Pokazywanie postów oznaczonych etykietą maliny. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą maliny. Pokaż wszystkie posty

piątek, 30 września 2016

Zapiekane czerwone owoce

Maliny, porzeczki, truskawki. Brzoskwinie, pomarańcze, mandarynki. W naszym domu jest jasny podział na frakcję czerwoną i pomarańczową. Którą wybierzesz?


Lato mogłoby trwać wiecznie. Uwielbiam, kiedy jest ciepło. Pamiętam dzień w którym było chyba z 35 stopni Celsjusza. Wszyscy narzekali, że jest za gorąco, a ja poczułam, że jest mi naprawdę dobrze. Każda komórka mojego ciała była ogrzana. Nie lubię siedzieć na słońcu, ale uwielbiam kiedy jest ciepło. Dlatego truskawki, wczesne maliny, porzeczki, wiśnie, wczesne jabłka jem pasjami. 

Adam świetnie się czuje w dżdżysty jesienny poranek. Rozumiecie różnicę między nami, prawda? Jedno z nas najchętniej wyparłoby taki szary dzień i wymazało go z kalendarza, a drugie z uśmiechem na ustach mówi "jaka ta pogoda jest wspaniała". Dlatego też Adam lubi cytrusy, które wychładzają organizm. Bo jemu jest wiecznie za ciepło.

Zapiekane czerwone owoce to klasyczny francuski deser - clafoutis. Jest bajecznie prosty. Robimy ciasto jak na naleśniki, może nieco rzadsze. Zalewamy nim owoce i wstawiamy do pieca. Ja je uwielbiam za prostotę, Adam twierdzi, że to legalny zakalec. 

środa, 31 sierpnia 2016

Semifreddo z miodem pitnym

Miód pitny to jeden z naszych ulubionych trunków. Degustujemy, porównujemy i dodajemy do różnych deserów. 


Miód pitny w Polsce ma historię dużo dłuższą niż polska wódka. Już Piastowie raczyli się bursztynowym trunkiem. Miodosytnictwem zajmowali się głównie mnisi, którzy cierpliwie mieszali miód z wodą, podgrzewali go, dodawali drożdże i fermentowali. Po leżakowaniu, miód można doprawić dodatkowym miodem lub wyciągami ziołowo-korzennymi. W polskiej literaturze często spotykamy opisy suto zastawionych stołów i beczek miodów pitnych. Miodosytnictwo jest niesamowitą sztuką, która została nieco zapomniana. Wszystko przez wódkę, której produkcja jest prostsza i duża tańsza. 

Miody pitne to jest jednak zupełnie inny rodzaj trunku. Miody smakują tak różnie w zależności od tego gdzie leżakują, jakie mają dodatki. Stąd można znaleźć na rynku wspaniałe miodowe perełki. W sklepach z alkoholami wystarczy wspomnieć o pasiece Jaros, Miodach Polskich czy Apis. 

Najlepszym miodem do deserów jest słodki półtorak i dwójniak. Trójniak i czwórniak najlepiej sprawdzają się jako dodatki do ryb, mięs i sosów. My najbardziej lubimy jednak delektować się ich smakiem bez żadnych dodatków.

sobota, 6 września 2014

Mus karmelowy z owocami

Kiedy widzę ciemnoczerwone "jesienne" maliny i pękate borówki czuję, że muszę zrobić jakiś deser. Zwykle kończy się na tarcie z mascarpone i owocami leśnymi. Jeśli już robię jakiś mus do owoców, to tylko taki intensywny z ciemnej czekolady. Ostatnio miałam okazję spróbować piekielnie słodkiego i pysznego musu z czekolady karmelowej przygotowanego przez Janusza Profusa, Maestro Czekolady Wedel. Generalnie, nie jestem wielką fanką bardzo słodkich czekolad. Jednak od czasu, kiedy pokochałam mus z chałwy i białej czekolady autorstwa Agaty Wojdy, postanowiłam się nie uprzedzać. Słodycz karmelu idealnie równoważy nieco kwaskowaty smak malin i podkreśla orzeźwiającą nutę borówek. Faktury deserowi nadają kawałki ciasteczek z czekoladą. Najpierw czujesz na języku słodycz karmelu, potem zaczynasz chrupać ciastka i wtedy pod językiem pękają maliny i borówki spychając karmel na dalszy plan. Teraz można sobie wyobrazić co kryje się pod nieco nudną nazwą "mus karmelowy." 


