelnię wlewamy oliwę, wlewamy połowę ziemniaków z jajkami. Na ziemniakach układamy plastry chorizo, posypujemy serem, oprószamy papryką. Wlewamy pozostałe ziemniaki z jajkami. Za pomocą łopatki przesuwamy ziemniaki tak, by tortilla miała równy kształt. Przykrywamy patelnię. Smażymy na małym ogniu przez 3-4 minuty.

8. Kiedy zobaczymy, że jajka są ścięte, zsuwamy tortillę na talerz, przewracamy ją i kładziemy na patelnię nieusmażoną stroną w dół.  Smażymy drugą stronę ok. 4 minut.

9. Zdejmujemy tortillę z patelni. Kroimy w trójkąty. Podajemy ciepłą.

środa, 28 października 2015

Tarta tatine z czerwoną cebulą i kozim serem

Myśląc o pysznej jesiennej przekąsce, przyszła mi na myśl cudowna bruschetta z konfiturą z czerwonej cebuli i koziego sera. Długo duszona czerwona cebula jest na naszej liście "słoiczków", których zawartość jemy praktycznie od razu. Słodka, aż karmelowa, głęboko zapadająca w kubki smakowe, idealnie podkreśla delikatny i nieco kwaskowaty smak koziego sera. Konfitura z cebuli to naprawdę rewelacja i nie ma nic wspólnego z syropem z cebuli. Cebulę trzeba dusić dość długo, na bardzo małym ogniu po to, by skarmelizował się zawarty w niej cukier. Dlatego smakuje tak wspaniale.

Tarta z cebulą to szybka wersja konfitury. Cebuli nie trzeba długo dusić - wystarczy położyć ją w karmelu z brązowego cukru, przykryć kruchym ciastem i wstawić do piekarnika. Jej smak świetnie podkreśla rozmaryn i młotkowany pieprz. Uwielbiam, kiedy małe kawałki pieprzu raz po raz pękają po zębami. Tarta pysznie smakuje na ciepło i na zimno. Koniecznie trzeba wykonywać ją w wersji "tatin", czyli odwracanej. Dzięki temu w trakcie pieczenia cebula mięknie i nabiera karmelowego smaku. Pieczona w sposób klasyczny po prostu by wysychała... Tarta pięknie wygląda, więc można  ją spokojnie podać ważnym gościom.

Wpis powstał we współpracy z  Cisowianka - Gotujmy Zdrowo - Mniej Soli.


Czas przygotowania: 15 minut
Czas pieczenia: 20-25 minut

Składniki: 

cebula
5 małych czerwonych cebul
20 g masła
2 łyżki cukru muscovado
1 łyżeczka rozmarynu
1/2 łyżeczki pieprzu młotkowanego
100 g sera koziego 

ciasto
2 szklanki mąki orkiszowej pełnoziarnistej (można użyć pszennej)
180 g zimnego masła
1 jajko
2 łyżki lodowatej wody

wtorek, 4 sierpnia 2015

Co zrobić z resztkami upieczonego kurczaka? Sałatkę z borówkami i orzechami

Zdarza Wam się, że pieczecie całego kurczaka i zostają z niego resztki? Kawałek uda, kawałeczek piersi. Kawałki upieczonego mięsa, które raczej nie nadają się do kanapek. Niektórzy korzystają ze starej opcji "na potrawkę". Inni przerzucają te kawałki w lodówce w nadziei na rychłą konsumpcję, a potem i tak lądują w koszu.

My postanowiliśmy zrobić z nich sałatkę. Taką, którą można wziąć do pracy w plastikowym pudełku po otwarciu którego nie przestraszymy koleżanki z sąsiedniego biurka. Taką, która pięknie wygląda i krzyczy "zjedz mnie". Taką, która nie powoduje wyrzutów sumienia mimo, że ma w składzie orzeszki w karmelu (które są naszą tajemną bronią, bo zawsze świetnie chrupią, nawet po kilku godzinach w sałatce).

Sałatka robi się sama w tempie ekspresowym. Jeśli bardzo Wam się podoba, a nie macie w domu kurczaka mamy małą radę - kupcie w supermarkecie ćwiartkę kurczaka z rożna i już. Albo dwie, bo jedną pewnie będziecie chcieli zjeść od razu. Nóż wykorzystujemy do przekrojenia cebuli i otwarcia opakowania z fetą. Prościej się nie da. Sałatkę można podać z bagietką albo bajglem, najlepiej delikatnie przypieczonym. 

Jeśli macie pomysły na resztki pieczonego kurczaka, koniecznie dajcie nam znać! 


