Pokazywanie postów oznaczonych etykietą śniadanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą śniadanie. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 30 września 2018

Pieczona pita i warzywa, czyli ulubiona śniadaniówka naszych dzieci

Nigdy nie przyszło nam do głowy, że w taki prosty sposób możemy zachęcić dzieci do jedzenia warzyw. Ręce to słowo klucz.


Pewnego dnia dostaliśmy ze szkoły wiadomość. Nauczyciele prosili, żeby rodzice przyjrzeli się śniadaniówkom dzieci. Delikatnie sugerowali, że niektóre dzieci dostają rzeczy, których nie lubią i są przez cały dzień głodne. Zachęcali do rozmowy z dziećmi, sporządzenia listy ulubionych smaków i przygotowania takiej śniadaniówki, którą spokojnie można zjeść palcami. Wśród pomysłów był hummus z warzywami i serek. Poszliśmy za tym tropem. Zapakowaliśmy im do szkoły hummus, pokroiliśmy warzywa i dorzuciliśmy kilka pełnoziarnistych krakersów. Do domu wrócił hummus, który ewidentnie był słabym ogniwem śniadaniówki. Kilka dni później nie mieliśmy w lodówce prawie niczego oprócz światła. Wieczorem lał deszcz, więc naprawdę nie mieliśmy ochoty wychodzić po zakupy. Wtedy też upiekliśmy kawałki pity, bo dzieci lubią chrupiące pieczywo. Pokroiliśmy w paski warzywa (potem dowiedzieliśmy się, że tylko czerwona papryka jest jadalna). Do małego pojemniczka daliśmy serek typu philadephia. Adam sugerował dodatnie masła orzechowego lub tahiny. Tak byłoby pewnie smaczniej. Jednak jedno dziecko w klasie ma koszmarną alergię na orzeszki ziemne i nikt nawet nie próbuje ich przynosić do szkoły.

Popołudniu zobaczyliśmy puste śniadaniówki. Usłyszeliśmy też, że to było najlepsze drugie śniadanie. Bo super kolorowe, bo chrupało, bo można było bezkarnie oblizywać palce. Warzywami można się też było podzielić i wymieniać (zielona papryka za czerwoną...)

Nam w tej śniadaniówce najbardziej jednak smakowała pita. Jest inna niż zwykłe krakersy czy pieczywo ryżowe. Upieczona, doskonale nadaje się do serków, past, hummusów i świeżych warzyw. Nie mięknie tak łatwo, a to ogromna zaleta kiedy trzeba ją przechowywać z marchewkami i ogórkami. Warzywa koniecznie krojcie w cienkie paski lub małe kawałki. Ładniej wyglądają i dzieciom smakują znacznie bardziej niż np. pół marchewki. Takie paseczki łatwiej też zanurzyć w serku. Ze względu na dobro otoczenia nie próbujcie do śniadaniówek wkładać pieczonych buraków (zwykle spadają na jakieś jasne spodnie kolegi).

Wpis powstał we współpracy z Cisowianką i restauracją Water&Wine. 


Czas przygotowania: 20 minut

Składniki na 1 porcję:

1 pita
1 łyżka oliwy z oliwek
1 marchewka
1/2 papryki
1/2 ogórka świeżego
2 łyżki serka typu philadephia 
ew. 1 łyżeczka masła orzechowego lub tahiny

1. Pitę kroimy w trójkąty, smarujemy oliwą z oliwek i pieczemy ok. 5 minut w 200 stopniach Celsjusza.

2. Pitę studzimy.

3. Warzywa myjemy i kroimy w paseczki.

4. Jeśli możemy i chcemy, serek mieszamy z masłem orzechowym lub tahiną i przekładamy do pojemnika.

sobota, 28 lipca 2018

Plackodzianki, czyli jagodowe placki piknikowe

Masz straszną ochotę na jagodzianki hojnie wypełnione świeżymi jagodami, kupujesz jedną w cukierni i okazuje się, że zamiast jagód ma w środku zwyczajny dżem. Wtedy planujesz już ten moment, kiedy upieczesz własne bułeczki, ale znowu nie masz czasu. Mamy na to sposób. 



Plackodzianki to mariaż jagodzianki z plackami. Od zwykłych placków różnią się niewielkim dodatkiem drożdży, przez co są bardzo puszyste. Jagód w nich jest sporo. Każdy kęs to po prostu mikro-jagodzianka. Robi się je szybciutko, więc są dobrą opcją na śniadanie czy drugie śniadanie. Pięknie farbują zęby i palce, więc efekt jagodziankowy jest! 

Plackodzianki świetnie smakują z cukrem pudrem albo syropem klonowym. Bitą śmietaną też nie pogardzą, chociaż przy tych temperaturach nie ryzykowałabym. Ciepłe są pyszne, ale mnie bardziej smakują ostudzone. Są wtedy naprawdę jak malutkie bułeczki drożdżowe. Ostudzone jagody są też mniej wybuchowe. Dzięki temu ryzyko jagodowych pamiątek na ubraniach maleje. 

Przepis powstał z inspiracji resturacją Water and Wine wokół której rośnie moc dzikich owoców. Szef kuchni Marek Flisiński czaruje z nich dania niespodziewane. Z pewnością z jagód zrobiłby jakiś niesamowity chłodnik albo deser, który zachwycałby smakiem i fakturami. Water and Wine to piękne miejsce, a latem tym cudowniejsze, że natura sama pcha się do kuchni.


Czas przygotowania: 30 minut
Liczba porcji: 4

Składniki: 

2 łyżeczki suchych drożdży 
1 łyżeczka cukru
1/2 szklanki ciepłego mleka
2 szklanki mąki tortowej
1/2 szklanki mąki pełnoziarnistej 
1 łyżeczka proszku do pieczenia
2 szklanki maślanki
2 jajka
1 łyżeczka ekstraktu waniliowego 
1 1/2 szklanki świeżych jagód

1. Drożdże mieszamy z cukrem i ciepłym mlekiem. Odstawiamy na 5 minut.

2. Do drożdży dodajemy pozostałe składniki, oprócz jagód - mąkę tortową i pełnoziarnistą, proszek do pieczenia, maślankę, jajka i ekstrakt waniliowy. Mieszamy łyżką do powstania jednolitej masy.