Czas przygotowania: 15 minut
Czas oczekiwania: 2 godziny

Składniki:
180 g czekolady Karmellove
250 g śmietanki 36%
8 ciasteczek z kawałkami czekolady
5 łyżek malin
5 łyżek borówek
4 kawałki karmelowego Ptasiego Mleczka (opcjonalnie)

Przygotowujemy 4 pucharki. Ciastka kruszymy i na dno każdego pucharka wsypujemy 1/2 pokruszonego ciasteczka. Czekoladę łamiemy na kawałki, wkładamy do metalowej miseczki i rozpuszczamy w kąpieli wodnej (miseczkę stawiamy na garnku z gorącą wodą i mieszamy czekoladę do rozpuszczenia). Do rozpuszczonej czekolady dodajemy połowę śmietanki i dokładnie mieszamy. Resztę śmietanki ubijamy mikserem, aż osiągnie konsystencję delikatnego majonezu (nie ubijamy na sztywno!). Dokładnie mieszamy ubitą śmietankę z czekoladą. Gotowym musem napełniamy pucharki. Wstawiamy je do lodówki na 2 godziny. Po tym czasie pucharki wyciągamy z lodówki. Wierzch każdego obsypujemy pozostałymi ciasteczkami, układamy owoce i ewentualnie dekorujemy kostką Ptasiego Mleczka. 

piątek, 18 lipca 2014

Lekki tort śmietanowy z owocami leśnymi

Umiesz zrobić tort? Od początku do końca? I jeszcze żeby biszkopty były równe i krem równo rozsmarowany? Przez dłuższy czas też mi się wydawało, że takie cuda to tylko w cukierni albo u Twardego Szparaga. Na początku studiów popełniłam nawet jakiś tort z gotowych biszkoptów i kremów w proszku. Wtedy wydawało mi się, że jestem taka wspaniała i samodzielna, bo do kremu musiałam dolać mleka i bez przymusu wypisanego na torebce dodawałam do tortu owoce. Potem nauczyłam się czytać i przestałam kupować gotowce. Chwilę później odkryłam, że jestem przede wszystkim Drożdżową Babą i poradzę sobie bez idealnych ciast z kremem.


Ale się zestarzałam, wróciły mi resztki cukierniczej ambicji i postanowiłam się porządnie wyedukować. Jasne, że przeczytałam przepisy na wszystkie standardowe torty i obejrzałam wszystkie odcinki "Cake Boss". Ciągle mi jednak czegoś brakowało. W końcu Adam się nade mną zlitował i kupił mi super prezent. Wylądowałam w 30-stopniowym upale w zupełnie nieklimatyzowanym studio Cook Up na warsztatach z moją tortową guru Joy.
Joy jest amerykańską cukierniczką i blogerką mieszkającą w Warszawie, którą możecie poznać czytając My Travelling Joys. Dzięki niej przestałam się bać, zaczęłam ze spokojnym sumieniem odkrawać niepotrzebne kawałki biszkoptu (ale przyznam się bez bicia, że do tej pory mam opory przed wyrzucaniem skrawków i po prostu je zjadam...). Nauczyłam się odpowiednio je nasączać i przekładać pamiętając, by spód biszkoptu przewracać do góry nogami i kłaść na wierzch (bo wtedy tort jest równy).


Dzisiejszy tort jest bardzo letni. Biszkopt szyfonowy (z delikatnymi pęcherzykami nadającymi tortowi lekkości) nasączyłam syropem cytrynowym, posmarowałam domową konfiturą z jagód i malin, przełożyłam bitą śmietaną i udekorowałam owocami. To mój pierwszy tort przypominający prawdziwy, porządny tort. Jestem z siebie taka dumna. Czekam na aplauz!


Czas przygotowania: 90 minut
Czas oczekiwania: 2 godziny

Składniki:
biszkopt:
80 ml oleju rzepakowego (plus 4 łyżki do smarowania tortownicy)
4 żółtka
2 cytryny (skórka i sok)
60 ml wody
1 1/2 łyżeczki ekstraktu waniliowego
200 g mąki tortowej 
75 g cukru drobnego
2 łyżeczki proszku do pieczenia
1/4 łyżeczki soli
4 białka
125 g drobnego cukru

do przekładania:
150 ml domowej konfitury z owoców leśnych
600 ml zimnej śmietanki 36%
3 płaskie łyżeczki żelatyny
40 ml wody
6 łyżek cukru pudru
100 ml wody
100 g cukru
2 łyżki likieru cytrynowego