Czas przygotowania: 15 minut
Liczba porcji: 2

Składniki:
1 mała główka sałaty lodowej
150 ml resztek pieczonego kurczaka 
80 g borówek
30 g czerwonej cebuli (1/2 główki)
50 g orzeszków ziemnych w karmelu
50 g fety
1 łyżka musztardy
1 łyżeczka miodu
6 łyżek oliwy z oliwek 

1. Sałatę rwiemy na małe kawałki i wrzucamy do miseczki.
2. Resztki pieczonego kurczaka rwiemy w rękach na małe kawałki. Dodajemy do miski z sałatką.
3. Borówki myjemy i suszymy. Dodajemy do sałaty.
4. Cebulę obieramy, kroimy w cienkie plasterki i rozdzielamy je w palcach. Dodajemy do miski z sałatką.
5. Orzechy wsypujemy do miski.
6. Fetę kroimy w kostkę i dodajemy do sałatki.
7. Do kubeczka wlewamy miód, dodajemy musztardę i oliwę z oliwek. Energicznie mieszamy widelcem do uzyskania jednolitego sosu.
8. Sos dodajemy do miski z sałatą. Wszystkie składniki delikatnie mieszamy.


wtorek, 21 lipca 2015

Makaron z chorizo i czereśniami - bez soli!

Lato w pełni, czasem jest bardzo gorąco i gotowanie bywa ostatnią rzeczą na jaką mamy ochotę. Na szczęście, dzięki kilku prostym składnikom można w kwadrans zrobić pyszny obiad. Chorizo, czereśnie, pomidory i rozmaryn składają się na pyszny, delikatnie pikantny sos, który świetnie smakuje w towarzystwie makaronu. Chorizo i czereśnie (oprócz pięknego brzmienia) to naprawdę niesamowite połączenie - jest słono, słodko i ostro. Wygląda pięknie i dobrze smakuje. Zgodnie z zapowiedzią, w daniu nie ma dodatku soli. W zupełności wystarczy tej, która zamknięta jest w hiszpańskiej kiełbasce. 

Przepis powstał we współpracy z Cisowianka - Gotujmy Zdrowo. Mniej soli. 


Czas przygotowania: 15 minut

Składniki dla 2 osób:
200 g makaronu casarecce 
100 g ostrego chorizo
50 g czereśni wydrylowanych
2 łyżki passaty pomidorowej 
2 gałązki rozmarynu
1 mała cebula
2 ząbki czosnku
3 łyżki oleju rzepakowego


1. Makaron przygotowujemy według instrukcji na opakowaniu. 
2. W czasie, gdy gotujemy makaron przygotowujemy sos.
3. Cebulę i czosnek drobno siekamy. 
4. Chorizo kroimy w kostkę (pozbywamy się osłonki). 
5. Na patelni rozgrzewamy olej, wrzucamy cebulę, rozmaryn i smażymy na małym ogniu przez 3 minuty. 
6. Do cebuli dodajemy czosnek i smażymy 30 sekund.
7. Do cebuli i czosnku dodajemy chorizo i smażymy mieszając 1 minutę. Dodajemy passatę, połówki czereśni i podsmażamy kolejną minutę. 
8. Gotowy sos mieszamy z makaronem, wyjmujemy rozmaryn i serwujemy. 

czwartek, 30 kwietnia 2015

Święto Flagi... na talerzu

Niedługo Święto Flagi - i z tej okazji postanowiliśmy sfotografować polską flagę. Chcieliśmy pokazać to, co wydaje nam się na wskroś polskie, nasze, ukochane. Są tu pomidory z cebulką i makaron ze śmietaną i truskawkami, są buraczki i rzodkiewki. Polska na talerzu. 






wtorek, 23 grudnia 2014

Śledzie z jabłkiem, cebulką i olejem lnianym

Śledzie z cebulą to wigilijny klasyk. Po prostu, muszą znaleźć się wśród co najmniej 25 tradycyjnych potraw w naszym domu. Jedna mama przygotowuje matjasy z cebulą. Druga, preferuje płaty w zalewie octowej. My skłaniamy się ku opcji "a'la matjas". Z pewnymi drobnymi zmianami, oczywiście.
Są dwa składniki, które zwykłego śledzia z cebulą wyniosą na świąteczne wyżyny - to starte na grubej tarce jabłko i olej lniany. Jabłko łagodzi ostry smak cebuli i podkreśla  słony smak śledzia. Olej lniany nadaje mu delikatności i ... polskości. My śledzie a'la matjas moczyliśmy przez 10 minut w mleku, żeby odebrać im dominującą nutę soli. Potem śledzie z jabłkiem, cebulą i olejem zamknęliśmy w słoiczku i odstawiliśmy na 4 godziny. Dzięki temu smaki się przegryzły i śledź nabrał delikatnego aromatu jabłek. 
Olej lniany można kupić w sklepach ze zdrową żywnością i na lokalnych bazarkach. To chyba najbardziej polski olej. Najlepszy olej lniany, jakiego próbowaliśmy to olej od Kowalskiego. Był niezwykle aromatyczny i delikatny. Pamiętajcie kupując olej lniany, żeby przechowywać go w ciemnym i chłodnym miejscu. Inaczej, olej szybko zjełczeje. A szkoda by było zmarnować takie cudo... 