3. Miseczkę z masą przykrywamy czystą ścierką i odstawiamy w ciepłe miejsce na 15 minut.

4. Jagody myjemy i suszymy.

5. Do wyrośniętej masy dodajemy jagody i delikatnie mieszamy. 

6. Placuszki smażymy na gorącym oleju, aż się zezłocą z obu stron. Podajemy z cukrem pudrem, 
syropem klonowym lub bitą śmietaną. 


czwartek, 12 lipca 2018

SPA Bończa, czyli takiego gotowania jeszcze nie było

W Bończy świat się kończy, mówi przysłowie. Autor przysłowia ewidentnie nie był tam, gdzie życie zaczyna się po czterdziestce.



Bończa to wieś niedaleko Warki. Wokół same sady, jabłka, czereśnie i zieloności. Wieś liczy kilkanaście domów. Jaki macie obraz takiej wsi i jej mieszkańców? Kościół, dom, obiad, wnuki? Żebyście się  nie zdziwili!

W Bończy wita nas pani sołtys. Mówi o sobie sołtys, bo nie lubi żeńskich form. Wokół niej kilka młodych kobiet z jajami – sypią dowcipami, karmią pesto z pokrzywy, pokazują profesjonalny film o Bończy i ich planach. Otwierają przepastną szafę w której jest milion słoików – musztarda piekielnica, słodka laska (truskawki z wanilią), sławetne pesto. Wszystko w takich samych słoikach z pięknymi etykietami. Made with Love in Bończa. Mam nadzieję, że niedługo takie słoiki będzie można kupić. Smakują miłością!



Wszystko dzieje się w świetlicy z piękną kuchnią, szafami, stołem do tenisa stołowego i … hipsterskim napisem Bończa. Plac zabaw? Asfalt? Jarmark? Wszystko tu jest. Chwilę później panie porywają dzieci na piracki statek, który zwiedza Szkółkę Owocową Bończa.  My zostajemy w SPA Bończa. 

SPA czyli Seniorzy Preferują Aktywność. Po staremu – Koło Gospodyń Wiejskich. „I żebyście się mieszczuchy nie przebierały za gospodynie wiejskie, bo nie ma co się lansować na wieś”, mówi jedna z nich. Panie spotykają się co tydzień wieczorem – rozmawiają, gotują, dzielą się radami (np. gdzie jest najlepsze sushi). Robimy szare kluski (tak się mówi na Podlasiu) czyli pyzy i racuchy drożdżowe. Ja, jako Drożdżowa Baba, jestem w zespole racuchowym. Ale wcześniej karnie trę ziemniaki. W trakcie tarcia mówię paniom, że moi rodzice to mają taką ruską maszynkę. I wtedy słyszę „kochana, my to wszystko robimy w thermomixie. Dzisiaj tylko tak tradycyjnie”. Moje wszystkie wyobrażenia o wsi i kole gospodyń wiejskich rozpadają się jak domek z kart i czuję się z tym cudownie.


Dowiaduję się, że kobieta w sadzie robi wszystko, że wielopokoleniowe domy są cudowne chociaż trudno na początku podzielić się obowiązkami (bo ojciec to kocha kotlety, a synowa chciałaby tak delikatniej z dietą), że raz na jakiś czas fajnie wyskoczyć do miasta na sushi czy ramen, że kolendra to w ziarenkach, ale raczej nie natka, że trudno jest pogodzić się z myślą, że dzieci nie chcą być sadownikami, że na wsi nie ma nudy bo jest tyle do zrobienia i przegadania. Widać, że panie znają się jak łyse konie i są po prostu ze sobą zżyte. Ale widać coś jeszcze: energię, chęć uczenia się, głód świata.

Ze Szkółki Owocowej dzieciaki wracają szczęśliwe i głodne. Opowiadają o 320 kg jabłek, które mieszczą się w skrzynio-palecie, o drzewach rosnących gęsto, o soku tłoczonym, o pszczołach, o wrześniowym rejwachu w sadzie. Szkółka Owocowa to dla nich jedna z najlepszych przygód w jabłkowym życiu. Jeśli macie dzieci w wieku szkolnym to idealny pomysł na jednodniową wycieczkę z Warszawy i okolic. Szkółka należy do Wareckiego Szlaku Jabłkowego.


A racuchy? Przepis teściowej – najlepszy na świecie. Są miękkie, delikatne, puszyste. Nie wolno żałować im tłuszczu – muszą swodobnie się w nim poruszać. Jeśli dodamy do ciasta kapkę spirytusu, placki tłuszczu nie wypiją. Zróbcie koniecznie (możecie tylko robić czasem z połowy porcji, bo kilogram to za dużo nawet dla 5 osobowej rodziny).


Składniki: 

1 kg mąki pszennej
1 litr mleka
5 dkg drożdży
1 łyżka cukru
2 całe jajka
3 żółtka
aromat waniliowy 

1. Mleko podgrzewamy, aż będzie ciepłe. Odmierzamy ¼ kubka. Resztę wlewamy do miski w której będzie wyrastało racuchowe ciasto.

2. Do mleka w kubeczku dodajemy drożdże i cukier. Mieszamy dokładnie. Czekamy, aż drożdże ruszą (czyli się delikatnie spienią).

3. Do dużej miski dodajemy pozostałe składniki. Mieszamy dokładnie ciasto.

4. Jednolite ciasto przykrywamy czystą ściereczką i pozostawiamy w ciepłym miejscu do podwojenia objętości.

5. Placki smażymy na dobrze rozgrzanym tłuszczu, który wypełnia około 2 cm patelni (licząc od dna).

6. Placki nakładamy ostrożnie łyżką wcześniej zanurzoną w wodzie (dzięki temu ciasto się nie klei).

7. Smażymy z obu stron na złoto. Oprószamy cukrem pudrem.


środa, 9 maja 2018

Hummus idealny - 3 sekretne składniki

Hummus to taki nowy twaróg. Można go dostać chyba wszędzie i każdy ma swoje ulubione dodatki. Jednak, bez porządnej podstawy dobry hummus nie istnieje. Jakie są te 3 magiczne składniki?