Piekarnik nagrzewamy do temperatury 175 stopni Celsjusza. Dno i boki 2 tortownic o średnicy 24 cm smarujemy olejem. Dno przykrywamy krążkiem wyciętym z papieru do pieczenia, smarujemy olejem.
W misce mieszamy olej, żółtka, sok z cytryny, skórkę z cytryny, wodę i ekstrakt waniliowy. Miksujemy minutę. W drugiej misce dokładnie mieszamy mąkę, proszek do pieczenia, 75 g cukru, sól. Dodajemy do ubitych żółtek i ubijamy kolejną minutę. W misce ubijamy białka i 125 g cukru na sztywną pianę. Delikatnie dodajemy pianę do masy z mąką. Połowę masy wkładamy do jednej tortownicy, wyrównujemy powierzchnię, do drugiej wkładamy resztę masy. Ciasto pieczemy 20-25 minut do zezłocenia (patyczek włożony w środek ciasta powinien wyjść suchy).
W czasie, gdy ciasto jest w piekarniku przygotowujemy syrop cukrowy. W rondelku zagotowujemy wodę z cukrem, gotujemy minutę. Studzimy, dodajemy likier cytrynowy. Przelewamy do słoika i zakręcamy.
Gotowe ciasto wyciągamy z pieca i studzimy. Nożem z piłką przejeżdżamy wokół ciasta i ostrożnie wyciągamy z formy. Górę ciasta odcinamy tak, by było równe. Każdy biszkopt przekrawamy długim nożem z piłką na pół.
Do rondla wlewamy wodę, wsypujemy żelatynę i podgrzewając mieszamy do rozpuszczenia żelatyny. Nie można jej zagotować. Studzimy tak, by żelatyna była płynna, ale miała temperaturę zbliżoną do temperatury ciała. Mikserem na wysokich obrotach ubijamy śmietankę z cukrem. Po minucie dolewamy żelatynę i miksujemy do uzyskania sztywnej piany. Wkładamy ją do lodówki.
Na stojak do tortów lub płaski talerz kładziemy jeden blat biszkoptu. Smarujemy go syropem cukrowym, smarujemy 1/4 konfitury i 5 łyżkami bitej śmietany. Powtarzamy z kolejnymi blatami (syrop, konfitura, bita śmietana). Najlepiej, jeśli spodnią połówkę zostawimy na wierzch tortu i położymy ją do góry nogami. Tort będzie wtedy równy.
Wierzch i boki tortu smarujemy cienką warstwą ubitej śmietany. Wstawiamy tort i pozostałą śmietanę do lodówki na 30 minut. Po tym czasie wyciągamy tort i równo smarujemy boki (śmietana powinna być wtedy gęstsza i będzie się lepiej trzymać). Możemy odrywając co chwila szpatułę zrobić na torcie ozdobne "rogi". Przed podaniem tort dekorujemy świeżymi, umytymi owocami.

piątek, 23 sierpnia 2013

Pomidorki koktajlowe z malinami i kozim serem

Kto wpadł na pomysł, żeby połączyć malinowe pomidory ze świeżymi malinami i kozim serem (prawdopodobnie Kozią Rurą)? Agata Wojda w Opasłym Tomie PIW-u! Takie danie było jednym z elementów menu degustacyjnego, którego próbowali ostatnio nasi przyjaciele. Wieści o tym, jakie było smaczne, rozeszły się szybko. Spróbowaliśmy więc zrobić coś "na wzór". Warto było spróbować, żeby przekonać się, że pomidory i maliny są dla siebie stworzone. Użyliśmy pomidorków koktajlowych z krzaka mamy M. (nie chcieliśmy kupować malinowych, skoro akurat dostaliśmy świeżo zerwane z krzaka). Spróbujcie! 


Czas przygotowania: 10 minut

Składniki:
2 szklanki pomidorków koktajlowych
1 szklanka malin
1 łyżka miodu
5 łyżek oleju rzepakowego lub z pestek winogron
szczypta soli
100 g rolady koziej dojrzewającej 

Pomidory myjemy, osuszamy, przekrawamy na pół. Maliny delikatnie myjemy i zostawiamy na ręczniku papierowym do osuszenia. Połowę malin blendujemy z łyżką miodu i olejem. Dodajemy szczyptę soli i mieszamy. Kozią roladę kruszymy na kawałki, dodajemy do pomidorów, obficie skrapiamy malinowym sosem. 

sobota, 3 sierpnia 2013

Tarta z malinami na migdałowym spodzie

Niedzielny obiad? Imieniny? Wizyta teściowej? Oto tarta doskonale sprawdzająca się w takich okazjach - wygląda jakby wymagała kilku godzin ciężkiej pracy, a można ją przygotować naprawdę szybko. Radzimy spód upiec wieczór wcześniej, a następnego dnia zrobić krem. Chociaż krem można również przygotować dzień wcześniej i przechowywać w lodówce. Wtedy wystarczy przed przyjściem gości posmarować kremem upieczony spód i udekorować owocami. Dla oszczędności czasu krem można zrobić, kiedy spód jest w piekarniku.
Proponujemy aby przygotować tartę na migdałowym spodzie - ma niepowtarzalny aromat nieco przypominający ciasteczka amaretti. Jeśli jednak nie macie mielonych migdałów, zastąpcie je mąką i przygotujcie tradycyjne kruche ciasto. 

 
Czas przygotowania: 50 minut
Czas oczekiwania: 2 godziny

Składniki:
Kruche ciasto:
1/2 kostki zimnego masła
2 szklanki mąki pszennej
1/2 szklanki zmielonych migdałów
2 łyżki cukru
3 łyżki lodowatej wody

Krem:
1 szklanka mleka
1/2 szklanki cukru
3/4 szklanki maślanki
3 łyżki skrobi ziemniaczanej
2 żółtka
1 łyżeczka ekstraktu waniliowego
400 g malin