Czas przygotowania: 15 minut
Czas oczekiwania: 4 godziny

Składniki:
2 filety śledziowe a'la matjas
250 ml mleka
2 duże jabłka
2 łyżeczki soku z cytryny
2 cebule
200 ml wrzątku
200 ml oleju lnianego 

Śledzie wkładamy do miseczki, zlewamy mlekiem, odstawiamy na 20 minut. W tym czasie obieramy jabłka i trzemy je na tarce o grubych oczkach. Mieszamy jabłka z sokiem z cytryny. Cebule obieramy, drobno siekamy. Wkładamy na sito i przelewamy wrzątkiem. Cebulę mieszamy z jabłkiem.
Śledzia wyjmujemy z zalewy, opłukujemy wodą. Kroimy w kawałki o szerokości ok. 3 cm. Wkładamy do słoika lub miseczki, posypujemy jabłkiem z cebulą, zalewamy olejem lnianym. Odstawiamy na 4 godziny do lodówki, żeby smaki się "przegryzły". 


Śledzie z cebulką, śliwką kalifornijską i olejem rydzowym

Śledź ryba, która musi znaleźć się na świątecznym stole. To ryba, którą większość  z nas akceptuje. To też dobry materiał do eksperymentowania z dodatkami. Jedni lubią śledzika z cebulą, inni na słodko z żurawiną, inni na ostro z musztardą, chilli i kaparami. My lubimy słone filety śledziowe łączyć z czymś słodkim. Idąc tym kluczem przygotowaliśmy śledzie z czerwoną cebulą, śliwką kalifornijską i olejem rydzowym. 
Filety śledziowe, które trzyma się w roztworze soli są bardzo słone dlatego zachęcamy do ich odsalania. Jak pozbyć się nadmiaru soli ze śledzi? Wystarczy zalać je zimną przegotowaną wodą lub mlekiem i odstawić w zimne miejsce na kilka godzin. Warto raz na godzinę odkrawać kawałeczek śledzia i sprawdzać czy jest wystarczająco słony. My nasze filety trzymaliśmy w świeżej wodzie przez 2 godziny. Ale czas ten jest uzależniony od ilości soli w zalewie, więc trudno jest podać jednoznacznie czas odsalania. Po prostu, trzeba próbować. 
Olej rydzowy to olej z nasion lnianki. To jedna z najstarszych roślin w Polsce z której pozyskiwano olej. Olej rydzowy ma niezwykłe ziemisty smak i intensywny posmak cebulki. Świetnie więc łączy się ze śledziem. Jest też wspaniałym pokreśleniem kulinarnej tradycji na wigilijnym stole. Najwięcej oleju rydzowego tłoczy się w Wielkopolsce i dlatego też został on wpisany na Unijną listę gwarantowanych tradycyjnych specjalności. 
Śledzie są niezwykle proste w przygotowaniu i przepyszne. 

Wpis powstał we współpracy z Cisowianką w ramach akcji "Gotujmy zdrowo - mniej soli".  


Czas przygotowania: 15 minut
Czas oczekiwania: 3 godziny

Składniki:
2 filety śledziowe a'la matjas
10 śliwek kalifornijskich
2 duże czerwone cebule
100 ml oleju rydzowego

Filety śledziowe próbujemy, żeby sprawdzić czy są wystarczająco słone. Jeśli są zbyt słone, zalewamy je zimną wodą lub zimnym mlekiem i odstawiamy w chłodne miejsce. Sprawdzamy co godzinę odkrawając kawałek śledzia czy jest wystarczająco słony. Jeśli tak, wyjmujemy go z wody/mleka, suszymy i kroimy w paski szerokości 2 cm.
Śliwki drobno siekamy. Cebulę drobno siekamy.
Do słoika lub do miseczki wkładamy kawałki śledzia, obsypujemy śliwkami i cebulą. Skrapiamy olejem rydzowym, zamykamy pojemnik i odstawiamy do lodówki na 2-3 godziny. 