1. Soda 

Po obejrzeniu kilku odcinków programu z Magdą Gessler większość ludzi doskonale wie, że sody do gotowania ziemniaków się nie dodaje. Jednak ciecierzyca to inna historia. Przyznam, że najlepsze hummusy jakie jadłam były robione z suchej ciecierzycy. Takiej, która była namoczona na kilka godzin, a potem ugotowana. Problem? Skórka, którą czuć nawet po zmiksowaniu. Rozwiązanie? Szczypta sody. Na 400 g ciecierzycy wystarczy 1/2 łyżeczki sody, którą dodajemy już do wody do moczenia. 

Ciecierzycę gotujemy z sodą do miękkości i tym razem musi być to miękkość bezwzględna. Soda zmienia pH wody i dzięki temu lepiej sobie radzi ze skorupką. Taka mała ilość sody pomoże nam uzyskać idealnie gładki hummus, ale nie będzie jej czuć na języku.

2. Magiczna mieszanka przypraw 

Dobry hummus musi być chociaż delikatnie przyprawiony. Zwykle dodajemy do niego czosnek, sól i kumin. Czasem za'tar. Jednak najlepszy hummus jaki jedliśmy miał w składzie: kmin, ziarna kolendry, czarnuszkę i koper włoski. Wystarczy zemleć w młynku lub utrzeć w moździeżu 2 łyżeczki kuminu (czyli kminu rzymskiego), 1 łyżeczkę ziaren kolendry, 1/4 łyżeczki czarnuszki i 1/4 łyżeczki kopru włoskiego. Jeśli nie chce Wam się kupować tych przypraw oddzielnie to bardzo dobrze w hummusie sprawdza się ekologiczna mieszanka do dań wegetariańskich z Darów Natury.


3. Olej sezamowy i dobre tahini

Olej sezamowy dodany do hummusu pod koniec blendowania dodaje mu niesamowitej głębi. Nagle okazuje się, że hummus nie jest tylko miłym gospodarzem dla wszystkich dodatków, ale gra pierwsze skrzypce.

Tahini to inaczej pasta sezamowa. Im lepsza pasta sezamowa, tym lepszy hummus. Tahina musi być bez problemu wyczuwalna w hummusie. Dlatego warto kupić jakąś porządną - nasza ulubiona to Maslove. 200 g tahini dodajemy do 400 g ugotowanej ciecierzycy. Wydaje się, że to bardzo dużo? Spróbujcie dodać mniej i przekonacie się, że tahina ma znaczenie.


Wersja dla zapracowanych mówi o hummusie z ciecierzycy z puszki. Zdarzało nam się robić i jeść taki hummus. Zdecydowanie nie jest idealny. Chociaż w mocno zapracowane popołudnie ratował nas przed śmiercią głodową.



Czas przygotowania: 20 minut
Czas oczekiwania: 9 godzin

Składniki:
400 g ciecierzycy
200 g tahini
1/2 szklanki wody
3 ząbki czosnku
4 łyżki soku z cytryny
2 łyżeczki kuminu
1 łyżeczka ziaren kolendry
1/4 łyżeczki czarnuszki
1/4 łyżeczki kopru włoskiego
sól
3 łyżki oleju sezamowego 
5 łyżek oliwy z oliwek

1. Ciecierzycę wrzucamy do garnka i zalewamy wodą tak, by było jej dwa razy więcej niż ciecierzycy. Dodajemy sodę. Mieszamy. Odstawiamy na 8 godzin.

2. Na małym ogniu gotujemy ciecierzycę do miękkości (musi być bardzo miękka).

3. Do misy blendera wrzucamy ciecierzycę, dodajemy tahini, wodę, zmiażdżone ząbki czosnku, sok z cytryny, przyprawy i szczyptę soli. Miksujemy do uzyskania gładkiej masy. Wersja dla użytkowników TM: miksujemy na prędkości 10 przez 1 minutę.

4. Do hummusu dodajemy olej sezamowy i miksujemy jeszcze chwilę. Użytkownicy TM: obroty 7, czas 10 sekund.

5. Gotowy hummus przekładamy do naczynia i skrapiamy oliwą z oliwek. Przechowujemy w lodówce. Podajemy z granatem, kolendrą i pitą. Albo łyżeczką.



poniedziałek, 30 kwietnia 2018

Sałatka ziemniaczana ze szparagami na lunch

Jeśli na przygotowanie lunchu masz tylko pół godziny to mamy dla Ciebie dobrą wiadomość: co dwa tygodnie znajdziesz na naszym blogu inspiracje na pyszne i proste jedzenie. 


Zaczniemy od wyjaśnienia. Bardzo lubimy dobre jedzenie. To widać na blogu. Przygotowanie posiłków wymaga jednak kilku rzeczy: czasu, produktów i pomysłu. Jesteśmy zupełnie normalnymi ludźmi. Zdarza nam się mieć ogromnego lenia albo światło w lodówce. Czasem jedyną motywacją do zjedzenia czegoś porządnego są dzieci. Trzeba im dać do szkoły coś pożywnego i atrakcyjnego (smak dla ośmiolatka to nie wszystko). Dzięki nim jemy całkiem dobrze. Czasem jednak brakuje nam pomysłów na nowe dania. Nowe, ale proste, przyjemne i dające się włożyć w pudełko. Stąd pomysł na cykl przepisów "lunchbox w pół godziny". Raz będzie to lunchbox bardziej dla dużych, a czasem dla młodszych. Nic nie stoi jednak na przeszkodzie, żeby dorośli inspirowali się śniadaniami dla dzieci, a dzieciom przygotowywali "dorosłe lunche".Naszym partnerem jest Cisowianka. Restauracja Water&Wine z jej ogrodem, które znajdują się na terenie rozlewni Cisowianki, będą naszą naturalną inspiracją. 