Mąkę mieszamy z cukrem i zmielonymi migdałami (w niektórych sklepach internetowych można kupić mąkę migdałową, można też zmielić migdały samodzielnie). Dodajemy posiekane masło i mieszamy aż powstanie grudkowata masa. Dodajemy wodę i wyrabiamy tylko do połączenia składników. Z ciasta formujemy kulę, owijamy folią spożywczą i wkładamy do lodówki na godzinę. Piekarnik nagrzewamy do temperatury 150 stopni Celsjusza. Ciasto wałkujemy na okrąg lub prostokąt odpowiadający kształtowi formy do tarty. Gotowy płat ciasta wkładamy do formy, doklejamy do brzegów, nakłuwamy widelcem i wstawiamy do piekarnika na 15-20 minut (aż do zezłocenia). Wyjmujemy i studzimy.
Przygotowujemy krem. Zagotowujemy  mleko z cukrem. W oddzielnej miseczce mieszamy żółtka, pół szklanki maślanki, skrobię ziemniaczaną. Ciągle mieszając wlewamy do gotującego się mleka zawartość miseczki i nie przerywając mieszania doprowadzamy do wrzenia (na powierzchni pojawią się bąbelki), zdejmujemy z ognia. Gotowy krem mieszamy z pozostałą maślanką i ekstraktem waniliowym, przekładamy do miseczki i przykrywamy folią spożywczą tak, by dotykała powierzchni kremu. Studzimy.
Maliny myjemy i wykładamy na ręcznik papierowy do osuszenia. Na spód tarty wylewamy krem wyrównując nożem powierzchnię, na wierzchu układamy maliny. Przechowujemy w lodówce.

sobota, 27 lipca 2013

Ciastka kruche z kremem i owocami leśnymi

Brakuje Wam pomysłu na szybki weekendowy deser? Sezon na owoce trwa w najlepsze, więc korzystamy z nich póki są - piękne i świeże. Nie można się oprzeć cudownie kruchemu ciastu z kremem i kolorowymi owocami. Tym razem alternatywa dla tart - pojedyncze małe ciastka, które świetnie sprawdzą się w plenerowym fingerfood party.
Jedna uwaga techniczna: jeśli chcecie otrzymać bardzo kruche ciasto to musicie użyć masła z zawartością tłuszczu 82% i ciasto porządnie schłodzić przed wałkowaniem. Jeśli po wałkowaniu i wykrawaniu ciasteczek wyda Wam się, że ciasto jest jeszcze za miękkie, wstawcie je na kwadrans do lodówki i dopiero wtedy pieczcie. Prawdziwe kruche ciasto wymaga masła i chłodzenia. Powodzenia!


Czas przygotowania: 2 godziny

Składniki:

Kruche ciasto:
1/2 kostki zimnego masła
2 1/2 szklanki mąki pszennej
2 łyżki cukru
3 łyżki lodowatej wody
1 jajko

Krem:
1 szklanka mleka
1/2 szklanki cukru
3/4 szklanki maślanki
3 łyżki skrobi ziemniaczanej
3 żółtka
1 łyżeczka ekstraktu waniliowego
1 szklanka malin
1 szklanka jagód

Mąkę mieszamy z cukrem. Dodajemy posiekane masło i mieszamy aż powstanie grudkowata masa. Dodajemy wodę i wyrabiamy tylko do połączenia składników. Z ciasta formujemy kulę, owijamy folią spożywczą i wkładamy do lodówki na godzinę. Piekarnik nagrzewamy do temperatury 150 stopni Celsjusza. Jajko rozkłócamy z 1 łyżką wody. Ciasto wałkujemy prostokąt o wymiarach kartki A4. Gotowy płat ciasta kroimy radełkiem do faworków na 8-10 prostokątów. Nakłuwamy je widelcem i smarujemy rozmąconym jajkiem. Wstawiamy do piekarnika na 15-20 minut (do zezłocenia). Wyjmujemy i studzimy.
Przygotowujemy krem. Zagotowujemy  mleko z cukrem. W oddzielnej miseczce mieszamy żółtka, pół szklanki maślanki, skrobię ziemniaczaną, sok i skórkę z cytryny. Ciągle mieszając wlewamy do gotującego się mleka zawartość miseczki i nie przerywając mieszania doprowadzamy do wrzenia (na powierzchni pojawią się bąbelki), zdejmujemy z ognia. Gotowy krem mieszamy z pozostałą maślanką i ekstraktem waniliowym, przekładamy do miseczki i przykrywamy folią spożywczą tak, by dotykała powierzchni kremu (dzięki temu nie powstanie "kożuch"). Studzimy. Jagody i maliny myjemy i wykładamy na ręcznik papierowy do osuszenia.
Każdy prostokąt z kruchego ciasta smarujemy kremem, obsypujemy malinami i jagodami. Przed podaniem możemy je delikatnie oprószyć cukrem pudrem. 

środa, 24 lipca 2013

Jogurtowe parfait z owocami i ciastkami

Czy Wam też się zdarza jeść codziennie to samo? Wiosną każdy dzień zaczynaliśmy od jogurtowego parfait, czyli jogurtu przekładanego warstwami orzechów, suszonych lub świeżych owoców. Testując różne opcje przekonaliśmy się, że najlepiej smakuje parfait z jogurtem greckim, który jest aksamitny i wystarczająco gęsty, by utrzymać warstwy owoców i bakalii. Wiemy, że jest bardziej kaloryczny niż jogurt naturalny, ale skoro śniadanie ma być najważniejszym posiłkiem w ciągu dnia, można trochę zaszaleć. Jeśli chodzi o dodatki, najczęściej sięgaliśmy po domową granolę, otręby owsiane, prażone płatki migdałowe, siekane suszone morele, konfiturę z malin i gruszek. Dzisiaj, zamiast granoli proponujemy pokruszone ciastka belVita z orzechami i orzechami. Idealnie pasują do nich sezonowe owoce. Taką ciasteczkową granolę można sobie przygotować również na drugie śniadanie: ciastka pakujemy do plecaka czy torby, kruszymy i wsypujemy do jogurtu wymieszanego z owocami tuż przed jedzeniem - dzięki temu kawałki ciastek pozostaną chrupiące.



