Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dania. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dania. Pokaż wszystkie posty

sobota, 22 grudnia 2018

Duńskie Boże Narodzenie

Dania to jest jedynak fascynujący kraj: od połowy listopada oficjalnie zaczyna się świętowanie Bożego Narodzenia. Nie tylko wszędzie wiszą świąteczne dekoracje, ale na wszystkich stołach pojawiają się typowe świąteczne dania. 



Po czym poznać, że to już?

Po pierwsze, po piwie. Duńczycy od niedawna mają niezwykły sposób na uroczyste rozpoczęcie sezonu świątecznego. Jest to J-Dag (dzień J). W pierwszy piątek listopada o godzinie 20:59 browar Tuborg wypuszcza świąteczne piwo – Jullebryg, stąd nazwa dzień bożonarodzeniowego piwa. Tradycja narodziła się w 1990 roku po tym jak o 20:59 w telewizji poleciała pierwsza reklama obwieszająca światu – świąteczny Tuborg oznacza Święta. Tego dnia dokładnie o 20:59 wielkie ciężarówki Tuborga otwierają swoje bagażniki i pod najważniejszymi barami w największych miastach Danii zupełnie za darmo rozdają świąteczne piwo. W sklepach sprzedaż zaczyna się o 20:59. Można więc uznać, że w pierwszy piątek listopada o godzinie 20:59 zaczyna się świąteczny sezon.

Po drugie, na wszystkich kostkach masła Lurpak i na każdym kartonie mleka Arla widnieje napis God Jul. W sklepach, w zoo, muzeach, szkołach wiszą piękne czerwono-białe serduszka – papierowe wycinanki, które podobno wymyślił sam Andersen (tak, ten od bajek dla dorosłych). Z każdego rogu wyglądają małe skrzaty – nisse, które dobrze znacie z produktów m.in. ikea. Mają długie brody, kartoflane noski i szpiczaste czapeczki. Wszyscy od połowy listopada zajmują się też kupowaniem kalendarzy adwentowych (o których pisałam tutaj) lub kolekcjonowaniem podarków do kalendarzy. Nisse przynosi prezenty codziennie, ale tylko jeśli zostawi mu się odrobinę ryżu. Mikołajek zatem się zupełnie nie obchodzi.

Po trzecie, święta zaczynają się wraz z odpaleniem choinki na głównym placu miasta i otwarciu uroczych jarmarków bożonarodzeniowych. Wszystko dzieje się w drugiej połowie listopada.


Adwent, czyli hygge

czwartek, 29 listopada 2018

Grzaniec dla małych i dużych

Gløgg, Glühwein czyli grzane wino to kwintesencja przedświątecznych wieczorów i bożonarodzeniowych festynów. Dzisiaj napój zarezerwowany dla dorosłych przedstawiamy w dwóch wersjach - czerwonej i białej (bo dzieciom też się coś należy!)


Czerwony gløgg to grzane czerwone wino z dodatkiem kardamonu, cynamonu i goździków, dużej ilości rodzynek, migdałów, jabłek i ... odrobiny rozmarynu. Ten rozmaryn to jest po prostu cudowny w tym gloggu. Naprawdę podkreśla smak korzennych przypraw i tak cudownie pachnie. Najlepiej jak trochę go podpalicie przed samym włożeniem do kubka (ale nie musicie tego robić - i tak będzie cudowny). Biały gløgg to podgrzany sok jabłkowy z przyprawami korzennymi, odrobiną soku z czarnego bzu i rozmarynem. A jakże! Bardzo nam się podobało przygotowanie dwóch grzańców na raz - mogliśmy się cieszyć czymś wyjątkowym zupełnie rodzinnie.

Pamiętajcie, żeby przygotowując grzańca nie zagotować wina. Grzaniec to zupełnie niskoalkoholowy napój, ale jednak alkoholowy. Najlepiej smakuje pity na ulicy w zimny jesienno-zimowy wieczór. Dobrze wchodzi przy ognisku albo chociaż podczas wieczornego hasania na podwórku. W wersji kominkowo-kanapowo-pokojowej też jest zacny.


W przyszłym tygodniu jadę do Drzewiec do restauracji Water&Wine. Tam właśnie podpatrzyłam jak wspaniale można dodać aromatu napojom. Latem do gazowanej wody szef kuchni Marek Flisiński dodawał syrop z płatków róży i same płatki róży. Do lemoniady dodawał odrobinę jabłek i syropu z bzu. To właśnie to połączenie zainspirowało nas do stworzenia grzańca dla dzieci. Marek zdecydowanie wie, co robi. W tym roku został wyróżniony tytułem Szef Roku przez Żółty Przewodnik Gault&Millau. Serdecznie mu gratulujemy, a nasze podniebienia mówią że zasłużył jak nikt inny!

Czerwony Gløgg
1/4 szklanki soku z pomarańczy, najlepiej świeżo wyciśniętego
100 ml wody 
skórka z pomarańczy
1 laska cynamonu
1 łyżka ziela angielskiego 
1 łyżka ziaren kardamonu
1/2 łyżeczki pieprzu
1 gwiazdka anyżu
1/2 łyżeczki goździków
3 gałązki rozmarynu (plus do dekoracji)
1 litr czerwonego wina stołowego
1/2 pomarańczy, w plastrach
1/2 jabłka, w plastrach 

100 g rodzynek
50 g migdałów w słupkach

1. Do rondelka wlewamy sok pomarańczowy i wodę. Dodajemy skórkę pomarańczową, cynamon, ziele angielskie, kardamon, pieprz, anyż, goździki i rozmaryn. 
2. Na wolnym ogniu doprowadzamy do wrzenia. Przykrywamy i zdejmujemy z ognia. Dodajemy rodzynki i migdały. Zostawiamy pod przykryciem 30 minut.
3. Do dużego garnka wlewamy grzane wino i zawartość rondelka (można odcedzić ją). Dodajemy plastry pomarańczy i jabłka. Podgrzewamy. 
4. Podajemy w szklankach z rozmarynem, rodzynami i migdałami.