Sałatka ziemniaczana to bardzo wdzięczny temat. Ma wiele zalet: ziemniaki są niesamowitym źródłem błonnika, ich delikatny smak pozwala na dowolną zabawę dodatkami. Poza tym, ziemniaki są wszechobecne i niesamowicie różnorodne. Pisaliśmy już o typach ziemniaków.  Do sałatki ziemniaczanej idealne są ziemniaki typu A - takie, które się nie rozpadają, dają się pokroić. Szukajcie odmian Accent, Anuschka, Albina, Belana, Bellinda, Cykada, Frezja, Regina. Gotując te ziemniaki musicie jednak coś wiedzieć: one nigdy nie będą bardzo miękkie. Gotujemy je około 15-20 minut do momentu w którym możemy swobodnie wbić w nie widelec. 

 Z ziemi wystają już pięknie zielone szparagowe główki. Wystarczy je ugotować w lekko osolonej wodzie i przelać zimną wodą. Kwietniowie temperatury mocno nas rozpieszczają. Baliśmy się nieco sosu na bazie jogurtu greckiego, chociaż ten pasowałby tutaj idealnie. Dlatego zdecydowaliśmy się na prawie klasyczny winegret z syropem klonowym. 

Sałatka lubi się z plastikowym pojemnikiem, plecakiem, torbą, biurkiem, stolikiem w firmowej kuchni, ale też kocem piknikowym i ławką w parku. Smacznego! 


Czas przygotowania: 30 minut

Składniki:

2 ziemniaki
6 szparagów
3 rzodkiewki
1 łyżka szczypioru (można pominąć, jeśli ktoś boi się ostrych zapachów)

sos:
1 łyżka octu jabłkowego
3 łyżki oleju rzepakowego
1 łyżeczka syropu klonowego lub płynnego miodu
1 łyżeczka musztardy

1. Ziemniaki obieramy. Gotujemy je w lekko osolonej wodzie (jeśli woda ma smak wody morskiej to znaczy, że jest idealnie) do miękkości - około 15-20 minut. Ziemniaki wyciągamy, ale nie wylewamy wody! 

2. W czasie kiedy gotują się ziemniaki przygotowujemy szparagi. Myjemy je. Odcinamy zgubiałą końcówkę. Kroimy je w kawałki długości 4-5 cm. Wrzucamy do wody po ziemniakach i gotujemy 3 minuty. 

3. Szparagi odcedzamy i zalewamy zimną wodą. 

4. Ziemniaki kroimy w dużą kostkę. Rzodkiewki kroimy w półplasterki. Szczypior siekamy. 

5. Do miseczki wlewamy składaniki sosu i mieszamy widelcem lub trzepaczką, aż powstanie gęsty sos. 

6. Sos mieszamy z warzywami. Wszystko przekładamy do pudełka.


środa, 10 maja 2017

Aebleskiver czyli duńskie placko-kuleczki

Kiedy pierwszy raz zobaczyłam patelnię z dziurami nie byłam pewna do czego służy. Potem zobaczyłam nazwę, której nie potrafiłam poprawnie wymówić. W końcu użyłam jej i wyszły z tego najpyszniejsze śniadaniowe kulki w historii. 

Aebleskiver to puszyste placuszki w kształcie kulek. Tak naprawdę, nazwa oznacza jabłka w cieście. W Danii placuszki czasem nadziewa się konfiturą, czekoladą lub świeżymi owocami. Najczęściej jednak smaży się po prostu kuleczki bez nadzienia, a dodatki podaje obok. Tak jest znacznie prościej. Serwuje się je zawsze w bożonarodzeniowy poranek.  

Smażenie tych kuleczek wymaga nieco zachodu. Najpierw trzeba rozgrzać patelnię i masło. Każdą dziurkę wypełniamy masą. Kiedy placki usmażą się z jednej strony, trzeba je przewrócić. Jeśli jednak mamy ochotę je nadziewać to to jest moment, żeby je włożyć w kuleczkę. Nadzienie musi być odpowiednio zwarte, żeby od razu nam nie umknęło na patelnię. Dlatego dobrze się sprawdzają dżemy, kostki czekolady czy małe maliny. Placki przewracać najlepiej bambusowym patyczkiem do szaszłyków. I lepiej nie pomagać sobie ręką, bo patelnia jest naprawdę gorąca (sprawdziłam, niestety). 

Jeśli kiedyś wpadnie Wam w oko patelnia do aebleskiver to koniecznie ją kupcie. Okrągłe placki to fajne urozmaicenie weekednowych śniadań. Jeśli będziecie w Warszawie, to koniecznie spróbujcie ich w restauracji Nabo. Podają je z konfiturą i lodami. Są przepyszne! 


Czas przygotowania: 40 minut

Składniki: 
250 g mąki pszennej
1 /2 łyżeczki sody oczyszczonej
1 łyżeczka cukru waniliowego 
3 jajka
2 szklanki maślanki
50 g masła
plus masło do smażenia (100 g)



1. Mąkę, sodę i cukier waniliowy mieszamy. Odstawiamy.

2. 50 g masła rozpuszczamy i studzimy. Wlewamy do czystej miski. Dodajemy maślankę i mieszamy.

3. Białka oddzielamy od żółtek. Żółtka dodajemy do maślanki z masłem. Mieszamy.

4. Ubijamy pianę z białek.

5. Zawartość miski z mąką miksujemy z zawartością miski z maślanką. Wyłączamy mikser. Łyżką dodajemy białka i delikatnie mieszamy.

6. Patelnię stawiamy na ogniu. Do każdego otworu wkładamy odrobinę masła. Kiedy masło się rozpuści wypełniamy otworki masą do 3/4 wysokości. 

7. Smażymy, aż boki placuszków zrobią się złote - ok. 1,5 minuty. Patyczkiem delikatnie przewracamy kuleczki i smażymy, aż się zezłocą z drugiej strony. 