Czas przygotowania: 10 minut

Składniki:
1 jogurt grecki 
6 ciastek belVita musli z owocami
2 łyżki orzechów laskowych 
3 morele

Orzechy laskowe siekamy i wrzucamy na patelnię. Mieszając podgrzewamy, aż zaczną intensywnie pachnieć. Zdejmujemy z patelni. Morele myjemy, suszymy, kroimy w drobną kostkę. W miseczkach lub pucharkach układamy warstwami: jogurt, owoce, jogurt, orzechy i pokruszone ciastka. Z podanych proporcji otrzymamy śniadanie dla 2 osób.

poniedziałek, 22 lipca 2013

Kanapeczki na ciastku

Dzisiaj pierwszy dzień Śniadaniowego Wyzwania z BelVitą. Przez 5 dni będziemy starali się włączyć do naszego porannego menu produkty zbożowe w innej formie niż płatki śniadaniowe na mleku czy pełnoziarniste pieczywo. Śniadania jemy codziennie przez cały rok - zawsze razem. To dla nas szansa na powiedzenie sobie "dzień dobry", na ustalenie planu dnia i na spędzenie czasu razem zanim każde z nas pójdzie z swoją stronę. Przyzwyczailiśmy się, że na śniadanie jemy coś na słono i na słodko. Zazwyczaj słodką część śniadania stanowi kromka domowej drożdżówki z twarogiem i dżemem. Dlatego dzisiaj postanowiliśmy pójść tym tropem i przygotować kanapeczki z serkiem i owocami. Jest środek sezonu owocowego, więc jest w czym wybierać. My postawiliśmy na maliny, bo mamy do nich  ogromną słabość. Zamiast malin można użyć porzeczek, plasterków moreli, porzeczek czy agrestu.


Czas przygotowania: 10 minut

Składniki:
3 ciasteczka BelVita owoce leśne
3 łyżki kremowego serka śmietankowego
1 łyżeczka cukru pudru
1/2 łyżeczki soku z cytryny
1/2 szklanki malin

Maliny myjemy i suszymy za pomocą ręcznika papierowego. Serek mieszamy z cukrem pudrem i sokiem z cytyny. Każde ciastko smarujemy 1 łyżką serka, na wierzchu układamy owoce i serwujemy. 


niedziela, 12 sierpnia 2012

Torcik bardzo czekoladowy ze świeżymi malinami

Chęć zrobienia tortu rosła u nas z każdą wizytą na lokalnym bazarku. Późne maliny - ciemniejsze, intensywniejsze w smaku od tych wczesnych idealnie pasują do deserowej czekolady. Wymarzone składniki - pomyśleliśmy. Tort, który dzisiaj proponujemy jest wersją uproszczoną - ma jedną warstwę ciasta i jedną warstwę kremu. Oczywiście, placek można by przeciąć na dwa cieńsze albo upiec drugi taki sam - różne warianty "piętrzenia" są dostępne. Udało nam się wykombinować przepis niesamowicie czekoladowy - a to za sprawą kawy, którą dodaliśmy do ciasta biszkoptowego. Dzięki niej smak czekolady jest jeszcze mocniejszy. Delikatny krem to nic innego jak ganache z mascarpone, bitą śmietaną i odrobiną nalewki malinowej. A na wierzchu świeże maliny. Spróbujcie zanim znikną.

Przygotowując torcik korzystaliśmy ze speedcooka - wielofunkcyjnego urządzenia kuchennego, które producent wypożyczył nam do testowania.



Czas przygotowania: 1,5 godziny
Czas oczekiwania: co najmniej 5 godzin

Składniki:
biszkopt
1 3/4 szklanki mąki pszennej
3/4 szklanki kakao
1 szklanka gorącej, mocnej kawy
1/2 łyżeczki soli
3/4 szklanki cukru
1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
1/2 łyżeczki sody do picia
1 szklanka wody
2 jajka
1/2 szklanki oleju roślinnego

krem
1 1/2 tabliczki gorzkiej czekolady
200 ml śmietanki 30% lub 36%
250 g serka mascarpone
kieliszek (50 g) nalewki malinowej
4 łyżki cukru pudru

