Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cytryny. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cytryny. Pokaż wszystkie posty

sobota, 6 grudnia 2014

Syrop do herbaty z kandyzowanymi cytrynami [Jadalne prezenty #9]

Szukając prezentów, biegając od sklepu do sklepu, klikając na kolorowe produkty i porzucając nadzieję na coś wspaniałego i wyjątkowego często zapominamy, że mamy dwie ręce. Ręce, które może nie leczą, ale są w stanie co nieco pokroić, pocisnąć i pomieszać. Ponownie zapraszamy na fascynujący odcinek "jadalnych prezentów". 
Herbatka, szczególnie taka czarna pluja, potrzebuje dobrego syropu. Takim absolutnie najlepszym jest ten z pigwy z pokrojonymi w cienkie plasterki owocami hojnie oprószonymi cukrem. Taki syrop trzeba niestety zrobić latem, kiedy można spokojnie kupić pigwy. Dla tych, którzy nie potrafią w sierpniu przewidzieć, że w grudniu będą Święta mamy dobrą wiadomość. Syrop z cytryn jest gotowy w 40 minut, z czego 30 minut to czas oczekiwania. Jest i słodki, i kwaśny i nieco gęsty. Ślicznie wygląda w słoiku i stanowi idealny jadalny prezent. Taki na ostatnią chwilę. 
Z podanych składników otrzymamy syrop, którym zapełnimy 4 słoiki o pojemności 250 ml.


Czas przygotowania: 40 minut

Składniki:
6 cytryn
2 szklanki cukru
1 1/2 szklanki wody
ew. 1/4 szklanki likieru cytrynowego Limoncello

Do rondla wlewamy wodę, wsypujemy cukier i stawiamy na małym ogniu do zagotowania. W międzyczasie dokładnie myjemy cytryny. Z dwóch z nich wyciskamy sok i dolewamy do garnuszka z syropem cukrowym. Pozostałe kroimy w cienkie plasterki grubości ok. 2-3 mm starając się nie zniszczyć skórki. Gotowe plasterki wrzucamy do garnuszka z wodą, cukrem i sokiem. Gotujemy na małym ogniu przez 30 minut delikatnie mieszając co 5 minut. Zdejmujemy z ognia. Jeśli chcemy dodać to syropu alkohol, studzimy delikatnie cytryny i likier wlewamy do ciepłego syropu.
Słoiki dokładnie myjemy, przelewamy wrzątkiem. Do każdego słoika wkładamy plasterki cytryny, zalewamy syropem i zakręcamy. Gotowy syrop przechowujemy w butelce. Zarówno syrop jak i same plasterki cytryn możemy wykorzystać do przygotowania tortów - syropem nasączamy biszkopty, a cytrynami dekorujemy wierzch ciasta. Syrop świetnie sprawdza się też jako dodatek do drinków.


czwartek, 2 października 2014

Marmolada pomidorowa

To jest chyba najlepsza pomidorowa rzecz, jaką zrobiliśmy. Dużo pomidorów, dużo cukru, cynamon, skórka cytrynowa, sok z cytryny i słodka papryka. Świetnie smakuje sama (uwierzcie, że jest jak wspaniałe słodycze), ale jeszcze lepiej sprawdza się w kanapkach z jamón serrano, chorizo czy serem kozim. Generalnie, dobieramy jej towarzystwo raczej słone i wytrawne - dla kontrastu. Chociaż z dobrym półtłustym twarogiem jest również nieziemsko dobra i z powodzeniem zastępuje miód. Przygotowaliśmy ją, żeby użyć jej do tapas z bacalao i kaparami, ale szybko zorientowaliśmy się, że znajdzie w naszej kuchni jeszcze setki innych zastosowań.
Taką marmoladę warto włożyć do małych słoiczków, np. po koncentracie pomidorowym, i wręczyć jako jadalny prezent. Może być zaskakującym podarkiem, a zrobić go nietrudno.