8. Powtarzamy do wyczepania masy. 
9. Podajemy z konfiturą, cukrem pudrem, bitą śmietaną, owocami.  



piątek, 17 marca 2017

Beghrir czyli marokańskie placuszki z miodem

Od pytania "czy kiedykolwiek to jadłaś" do momentu w którym stałam nad patelnią obserwując małe rosnące placuszki nie minęła godzina. W Maroko nigdy nie byłam, ale za to Maroko było dzisiaj u nas na stole. 

Beghrir to śniadaniowe placki drożdżowe, które pochodzą z Maroko. Wyglądają na talerzu jak zrobione z koronki. Ciasto  zawiera kaszę manną, więc podczas rośnięcia kasza utrzymuje tę misterną strukturę.  Dzięki tym malutkim dziurkom placki cudownie przesiąkają sosem miodowo-maślanym z którym się je podaje.

Ciasto na placki jest dość luźne. Na środek suchej rozgrzanej patelni trzeba wlać około 1/4 szklanki masy, pozwolić się jej rozlać i smażyć na średnim ogniu  około 3 minut. W trakcie smażenia na placku zaczną pojawiać się małe "kratery". Masa zacznie się ścinać i przestanie błyszczeć. To sygnał, że placek należy zdjąć z patelni. Placków nie przewracamy. Dlaczego? Wtedy błyskawicznie by się ścięły i wyschły. A tak mamy placek, który jest delikatnie wilgotny (ale bezpieczny, bo ścięty). Warto zatem ubroić się w dwie patelnie. Próbowaliśmy smażyć po kilka placków na raz. Niestety, masa jest rzadka i mocno się rozlewa. Placki wylewane tuż przy brzegu patelni nie mają ładnych okrągłych kształtów. Sprawdzałam też co się stanie, kiedy zagęścimy masę - możemy smażyć po kilka placków na raz, ale nie rosną tak ładnie, nie mają koronkowej struktury i smakują bardziej jak nasze racuszki. Jeśli więc chcemy spróbować tych prawdziwych marokańskich beghrir trzymajmy się przepisu.


Czas przygotowania: 10 minut (plus smażenie)
Czas oczekiwania: 20 minut 

Składniki:
20 g świeżych drożdży
1 łyżeczka cukru
1 2/3 szklanki ciepłego mleka
1 szklanka mąki pszennej
1 szklanka kaszy manny
2 łyżeczki proszku do pieczenia
2 jajka

sos:
6 łyżek miodu
3 łyżki masła
2 łyżki wody pomarańczowej 



1. Drożdże mieszamy z cukrem i ciepłym mlekiem. Odstawiamy na 5 minut.

2. Do drożdży dodajemy pozostałe składniki - mąkę, kaszę, proszek do pieczenia, jajka. Mieszamy łyżką do powstania jednolitej masy.

3. Miseczkę z masą przykrywamy czystą ścierką i odstawiamy w ciepłe miejsce na 20 minut.

4. Patelnię rozgrzewamy. Na sam środek wylewamy około 1/4 szklanki masy. Smażymy na średnim ogniu, aż wierzch przestanie być błyszczący, a spód się zarumieni - około 3 minut. Przekładamy na talerz.

5. W czasie, gdy smażymy naleśniki przygotowujemy sos. Do rondelka wrzucamy masło, miód. Podgrzewamy mieszając, aż masło i miód się połączą. Dodajemy wodę pomarańczową.

6. Gotowe placki serwujemy z miodowo-maślanym sosem.

niedziela, 30 października 2016

Zastanawiasz się co zrobić na śniadanie? Może gryczankę?

Kto powiedział, że poranne płatki muszą być nudne? Gryczanka z miodem gryczanym i dwójniakiem to propozycja na prawdziwie dekadencki poranek.

Zwykle na śniadanie jemy owsiankę albo jaglankę. Mieszamy je z owocami, orzechami, czasem parmezanem i pomidorami. Nie lubimy nudy.

Ostatnio jednak mieliśmy ochotę na coś zupełnie niecodziennego. Wyciągnęliśmy z szafki dwójniak, miód gryczany i postanowiliśmy dodać to wszystko do porannych płatków. (A. jest wielkim miłośnikiem miodów pitnych i mamy ich malutką kolekcję). Mieliśmy już dość jaglanki i owsianki, więc szukaliśmy bardziej kreatywnego rozwiązania. Zrobiliśmy gryczankę - płatki gryczane na wodzie z dodatkami. Jeśli ktoś lubi ten charakterystyczny melasowy posmak kaszy gryczanej, to gryczanka stanie się jego ulubionym porannym rytuałem. 

Śniadaniowa gryczanka zawiera odrobinę alkoholu, który nadaje jej delikatnie słodkiego smaku (ale wydaje nam się, że pod wpływem gorącej temperatury płatków szybciutko wyparowuje). Dlatego polecamy ją na długi jesienny poranek w dobrym towarzystwie. 

Wpis powstał we współpracy z Cisowianką. Zainspirowały nas smaki lubelszczyzny. Nic nie kojarzy się z tym regionem tak jak miodosytnictwo. 


Czas przygotowania: 10 minut
Liczba porcji: 2

Składniki:
8 łyżek płatków gryczanych
1 szklanka wody
2 łyżki miodu gryczanego
4 łyżki dwójniaka
1/4 szklanki orzechów włoskich 
1 łyżka miodu płynnego


1. Do rondelka wlewamy wodę i wsypujemy płatki. Gotujemy na małym ogniu, aż płatki zmiękną - około 5 minut.

2. Do gorących płatków dodajemy dwójniak i miód gryczany. Dokładnie mieszamy.

3. Gryczankę przekładamy do naczynek.

4. Orzechy mieszamy z płynnym miodem. Dekorujemy nimi gryczankę.


niedziela, 3 kwietnia 2016

Koktajle na drugie śniadanie - z marakują i acai

Od dłuższego czasu obserwujemy modę na koktajle i do tej pory zupełnie nie rozumieliśmy czym tu się zachwycać. 