s

wtorek, 25 listopada 2014

O smalcu

Smalec to mój ulubiony temat do rozmów z obcokrajowcami. Bo dlaczego ludzie o zdrowych zmysłach jedzą wieprzowy tłuszcz ze skwarkami i zagryzają go kiszonym ogórkiem? Czy Polacy nie wiedzą, co to cholesterol i czy nie boją się nadwagi? Czy naprawdę jest nam tak zimno, że jemy czysty tłuszcz? A może po prostu tylko dzięki temu, że jemy smalec możemy bezkarnie opijać się hektolitrami wódki?
Sprawa ze smalcem wygląda tak, że przez wieki polscy chłopi nie mieli codziennego dostępu do mięsa. Oczywiście, że mieli zwierzęta, ale mięso było luksusem i w zasadzie ubój organizowano na Boże Narodzenie i Wielkanoc. Chcąc dodać sobie więcej energii do pracy w czasach bezmięsnych bazowali na tłuszczu odzwierzęcym, w tym wieprzowym. Chcąc nadać mu więcej smaku, doprawiali go skwarkami, cebulą, jabłkiem. Te dodatki nadawały pożądanego smaku, ale zmuszały też do szybszej konsumpcji. W końcu, smalec z jabłkiem nie postoi za długo... Jednak to czysty tłuszcz pełnił kluczową funkcję - dostarczał niezbędnych kalorii ludziom na wegetariańskiej diecie. Tak, codzienna dieta najuboższych Polaków bazowała na roślinach, jajkach i mleku.
Jeszcze niedawno smalec utożsamiano z biedą. Ludzie "kulinarnie oświeceni" używali przecież wyłącznie tłuszczów roślinnych - najchętniej oliwy z oliwek. Poza luksusem, oliwa kojarzy się ze zdrowiem i absolutnym brakiem cholesterolu. A przecież czysty smalec to wspaniały tłuszcz. Ma wysoką temperaturę dymienia, więc może się porządnie rozgrzać. Świetnie sprawdza się do smażenia mięsa (schabowe na smalcu są chrupiące i nie ociekają tłuszczem), frytek i... pączków. Smalec ma jeszcze jedną zaletę - nie jełczeje. Może spokojnie leżeć w lodówce i czekać na swoją kolej. Jest też bardzo tani.
Bardzo lubimy smalec, który na każde święta przygotowuje nasza siostra cioteczna. Dodaje do niego skwarki, jabłko, ale też koperek i pestki dyni. Jej smalec jest taki leciutki i świeży, że czasem zapominamy z czego tak naprawdę się składa. Poza tym, kluczowe dla niego jest to, że stosunek dodatków do tłuszczu to 2:1. Taki smalec jest cudowny i detronizuje wszelkie zagraniczne tapenady i pesto. 


Czas przygotowania: 2 godziny

Składniki:
1/2 kg podgardla
1/2 kg smalcu
1 duża cebula
1 jabłko
1/2 łyżeczki soli
1 łyżeczka pieprzu
2 suski sechlońskie (śliwki suszone i wędzone)
garść pestek z dyni
ew. 2 łyżki koperku


Podgardle i smalec bardzo drobno siekamy lub mielimy w maszynce do mięsa. Cebulę drobno siekamy, jabłko obieramy i ścieramy na tarce o dużych oczkach. Śliwki drobno siekamy. Na dużą patelnię wrzucamy smalec i topimy go na wolnym ogniu mieszając raz na jakiś czas - zajmie to ok. 20 minut. Na patelni powinniśmy mieć grubą warstwę tłuszczu, a w nim małe jasnozłote skwarki. W tym samym czasie na na oddzielnej patelni na wolnym ogniu przesmażamy posiekane podgardle i czekamy, aż wytopi się tłuszcz, a kawałki mięsa się delikatnie przysmażą - mają być jasnozłote. Podgardle wlewamy na patelnię ze smalcem, dodajemy cebulę z jabłkiem. Wszystko smażymy ok. 2 minut, aż cebula się zeszkli. Patelnię zdejmujemy z ognia, dodajemy śliwki, sól, pieprz i dokładnie mieszamy. Po 5 minutach dodajemy pestki z dyni i posiekany koperek, jeśli ktoś lubi koperek. Wszystkie składniki dokładnie mieszamy i przelewamy do słoików lub miseczek. Odstawiamy w chłodne miejsce. Podajemy z razowcem na zakwasie i kiszonym ogórkiem. 


piątek, 21 listopada 2014

Placki ziemniaczane

Nie ma chyba lepszych placków ziemniaczanych niż takie gorące zdjęte prosto z patelni. Cienkie i chrupiące można jeść nawet o północy. My zawsze spieramy się o tę jedyną i niepowtarzalną metodę jedzenia placków. Bo w domu A. placki ziemniaczane jadało się z kefirem albo jogurtem naturalnym, solą, czasami śmietaną. Generalnie, na słono. Z kolei w domu M. placki ziemniaczane to festiwal miksów - placki ze śmietaną i cukrem, placki z musem jabłkowym, placki z chlebem i ogórkiem kiszonym. Generalnie, wolna amerykanka.
Ostatnio przeczytaliśmy gdzieś, że placki ziemniaczane to najlepszy pomysł na imprezy. Dlaczego? Bo są tanie i stwarzają wiele możliwości. Można je podać z kwaśną śmietaną (w wersji light z jogurtem greckim), wędzonym łososiem i posiekanym koperkiem. Można też pokusić się o wersję nieco bardziej wyszukaną i podać je z kaszanką, karmelizowaną cebulą i jabłkami. Brzmi ciekawie, a przecież wciąż to tylko tarte ziemniaki. Jeśli jednak pokusicie się o przygotowanie ich na imprezę, to zróbcie je wcześniej i trzymajcie przykryte folią aluminiową w piekarniku nagrzanym do 100 stopni Celsjusza. Dzięki temu Wy zyskacie czas na wywietrzenie kuchni po smażeniu, a goście będą cieszyć się ciepłą przekąską. 