Czas przygotowania: 1 godzina

Składniki:
450 g pomidorów 
200 g cukru
skórka z 1 cytryny
sok z 1 cytryny
1 laska cynamonu
1 łyżka papryki słodkiej (np. z Murcii)

Pomidory myjemy, wkładamy do wrzącej wody tak, by je przykryła. Po minucie wyciągamy i zdejmujemy skórkę. Kroimy w kostkę, wkładamy do garnka razem ze skórką z cytryny, sokiem z cytryny i laską cynamonu. Posypujemy cukrem i odstawiamy na pół godziny. Po tym czasie stawiamy garnek na wolnym ogniu i gotujemy przez 15 minut, aż sok znacznie się zredukuje. Po kwadransie chwytamy za drewnianą łyżkę z długą rączką i przez kolejne 10 minut ciągle mieszamy gotujące się pomidory. Marmolada powinna być gęsta. Zdejmujemy ją z ognia, wyciągamy laskę cynamonu i skórkę z cytryny, które wyrzucamy.  Do marmolady dodajemy paprykę. Dokładnie mieszamy. Możemy ją włożyć do słoików i je pasteryzować albo przechowywać w lodówce.


niedziela, 3 sierpnia 2014

Kaszotto jaglane z bobem

Kiedy bób pojawia się na straganach, nasza dobra koleżanka szaleje. Jej szaleństwo czasem studzą ceny pierwszych torebek z bobem - w tym roku zaczęło się od 22 złotych za pół kilograma! Kiedy cena wydaje się bardziej przyjazna, Aga nie przestaje jeść bobu. Nie żeby przestawała zimą... Zimą przychodzi jej w sukurs bób mrożony, który w trudne zimowe wieczory daje nadzieję na urodzajne lato. Co jednak, kiedy sam bób z dużą ilością soli się przeje? Można zrobić pastę z bobu o której często mówimy bummus. Można pójść kroczek dalej i szukać inspiracji marokańskich.
Kaszotto jaglane z bobem przypomina nieco tagine - pewnie ze względu na korę cynamonu, mieloną kolendrę, kumin i cytrynę, obowiązkowo ze skórką. Kaszotto to bardziej umowna nazwa niż prawdziwa inspiracja risotto. Robiąc risotto, bulion dolewamy stopniowo. Tutaj, możemy wlać wszystko od razu i uzupełnić w miarę potrzeby. Bardzo je lubimy ze względu na te smaki - słodki pomidor, delikatnie ostry cynamon, kwaśna cytryna i gorzka skórka. Poza tym, jest to kolejny sposób na przemycenie niezrównanie zdrowej jaglanki, którą czasem jemy na śniadanie, na obiad dużo rzadziej.



Czas przygotowania: 1 godzina
Liczba porcji: 4

Składniki:
250 g kaszy jaglanej
2 pory
3 pomidory
2 ząbki czosnku
3 łyżki oleju
1 łyżeczka mielonej kolendry
1/2 łyżeczki mielonego kuminu
1 laska cynamonu
500 ml bulionu warzywnego (lub wody)
300 g bobu
1/2 cytryny
sól
4 łyżki posiekanego kopru

Cytrynę dokładnie myjemy i kroimy w cienkie plasterki (ze skórą). Każdy plasterek nacieramy ok. 1/2 łyżeczki soli. Plasterki układamy w stosik i wstawiamy do lodówki.
Na palnik stawiamy garnek z wodą w której będziemy gotować bób. Doprowadzamy ją do wrzenia Pory, pomidory i bób dokładnie myjemy. Pory kroimy w cienkie plasterki. Pomidory przekrawamy na 4 części, pozbywamy się gniazd nasiennych, a miąższ kroimy w kostkę. 
Wodę do gotowania bobu solimy tak, by miała smak wody morskiej. Wrzucamy bób i gotujemy 3 minuty. Odcedzamy i pozbywamy się błonek.
Na patelni rozgrzewamy olej, wrzucamy pory i smażymy mieszając ok. 5 minut, aż zmiękną. Dodajemy posiekane pomidory, posiekany czosnek, kolendrę, kumin, cynamon. Smażymy 2 minuty ciągle mieszając. Dodajemy kaszę jaglaną i bulion. Gotujemy 10 minut. 
W międzyczasie drobno siekamy cytrynę i dodajemy ją do kaszy i bulionu. Po 3 minutach dodajemy bób i gotujemy, aż kasza będzie miękka. 
Uwaga! Jeśli kasza ciągle jest delikatnie twarda, a na patelni brakuje wody/bulionu, po prostu dolejmy 1/2 szklanki wody. Jak kasza "wypiję" wodę, sprawdźmy jeszcze raz czy nie jest dobra.
Do ugotowanego kaszotto dodajemy posiekany koperek zostawiając odrobię do dekoracji. Voila! 