Biały Gløgg
1 litr soku jabłkowego, najlepiej tłoczonego
4 łyżki syropu z kwiatów czarnego bzu
skórka z pomarańczy
1 laska cynamonu
1 łyżka ziela angielskiego 
1 łyżka ziaren kardamonu
1/2 łyżeczki pieprzu
1 gwiazdka anyżu
1/2 łyżeczki goździków
3 gałązki rozmarynu (plus do dekoracji)
1/2 pomarańczy, w plastrach
1/2 jabłka, w plastrach 
100 g rodzynek
50 g migdałów w słupkach

1. Do garnka wkładamy wszystkie składniki. Zagotowujemy. Zdejmujemy z ognia, przykrywamy i zostawiamy do ostygnięcia.
2. Podajemy w szklankach z rozmarynem, rodzynami i migdałami.




poniedziałek, 26 listopada 2018

Zrób sobie kalendarz adwentowy - kilka inspiracji

Kalendarze adwentowe do tej pory kojarzyły mi się jedynie z czekoladkami. Jednak Duńczycy uświadomili mi, że w kalendarzu może być wszystko.


W Danii nie da się nie zauważyć, że grudzień zbliża się wielkimi krokami. W zasadzie od początku listopada można zaopatrzeć się w kalendarz grudniowy (bo jednak to nie jest kalendarz adwentowy, ale to temat na inne rozważania). Opcja z m&m's i Milką była dla mnie czymś naturalnym. Kalendarz z półnagimi kobietami i mężczyznami był opcją najtańszą (w środku podobno są czekoladki, ale sądząc po cenie to muszą być jakiejś koszmarnej jakości). Kalendarz z batonikami raw trochę mnie zdziwił, bo jednak to opcja bardzo zdrowa. Najbardziej jednak zaskoczyły mnie kalendarze z herbatami, kawami, naparami ziołowymi, lukrecją, winem i piwem. Codziennie możesz napić się innego naparu, zjeść lukrecję o innym smaku lub napić się innego piwa. Zobacz!

środa, 31 października 2018

Risalamande - duński deser bożonarodzeniowy

Risalamane to ryżowy pudding z migdałami podany z ciepłym wiśniowym sosem. Duńczycy jedzą go w Wigilię. My od pewnego czasu jemy go prawie codziennie.


Risalamande ma bardzo francusko brzmiącą nazwę. Dokładnie oznacza ryż z migdałami. Duńczycy wypierają z całej siły myśl, że to danie mogłoby być popularne gdzie indziej. Nie będziemy wnikać w to skąd na duńskich stołach pojawił się ryż, bo nie ma to sensu. Ryż z wanilią, mlekiem, śmietanką i sosem wiśniowym jest cudownym jedzeniem na pocieszenie. Tradycyjnie do wielkiej porcji ryżu wkłada się jeden cały migdał. Osoba, która go znajdzie zostaje obdarowana małym prezencikiem "mandelgave", który zwykle przyjmuje postać małej marcepanowej świnki. 

Duńczycy, podobnie jak Polacy, spotykają się na świętowanie 24.12. Jedzą kolację, wymieniają się prezentami i napełaniają żołądki ryżowym puddingiem. Jedzą go dopóki ktoś nie znajdzie migdała, który zwykle jest gdzieś na dnie miski. 

W duńskich sklepach można kupić już ugotowany ryż i gotowy sos wiśniowy. Gotowanie ryżu nie jest trudne, ale może być nieco upierdliwe. Ryż lubi się przypalać, więc możemy albo to zaakceptować albo przez 20 minut cierpliwie go mieszać. Ryż, którego używamy do przygotowania puddingu nazywa się "grodris" i jest to ryż krótkoziarnisty podobny do ryżu do risotto.
Wiśniowy sos to nic innego jak gęsty kisiel z kawałkami wiśni. 

Risalamande bardzo nam przypomina popularny deser belriso. Nasze dzieci uwielbiają zabierać ryżowy pudding z sosem do szkoły. Ugotowanie wszystkiego nie zajmie więcej niż 30 minut, a smak jest warty każdego poruszenia łyżką. 

Przygotowanie sosu wiśniowego przypomniało nam zdjęcie, które ostatnio widzieliśmy na fanpage'u restauracji Water&Wine. Tam zamykają jesień w słoikach. Zupełnie jak my zamykaliśmy w słoikach tegoroczne wiśnie robiąc z nich dżemy. Część z nich zamknęliśmy jednak w woreczkach i wrzuciliśmy do zamrażarki. Takie są najlepsze do sosów, kisieli i budyniu. 