Gdziekolwiek nie zajrzeliśmy, wszyscy pili koktajle i świeżo wyciskane soki. Oczywiście, nie mogły być to zwyczajne koktajle z mrożonych truskawek i mleka jakie znamy z dzieciństwa. Soki też nie mogły być wyciskane zwykłą sokowirówką. Zdrowe soki to tylko sokowirówka ślimakowa. Im więcej ich oglądaliśmy, tym mniej mieliśmy na nie ochotę. Do czasu.

Podczas wizyty u Kasi, autorki bloga Chillibite, piłam najlepszy koktajl świata. Miks owoców i ziaren skutecznie zburzył moje wszystkie uprzedzenia. Po kolei...

Po pierwsze, był to koktajl z czarnej porzeczki, której otwarcie nie znoszę od kiedy zatrułam się porzeczkowymi lodami z Zielonej Budki w wieku lat ośmiu. Po prostu, od ponad 20 lat na widok porzeczek, soku porzeczkowego, nektaru porzeczkowego i porzeczkowych powideł robiło mi się gorzej niż słabo. Po drugie, wyglądał zupełnie tak ładnie jak te wszystkie inne koktajle, którymi molestuje mnie facebook. Czyli zbyt idealnie, by mogło być dobrze. Po trzecie, w koktajlu było siemię lniane, które kojarzy mi się z mdłą papką na zgagę. Wszystko na nie. I tak bym trwała w swoim anty-koktajlowym okopie, gdyby nie ten zacny napój Kasi. Porzeczna z bananem, siemienem lnianym i płatkami owsianymi zamieniła się w cudownie gęsty, delikatnie słodki i sycący napój. Stworzony, żeby go pić na drugie śniadanie. Bo koktajl nie dość, że smakuje jak prawdziwy deser, to skutecznie zaspokaja głód na kilka godzin. Cudo!

zdjęcie: Vanessa 

Kiedy więc w naszej zamrażarce znalazły się mrożone musy z acai, papai, ananasa i marakui postanowiłam potwórzyć koktajl Kasi. Przepadłam absolutnie. Od dawna nie piłam, a może nie jadłam, czegoś tak pysznego i lekkiego. Z jednej strony nie czułam głodu, a z drugiej ciągle było mi zupełnie lekko i przyjemnie. Dlatego zakochana w gotowych mrożonych musach z Acaimania, które można kupić tutaj, polecam Wam dwa koktajle, które podbiły nasze serca i podniebienia. 

Jeden z nich to koktajl z acai z bananem, siemieniem lnianym, płatkami owsianymi i mlekiem ryżowym. Acai (czyt. assai) to jagoda pochodząca z tropikalnych lasów Amazonii. iąższ Acai jest wykorzystywany w tradycyjnej kuchni brazylijskiej. W Amazonii jest wręcz podstawą diety jej mieszkańców, stanowiąc wagowo do 42% pożywienia. Owoce Acai zawierają wyjątkowo dużą część antyoksydacyjnych antocyjanów, które zwalczają wolne rodniki i tym samym zapobiegają powstaniu wielu chorób - np. nowotworów i zawałów serca. Dodatkowo pozwalają zachować młodość i poprawiają ogólny stan organizmu. Owoce acai zawierają więcej antyoksydantów niż borówki i ciemne winogrona, a nawet żurawina – dotychczasowy rekordzista w tej dziedzinie! Do tego mają piękny głęboko purpurowy kolor. Zrobienie tego koktajlu zajęło mi ... 2 minuty. Aż 2 minuty, bo przez 1 minutę czekałam, aż płatki delikatnie zmiękną. 


Drugim koktajlem, który pomógł mi wstać o nieludzkiej porze (4:30 to naprawdę wcześnie!) jest koktajl zupełnie słoneczny - marakuja, pomarańcza, banan, płatki owsiane, siemię lniane i woda. Jest delikatnie kwaskowaty, ma cudowny kolor i tę nieco gęstą konsystencję. Naprawdę jego widok poprawia humor i pozwala się obudzić. Marakuja ma właściwości uspokajające i to pewnie dlatego tak dobrze działa na zmuszoną do porannego wstawania "sowę".  

Marakuja, czyli owoc pasji, to według niektórych teorii zakazany owoc, którym Ewa poczęstowała Adama. Marakuja  ma właściwości uspokajające, jest bogata w alkaloidy i flawonoidy, które mają działania relaksujące dla organizmu. Zawiera witaminę B1, B2, B3 i C oraz minerały takie jak wapń, żelazo i potas. Wskazana dla osób z wysokim ciśnieniem krwi. Ma żółty kolor i jest charakterystycznie kwaskowata. 

Płatki owsiane i siemię lniane ułatwiają trawienie i są fantastyczne dla osób mających problemy z żołądkiem. Chronią błonę śluzową żołądka. Spożywane regularnie zmniejszają objawy choroby wrzodowej. Oba składniki są zresztą bardzo pożywne. 


Koktajl acaico/banan

Składniki na 2 porcje:

1 opakowanie acaico
1/2 banana
1/2 szklanki mleka ryżowego
2 łyżki płatków owsianych
1 łyżka mielonego siemienia lnianego 
1/2 szklanki wrzątku

Do szklanki wsypujemy płatki owsiane i siemię lniane. Zalewamy wrzątkiem i odstawiamy na minutę. Do misy blendera wrzucamy acaico, banana, płatki owsiane z siemieniem, wlewamy mleko ryżowe. Wszystko miksujemy i już!