niedziela, 11 sierpnia 2013

Lemon curd czyli krem cytrynowy

Lemon curd to krem cytrynowy na bazie jajek i masła. Nie wymaga wielkich kompetencji cukierniczych, a jedynie uwagi. Po prostu, trzeba mieszać krem dopóki zgęstnieje, a potem szybko przelać do słoiczka lub miseczki. Nie można go zostawić w gorącym garnuszku, bo jajka zaczną się ścinać i zamiast kremu idealnie gładkiego, jednolicie żółtego, otrzymamy żółty krem z białawymi farfoclami. Ten przepis jest wypadkową kilku przepisów znalezionych na blogach, a przypisywanych Nigelli. Jest idealny jako dodatek do drożdżówek, sernika, ciasteczek, tart, naleśników. Nie można go jednak długo trzymać w lodówce, bo nadzwyczajnie lubi przywłaszczać sobie zapachy lodówkowych sąsiadów. Słoiczek lemon curd w Marks&Spencer kosztuje 11 złotych. Możecie więc go kupić, jest zacny. Ale możecie oszczędzić i zrobić go sami.


Czas przygotowania: 7 minut

Składniki:
3 jajka
3/4 szklanki świeżego soku z cytryny
1/3 szklanki cukru
4 łyżki masła

Z cytryn wyciskamy sok, wlewamy do rondelka, dodajemy cukier, masło. Jajka roztrzepujemy w miseczce, dodajemy do garnuszka. Cały czas mieszając podgrzewamy masę na małym ogniu, a kiedy pojawią się na jej powierzchni bąbelki gotujemy ciągle mieszając  kolejne 5 minut. Gęsty krem wlewamy do czystego słoiczka. Studzimy i wykorzystujemy wedle potrzeb i uznania.

niedziela, 7 lipca 2013

Słoneczny napój z cytrusów

Ostatnio ktoś nam powiedział, że na naszym blogu ciągle tylko jedzenie i jedzenie. Nic do picia. Nie piszemy o napojach zbyt często, bo najczęściej pijemy do bólu konwencjonalną wodę niegazowaną, na którą przepisu nie trzeba podawać. Ale pora roku zobowiązuje do przyjmowania różnych płynów. A więc podejmujemy wyzwanie i proponujemy nasz ulubiony upgrade klasycznej lemoniady. Używamy do niego zwykle soku z pomarańczy, cytryny i grapefruita. Kiedy mamy ochotę na coś słodszego, pomarańcze zastępujemy klementynkami, a cytryny i grapefruity dodajemy w ilości symbolicznej. Wodę niegazowaną można zastąpić wodą lekko gazowaną - taki lubimy najbardziej!