Czas przygotowania: 30 minut
Liczba porcji: 5

Risalamande 
1 szklanka ryżu do risotto
1/2 szklanki wody
3 szklanki mleka
2 łyżki cukru waniliowego (lub 2 laski wanilii)
1 szklanka śmietanki 30%
1 cały migdał
1/2 szklanki posiekanych migdałów

Sos wiśniowy:
2 szklanki mrożonych wiśni 
3 szklanki wody
5 łyżek cukru
1 łyżeczka soku z cytryny
2 czubate łyżki mąki ziemniaczanej

1. Przygotowujemy pudding. Do garnka wsypujemy ryż, wlewamy wodę i doprowadzamy do wrzenia. Gotujemy 3 minuty. Wlewamy mleko, dodajemy cukier waniliowy (lub przekrojone laski wanilii). Ciągle mieszając gotujemy na małym ogniu przez 30 minut. W wersji dla leniwych: gotujemy na małym ogniu przez 20 minut, przykrywamy garnek pokrywką i zostawiamy na 15 minut.

2. W czasie kiedy gotuje się ryż przygotowujemy sos wiśniowy. Wydrylowane wiśnie, wodę, cukier i sok z cytryny przekładamy do garnka. Gotujemy na małym ogniu 3 minut po zagotowaniu. 

3. W szklance mieszamy mąkę ziemniaczaną z 1/4 szklanki wody. Owoce w garnku zaczynamy mieszać i powoli dolewamy zawiesinę z mąki ziemniaczanej. Nie przerywając mieszania doprowadzamy wszystko do wrzenia. Zdejmujemy z ognia. 

4. Śmietankę 30% delikatnie ubijamy i mieszamy z ostudzonym ryżem, posiekanymi migdałami i całym migdałem. Podajemy z ciepłym sosem. W wersji na drugie śniadanie do szkoły: ryż wkładamy do pudełeczka i polewamy sosem. 

poniedziałek, 29 października 2018

Marcepanowe ciasteczka z migdałami

Kiedy nie wiesz jak uratować świat - kup marcepan i upiecz ciastka. 


Historia marcepanowych ciasteczek jest prosta. Pewnego dnia piekłam klasyczne kruche ciasteczka. Pech chciał, że dodałam za dużo masła. Pierwsza partia ciasteczek zamiast przybrać pożądany kształt zaczęła w piekarniku żyć własnym życiem. Nie chciałam jednak, by reszta ciasta podzieliła ich los. Mieliśmy akurat w domu sporo marcepanu (o tym dlaczego dowiecie się w kolejnym akapicie), więc nie zważając na nic wzięłam 375 g kawałek i wrzuciłam do miski. Nie zapomnę nieco zaskoczonej i przerażonej miny Adama, która mówiła “co ona zrobiła z tą całą masą cudownego i delikatnego marcepanu”.

Skąd w domu marcepan? Mieszkamy chwilowo w Odense. To niezwykłe jak to miasto wcześniej przewijało się przez naszą kuchnię, ale tego nie zauważaliśmy. Kiedy wygraliśmy konkurs na Kulinarnego Bloga Roku pojechaliśmy do Szwecji i stamtąd przywieźliśmy sobie dwie rolki kolorowej masy marcepanowej  z Odense do zrobienia tortu księżniczki. Dwa lata później nasza droga przyjaciółka w prezencie podarowała nam kolorowy marcepan do robienia słodkich figurek (też był z Odense). Tuż przed wyjazdem do Danii ciocia Adama podarowała nam po raz kolejny rolkę różowego marcepanu, który kupiła on-line. Oczywiście, że był z Odense. Mamy tutaj w Odense niezwykłą fabrykę marcepanu. Marcepan to kwintesencja świąt Bożego Narodzenia i grudnia w Danii.
Produkuje się w niej nie tylko marcepan, ale też wspaniały nugat, kropelki czekoladowe, barwniki spożywcze i ogromne ilości fondantu do robienia tortów angielskich. My jesteśmy nudziarzami  i nas interesuje tylko marcepan. Dodajemy go do owsianki, do ciasteczek, do drożdżowych bułeczek i czekolady. Dzisiaj nasze dzieci zamówiły tartę jabłkową z marcepanem i tort bananowo-malinowy z marcepanem.

Wracając do ciasteczek – są po prostu cudowne. Mocno migdałowe, nieco miękkie w środku. Pachną niesamowicie i cudownie smakują z małym espresso, ze szklanką mleka i po tak po prostu. Nie wiem czy to marcepan czy coś innego, ale wszyscy dość nabożnie do nich podchodzimy i częstujemy się tylko jednym ciasteczkiem. Zbliża się grudzień, a w Danii to czas pieczenia ogromnych ilości ciasteczek. Będziemy mieli co robić!


Składniki:

125 g miękkiego masła
1/3 szklanki cukru pudru
1 jajko
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1 łyżeczka cukru z prawdziwą wanilią
375 g miękkiego marcepanu
1 1/2 szklanki mąki pszennej
20 migdałów bez skórki



1. Masło ubijamy z cukrem na jednolitą masę przez 2 minuty.

2.  Dodajemy jajko i ubijamy chwilę (nie przejmujemy się, że się rozwarstwia).

3 Do miski dodajemy proszek do pieczenia, cukier waniliowy i mąkę. Miksujemy do uzyskania jednolitej masy.

4 Do masy dodajemy marcepan. Masę wstawiamy do lodówki.

5 Piekarnik nagrzewamy do 180 stopni Celsjusza – grzanie góra/dół. Blaszkę wyściełamy papierem do pieczenia.

6 Z lodówki wyciągamy masę.

7 Łyżką odmierzamy masę ciasteczkową. Formujemy kulki i delikatnie spłaszczamy dłonią. W środek każdego ciastka delikatnie wciskamy migdał.