Czas przygotowania: 30 minut

Składniki:
500 g ziemniaków
1 średnia cebula
3 łyżki mąki pszennej
2 jajka
1/2 łyżeczki soli
1/2 łyżeczki pieprzu
olej do smażenia 

Ziemniaki obieramy i ścieramy na tarce o najmniejszych oczkach. Cebulę obieramy i również ścieramy na tarce. Warzywa mieszamy i zlewamy nadmiar wody. Do ziemniaków i cebuli dodajemy mąkę, jajka, sól, pieprz. Na patelni rozgrzewamy 1/4 szklanki oleju i na gorący olej kładziemy masę na placki. Jeśli lubimy cienkie i chrupiące placki, nakładamy ok. 2 łyżek masy i rozpłaszczamy ją łyżką. Jeśli lubimy placki miękkie i grube, na patelnię wkładamy również 2 łyżki masy, ale nie spłaszczamy jej. Smażymy na średnim ogniu (to ważne! ogień nie może być duży, bo placki się spieką na zewnątrz, a w środku pozostaną surowe). W trakcie smażenia nie dolewamy oleju. Dzięki temu placki nie będą piły tłuszczu! Placki zdejmujemy z patelni. 

Co zrobić, żeby placki ziemniaczane nie piły tłuszczu?
1. Masę wylewamy na dobrze rozgrzany olej.
2. W trakcie smażenia nie dolewamy zimnego oleju.
3. Usmażone placki kładziemy na ręczniku papierowym, który "odpije" nadmiar tłuszczu. 

Z czym podać placki ziemniaczane?
1. z kwaśną śmietaną i koperkiem
2. z kwaśną śmietaną lub jogurtem greckim, wędzonym łososiem i posiekanym koperkiem
3. z podsmażoną kaszanką z cebulką i jabłkiem
4. z wędzoną makrelą i chrzanem
5. z kawiorem. A co! 


niedziela, 12 października 2014

Sałatka makaronowa z bobem

Kończy się bób na straganach, więc łapiemy to, co zostało. Wiemy, że płacimy więcej, ale chcemy jeszcze przez chwilę poudawać, że jest ciepło i tak zostanie. To jest przepis na absolutnie odświeżającą sałatkę z bobem i makaronem. Dodaliśmy trochę pietruszki, trochę mięty, nie żałowaliśmy bobu i pysznego makaronu. Sałatka świetnie sprawdza się jako danie na wynos - wystarczy włożyć ją do plastikowego pojemnika i zabrać ze sobą do pracy. W sam raz na poniedziałek. 
Przepis ze strony Food Network.


Czas przygotowania: 40 minut

Składniki:
700 g bobu
200 g makaronu (uszek lub kokardek)
3 łyżki oliwy z oliwek
2 szalotki
2 ząbki czosnku
4 gałązki mięty
4 gałązki natki pietruszki
2 łyżki masła
1/2 łyżeczki płatków chili

Bób wrzucamy do wrzącej i osolonej wody i gotujemy 30 sekund. Wyciągamy łyżką cedzakową i wrzucamy do zimnej wody na 3 minuty. Nie wylewamy gorącej wody, ale wrzucamy do niej makaron i gotujemy według instrukcji na opakowaniu. W tym czasie bób obieramy ze skórek. Makaron odcedzamy zostawiając 1 szklankę wody z gotowania.
Siekamy drobno szalotki, czosnek, liście z 1 gałązki pietruszki i 1 gałązki mięty. Na patelni rozgrzewamy oliwę z oliwek z masłem, wrzucamy szalotki i smażymy mieszając raz na jakiś czas ok. 2 minut. Dodajemy czosnek, chilli i smażymy 30 sekund. Dodajemy 3 całe gałązki mięty i 3 gałązki pietruszki, 1 szklankę wody z gotowania makaronu i bób. Oprószamy 1/2 łyżeczki soli i gotujemy na wolnym ogniu ok. 10 minut. Po tym czasie, wyciągamy gałązki pietruszki i mięty. Dodajemy makaron i gotujemy jeszcze 3 minuty. Makaron i bób układamy na talerzach i oprószamy posiekanymi liśćmi pietruszki i mięty. 


piątek, 6 czerwca 2014

Zupa cebulowa na białym winie

Zupa cebulowa to chyba najbardziej znane danie kuchni francuskiej. Poza tym, jakieś 6-8 lat temu była obowiązkową pozycją w menu większości polskich jadłodajni. Zawsze z kawałkiem bagietki (czasem chleba tostowego - tutaj spuścimy zasłonę milczenia) i serem. My lubimy ją bez sera i bez bagietki. Wtedy jest dużo lżejsza i jakoś estetyczniej wygląda (pewnie dlatego, że nie jesteśmy wielkimi fanami sera oblepiającego brzegi miski). 
Cebulowa to zupa idealna na małe przyjęcia. Wystarczy niewiele składników, kilka chwil i efekt "wow" gotowy. Jeszcze jedna uwaga: nie używajcie bulionu w kostce, bo nie będzie smakować tak szlachetnie. Mówcie co chcecie, ale kostka zostawia taki specyficzny film na języku i zębach, którego nie da się pomylić z niczym innym...