Koktajl marakuja/pomarańcza

Składniki na 2 porcje:
1 opakowanie musu marakuja
1 pomarańcza
1/2 szklanki wody
1/2 banana
2 łyżki płatków owsianych
1 łyżka mielonego siemienia lnianego 
1/2 szklanki wrzątku

Do szklanki wsypujemy płatki owsiane i siemię lniane. Zalewamy wrzątkiem i odstawiamy na minutę. Do misy blendera wrzucamy mus z marakui, obraną pomarańczę (z błonkami!), banana, płatki owsiane z siemieniem, wlewamy wodę. Wszystko miksujemy i gotowe!

czwartek, 21 stycznia 2016

Wieża z puszystych czekoladowych pancakes - na śniadanie idealne

Sobota rano to idealny moment na celebrowanie śniadania. Wszyscy są wyspani i głodni. Robienie zwykłych pancakes zaczęło wiać nudą, więc postanowiliśmy je trochę urozmaicić. Eksperymentowaliśmy z masą, bo bezkompromisowo chcieliśmy jeść placki puszyste i wyrośnięte.

Najpierw do masy dodaliśmy kakao, chociaż można je zastąpić białą mąką i otrzymać pyszne klasyczne placki. Masę do pancakes zmodyfikowaliśmy względem wersji codziennej. I tak: - maślanka zamiast mleka okazuje się nadawać plackom idealnej wilgotności; 
- rozpuszczone masło dodane do masy sprawia, że placki nabierają szlachetnego smaku, a pęcherzyki powietrza robią się nieco mniejsze; 
- zamiast 1 jajka warto dodać ich 2 lub 3 - placki robią się puszyste niczym biszkopty; 
- ilość sody oczyszczonej redukujemy do absolutnego minimum, tym samym pozbywając się jej dominującego smaku.


Placki układamy w stosik, smarujemy twarogiem od Ziembińskiego z cukrem pudrem, cynamonem i kardamonem, a potem dekorujemy granatem. My nasze placki podaliśmy też z konfiturą z dyni, cudownymi konfiturami jabłkowymi od Rajmana i powidłami śliwkowymi Krokusa bez dodatku cukru. I specjalnie piszemy o tym Ziembińskim, Rajmanie i o Krokusie. Przekonaliśmy się ostatnio jak wiele zmieniają dobre składniki, jak dużo radości wnoszą świetnej jakości przetwory, jak niewiele trzeba by poczuć się "dopieszczonym." Jeśli nie w sobotę, to może spróbujcie w Walentynki? 

Wpis powstał we współpracy z  Cisowianka - Gotujmy Zdrowo - Mniej Soli.


Czas przygotowania: 20 minut

Składniki:
1 szklanka mąki pszennej
5 łyżeczek kakao
1 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia 
1/4 łyżeczki sody oczyszczonej
1 1/4 szklianki maślanki
2 jajka
3 łyżki rozpuszczonego i ostudzonego masła

twarożek kardamonowo-cynamonowy
200 g twarogu (lubimy od Ziembińskiego i President)
2 łyżki cukru pudru
1 łyżeczka kardamonu
1 łyżeczka cynamonu


1. Do rondelka wkładamy masło i mieszając podgrzewamy do rozpuszczenia. Studzimy.
2. Do miski wlewamy maślankę, dodajemy jajka, ostudzone masło. Dokładnie mieszamy (widelcem lub rózgą).
3. W oddzielnej misce mieszamy mąkę, kakao, proszek do pieczenia i sodę oczyszczoną. 
4. Łączymy zawartość obu misek. Mieszamy składniki do momentu ich połączenia (w masie mogą być drobne grudki). 
5. Na rozgrzaną patelnię wlewamy czekoladową masę formując placki o średnicy około 7 cm (my używaliśmy miarki o pojemności 1/4 szklanki). 
6. Smażymy na wolnym ogniu czekając, aż na powierzchni placka pojawią się drobne bąbelki powietrza. Przewracamy i smażymy kolejną minutę. Powtarzamy do wyczerpania masy.
7. W czasie, kiedy smażą się placki, przygotujmy twarożek. Widelcem ucieramy wszystkie składniki na gładką masę. 
8. Gotowe placki układamy w stosik, smarujemy serkiem i dekorujemy granatem, orzechami, suszonymi owocami. 


środa, 18 listopada 2015

Jesienny sposób na śniadanie

Brakuje Ci energii na nowy dzień? Ciemne poranki nie zachęcają do wstawania? Spróbuj naszego szybkiego sposobu na jesień.

Ostatnio coraz częściej czujemy poranny brak energii. Kiedy wstajemy ciągle jest ciemno, a zegarek pokazuje, że znowu zaspaliśmy. Pewnie moglibyśmy wcześniej włączać budzik albo wcześniej kłaść się spać, ale żadna z tych rzeczy nam nie wychodzi.


Jakiś czas temu nasza przyjaciółka z bloga Zapas Czasu poprosiła nas o napisanie, jak można zmienić dietę, żeby przetrwać jesień. Pierwszą rzeczą, jaka przyszła nam do głowy było „zjedz porządne śniadanie”. W weekend mogą być to francuskie tosty z ulubionymi konfiturami czy angielskie kiełbaski z jajkami i tostami. W tygodniu, kiedy wstaniemy przed budzikiem możemy ugotować sobie owsiankę, jaglankę czy zrobić piękne kanapki. Ważne, żeby śniadanie było bogate w składniki zbożowe dzięki którym dłużej będziemy czuli się syci. Nasz organizm potrzebuje porannej dawki energii, żeby dobrze funkcjonować. 

Co zrobić, kiedy nie mamy tak dużo czasu? 

Można postarać się ze wszystkich sił zacząć dzień dobrze. Wystarczy połączyć produkt zbożowy, produkt mleczny, ulubiony owoc z ciepłym napojem i pyszne i zbilansowane śniadanie mamy gotowe. My proponujemy multitasking. Włączamy ekspres do kawy (lub wodę na herbatę), a chwilę później szybko obieramy jabłko i wrzucamy je do rondelka z odrobiną wody, przykrywamy rondelek i zostawiamy na małym ogniu. W międzyczasie pakujemy torbę, ubieramy się, robimy to, co każdy człowiek rano. 

Kiedy kawa jest gotowa, zaglądamy do rondelka w którym mamy pięknie ugotowane jabłko. Do jabłka dodajemy szczyptę cynamonu, kardamonu, gałki muszkatołowej i … czujemy jak nabieramy sił na nowy dzień. Nie znamy nikogo, kto nie lubiłby zapachu przypraw korzennych. Kojarzą się one ze spokojem, radością, wspaniałym świątecznym czasem. 