Czas przygotowania: 10 minut

Składniki:
3 pomarańcze
1/2 grapefruita
1/2 cytryny 
750 ml wody niegazowanej lub lekko gazowanej

Ze wszystkich owoców wyciskamy sok. Mieszamy go ze schłodzoną wodą i serwujemy. Jeśli lubimy, możemy do dzbanka dorzucić też drobinki miąższu, które zostały na ściankach wyciskarki.

poniedziałek, 6 maja 2013

Tarta cytrynowa z bezikami

Przychodzi taki dzień, w którym uświadamiamy sobie, że "chodzenie na skróty", które zwykle praktykujemy, przynosi jednak pewne straty. Nie inaczej jest z pieczeniem. Korzystając z niewielkich nadwyżek czasu w długi weekend sprawdziliśmy, dlaczego czasem warto spędzić 2 minuty dłużej na przygotowaniach tart.
Po pierwsze, wszystkie przepisy na wypieki zawsze radzą, żeby formę wysmarować masłem i wysypać mąką, której nadmiaru należy się pozbyć. Przyznajemy się - czasami ten krok omijamy albo pośpiesznie smarujemy formę olejem. Potem okazuje się, że ciasto nie wychodzi z formy, albo wychodzi połamane, albo przykleja się tak mocno, że tę formę trudno odmyć. Komu się chce wysypywać formę mąką...
Po drugie, większość przepisów na tarty mówi, żeby schłodzone kruche ciasto wywałkować na blacie, a potem przełożyć okrągły kawałek ciasta równej grubości bezpośrednio do formy, brzegi przycisnąć i w ten sposób je wyrównać. Kto tak robi na co dzień? My zazwyczaj swoje spody po prostu wyklejamy - odkrywamy kawałek ciasta i wciskamy go w formę palcami, potem szybko sztukujemy brzeg - raz jest grubszy, raz cieńszy. Zazwyczaj wszystko wychodzi całkiem znośnie, choć brzegi są jakieś nierówne, a po przekrojeniu okazuje się, że w jednym miejscu spód przypomina bibułę, a w drugim ukrojoną "na dwa palce" pajdę chleba. Taki klasyczny przypadek kuchennej chałtury, który - całe szczęście - przykrywa nadzienie.
Tym razem zrobiliśmy wszystko tak, jak radzi Martha Stewart, Nigella Lawson, Jamie Oliver, Pierre Herme i wszyscy święci cukiernictwa. Formę natłuściliśmy, obsypaliśmy mąką, ciasto wywałkowaliśmy prawie na idealne koło (a nadmiaru się pozbyliśmy i nie przyklejaliśmy go na siłę), zrobiliśmy dobry krem bez grudek i cierpliwie czekaliśmy, aż tarta ostygnie. Opłacało się, tak jak się opłaca niespiesznie rozmawiać, leniwie pić kawę i czytać zwracając uwagę na każde słowo. Mieliśmy przyjemność z przygotowania, ze sprzątania, z czekania i jedzenia. Choć jednak w jednej kwestii poszliśmy na skróty, ujawniając naszą prawdziwą naturę i pokornie przyznając się do niedostatków naszego piekarnika: bezy na wierzchu są kupione. Smacznego!


Czas przygotowania:
30 minut
Czas pieczenia: 15 minut +30 minut

Składniki:
100 g zimnego masła
2 szklanki mąki pszennej
5 łyżek cukru
1 jajko
5 łyżek lodowatej wody
3 jajka
1 żółtko
250 ml śmietanki 30%
1/2 szklanki soku z cytryn
skórka otarta z 2 cytryn
12 płaskich łyżek cukru
8 dużych bezików

