Pokazywanie postów oznaczonych etykietą śmietanka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą śmietanka. Pokaż wszystkie posty

środa, 10 lipca 2013

Makaron z sosem jagodowym

Skoro jagody już są i to w zupełnie rozsądnych cenach, jemy je bez umiaru. Dzisiaj klasyka gatunku, na którą aż wstyd podawać przepis... Makaron z sosem jagodowym. Wersję klasyczną - ze śmietaną 36% - próbowaliśmy odchudzić zastępując ją w różnych wariantach: maślanką, jogurtem naturalnym, jogurtem greckim, jogurtem naturalnym. Tłuszcz jest jednak doskonałym "nośnikiem smaku", więc trudno o konkurencję dla kremówki. Można zastąpić ją śmietaną 18% albo jogurtem naturalnym z dodatkiem kopiastej łyżki mascarpone.
A jagód chyba nie musimy reklamować.


Czas przygotowania: 20 minut

Składniki:
100 g makaronu 
2 szklanki jagód
6 łyżek śmietany 18%
2 łyżki cukru

Makaron gotujemy zgodnie z instrukcją na opakowaniu. Jagody myjemy, odkładamy 1/4 szklanki. Resztę zasypujemy cukrem i blendujemy ze śmietaną (lub dusimy widelcem). Makaron odcedzamy, mieszamy ze śmietaną, posypujemy odłożonymi jagodami. 

niedziela, 30 czerwca 2013

Torcik kakaowo-śmietanowy z wiśniami z nalewki

Torciki, torty, piętrowe ciasta z kremem kojarzą nam się z jakimiś doniosłymi okazjami - urodziny, dzień matki, święto stomatologa... Tym razem żadnego święta nie było, była po prostu ochota na coś słodkiego, czekoladowego z delikatnym alkoholowym podkręceniem. Wielki słoik wiśni z nalewki gotowych do akcji stoi w naszej lodówce od pewnego czasu, wiśni w nim ubywa powoli - więc postanowiliśmy z niego skorzystać. Wśród składników widnieje proszek z lukrecji, który kupiliśmy w Sztokholmie. Nie jest on niezbędną częścią całego przedsięwzięcia, chociaż nadaje oryginalnego smaku ubitej śmietanie. Polecamy go przede wszystkim miłośnikom lukrecji i anyżowych aromatów - inni mogą się krzywić. 


Czas przygotowania: 1 godzina
Czas oczekiwania: min. 8 godzin

Składniki:
 4 żółtka
4 białka
100 g cukru pudru
100 g mąki pszennej
40 g mąki ziemniaczanej
1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
2 łyżki kakao
1 łyżeczka espresso
330 ml śmietanki 30%
2 łyżeczki żelatyny
4 łyżki cukru
1 łyżka wody
1 łyżeczka proszku z lukrecji (opcjonalnie)
1/2 szklanki nalewki wiśniowej
1 szklanka wiśni w alkoholu lub z kompotu

Piekarnik nagrzewamy do temperatury 180 stopni Celsjusza.  Mikserem na wysokich obrotach ubijamy żółtka z cukrem przez 5 minut. W oddzielnej misce ubijamy białka na pianę. Do miski z żółtkami dodajemy mąkę pszenną i ziemniaczaną, proszek do pieczenia, kakao i kawę. Miksujemy do połączenia składników. Za pomocą szpatułki dodajemy do masy białka i delikatnie mieszamy. Gotową masę wlewamy do tortownicy wysmarowanej masłem i pieczemy 25-30 minut (wersja dla leniwych: wylewamy do dwóch tortownic i oszczędzamy sobie krojenia). W wodzie rozpuszczamy żelatynę i odstawiamy na 5 minut. W garnuszku zagotowujemy 50 ml śmietanki, dodajemy cukier i mieszamy do rozpuszczenia. Zdejmujemy z ognia, dodajemy żelatynę i mieszamy do jej całkowitego rozpuszczenia. Studzimy. Z piekarnika wyjmujemy biszkopt, studzimy go, a potem za pomocą noża z piłką przekrawamy na dwie części. Pozostałą śmietankę ubijamy na sztywno, pod koniec dodajemy proszek z lukrecji i śmietankę z żelatyną. Na paterze układamy pierwszy blat biszkoptu, nasączamy połową nalewki, wykładamy 1/2 szklanki wiśni, smarujemy 1/3 kremu, przykrywamy kolejnym biszkoptem, smarujemy 1/3 kremu. Pozostałym kremem smarujemy boki i górę torciku. Na wierzchu układamy wiśnie. Wstawiamy do lodówki, najlepiej na całą noc, i serwujemy. 