Czas przygotowania: 70 minut

Składniki:
3 łyżki masła
4 cebule
2 ząbki czosnku
2 liście laurowe
1 szklanka białego wina
3 łyżki mąki pszennej
1 litr rosołu wołowego

dodatki (opcjonalnie):
 bagietka i 100 g sera gruyere

Czosnek i cebule obieramy. Czosnek drobno siekamy, cebule kroimy w cienkie plastry. Na patelni rozgrzewamy masło i wrzucamy pokrojoną cebulę. Podgrzewamy na wolnym ogniu, aż cebula zmięknie i nabierze słomkowego, nawet jasnobrązowego koloru - potrwa to około 25 minut. Dodajemy czosnek i smażymy jeszcze 1 minutę. Na patelnię wlewamy wino, dodajemy liście laurowe i odparowujemy. Kiedy płynu będzie już niewiele, posypujemy cebule mąką i nadal smażymy ciągle mieszając około 2 minut.  Zawartość patelni przekładamy do garnka, dodajemy rosół wołowy i ciągle mieszając doprowadzamy do wrzenia. Gotujemy 15 minut na wolnym ogniu. Bagietkę kroimy w plastry, a ser ścieramy na tarce o dużych oczkach. Zupę wlewamy do żaroodpornych naczyń. Do każdego talerza wkładamy plaster bagietki, obsypujemy go serem i wstawiamy do piekarnika z grzaniem od góry. Wyjmujemy, kiedy ser i bagietka są zapieczone - zajmie to około 3 minut.


środa, 12 marca 2014

Chutney z mango i pakora

Kuchnia indyjska to dla nas zupełnie nieodkryty ląd, który zaskakuje aromatami, kolorami i połączeniami. Tym razem chcemy podzielić się naszym przepisem na chutney z mango, który jest i słodki i ostry i aromatyczny. Świetnie sprawdza się jako dodatek do dań warzywnych i pieczonych mięs (zupełnie nieindyjskich). Tradycyjną pakorę robi się z mąki z ciecierzycy. Jeśli macie do niej dostęp, koniecznie jej użyjcie. Jeśli nie, świetnie sprawdzi się nieco delikatniejsza w smaku mąka kukurydziana. Wyjątkowo, oprócz przepisu jest też instrukcja video.



Czas przygotowania: 60 minut

Składniki:

pakora
2 szklanki mąki z ciecierzycy lub kukurydzianej
½ łyżeczki sody oczyszczonej
1 łyżeczka soli
2 łyżeczki garam masala
1 1/4 szklanki wody 
1 zielona papryczka chili
2 cm korzenia imbiru
2 cebule
1 ziemniak
garść liści kolendry
olej do smażenia 

chutney:
1 łyżka oleju
2 dojrzałe owoce mango
2 cm korzenia imbiru
1 ząbek czosnku
½ łyżeczki mielonego pieprzu kajeńskiego 
1 łyżeczka kuminu
1 łyżeczka ziaren kolendry
1 łyżeczka kurkumy
5 łyżek octu
5 łyżek cukru

Mango obieramy i kroimy na małe kawałki. Czosnek i imbir drobno siekamy. W moździerzu lub młynku ucieramy kumin i kolendrę. Na dno garnka wlewamy olej. Ciągle mieszając podsmażamy imbir i czosnek. Po minucie dodajemy chili, kumin, kolendrę, kurkumę. Mieszamy i podsmażamy 30 sekund, dodajemy pokrojone mango, ocet, cukier. Gotujemy na małym ogniu przez 30 minut mieszając co jakiś czas.
W trakcie, gdy w rondelku gotuje się chutney, przygotowujemy pakorę. Mąkę kukurydzianą mieszamy z sodą, solą i garam masala. Dodajemy wodę i mieszamy łyżką do uzyskania jednolitej gęstej masy. Odstawiamy na 10 minut.
W międzyczasie, drobno siekamy korzeń imbiru. Chilli przekrawamy na pół, wybieramy pestki i siekamy ok. 1,5 cm kawałek (jeśli nie lubimy ostrych potraw, pomińmy ten składnik). Cebulę obieramy i bardzo drobno siekamy. Ziemniaki obieramy i kroimy w bardzo drobną kostkę. W misce mieszamy wszystkie warzywa wraz z posiekanymi liśćmi kolendry. Zawartość miski mieszamy z ciastem z mąki kukurydzianej tak, by wszystkie warzywa były otulone ciastem. 
Na patelni rozgrzewamy ok. 1 cm warstwę oleju. Czekamy, aż olej się nagrzeje (można to sprawdzić wrzucając na olej odrobinę ciasta – jeśli ciasto zaczyna się szybko smażyć, można zaczynać). Łyżką nabieramy warzywa w cieście i delikatnie wrzucamy na rozgrzany tłuszcz. Smażymy do uzyskania złotego koloru ok. 4 minut, przewracając każdy placek w połowie smażenia. Wyjmujemy i kładziemy na talerzu wyłożonym ręcznikiem papierowym. Podajemy ciepłe z dodatkiem chutney z mango. 