3 łyżki konfitury malinowej
250 g świeżych malin

Piekarnik nagrzewamy do temperatury 180 stopni Celsjusza. Przygotowujemy tortownicę: dno wykładamy papierem do pieczenia, dno i boki smarujemy masłem. 
Mąkę, sól, cukier, proszek do pieczenia i sodę dokładnie mieszamy. Do oddzielnej miseczki wsypujemy kakao. Parzymy kawę i wrzącą kawą zalewamy kakao. Bardzo szybko mieszamy do uzyskania jednolitej masy. Do składników sypkich dodajemy jaja, wodę i olej roślinny. Wyrabiamy mikserem na średnich obrotach 2 minuty, potem powoli dolewamy zaparzone w kawie kakao i miksujemy jeszcze minutę. Gotową masę wlewamy do tortownicy i wstawiamy do piekarnika. Pieczemy około 40-50 minut do tzn. suchego patyczka. Gotowy biszkopt wyjmujemy z piekarnika, studzimy w tortownicy. Ostudzony przykrywamy folią. Zimny biszkopt smarujemy 2 łyżkami konfitury malinowej.
Przygotowujemy krem. Czekoladę łamiemy na kawałki. W małym garnuszku zagotowujemy 100 ml śmietanki. Kiedy śmietanka zawrze, zdejmujemy ją z ognia i wrzucamy czekoladę. Czekamy minutę i zaczynamy mieszać do uzyskania gładkiej masy. Gdy ganache jest gotowy, dodajemy do niego jeszcze likier malinowy, mieszamy i studzimy. 
Resztę śmietanki ubijamy w oddzielnej misce a pod koniec ubijania dodajemy cukier puder. W kolejnej misce ubijamy serek mascarpone i w trakcie ubijania dodajemy po jednej łyżce czekoladowej masy (ganache). Kiedy wszystkie składniki się połączą miksujemy jeszcze 30 sekund. Bardzo delikatnie dodajemy bitą śmietanę z cukrem, mieszamy łyżką lub łopatką do uzyskania jednolitej masy. Gotową masą smarujemy spód biszkopta. Wstawiamy do lodówki na co najmniej 2 godziny, żeby krem stężał. Przed podaniem tort dekorujemy świeżymi malinami.

poniedziałek, 23 lipca 2012

Galaretka z różowego wina

W swojej książce Lato w kuchni Nigella Lawson proponuje galaretkę z wytrawnego czerwonego wina, w której zatopione są świeżutkie maliny. Zainspirował nas ten przepis i przygotowaliśmy podobny deser używając malin, borówki i półsłodkiego różowego wina. W sam raz na lato.
Mimo że wino jest półsłodkie, to deser i tak smakuje raczej wytrawnie. Jeśli wolicie bardziej zdecydowaną słodycz, do wina należy dodać jeszcze parę łyżeczek cukru.
To dobra okazja, żeby się przekonać, że galaretkowy deser można szybko i łatwo zrobić samodzielnie, niekoniecznie z wina, ale też z soków owocowych. Wystarczy porównać z listą składników, które są potrzebne żeby zrobić kolorową galaretkę w proszku...



Czas przygotowania: 10 minut
Czas oczekiwania: 6-8 godzin

Składniki (na 4 porcje):
150 g świeżych malin
150 g świeżych jagód lub borówki amerykańskiej
400 ml różowego półsłodkiego wina
3 łyżeczki żelatyny
5 łyżeczek zimnej wody

Żelatynę rozpuszczamy w zimnej wodzie i odstawiamy na chwilę. Do każdego kieliszka wrzucamy na dno maliny i jagody. W garnuszku zagotowujemy wino, zdejmujemy je z ognia i dodajemy żelatynę. Mieszamy do całkowitego rozpuszczenia i odstawiamy do ostudzenia. Winem w temperaturze pokojowej zalewamy owoce i wstawiamy do lodówki, aby stężały.

niedziela, 25 marca 2012

Fruit rolls (owocowe zawijańce)

Jak zastąpić słodycze zdrowymi przekąskami? Może zamiast klasycznych suszonych jabłek od babci spróbujecie tych owocowych zawijańców? Ich zrobienie zajmuje sporo czasu, ale efekt jest zaskakująco dobry! Jeszcze nigdy nie czuliście tyle owoców w owocach!
Fruit rollsy to długie cienkie paski suszonych owoców zawinięte w pergamin. Czasem można je dostać w sklepach ze zdrową żywnością. W ich składzie są same owoce, bez żadnych dodatków (chyba że producent postanowił coś jeszcze domieszać). Gdy robimy je sami, mamy niezłe pole do popisu - możemy dowolnie mieszać ulubione owoce. Trzeba tylko pamiętać, że niektóre mieszanki mogą być zupełnie nieekonomiczne (np. zawierające dużo wodnistych owoców, takich jak maliny czy truskawki) Dlatego najlepiej jest używać bazy jabłkowej i dodawać do niej to, co lubimy. Te, które widzicie na zdjęciach składają się z 1 kg jabłek, 1 mango i 1 banana.
Uwaga techniczna: silikonowa mata jest niezbędna do ich wykonania, ponieważ owoce "wgryzają się" w papier do pieczenia czy pergamin.