sobota, 5 stycznia 2013

Eggnog


Eggnog to napój na bazie kogla-mogla i burbona/rumu/whiskey. Amerykanie i Kanadyjczycy raczą się nim w Boże Narodzenie. My o jego istnieniu dowiedzieliśmy się dwa lata temu (swoją drogą, to straszny obciach, że tak późno). Spróbowaliśmy go rok temu kupując gotowy eggnog firmy Oberweis. Był bardzo słodki, cudownie kremowy, ostro-korzenny od obowiązkowego dodatku gałki muszkatołowej. Niestety, za słodki, żebyśmy mogli wypić wszystko. W tym roku postanowiliśmy uraczyć nim naszych noworocznych gości. Przepis niezawodnego Altona Browna był naszą bazą. Co zmieliśmy? Ilość cukru, bo Amerykanie używają cukru trzcinowego (biały cukier też może być z trzciny), który jest mniej słodki niż cukier z buraków cukrowych. Nie dodawaliśmy do schłodzonego eggnoga surowych ubitych białek. W zamian, można dodać ubitą śmietankę, ale tego nie zrobiliśmy z czystego noworocznego lenistwa. Wyszło pysznie. 
Jeszcze przygarść noworocznych refleksji dotyczących noworocznych postanowień dietetycznych. Ostatnio M. miała (nie)przyjemność przysłuchiwania się rozmowie kobiet regularnie ćwiczących i dbających o siebie. Wszystkie bez wyjątku opowiadały o Świętach i Sylwestrze jak o wstydliwych epizodach ze swego życia, kiedy każdy kęs jedzenia (które same przygotowały) był objawem ich słabości. Każde przygotowane ciasto było wielkim ulepkiem mąki, cukru i jajek świadczącym o ich niepohamowaniu w jedzeniu i piciu. Każda kromka chleba wywoływała ogromne wyrzuty sumienia. Bardzo było to było smutne. Wszystkim naszym Czytelnikom i nam samym życzymy więc w tym roku radości z jedzenia. Niech to, co jemy przynosi ucztę naszym zmysłom. Niech umiar (i sezonowość) będą naszymi przewodnikami. Po prostu, życzymy Wam, żebyście umieli dobrze jeść.


Czas przygotowania: 15 minut
Czas oczekiwania: min. 4 godziny

Składniki:
6 żółtek
1/3 szklanki cukru
750 ml mleka
200 ml śmietanki 30%
2 łyżeczki gałki muszkatołowej
60 ml ciemnego rumu lub burbonu

Do garnka wlewamy mleko, śmietankę, wsypujemy gałkę muszkatołową. Doprowadzamy do wrzenia i wyłączamy. W czasie, kiedy mleko się podgrzewa, w drugim garnuszku mikserem na wysokich obrotach ubijamy żółtka z cukrem (około 3 minut, do momentu kiedy żółtka staną się białe). Teraz najbardziej wymagająca część przepisu - temperowanie żółtek. Do garnka z żółtkami bardzo wolno wlewamy zagotowane mleko ze śmietanką cały czas ubijając żółtka rózgą. W oryginalnym przepisie, autor mówi, że gotową masę trzeba wstawić na gaz, żeby podgrzała się do temperatury 70 stopni Celsjusza - nasza masa po temperowaniu miała 80 stopni, więc nie podgrzewaliśmy jej dodatkowo. Do gotowego napoju dolewamy alkohol. Studzimy i wstawiamy do lodówki do schłodzenia. Podajemy oprószone świeżo zmieloną gałką muszkatołową lub cynamonem. 

poniedziałek, 6 grudnia 2010

Kokosowa panna cotta

Panna cotta już gościła na naszym blogu. Tym razem jest to wariacja na jej temat, ponieważ część śmietanki zastąpiliśmy mlekiem kokosowym. Dzięki niemu deser nabrał zupełnie innego smaku, był delikatniejszy i mniej zwarty. Jest to dobry pomysł na urozmaicenie tego prostego deseru. Lepiej wybrać normalne, gęstsze mleko kokosowe - a nie mleko light. Tę panna cottę podawaliśmy z musem z pomarańczy i persymony, ale można też podawać ją bez żadnych dodatków. Jeśli koniecznie chcecie ją urozmaicić bardziej, spróbujcie zblendować Wasze ulubione owoce. Do białego koloru pasują wszystkie kolory owoców... Niezależnie od tego, jakich użyjecie, na pewno będzie pyszne. W końcu jako dzieci wszyscy uwielbialiśmy musy owocowe! 