8 Powtarzamy do wyczerpania składników.

9 Ciastka układamy na blaszce. Pieczemy do zezłocenia około 10 minut.

10 Wyciągamy z pieca, zostawiamy na blaszce przez 5 minut i zdejmujemy.

piątek, 12 października 2018

Duńskie bułeczki z ogniska, czyli snobrød w praktyce

Ognisko zwykle kojarzy nam się z kiełbaską, pieczeniem chleba czy ziemniaków. W Danii na ognisku piecze się pszenne bułki oplecione wokół patyka. 


Z zakręconymi na patyk bułeczkami spotkaliśmy się po raz pierwszy podczas festiwalu Kulinarnego w Odense. Wielkie plastikowe pudełko wypełnione było surowym drożdżowym ciastem. Każdy mógł sobie wziąć patyk, trochę ciasta i zawinąć je wokół rzeczonego patyka. Potem ostrożnie trzeba patyk umieścić nad żarem (a nie ogiem) i czekać.

Pieczenie snobrød jest niesamowitym doświadczeniem. Patyk nie może dotykać ognia, bo ciasto się przypali i będzie niejadalne. Zbyt mały żar nie przypiecze ciasta i nici z bułeczki. Jest o co się starać. Mocno chrupiące i zapieczone z zewnątrz bułeczki są niesamowicie miękkie w środku. Są po prostu pyszne i naprawdę warto się z nimi trochę pogimnastykować. Z doświadczenia napiszę, że lepiej patyk trzymać w pozycji poziomej. W przeciwnym razie bułka spada i trawi ją ogień. Trzymanie ciasta nad zbyt małym żarem może sprawić, że zacznie brzydko wysychać lub co gorsza spływać z patyka (bo będzie ciepło, ale niewystarczająco, żeby ciasto upiec).

Do tej pory nie zauważyliśmy żadnych większych dodatków do snorebrod niż ketchup. Większość ludzi po prostu jadła gorące bułki prosto z patyka bez żadnych dodatków. Wydaje nam się, że odrobina solonego masła z czosnkiem byłaby idealna.



Czas przygotowania: 5 minut

Składniki:
1 ¼ szklanki wody
25 g świeżych drożdży
1 łyżka cukru
1 łyżeczka soli
½ kg mąki pszennej

1. Do miski kruszymy drożdże, dodajemy cukier i ciepłą wodę. Mieszamy i czekamy, aż drożdże ruszą.
2. Do drożdży dodajemy mąkę i sól. Wyrabiamy ciasto, aż będzie odchodziło od ręki.
3. Zostawiamy do wyrośnięcia na minimum pół godziny.
4. Odkrywamy kawałek ciasta, formujemy z niego wałek i zawijamy wokół patyka. Ciasto musi przykleić się do patyka.
5. Pieczemy nad żarem, aż będzie z zewnątrz zapieczone, a w środku upieczone (trzeba to delikatnie sprawdzić).



piątek, 14 września 2018

Dlaczego na duńskich ulicach leży cynamon?

Pewnego dnia nasze dziecko wpadło rowerem na słup. Nie byłoby w tym niczego dziwnego, gdyby nie to że słup był cały w cynamonie. Pół chodnika wokół też. 


Cynamon widzieliśmy nie tylko wokół różnych słupów, ale też wokół ławek. O co chodzi? Czy cynamon jest aż tak tani, że trzeba go rozsypywać a może Duńczycy tak kochają jego zapach, że muszą go mieć wszędzie? Nie!

Wyobraż sobie, że masz 25 lat i nie masz żony albo męża. Spotykasz się z przyjaciółmi. Oni zamiast prezentów dzierżą w dłoniach torebki z cynamonem (w wersji delikatnej) lub białko jajka z cynamonem (w wersji hard). Przywiązują cię do słupa lub sadzają na ławce i zaczynają. Sypią na ciebie cynamon, a potem oblewają cię wodą. Wtedy lepiej się wciera we włosy, twarz i ubranie. Jeśli masz męża lub żonę to ta wonna tradycja zupełnie cię omija. Statystycznie jednak ożenisz się w wieku 34 lat, a za mąż wyjdziesz w wieku 32. Dlatego możesz się przygotowywać już do 30. urodzin kiedy to obsypią cię ... pieprzem.


Tradycja obsypywania jubilatów cynamonem nie jest duńską odpowiedzią na cinnamon challenge. Praktykowana jest mniej więcej od XVI wieku (pomyślcie ile ton cynamonu jest na duńskich ulicach!). Handlarze przyprawami zajęci prowadzeniem swoich biznesów i podróżami zapominali o sprawach sercowych. W ramach przypomnienia im o żeniaczce życzliwi przyjaciele i rodzina obsypywali ich przyprawami. Dzisiaj cynamon to po prostu symbol 25. urodzin i znak, że wszyscy się razem świetnie bawią.

Cynamonowe urodziny wydają się zupełnie beztroskie, ale w 2017 roku w Odense jubilat zajął się ogniem! Cynamon, jak się okazuje, jest substancją łatwopalną. Chłopak w trakcie urodzinowego rytuału po prostu zamienił się w kulę ognia. Na szczęście, jego znajomi przygotowani na polewanie go wodą (w celu utrwalenia cynamonowego efektu) byli w stanie go uratować. Koniec końców, miał tylko poparzone nogi.


czwartek, 30 sierpnia 2018

Smørkage - duńskie ciasto maślane

Czy jest coś lepszego niż ciasto drożdżowe? Ciasto drożdżowe z migdałami i nieprzyzwoitą ilością masła. 