Mąkę i cukier mieszamy, dodajemy jajko. 1 łyżkę masła zostawiamy do wysmarowania formy, a pozostałe masło siekamy, mieszamy z mąką, cukrem i wodą, aż powstanie jednolita masa. Formujemy z niej kulę, zawijamy w folię spożywczą i wkładamy do lodówki na 30 minut.
Piekarnik nagrzewamy do 180 stopni Celsjusza. Formę na tartę smarujemy masłem i delikatnie obsypujemy mąką pozbywając się jej nadmiaru (do wysmarowanej masłem formy wsypujemy mąkę i przekręcamy formą tak, by cała pokryła się mąką, pozostałą mąkę wysypujemy). Ciasto wyjmujemy z lodówki i wałkujemy w okrąg o średnicy 3 cm większej niż średnica formy. Przekładamy do formy, wyrównując brzegi, nakłuwamy widelcem i wstawiamy do piekarnika na 15 minut. 
Kiedy spód jest w piekarniku, przygotowujemy krem. 2 cytryny przelewamy wrzątkiem, na tarce o najdrobniejszych oczkach ścieramy z nich skórkę (tylko żółtą część), z reszty wyciskamy sok (u nas pół szklanki soku nazbierało się z 3 cytryn). W miseczce mieszamy widelcem skórkę z cytryny, śmietankę, cukier, jajka i żółtko, aż powstanie jednolita masa. Dodajemy sok z cytryny, mieszamy. Otwieramy piekarnik, ostrożnie wysuwamy blaszkę i na upieczony spód wlewamy masę cytrynową. Zamykamy piekarnik i pieczemy 20-30 minut. Krem trzeba uznać za ścięty jeśli nie jest już płynem, ale przy potrząśnięciu drży jak budyń. Wtedy czas jest wyjąć tartę z piekarnika. Gotową tartę studzimy, najlepiej wstawić ją do lodówki na kilka godzin. Przed podaniem obsypujemy pokruszonymi bezikami.

niedziela, 24 marca 2013

Sernikowo-czekoladowe batoniki

Czekoladowy spód z herbatników i cytrynowa masa z mascarpone - brzmi wspaniale? To są najprostsze na świecie sernikowo-czekoladowe batoniki, które mają wiele wspólnego z sernikiem na zimno. W ogóle, można je spokojnie nazwać sernikiem na zimno na czekoladowym spodzie. Dzięki mascarpone deser jest niesamowicie delikatny i kremowy, ani trochę mdły - to zasługa soku z cytryny. Początkowo ciemny spód może wydawać się zbyt twardy, ale po 12 godzinach w lodówce mięknie nieco i idealnie komponuje się z białą warstwą. Informacja dla niecierpliwych: deser jest oczywiście gotowy już po 2 godzinach, ale warto poczekać. 


Czas przygotowania: 30 minut
Czas oczekiwania: min. 2 godziny

Składniki:
100g gorzkiej czekolady 
20 g masła
1 opakowanie herbatników (Petit Beurre)
8 łyżek soku z cytryny
10 łyżek cukru
100 ml śmietanki 30%
3 łyżeczki żelatyny
250 g mascarpone

Blaszkę na tartę wyściełamy folią spożywczą tak, by jej krańce mocno wystawały poza formę. Herbatniki kruszymy i wsypujemy do malaksera. Do garnuszka wkładamy czekoladę połamaną na kawałki i masło, garnuszek stawiamy na drugim garnku wypełnionym wrzącą wodą. Podgrzewamy w kąpieli wodnej, aż czekolada się rozpuści. Gorącą czekoladę wlewamy do malaksera i miksujemy z herbatnikami do uzyskania jednolitej masy. Gotową masą wykładamy dno formy i wyrównujemy ją wilgotnym nożem lub wilgotnymi dłońmi tak, by spód był możliwie jak najrówniejszy. Wstawiamy do lodówki.
Od razu zaczynamy przygotowywać warstwę sernikowo-cytrynową. Wyciskamy sok z cytryny, wlewamy go do garnuszka, dodajemy cukier, śmietankę i doprowadzamy do wrzenia. Zdejmujemy z ognia, wsypujemy żelatynę i energicznie mieszamy do jej całkowitego rozpuszczenia. Odstawiamy na kilka minut, by masa delikatnie ostygła (gdy będziemy sprawdzać temperaturę palcem, nie powinna parzyć). Do delikatnie ostudzonej masy dodajemy mascarpone i ubijamy mikserem do uzyskania jednolitej masy. Formę z czekoladowym spodem wyjmujemy z lodówki i wlewamy na jej powierzchnię gotową masę cytrynową, wygładzamy nożem, wstawiamy do lodówki. Krajanka jest gotowa po 2 godzinach, ale najlepiej smakuje po dwunastu, czyli - w praktyce - następnego dnia. Deser przechowujemy w lodówce.