Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tahini. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tahini. Pokaż wszystkie posty

sobota, 22 grudnia 2018

Świąteczny koszyk ciastkowych rozkoszy

O tym, że jadalne prezenty to moja słabość wiadomo nie od dziś. W tym roku zainspirowana restauracją Water and Wine postanowiłam przygotować Rozkoszyk.

W Water&Wine nic nie może być zwyczajne. Kiedy na stole pojawił się drewniany koszyk na nici (taki z półeczkami na różnych poziomach, które się rozjeżdzają na dwie strony) nie miałam pojęcia czemu on służyć miałby. Okazało się, że jest to rozkoszyk - koszyk pełen rozkoszy. Były w nim cudowne pralinki - chlebowe, śliwki nałęczowskie, winne. Pralinki nie są moją mocną stroną i czasem źle znoszą loty. Dlatego w tym roku zrobiłam rozkoszne pudełka pełne ciasteczek. 

Podam Wam przepisy na wszystkie - ciastka owsiane z suszoną wiśnią, czekoladą, skórką i migdałami; rogaliki rugelachy na serku philadelphia z orzechami włoskimi i wiśniami; maślane ciastka z tahini i pomarańczą; szybkie pierniczki. Upieczenie tych ciastek zajęło mi 3 godziny - są ich cztery rodzaje. Warto przygotować wcześniej masło, żeby było miękkie; papier do pieczenia i naprawdę robić jedną masę za drugą. Bez popijania winka, gadania przez głośno-mówiący i oglądania serialu. Poza tym, kiedy jedna porcja ciastek jest w piecu trzeba porcjować lub przygotować kolejną porcję. Taka solidna praca bardzo się opłaca, bo wszystko załatwiacie w jednym czasie. Jeśli chcecie do pracy włączyć dzieci to spokojnie zajmie Wam to cały dzień. Dlatego z ręką na sercu - nie radzę robić z dziećmi tak dużo. Za to miłośniczkom pieczenia naprawdę polecam taki maraton z piekarnikiem - to była moja najlepsza część urodzin. 

Ważna jest też kolejność przygotowania ciastek: przygotowujemy masę na rugelachy, robimy ciastka owsiane, wałkujemy masę na rugelachy, przygotowujemy ciastka z tahini, robimy rugelachy, a na końcu pierniczki. Powodzenia! 



Rugelachy z orzechami włoskim i wiśniami 

wtorek, 22 lipca 2014

Pasta z bobu (a la hummus)

Pierwszą pastę z bobu, którą jadłam zrobił Michał (o którego super pracy możecie poczytać tutaj). Była cudna i taka... mało bobowa. Bób lubię, ale są tacy, którzy go nie znoszą. I skoro właśnie oni pokochali ten bobowy hummus, to chyba dobrze o nim świadczy, nie? Jest taki ślicznie zielony, aromatyczny i absolutnie sycący, że nie sposób się mu oprzeć. Dodajmy jeszcze, że bób jest bardzo dobrym źródłem białka i witamin.


Czas przygotowania: 40 minut
Liczba porcji: 6-10

Składniki:
400 g bobu
4 łyżki tahini
1 ząbek czosnku
1/2 łyżeczki pieprzu cayenne
1/3 szklanki oliwy z oliwek
2 łyżki posiekanej natki pietruszki
3 łyżki pestek słonecznika
sól

W dużym garnku zagotowujemy wodę, dodajemy sól i próbujemy. Woda powinna mieć smak wody morskiej. Wrzucamy bób i gotujemy 3 minuty. Przygotowujemy drugi garnek, do którego wlewamy lodowatą wodę. Ugotowany bób odcedzamy i wkładamy do zimnej wody na 5-10 minut. Po tym czasie obieramy bób z łupinek.
Do misy blendera wkładamy obrany bób. Dodajemy wyciśniety ząbek czosnku, tahini, cayenne, oliwę z oliwek. Blendujemy na jednolitą masę. Doprawiamy do smaku solą i pieprzem cayenne. Jeśli masa wydaje się zbyt sucha, dodajmy wody. Do gotowego hummusu z bobu dodajemy natkę pietruszki i pestki słonecznika. Podajemy od razu lub przechowujemy w lodówce.