Czas przygotowania: 15 minut
Czas oczekiwania: minimum 3 godziny

Składniki:
100 ml śmietanki 30% lub 36%
200 ml mleczka kokosowego
100 ml mleka
70 g cukru
2 łyżeczki żelatyny
1/2 szklanki wody

Żelatynę wsypujemy do kubka z wodą i dokładnie rozpuszczamy. Odstawiamy. Przygotowujemy dwa rondelki. W jednym doprowadzamy do wrzenia śmietankę i mleko kokosowe, a w drugim mleko z cukrem. W trakcie podgrzewania mleka należy je mieszać, żeby nam się nie przypaliło. Zagotowane śmietankę z mlekiem kokosowym i mleko łączymy z żelatyną. Mieszamy energicznie przez około minutę po to, żeby żelatyna się dobrze rozpuściła. Studzimy i jeszcze ciepły płyn wlewamy do salaterek lub lampek do wina. Wstawiamy do lodówki, żeby deser stężał. Przed podaniem sugerujemy wyjęcie go na kilka minut z lodówki, żeby panna cotta się delikatnie ogrzała i nabrała delikatności.

niedziela, 5 grudnia 2010

Bardzo czekoladowe wafle z migdałami

Co zrobić, kiedy w zimowe śnieżne popołudnie uczymy się i czujemy, że nasz mózg potrzebuje czegoś słodkiego? I że tym słodkim czymś muszą być wafelki? Można pójść do sklepu i je kupić, ale można też w myśl zasady "zrób to sam", pójść do sklepu po składniki, wrócić i zabrać się do roboty. To nic, że jest mróz, że każdy normalny człowiek zostałby w domu. Jednocześnie, odracza się moment ich konsumpcji, co każdy normalny człowiek nazwałby masochizmem, ale czego nie robi się dla czekoladowych wafelków i kawy z pianką. Masą można przełożyć oczywiście duże, standardowe wafle. My wybraliśmy te mniejsze ze względu na ich walory estetyczne :) są  po prostu bardzo ładne, szczególnie obtoczone migdałami. Polecamy dodanie do masy wiśniówki, likieru Cointreau lub rumu. Wtedy wafelki będą miały delikatny owocowy finisz, czy - jak kto woli - posmak.


A propos finiszu... Dla rozweselenia czytających - cytat z pana Łukasza Klesyka. Pan Klesyk co miesiąc w Kuchni recenzuje alkohole. Wczoraj przyszedł do nas nowy grudniowy numer. Tym razem w "Ocenie subiektywnej" padło na pewien koniak o smaku gruszkowym:

Gruszkówka na koniaku. Przykład tego, co szacowny wytwórca potrafi wyprawiać, żeby wyjść poza niszowy rynek. W nosie wielka chemiczna grucha, usta sponsorowane przez cukrownię. Smak wżera się w język i trwa na nim 100 lat.

Mamy nadzieję, że ktoś, kto przygotowuje nasze desery nigdy nie żałuje, że wżerający się smak trwa na jego języku sto lat. Dobrej niedzieli!





Czas przygotowania: 1 godzina
Czas oczekiwania: minimum 1 godzina

Składniki:
1 opakowanie małych okrągłych wafli
200 g gorzkiej czekolady
100 ml śmietanki 30% lub 36%
1 łyżeczka masła
4 łyżki cukru pudru
1 łyżka wiśniówki
100 g płatków migdałowych

Płatki migdałowe siekamy i prażymy na patelni do momentu w którym poczujemy ich aromat. Zdejmujemy patelnię z ognia pozostawiając na niej migdały.
Czekoladę łamiemy na kawałki i wrzucamy do miseczki razem z cukrem pudrem. Śmietankę zagotowujemy (musimy ją zagotować, w przeciwnym razie czekolada się nie rozpuści, a masa nie zastygnie). Gorącą śmietanką zalewamy zawartość miseczki i energicznie mieszamy do połączenia składników. Dodajemy masło i wiśniówkę, mieszamy do rozpuszczenia. Przez chwilę studzimy masę (musi być ciepła, a nie gorąca).
Wafle smarujemy masą i posmarowane bardzo szybko obtaczamy w prażonych migdałach. Po wykorzystaniu wszystkich składników wafle układamy na blacie, przykrywamy deską i obciążamy. Po minimum godzinie uwalniamy je i konsumujemy. Najlepiej jednak wstawić je do lodówki na kilka godzin i dopiero wtedy jeść.