Jeśli jest w Danii jakiś produkt, który wydaje się wszechobecny to jest to masło. Mam poczucie, że Duńczycy są zakochani w swoim solonym maśle. Trochę im się nie dziwię - 250 g kostka Lurpaka musi mieszkaćw naszej lodówce zawsze. Czasem jest ona wystarczającym powodem, żeby sobie zrobić małą kanapeczkę. Nie wiem w czym tkwi sekret tego masła, ale ono po prostu zawsze wydaje się cudownie świeże. Ten niewielki dodatek soli sprawia, że masło jest nie tylko neutralnym klejem pozwalajacym szynce i serowi zostać w miejscu, ale ono jest tutaj głównym bohaterem kanapki. Nic dziwnego, że masło stało się też głównym składnikiem popularnego tutaj ciasta. Duńskiego ciasta maślanego. W wolnym tłumaczeniu - jest to ciasto półfrancuskie przełożone masą marcepanową z odrobiną waniliowego crème pâtissière (o którym z przekąsem lubimy mówić "budyń"). Jeśli jest jakieś bardziej kaloryczne ciasto to możecie dać nam znać. To jest niesamowicie maślane i słodkie. Już w trakcie pieczenia część masła próbuje uciec z formy. Na szczęście, po ostudzeniu zostaje w cieście i masie. Sprawia, że wszystko jest takie ... sycące.

Myślę, że to ciasto maślane to jest właśnie duńska odpowiedź na jesienną słotę. Kiedy na dworze wieje i leje, Ty siedzisz w wygodnym fotelu, masz wokół siebie miliony świeczek, kubek mleka (albo kawy przelewowej) i kawałek absolutnie nieprzyzwoicie bogatego ciasta. Takiego ciasta, które sprawia że od razu czujesz się lepiej.

Marcepan w Danii to wszędobylski składnik. Jest w batonikach, malutkich słodyczach i większych wypiekach. Najlepszy marcepan produkowany jest w Odense, czyli naszej nowej małej ojczyźnie. Do tej pory raczej nie zwracałam na to uwagi, ale ten tutejszy marcepan zawiera ponad 60% migdałów. Dla porównania, popularne marcepanowe batoniki z dyskontu to tylko 40% migdałów. Różnica w smaku jest naprawdę zauważalna. Jeśli kochacie masło i migdały to jest to przepis dla Was.

Uwaga! Podczas pieczenia crème pâtissière ma dość luźną strukturę. Po upieczeniu w miejscu zetknięcia ciasta drożdżowego z kremem powstaje taka cienka warstwa... budyniu. Przypomina to trochę surowe ciasto, ale nie jest to surowe ciasto tylko ten krem. Jeśli boicie się takich "niespodzianek" to pomińcie dodawanie tego kremu. Będzie szybciej i prościej. Myślę też, że w smaku nie zmieni się zbyt wiele.


Czas przygotowania: 45 minut
Czas oczekiwania: 1 godzina 15 minut
Czas pieczenia: 40 minut

Składniki:

ciasto:
25 g drożdży świeżych
4 łyżki cukru
150 ml mleka ciepłego
450 g mąki 
1/2 łyżeczki kardamonu
szczypta soli
1 jajko
150 g masła pokrojonego w kostkę

crème pâtissière:
150 ml mleka
1 laska wanilii (lub 1 łyżeczka cukru waniliowego)
1 żółtko
3 łyżeczki mąki ziemniaczanej
2 łyżki cukru

masa marcepanowa:
100 g miękkiego masła
100 g marcepanu
50 g cukru białego
50 g cukru brązowego


1. Drożdże kruszymy do miski. Dodajemy cukier, ciepłe mleko. Mieszamy i zostawiamy na 5 minut.

2. Do drożdży dodajemy mąkę, kardamon, szczyptę soli i jajko. Wyrabiamy ciasto przez 2 minuty. Potem dodajemy masło i wyrabiamy tylko do połączenia składników. Uwaga! W cieście mają być grudki masła.

3. Ciasto przykrywamy czystą ściereczką i odstawiamy do wyrośnięcia na 40 minut. W tym czasie przygotowujemy crème pâtissière i masę marcepanową.

4. Jak zrobić krem? W rondlu zagotowujemy mleko z wanilią. W tym czasie do miski wbijamy żółtko, dodajemy cukier, mąkę ziemniaczaną i dokładnie mieszamy. Kiedy zagotuje się mleko wolnym strumieniem wlewamy mleko do miseczki z jajkiem i mąką CIĄGLE MIESZAJĄC. Wszystko przelewamy do rondelka i ciągle mieszając zagotowujemy. Zdejmujemy z ognia.

5. Jak zrobić masę marcepanową? Marcepan ścieramy na tarce. Dodajemy masło i dwa rodzaje cukru. Mieszamy ręką (tak jest najlepiej, ponieważ ciepłe dłonie rozpuszczą masło i pozwolą składnikom się połączyć).

6. Tortownicę o średnicy ok. 25 cm wykładamy papierem do pieczenia. To ważne!

7. Wyrośnięte ciasto drożdżowe dzielimy na 3 części. Jedną z nich wykładamy dno tortownicy o średnicy ok. 25 cm. Smarujemy 1/3 masy marcepanowej i kremem budyniowym. Pozostałe ciasto wałkujemy na prostokąt o wymiarach 30 cm x 10 cm. Smarujemy go pozostałą masą marcepanową, zwijamy w wałek. Wałek kroimy na 8 kawałków.