środa, 8 stycznia 2014

Zapiekanka z chałką, chorizo i warzywami

Co zrobić z nieco sczerstwiałym pieczywem? Niektórzy oddają je kaczkom, inni przerabiają na bułkę tartą, a jeszcze inni używają do zrobienia tostów francuskich.
My czasem robimy mięsno-warzywne zapiekanki wykorzystując czerstwą chałkę. Jej delikatna słodycz świetnie współgra z warzywami, trochę nasiąknie aromatyczną oliwą i jajkiem, ale i tak będzie chrupać pomiędzy miękkimi kawałkami warzyw. Całkiem jesteśmy dumni z tego "recyklingu jedzeniowego", zwłaszcza że wychodzi zdrowo, elegancko i oryginalnie. Żeby było ciekawiej - inspiracją do włączenia chałki do lekkich warzywnych zapiekanek były dla nas przepisy na tzw. stuffing (po naszemu "farsz") do indyka, który Amerykanie przygotowują na Święto Dziękczynienia. Nie nadziewają nim pieczonego indyka, ale pieką razem z nim, w oddzielnej brytfannie, a potem stawiają na stole obok - jako dodatek, równouprawniony z ziemniakami.
Tym razem w naszej zapiekance znalazło się chorizo, bo to jedna z ulubionych kiełbas M. Przypomina jej o katalońskiej przygodzie i małym pokoiku bez okna…  


Czas przygotowania: 40 minut

Składniki: 
300 g kiełbasy chorizo 
5 łyżek masła
1 jabłko
¼ szklanki żurawiny suszonej (opcjonalnie)
1/4 szklanki orzechów włoskich (opcjonalnie)
1 cebula
2 ząbki czosnku
2 pędy selera naciowego
12 brukselek 
1 średniej wielkości cukinia
½ szklanki białego wytrawnego wina lub bulionu wieprzowego
1 jajko
½ pęczka natki pietruszki
1 mała lekko sczerstwiała chałka
3 łyżki tartego sera parmiggiano reggiano

Piekarnik nagrzewamy do 180 stopni Celsjusza. Zdejmujemy osłonkę z chorizo i siekamy w kostkę. Jabłko myjemy, obieramy i kroimy w kostkę. Cebulę, czosnek obieramy i drobno siekamy. Seler naciowy myjemy, kroimy w cienkie plasterki. Cukinię myjemy i kroimy w cienkie plastry. Brukselkę myjemy i każdą przekrawamy na dwie części. Natkę pietruszki myjemy i drobno siekamy. Do miseczki rozbijamy jajko, mieszamy z posiekaną natką. Chałkę kroimy w kostkę o boku ok. 1 cm. Naczynie żaroodporne smarujemy 2 łyżkami masła. Patelnię stawiamy na średnim ogniu, wrzucamy chorizo i smażymy ok. 3 minut. Zdejmujemy z patelni kiełbasę, a na pozostały tłuszcz wrzucamy cebulę i seler naciowy. Smażymy mieszając 5-6 minut, dodajemy czosnek i smażymy 30 sekund mieszając. Zdejmujemy z ognia. W dużym garnku mieszamy chorizo, jabłko, żurawinę, orzechy, podsmażoną cebulę z czosnkiem, seler naciowy, brukselki, cukinię, chałkę, dodajemy jajko z natką, wywar wieprzowy lub wino. Mieszamy. Wszystko przekładamy do naczynia żaroodpornego. Pozostałe masło siekamy w kostkę i posypujemy nim wierzch zapiekanki. Naczynie wstawiamy do piekarnika i pieczemy 30 minut – do zezłocenia. Przed podaniem zapiekankę oprószamy serem. 

poniedziałek, 6 stycznia 2014

Muffiny orzechowo-cebulowe

Kiedy facet z wypiekami na twarzy opowiada o programie, w którym inny facet robił "takie angielskie ciastka z cebulą i orzechami", możesz się tylko domyślać, że chodziło o jakieś wytrawne muffiny. Z nieco niezgrabnej narracji wyłuskałam, że owe "ciastka" są miękkie, mają bardzo mało mąki i taką samą ilość surowej cebuli ("naprawdę, surowej zmiksowanej w takim, wiesz, szybkim mikserze, co wszystko rozdrabnia") oraz orzechów włoskich ("ale znowu miksowanych w tej dziwnej maszynie na taki proszek").
Z tymi wskazówkami już jakoś poszło i przepis zrekonstruowałam. Wytrawne muffiny z cebulą świetnie smakują w towarzystwie koziego sera (ale takiego o twarożkowej konsystencji). I rzeczywiście mogą być dobrym prezentem dla faceta, który może z kuchnią ma niewiele wspólnego, ale czasem ogląda coś kulinarnie inspirującego w telewizji.