sobota, 27 listopada 2010

Tort OSA

Pomysł na tort jest inspirowany fragmentem biografii M., który muszę ujawnić zanim przejdziemy do przepisu. Dzisiejszy tort zrobiliśmy (wspólnie z A.) moim przyjaciółkom ze studiów. Pewnie wielu z Was zastanawia się, co ma osa do studiów? Bardzo dużo - wszystkie trzy skończyłyśmy OSA. Teraz pewnie zrozumiecie, skąd te wpisy o kuchni amerykańskiej i uwielbienie, jakim darzę masło orzechowe. Chociaż nie, A. nie skończył tych samych studiów, a masło orzechowe lubi tak samo jak ja. Tort, oprócz os z mmsów, nie ma nic wspólnego ze studiami.
Czekoladowy biszkopt nasączyliśmy miodem czwórniakiem Korzennym produkowanym przez apis (około 10 zł za 750 ml wybornego choć delikatnego trunku). Wzrasta nam spożycie i zużycie tego surowca, bo A. postanowił zostać propagatorem powrotu do polskich tradycji spożywania miodu pitnego. Krem to mascarpone, śmietanka, cukier i 1,5 szklanki orzechów zmielonych na proszek. Wszystko pokryte ganache z czekolady mlecznej i gorzkiej, który jest milion razy lepszy od jakiejkolwiek polewy kupionej w sklepie - przede wszystkim smakuje prawdziwą czekoladą, jest delikatny i idealnie komponuje się z kremem orzechowym. Tort warto zrobić dzień wcześniej, żeby wszystkie smaki się zasymilowały. Do biszkoptu wyjątkowo dodaliśmy proszek do pieczenia, bo białka odmawiały posłuszeństwa i wcale nie chciały się zamienić w pianę. Generalnie, wszystkim biszkoptowym nowicjuszom polecamy dodawanie proszku do pieczenia - wtedy mamy pewność, że ciasto urośnie. Pod warunkiem, że nie będziemy otwierać piekarnika... Deska nie jest fotogeniczna, ale nie mieliśmy patery :)




Czas przygotowania: 75 minut
Czas oczekiwania: co najmniej 6 godzin

Składniki:
4 jajka
200 g + 6 łyżeczek cukru pudru
2 czubate łyżki kakao
70 g mąki pszennej
70 g mąki ziemniaczanej 
3/4 łyżeczki proszku do pieczenia
250 g mascarpone
200 ml śmietanki 30% lub 36%
1 śmietan-fix
1,5 szklanki orzechów laskowych, włoskich i płatków migdałowych
20 łyżek miodu pitnego
1 tabliczka czekolady mlecznej
1/2 tabliczki czekolady gorzkiej
1 łyżeczka masła
kilka żółtych mmsów
2 razy więcej płatków migdałowych niż mmsów