8. Na środku totownicy układamy największy "ślimak marcepanowy". Resztę ślimaków układamy wokół środka. Wszystko przykrywamy ściereczką i zostawiamy do napuszenia na 20 minut.

9. Piekarnik nagrzewamy do 180 stopni Celsjsza. Wyrośnięte ciasto wstawiamy do pieca i pieczemy 25 minut. Po tym czasie przykrywamy je od góry folią alumioniową i pieczemy kolejne 20 minut.

10. Upieczone ciasto wyciągamy z piekarnika i studzimy w blaszce. Tortownicę rozpinamy dopiero, kiedy ciasto będzie letnie. W przeciwnym razie wszystko się rozpadnie.




poniedziałek, 27 sierpnia 2018

Brunsviger, czyli fiońskie ciasto urodzinowe

Ciasto drożdżowe z duża ilością karmelu jest po prostu cudowne i kuszące. Nic dziwnego, że Duńczycy serwują się w urodzinowe poranki.


Fionia uważa, że to wlasnie tu narodził się brunsviger i tylko tutejsze receptury są prawdziwe. Jutlandia też je wypieka. Ale oni podobno nie wymyślili dekorowania ciasta. O co w zasadzie chodzi i czym jest to ciasto, że walczą o nie Jutlandia i Fionia?

Drożdżowy placek oblany roztopionym masłem i brązowym cukrem to coś cudownego. Brązowy cukier to jednak nie jest cukier trzcinowy tylko biały cukier z dodatkiem melasy (w Polsce coś takiego robi cukier królewski). Żeby tej cukrowej pyszności w placku było więcej, przed dolaniem resztki masła w cieście robi się głębokie dziury. Upieczony placek dekoruje się posypką kolorową, posypką lukrecjową i obowiązkowymi duńskimi flagami. Dodatkowo, umieszcza się na nim rysunek jubilata (w wersji de luxe ludek zrobiony jest z białej czekolady). Jak czytaliście Dzieci z Bullerbyn to na prwno znacie ten rytuał. Obdarowywana lub obdarowywany budzą się rano, ale udają że śpią. Czekają aż przyjdą członkowie rodziny z ciepłym drożdżowym ciastem i prezentem. Potem wszyscy wspólnie jedzą śniadanie. Popołudniu serwowany jest klasyczny tort.

Nawet jeśli nie macie urodzin to brunsviger to pyszny drożdżowy placek do kawy, ktory można robić sobie bez okazji. Chociaż prawdę mówiąc na świecie codziennie tyle osób obchodzi urodziny ...


Czas przygotowania: 10 minut
Czas oczekiwania: 50 minut 
Czas pieczenia: 20 minut

Składniki:
50 g drożdży
1 szklanka ciepłego mleka
3 łyżki cukru
2 jajka
3 1/2 szklanki mąki pszennej 
80 g rozpuszczonego solonego masła (lub masła nieoslonego i 1/4 łyżeczki soli)
1 łyżeczka cynamonu lub kardamonu

Polewa:
200 g masła 
3/4 szklanki brązowego cukru
szczypta soli

1. Drożdże mieszamy z mlekiem i cukrem. Czekamy 5 minut, aż ruszą.

2. Dodajemy pozostałe składniki i wyrabiamy ciasto, aż będzie jednolite.

3. Ciasto przykrywamy ściereczką i pozostawiamy do wyrośnięcia na 30 minut.

4. Po tym czasie wyrośnięte ciasto przekładamy do formy (my użyliśmy prostokątnej blaszki 30 cm x 40 cm) i pozwalamy mu napuszyć się kolejne 20 minut. W tym czasie przygotujemy polewę.

5. W rondlu rozpuszczamy masło, dodajemy cukier i sól. Mieszamy tylko do rozpuszczenia cukru.

6. Piekarnik nagrzewamy do 200 stopni.

7.Gotowe ciasto oblewamy 3/4 zawartości rondelka. Robimy palcami głębokie dziury (nie przebijamy ciasta na wylot!). Wlewamy pozostałe masło z cukrem.

8. Wstawiamy do piekarnika i pieczemy 20 minut.

wtorek, 21 sierpnia 2018

Jak smakuje Dania?

Na hasło "wyjeżdżamy na rok do Danii" niektórzy reagowali entuzjastycznym "zazdroszczę!", a inni pukali się w głowę zastawiając się jaki czort podkusił nas do tak ogromnej zmiany. Spakowaliśmy jednak nasze życie w kartony, część z nich wpakowaliśmy do auta i ruszyliśmy w podróż.



W Danii jesteśmy od trzech tygodni. To bardzo mało, żeby poczuć się chociaż odrobinkę jak u siebie. Są jednak rzeczy, które zauważamy i którymi chcielibyśmy się z Wami podzielić "na gorąco". Niektórych z naszych obserwacji nie moglibyśmy dokonać, gdyby niezbyt fortunne obroty spraw. Na potrzeby napisania tego tekstu nie stwarzaliśmy sytuacji niebezpiecznych dla zdrowia celowo. Po prostu, kiedy jesteś gdzieś z dziećmi musisz brać pod uwagę różne scenariusze.