Czas przygotowania: ok. 5 godzin

Składniki:
1 kg jabłek i inne owoce

Przykładowe mieszanki:
- 1 kg jabłek + 0,5 kg gruszek
- 1 kg nektarynek + 0,5 kg jabłek

- 1 kg moreli
- 1 kg jabłek + 2 szklanki malin/truskawek/jagód
- 2 kg truskawek + 3 banany


Obieramy jabłka, pozbywamy się pestek. Podobnie robimy z pozostałymi owocami, które mają być dodatkiem do jabłkowej bazy. Kroimy na kawałki, wrzucamy do garnka z minimalną ilością wody na dnie. Gotujemy aż owoce się rozpadną. Ostatecznie z owoców ma wyjść gęsty przecier - albo miękkie owoce przecieramy przez sitko albo dokładnie blendujemy. Pod koniec gotowania przecier owocowy trzeba już mieszać cały czas, żeby nie przywarł do dna. W trakcie gotowania powinno odparować jak najwięcej wody z owoców. Gdy przecier będzie już gęsty, rozkładamy go na silikonowej macie tak aby utworzył równą warstwę o grubości ok. 5-7 mm.
Matę z przecierem wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 90 stopni, najlepiej z termoobiegiem. Z gazowymi piekarnikami starego typu jest większy problem, bo zwykle nagrzewają się do większej temperatury. Trzeba je wtedy włączać i wyłączać po pewnym czasie albo suszyć owoce z uchylonymi drzwiczkami. W każdym razie - przecier ma się wysuszyć, a nie spalić. Ostatecznie warstwa przecieru ma być cieniutka i ma odstawać od silikonowej maty. W piekarniku z termoobiegiem powinno to zająć ok. 2 godzin.
Gdy owocowy arkusz już wystygnie, można go pociąć (najlepiej nożyczkami) na paski. Fruit rolls można przechowywać na płasko (jak listki) albo w rolkach (zwinięte w pergamin).

piątek, 18 listopada 2011

Tort bezowy z owocami leśnymi

Swój pierwszy tort bezowy z kremem kawowym M. zrobiła na wieczór panieński przyjaciółki. Zdając sobie sprawę z ułomności piekarnika postanowiła wykorzystać gotowe spody bezowe. Są o tyle dobre, że oszczędzają sporo czasu i o tyle złe, że łatwo się rozpadają i smakują głównie cukrem. Przepis na ten tort znaleźlismy na blogu Moje Wypieki (osobiście uważam, że Pani Dorota zasługuje na nagrodę prezydenta za propagowanie domowych wypieków i udowadnianie ludziom, że bycie domowym cukiernikiem może być łatwe i przyjemne).
Jeśli zdecydujecie się - tak jak my tym razem - przygotować własne bezy, to radzimy zrobić to dzień wcześniej. Tu wiele jest kwestią piekarnika. Najlepsze są te z termoobiegiem, bo bezy szybciej się w nich suszą. Niektóre przepisy zalecają pieczenie bezy przez godzinę w wyższej temperaturze, a potem suszenie przez następne 2-3 godziny w niższej; w innych podawany jest po prostu długi czas pieczenia przy około 120 stopniach...
Chrupiące bezy, pyszny krem, który idealnie gra ze słodyczą blatów. Tort radzimy zjeść tego samego dnia - po nocy spędzonej w lodówce beza mięknie. Zamiast owoców leśnych, można użyć truskawek. Pod żadnym pozorem nie należy pomijać owoców - są czymś więcej niż dekoracją, bez nich tort robi się nieznośnie słodki i kremowo mdły.



Czas przygotowania: 40 minut
Czas pieczenia bez: 3 godziny

Składniki:
6 białek
1 3/4 szklanki cukru
1 łyżeczka soku z cytryny
1 łyżeczka skrobii ziemniaczanej
250 g serka mascarpone
250 ml kremówki
3 łyżki cukru pudru
2 łyżeczki kawy rozpuszczalnej
50 owoców leśnych

Piekarnik nagrzewamy do temperatury 140 stopni Celsjusza. Na papierze do pieczenia rysujemy 2 okręgi o średnicy 25 cm. 
Białka ubijamy na sztywną pianę, stopniowo dodajemy cukier ciągle ubijając, na koniec dodajemy sok z cytryny, skrobię i delikatnie mieszamy. Wykładamy pianę na blachę, trzymając się okręgów wykreślonych na papierze do pieczenia. Gotowe blaty wstawiamy do piekarnika, pieczemy godzinę, a potem obniżamy temperaturę do 100 - 110 stopni i suszymy około 2 godzin. Po tym czasie uchylamy drzwiczki piekarnika i pozwalamy bezom wyschnąć. Po godzinie suszenia spody bezowe można przewrócić jeśli by się okazało, że nie są wystarczająco suche. Zaraz po upieczeniu gorące bezy mogą się wydawać wilgotne, więc nie panikujmy.
Pora na przygotowanie kremu. W łyżce gorącej wody rozpuszczamy kawę i studzimy. Śmietankę ubijamy na sztywno, dodajemy mascarpone, kawę i cukier. Ubijamy do powstania jednolitej gęstej masy. Gotową masą przekładamy tort i smarujemy wierzch, na którym układamy owoce leśne lub truskawki. 