Czas przygotowania: 10 minut
Czas pieczenia: 20 minut

Składniki:
200 g orzechów włoskich
5 łyżek mąki pszennej
1 łyżka proszku do pieczenia
200 g cebuli
2 jajka
5 łyżek oleju
1/2 łyżeczki soli morskiej

Piekarnik nagrzewamy do 180 stopni Celsjusza. Blaszkę do muffinów wykładamy papilotkami. Orzechy przebieramy (sprawdzając czy nie ma kawałków łupin) i mielimy w malakserze lub blenderze na mąkę (blender włączamy na 20 sekund, wyłączamy, włączamy i powtarzamy do uzyskania "mączki" orzechowej). Wysypujemy do miski, mieszamy z proszkiem do pieczenia, mąką i solą. Do misy malaksera lub blendera wrzucamy pokrojone w mniejsze kawałki cebule i miksujemy je do uzyskania jednolitej papki. Dodajemy jajka, olej, miksujemy 30 sekund, dodajemy zawartość miski z mąką, mąką orzechową i miksujemy kolejne 30 sekund. Gotową masą wypełniamy foremki do 3/4 wysokości. Wstawiamy do piekarnika i pieczemy 20 minut (wyjmujemy, kiedy patyczek włożony w środek muffina będzie suchy po wyjęciu). Wyjmujemy z piekarnika. Podajemy ciepłe lub ostudzone.

czwartek, 8 sierpnia 2013

Spaghetti al pomodoro fresco

Co by tu zjeść w taki upał? Jeśli w ogóle jeść, to chyba dopiero późnym popołudniem. Albo w klimatyzowanym pomieszczeniu... Proponujemy coś prostego i absolutnie bezmięsnego. Makaron z sosem ze świeżych pomidorów. Chcecie przekonać jak świeżych? Pokazujemy je na drugim zdjęciu, tuż przed wrzuceniem na patelnię wisiały jeszcze na krzaku w ogrodzie rodziców M. Właśnie dojrzewają tam masowo piękne pomidory - żółte, pomarańczowe i czerwone. Niektóre są tak nabrzmiałe, że zaczynają pękać na krzakach. Ich smak jest intensywny i uzależniający. Wyobraźcie sobie jak pachną tuż po zdjęciu z krzaka, zwłaszcza w tym miejscu, w którym wyrastają z gałązki...
Teraz możecie sobie wyobrazić jak smakuje makaron z sosem z najświeższych pomidorów pod słońcem. Wystarczy odrobina szalotki, czosnku, oliwy z oliwek, oregano i parmezanu - i możecie poczuć się jak we Włoszech.
My poczuliśmy się zainspirowani krótkim filmikiem z YouTube'owego kanału Jamiego Olivera, w którym charyzmatyczny Włoch Gennaro Contaldo pokazuje jak zrobić Chilli-Tomato Taglierini. Zerknijcie sami i przekonajcie się, jakie to proste.
Jeśli macie dostęp do świeżych pomidorów (nie muszą być z własnego ogrodu; może znajdziecie właściwe na targu), koniecznie zróbcie ten makaron. A potem domowy ketchup - my już wkrótce uruchamiamy domową manufakturę.


Czas przygotowania: 20 minut

Składniki:
200 g spaghetti 
1 kg świeżych pomidorów
4 łyżki oliwy z oliwek
2 ząbki czosnku
1/2 szalotki
sól
pieprz
świeże oregano
parmezan


Pomidory myjemy, nacinamy je na krzyż od spodu. Zagotowujemy garnek wody, wyłączamy. Wkładamy do wrzątku pomidory, czekamy 1-2 minuty, wyciągamy pomidory z wody i ostrożnie zdejmujemy skórkę. Kroimy w dużą kostkę (wycinając łykowaty środek). Cebulkę i czosnek drobno siekamy. Na patelni rozgrzewamy oliwę z oliwek, dodajemy posiekaną cebulę, nieco później czosnek i szklimy na wolnym ogniu około 4-5 minut, przy okazji delikatnie soląc. Do miękkiej cebuli dodajemy pokrojone pomidory i dusimy je na średnim ogniu mieszając co jakiś czas, aż sos się zagęści - po jakimś czasie pomidory rozpadną się same, więc nie trzeba ich blendować.
Jeśli macie pomidory z ogrodu albo kupiliście cały kiść pomidorów z gałązką, umyjcie tę gałązkę, potrzyjcie ją trochę pomiędzy dłońmi i dodajcie na minutę do gotującego się sosu (potem można ją wyjąć i wyrzucić, gdy odda swój intensywnie pomidorowy aromat).
Sos doprawiamy do smaku solą i pieprzem. Makaron gotujemy zgodnie z instrukcją na opakowaniu. Gotowy makaron mieszamy z sosem, wykładamy na talerze, posypujemy świeżo posiekanym oregano i parmezanem.