1. Jaki dobry chleb

Podróżując lubimy sobie poutyskiwać na jakość pieczywa w różnych krajach. Zwykle nie szukamy jakoś specjalnych miejsc. Tutaj nie musisz niczego szukać - wystarczy wejść do piekarni. Rozkochaliśmy się w ciężkim żytnim pełnoziarnistym chlebie, który ma w sobie młotkowane ziarna żyta. Jedna kromka naprawdę syci głód. Nie jest tylko dobrym podkładem do tego, co ma być na górze. Ona jest pyszna sama w sobie. Z solonym masłem jest rewelacyjna!

2. Przepraszam, gdzie znajdę niesolone masło?

Pamiętam jak wygraliśmy konkurs na Kulinarnego Bloga Roku, który organizowała duńska firma Arla. Kiedy te kilka lat temu zobaczyliśmy w polskim sklepie solone masło Lurpak od razu zakupiliśmy kostkę. To było takie małe objawienie - masło, które od razu jest delikatnie słone. Uwielbiamy solone masło! Zawsze w lodówce mieliśmy kostkę "na wszelki wypadek". Przecież na co dzień kupowaliśmy masło zwykłe, bo pasuje i do kanapki i do wypieków. Tutaj w markecie obok naszego domu nie było niesolonego masła przez kilka dni.

Solone masło jest po prostu domyślną formą masła. Chcąc upiec tradycyjne duńskie ciasto drożdżowe zawahałam się czy użyć tego solonego masła. Jeden telefon do duńskiej znajomej rozwiał moje wąptliowości - "użyj tego masła tylko już nie dodawaj soli do ciasta. Dzięki temu wyrośnie i będzie miało lepszą strukturę". Także niesolone tu luksus.

3. Nutella? My jemy kanapki z czekoladą

Cieniutkie płatki czekolady gorzkiej lub mlecznej leżą na półce obok dżemów, nutelli i masła orzechowego. Jeśli myślicie, że taka czekolada lubi się z białą bułką to znak, że kochacie nutellę. Tutaj taką czekoladę je się na kwaskowatym żytnim chlebie. To niesamowite doświadczenie dla podniebienia - nuty mocno kakaowe mocno "wyłażą" w połączeniu z intensywnym smakiem chleba. Raj!

4. Kanapki jemy sztućcami

Pierwszy brunch w duńskim domu był dla nas delikatnym szokiem. Otóż obok talerzy pojawiły się sztućce. Niby to normalne, ale na stole stały kanapki. Zupełnie nie rozumiejąc o co chodzi zaczęłam jeść rękami ku wielkiej uciesze naszych znajomych. Bardzo szybko uświadomili mi, że dania lunchowe je się sztućcami. Kanapka to właśnie danie samo w sobie. Widelec i nóż są zatem niezbędne.

5. Mleko 3,5 lub 1,5

Pierwsza wizyta w sklepie spożywczym uświadomiła mi dwie rzeczy. Arla jest niekwestionowaną królową nabiału. Lodówki uginają się od ich mleka, serów, jogurtów i produktów, których nie ma w Polsce. Samo mleko to nie 3,2% i 2% tylko 3,5% (sod) i 1,5% (let). Nasze tłuste serduszka oczywiście wolą to pełne.


6. Bardzo lubimy nabiał

Zawsze myślałam, że to Polacy są mistrzami w produkcji produktów mlecznych. Mamy świetne sery (nawet tutaj można kupić polski Bursztyn i Rubin), dobre mleko i eksportujemy ogromne ilości mleka w proszku. Dopiero w Danii zobaczyłam jak mało przykładamy wagi do produktów nabiałowych z półki jogurtów i napój. Naprawdę nigdzie nie widziałam takiego wyboru tak różnorodnych produktów - maślanki, kefiry, skyr do jedzenia i picia, ymer (coś w stylu kefiro-zsiadłego mleka), A-38 (sama nazwa mnie rozwala), koldskol (czyli lokalny chłodnik na bazie zsiadłego mleka, maślanki, żółtek i cukru). Wszystko pakowane w litrowe kartony. Są też mniejsze opakowania, ale nie robią takiego wrażenia.


7. I lego

Lego pochodzi oczywiście z Danii. Mogłoby się wydawać, że nie ma niczego dziwnego, że jest wszędzie. Ale ono naprawdę jest wszędzie - w domach, w urzędach, w szkole, w szpitalu i w poczekalni w przychodni, w kawiarni, w kąciku dla dzieci w piekarni i w fokarium. Trochę jak u nas papier i połamane kredki.

8. Lukrecja is the king

Jakiś czas temu na łamach Kultury Liberalnej spieraliśmy się z Adamem o lukrecję. Ja nie jestem wielką fanką, Adam lubi. Kiedy na potrzeby tego tekstu poszłam wczoraj do sklepu, żeby przekonać się ile tej lukrecji jest to poczułam się nieco onieśmielona. Prawie każda paczka żelków ma w sobie te z czarną tasiemką. Samej lukrecji jest rodzajów mnóstwo - solona, mocna, delikatnie lukrecjowa, czarna jak węgiel i taka ciut delikatniejsza w kolorze. Jest lukrecja w czekoladzie i czekolada z kawałkami lukrecji i orzeszkami. Są lukrecjowe gumy i cukierki na odświeżenie oddechu. Mam postanowienie, żeby lukrecję zacząć tolerować. Nie wiem czy uda nam się jakoś szczególnie polubić (bo by powiedziały na to fistaszki?). Na pewno dam jej szansę.