Piernik nagrzewamy do 170 stopni, dno tortownicy wykładamy papierem do pieczenia, a boki smarujemy masłem. Przygotowujemy biszkopt. W jednej misce miksujemy przez 5 minut białka ze 100 g cukru pudru, a w drugiej przez kolejne 5 minut miksujemy żółtka z pozostałymi 100 g cukru pudru. Białka i cukier powinny połączyć się tworząc pianę, a żółtka powinny zblednąć. Mąkę pszenną, ziemniaczaną, kakao i proszek do pieczenia przesiewamy przez sitko. Żółtka i białka delikatne mieszamy, dodajemy składniki sypkie, mieszamy bardzo delikatnie łyżką do uzyskania jednolitej masy. Masę wlewamy do tortownicy i pieczemy 35 minut. Sprawdzamy patyczkiem, czy jest upieczona. Jeśli tak, patyczek włożony w środek ciasta pozostanie suchy. Jeśli suchy nie jest, pieczemy kolejne 5 minut i sprawdzamy ponownie. Gotowy biszkopt wyjmujemy z piekarnika i studzimy. 
Ostudzony biszkopt przekrawamy na pół i dolny krążek ciasta nasączamy 10 łyżkami miodu pitnego. Orzechy włoskie, orzechy laskowe i płatki migdałowe blendujemy do uzyskania drobnego proszku. Serek mascarpone miksujemy z 3 łyżeczkami cukru pudru do uzyskania puszystej masy. 150 ml śmietanki miksujemy z cukrem pudrem i śmietan-fixem do uzyskania bitej śmietany. Teraz łyżką mieszamy mascarpone z bitą śmietaną i zblendowanymi orzechami. Gotowym kremem smarujemy nasączony biszkopt. Przykrywamy drugim krażkiem i nasączamy kolejnymi 10 łyżkami miodu. 
Pora na ganache, czyli polewę. Czekolady: mleczną i gorzką łamiemy na kawałki. Pozostałe 50 ml śmietanki doprowadzamy do wrzenia, zdejmujemy z ognia i wsypujemy połamaną czekoladę. Zostawiamy na minutę. Po tym czasie energicznie mieszamy do uzyskania jednolitej masy. Dodajemy masło i mieszamy, aż się rozpuści. Masło sprawi, że polewa będzie błyszcząca. Gotową masą polewamy ciasto i równamy przy pomocy szerokiego noża. Polewa będzie spływała na boki ciasta. Na niezastygniętej polewie układamy mmsy, a po obu stronach każdej żółtej draży wtykamy po płatku migdałowym symulującym skrzydełka. Jeśli skrzydełka zaczną padać, nie przejmujcie się tylko podważcie je delikatnie wykałaczką i postawcie. Wykałaczkę zanurzamy w polewie czekoladowej, która została nam na ściankach rondelka i rysujemy nią paseczki i oczy os. Gotowy tort wstawiamy do lodówki i wyjmujemy 30 minut przed podaniem. Smacznego!

poniedziałek, 1 listopada 2010

Panna cotta

Gdyby nas w dzieciństwie ktoś poprosił o wymienienie chłodnych deserów, jakie znamy, to lista pewnie ograniczyłaby się do lodów, budyniu, galaretki, bitej śmietany no i może schłodzonego kisielu... I w zasadzie każdy z nich można było zrobić z torebki... Ale dość szybko zrozumieliśmy, że kulinarna rzeczywistość jest bardziej skomplikowana, że istnieją jeszcze różne musy, kremy, puddingi. Naprawdę trudno zrozumieć, dlaczego przez długi czas panna cotta była w Polsce słabo znana. Składniki są przecież bajecznie proste: śmietanka, mleko, cukier, żelatyna. Żadnej egzotyki, w dodatku jeszcze pana cotta reprezentuje włoską kuchnię, lubianą w Polsce i w wielu zakątkach świata. A smakuje rewelacyjnie - konsystencja galaretki, smak bitej śmietany czy raczej intensywnie mlecznego kremu. W zależności od pory roku i posiadanych dodatków, można ten czysty, prostolinijny smak złamać jakimiś owocami, konfiturą, orzechami czy syropem klonowym.
Z podanych składników wychodzi 5 porcji deseru. Jesteśmy zwolennikami mniejszych porcji, bo zachłanność przy jedzeniu panna cotty nie popłaca. Po pewnym czasie deser wydaje się już za ciężki i mdły. A łasuchy zawsze mogą przecież pokusić się o kolejną porcję... 


Czas przygotowania: 15 minut
Czas oczekiwania: minimum 3 godziny

Składniki:
200 ml śmietanki 30% lub 36%
200 ml mleka
70 g cukru
2 łyżeczki ekstraktu waniliowego
2 łyżeczki rumu
2 łyżeczki żelatyny
1/2 szklanki wody

Żelatynę wsypujemy do kubka z wodą i dokładnie rozpuszczamy. Odstawiamy. Przygotowujemy dwa rondelki. W jednym doprowadzamy do wrzenia śmietankę, a w drugim mleko z cukrem. W trakcie podgrzewania mleka należy je mieszać, żeby nam się nic nie przypaliło. Zagotowane śmietankę i mleko mieszamy z żelatyną, ekstraktem waniliowym i rumem. Mieszamy energicznie przez około minutę po to, żeby żelatyna się dobrze rozpuściła. Studzimy i jeszcze ciepły płyn wlewamy do salaterek lub lampek do wina. Wstawiamy do lodówki, żeby stężały. Panna cottę możemy podać z konfiturą, musem ze świeżych owoców, siekanymi orzechami lub migdałami, syropem klonowym. Możemy jeść ją też bez żadnych dodatków, bo jest naprawdę pyszna. Przed podaniem sugerujemy wyjęcie jej na kilka minut z lodówki, żeby się delikatnie ogrzała i nabrała delikatności.