środa, 3 sierpnia 2011

Muffiny z malinami

Ostatnio w kawiarni w naszym rodzinnym Białymstoku chcieliśmy zamówić jakiś deser do kawy. Pani, która nas obsługiwała poleciła nam "tartę z owocami sezonowymi". A jakie to owoce sezonowe? - zapytał A. z czystej kulinarnej ciekawości. - Brzoskwinie i kiwi - odpowiedziała pani. - A brzoskwinie świeże czy z puszki? - padło kluczowe pytanie. - Niestety, z puszki - pani szybko skapitulowała. W końcu i tak zamówiliśmy deser, był naprawdę smaczny - ale przy okazji dowiedzieliśmy się, że sezon na niektóre owoce trwa okrągły rok, niezależnie od tego, kiedy dojrzewają. Jakoś tak się składa, że brzoskwinie są zawsze pierwszym podejrzanym o taką "sezonowość"... Ale nie o brzoskwiniach miało być.
Tym razem proponujemy zatrzymać w klasycznych muffinach sezonowe maliny. Jeszcze są, choć już coraz droższe - nie przesadzamy więc z ilością świeżych owoców potrzebnych do tego wypieku. O muffinach chyba nie trzeba więcej pisać - prawie zawsze wychodzą. Maliny świetnie grają z kawałkami czekolady zatopionymi w środku, a poza tym są świetną dekoracją na wierzchu każdej babeczki.
W zasadzie to my najbardziej lubimy maliny saute - prosto z kartonowej wytłaczanki. Kombinujemy nad innymi zastosowaniami dopiero wtedy gdy najemy się tych w najprostszej postaci. Proponujemy zatem i Wam kupić maliny z zapasem - ten przepis "pochłonie" Wam 24 (słownie: dwadzieścia cztery) sztuki. Pozostałe zjedzcie w trakcie pieczenia.
 
 

Czas przygotowania: 10 minut
Czas pieczenia: 20 minut

Składniki:
2 szklanki mąki pszennej
2/3 szklanki cukru
2 łyżeczki proszku do pieczenia
szklanka mleka
2 jajka
1/3 szklanki oliwy
12 kostek czekolady (mlecznej lub gorzkiej)
24 świeże maliny

Mąkę, cukier i proszek do pieczenia mieszamy w jednej misce. W drugiej mieszkamy mleko, jaja i oliwę. Łączymy zawartość obu naczyń - tylko do połączenia składników. Blaszkę do muffinków wyściełamy papilotkami. Do każdej foremki kładziemy łyżkę ciasta, potem po jednej kostce czekolady i jednej malinie, przykrywamy ciastem - tak by foremka była napełniona do 3/4 wysokości. Na wierzchu każdego muffina kładziemy po jednej malinie do dekoracji. Blaszkę wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 180 stopni i pieczemy ok. 15-20 minut. Sprawdzamy patyczkiem - gdy na wyjętym patyczku nie będzie już ciągnącego się ciasta, wyjmujemy muffiny. Są gotowe!

poniedziałek, 23 sierpnia 2010

Warstwowy deser malinowy

Nareszcie są! Piękne, dojrzałe, czerwone maliny. Kojarzą nam się z Malinowym Chruśniakiem, Leśmianem i Turnauem. Oczywiście, że najlepsze są takie surowe, bez żadnych dodatków. Postanowiliśmy jednak użyć ich do deseru. Jeszcze taka mała dygresja: M. maliny kojarzą się z dobrem luksusowym. Może nie tyle maliny ile konfitura z malin. Pamiętam, że jak byłam mała, to mama trzymała mały słoiczek z malinami w lodówce na wypadek przeziębienia. Dawkowała je do herbaty z wielkim namaszczeniem. Do dzisiaj czuję pewien dyskomfort jedząc konfiturę łyżeczką bezpośrednio ze słoika albo dodając ją do twarożku. To tak, jakby jeść najdroższe i najlepsze lekarstwo świata. A. nie ma takich skojarzeń dlatego bezkarnie robi z nich mus, koktajle, konfitury i desery. Owszem, u niego maliny też były lekarstwem na przeziębienie, ale poza tym można było ich używać będąc zdrowym.
Dzisiejszy deser jest banalny, jego zrobienie zajmuje 5 minut. Podając go na stół czuliśmy się trochę jak Nigella - wygląda ładnie, dobrze smakuje, gościom wydaje się, że to coś skomplikowanego, a w rzeczywistości to zaledwie 6 składników. Wychodzą z nich cztery porcje, ale można oczywiście zrobić np. 6 mniejszych. Sami zdecydujecie na ile możecie sobie pozwolić, bo jak na Nigellę przystało deser jest bardzo kaloryczny.
Tak na marginesie, przygotowując ten deser zauważyliśmy pewien paradoks - robimy deser, czyli coś z założenia słodkiego i kalorycznego, a używamy jogurtu light. Tak, jakby ten jeden składnik miał zniwelować wyrzuty sumienia...


Czas przygotowania: 5 minut
Czas oczekiwania: minimum 45 minut

Składniki: 
250 g serka mascarpone
1/2 jogurtu greckiego (może być light)
4 łyżeczki cukru pudru
4 biszkopty
4 łyżki likieru malinowego (lub innego owocowego)
4 garści malin

Mascarpone, jogurt i cukier mieszamy do uzyskania jednolitej, słodkiej masy. Biszkopty kruszymy na spore kawałki i wrzucamy na dno salaterek (my użyliśmy lampek do wina). Nasączamy je likierem. Na biszkopty nakładamy krem (tak, żeby porcje były równe) i wstawiamy do lodówki. Przed podaniem krem dekorujemy malinami. Proste, prawda?