8. Lunch to rzecz kluczowa, a kolacja o 18:00 to rzecz święta

Frokost, czyli lunch, możnaby nieco zignorować. Skoro wszystkie restauracje i kawiarnie przygotowują z tej okazji zimne menu - sałatki, kanapki, tortille to nie może być to jakiś kluczowy posiłek. To prawda, nie jest posiłkiem najważniejszym. Jest jednak bardzo ważny społecznie. Lunchu raczej się nie je samemu przy biurku. Na uniwersytecie, w szkole, w szpitalu wszyscy siadają wspólnie przy stole, wyciągają pudełka z kanapkami lub sałatkami, biorą sztućce i wspólnie jedzą. W szpitalu lunch nakładasz sobie sam (jeśli jesteś w stanie). Na korytarzu stoi wózek z makaronem, nuggetsami, warzywami, pieczywem, jajkami, wędlinami, czekoladą w plasterkach, mlekiem, napojami. Bierzesz talerz i jesz to na co masz akurat ochotę. Nasze dziecko było zachwycone.

Wszystkie konflikty w Danii muszą zostać rozwiązane do godziny 18:00. Wtedy bowiem zaczyna się kolacja - ciepły posiłek jedzony wspólnie przy stole. Duńczycy lubią wieprzowinę, ziemniaki (ze skórką). Dzięki Clausowi Meyerowi (który jest autorem wielu książek, m.in. wydanej na polskim rynku Kuchni Skandynawii) duńska kuchnia przeszła rewolucję. Powrócono do jedzenia zapomnianych warzyw, posiłki są ciekawsze i lżejsze. W Danii Meyer wydał niesamowitą książkę "Almanac" w której zawarł przepisy na lunche i kolacje na każdy dzień tygodnia. Zgodnie z dostępnością składników, oczywiście. Niesamowite było dla mnie to, że kiedy po raz pierwszy otworzyłam tę książkę zobaczyłam tydzień 37. Pomyślałam "ok, 37 tydzień w roku". Dopiero kiedy dzieci rozpoczęły szkołę zrozumiałam, że Duńczycy w ten sposób komunikują upływ czasu. Dla przykładu - o wycieczce szkolnej powiedzieli nam "w czwartek w 35 tygodniu".

Jeśli macie jakieś własne obserwacje to koniecznie dajcie nam znać.


środa, 10 maja 2017

Aebleskiver czyli duńskie placko-kuleczki

Kiedy pierwszy raz zobaczyłam patelnię z dziurami nie byłam pewna do czego służy. Potem zobaczyłam nazwę, której nie potrafiłam poprawnie wymówić. W końcu użyłam jej i wyszły z tego najpyszniejsze śniadaniowe kulki w historii. 

Aebleskiver to puszyste placuszki w kształcie kulek. Tak naprawdę, nazwa oznacza jabłka w cieście. W Danii placuszki czasem nadziewa się konfiturą, czekoladą lub świeżymi owocami. Najczęściej jednak smaży się po prostu kuleczki bez nadzienia, a dodatki podaje obok. Tak jest znacznie prościej. Serwuje się je zawsze w bożonarodzeniowy poranek.  

Smażenie tych kuleczek wymaga nieco zachodu. Najpierw trzeba rozgrzać patelnię i masło. Każdą dziurkę wypełniamy masą. Kiedy placki usmażą się z jednej strony, trzeba je przewrócić. Jeśli jednak mamy ochotę je nadziewać to to jest moment, żeby je włożyć w kuleczkę. Nadzienie musi być odpowiednio zwarte, żeby od razu nam nie umknęło na patelnię. Dlatego dobrze się sprawdzają dżemy, kostki czekolady czy małe maliny. Placki przewracać najlepiej bambusowym patyczkiem do szaszłyków. I lepiej nie pomagać sobie ręką, bo patelnia jest naprawdę gorąca (sprawdziłam, niestety). 

Jeśli kiedyś wpadnie Wam w oko patelnia do aebleskiver to koniecznie ją kupcie. Okrągłe placki to fajne urozmaicenie weekednowych śniadań. Jeśli będziecie w Warszawie, to koniecznie spróbujcie ich w restauracji Nabo. Podają je z konfiturą i lodami. Są przepyszne! 


Czas przygotowania: 40 minut

Składniki: 
250 g mąki pszennej
1 /2 łyżeczki sody oczyszczonej
1 łyżeczka cukru waniliowego 
3 jajka
2 szklanki maślanki
50 g masła
plus masło do smażenia (100 g)



1. Mąkę, sodę i cukier waniliowy mieszamy. Odstawiamy.

2. 50 g masła rozpuszczamy i studzimy. Wlewamy do czystej miski. Dodajemy maślankę i mieszamy.

3. Białka oddzielamy od żółtek. Żółtka dodajemy do maślanki z masłem. Mieszamy.

4. Ubijamy pianę z białek.

5. Zawartość miski z mąką miksujemy z zawartością miski z maślanką. Wyłączamy mikser. Łyżką dodajemy białka i delikatnie mieszamy.

6. Patelnię stawiamy na ogniu. Do każdego otworu wkładamy odrobinę masła. Kiedy masło się rozpuści wypełniamy otworki masą do 3/4 wysokości. 

7. Smażymy, aż boki placuszków zrobią się złote - ok. 1,5 minuty. Patyczkiem delikatnie przewracamy kuleczki i smażymy, aż się zezłocą z drugiej strony. 

8. Powtarzamy do wyczepania masy. 
9. Podajemy z konfiturą, cukrem pudrem, bitą śmietaną, owocami.