Jabłko przekładamy do miseczki razem z jogurtem naturalnym. Do filiżanki wlewamy kawę i do niej również dosypujemy nieco przypraw korzennych. Siadamy do stołu, na talerzyku układamy ciastka belVita tartinki z kremem o smaku mleczno-miodowym i czerpiemy garściami z pełnowartościowego, zbilansowanego śniadania. 

Wpis powstał we współpracy z belVita. 


Czas przygotowania: 5 minut

Składniki:
1 kawa lub herbata (najlepiej ze szczyptą przypraw korzennych)
1 jabłko
1 mały jogurt naturalny
¼ łyżeczki cynamonu
¼ łyżeczki kardamonu
¼ łyżeczki gałki muszkatołowej
3 ciastka belVita tartinki z kremem o smaku mleczno-miodowym

1. Zaparzamy kawę lub herbatę korzenną.

2. Obieramy jabłko i wkładamy je do rondelka. Zalewamy 1/3 szklanki wody i gotujemy na małym ogniu przez 5 minut. Dodajemy przyprawy korzenne i miksujemy.

3. Na dno miseczki lub słoiczka wlewamy mus jabłkowy, przykrywamy go jogurtem.

4. Podajemy z ciasteczkami i ulubionym gorącym napojem.

wtorek, 15 września 2015

Zapiekane jajka z kurkami w miodzie pitnym z suską sechlońską i oscypkiem

Kurki w miodzie pitnym, suska sechlońska i oscypek. Trio żywcem wyciągnięte z kompendium wiedzy o polskiej kuchni. Za każdym razem, kiedy odnajdujemy perełki polskiej kuchni to czujemy mały dreszczyk emocji. Polska kuchnia jest tak niejednolita i tak bogata. Są jednak dwie rzeczy, które mówią nam "to musi być polskie". Mamy poczucie, że tylko my z taką niebywałą gracją wszystko wędzimy i fermentujemy. Nie lubimy niejednoznaczności i nieokreślonych smaków, więc traktujemy nasze mięsa, sery i owoce dymem tak, by poczuć ich intensywność. A jak boimy się, że coś nie przetrzyma zimy, to po prostu zaczynamy kisić. W końcu fermentujemy nie tylko ogórki, kapustę i buraki, ale też ziemniaki, ziarna i miód. Bo z czego innego robi się w naszym kraju najlepsze trunki?
Opisujemy składniki tego śniadania, bo chcemy, żebyście tak jak my poczuli radość z odkrywania polskich składników.

Zostaliśmy zaproszeni przez PARP i Magazyn USTA do wzięcia udziału w konkursie, którego celem jest komponowanie przepisów z tradycyjnymi polskimi składnikami. Jeśli nasza propozycja śniadaniowa wydaje Wam się godna, zachęcamy to głosowania - wystarczy kliknąć w ten LINK.
Nagrodą dla blogerów jest wizyta studyjna we Włoszech. Dziękujemy za Wasze wsparcie!



Suska sechlońska to chyba najbardziej enigmatyczny składnik tego zestawu śniadaniowego. A suska to nic innego jak suszona i podwędzana śliwka z okolic Sechny w Małopolsce. Śliwki suszy się i podwędza dymem w temperaturze 40-60 stopni przez 3-4 dni. Gotowa śliwka jest mięsista, słodkawa i dymna. Dobrze sprawdza się jako dodatek do mięs i kapusty. Legenda głosi, że proboszcz Sechny w akcie pokuty nakazał grzesznym parafianom sadzić śliwy. Kiedy drzewa obradzały, ludzie pędzili śliwowicę. Niezupełnie było to zgodne z założeniami księdza. Nakłonił więc parafian do konserwowania śliwek dymem. W ten sposób region stał się znany z tego oryginalnego przysmaku. Suską można kupić w delikatesach.

piątek, 15 maja 2015

Hummus z masłem orzechowym

13 maja to Światowy Dzień Hummusu. Takie święto przypomina nam trochę dzień dekarza, dzień ślusarza i dzień wywrotowca. Czytaj: nie obchodzimy, bo gdyby nie internet nie mielibyśmy o nim zielonego pojęcia. Ale są też dobre strony takiego święta. Na przykład, wysyp inspirujących hummusowych przepisów, a wśród nich przepis Nigelli na hummus z masłem orzechowym (dostępny tutaj). Z masłem orzechowym. Czy może być coś lepszego niż wymieszanie ciecierzycy z fistaszkami? Nie może! Nie zastosowaliśmy się do wszystkich rad Nigelli i zrobiliśmy hummus po swojemu. Pominęliśmy kumin, wędzoną paprykę i zredukowaliśmy ilość soli. Chcieliśmy naprawdę poczuć to masło orzechowe. Dodaliśmy nieco jogurtu naturalnego, żeby go rozrzedzić (bo jednak tahini, masło orzechowe i ciecierzyca to zabójcy blendera). Gotowy hummus jest więc intensywnie orzechowy i ma gładką konsystencję. Dodatek jogurtu sprawia, że hummus trzeba zjeść w ciągu 48 godzin. 
Jeśli ktoś nie ma w domu masła orzechowego, ale dysponuje malakserem, może zrobić taki hummus. Najpierw trzeba zmiksować 1/2 szklanki fistaszków (najlepiej niesolonych) z 1 łyżką oleju, aż uzyska się jednolitą masę - zajmie to około 3 minut. Potem do misy malaksera trzeba dodać pozostałe składniki i zmiksować je na jednolitą masę - jeśli fistaszki były solone, pomijamy sól. 


Czas przygotowania: 10 minut

Składniki:
300 g ugotowanej ciecierzycy (1 puszka)
3 łyżki masła orzechowego 
3 łyżki oliwy z oliwek
2 łyżki tahini
1 łyżka soku z cytryny
2 łyżki jogurtu naturalnego 
1/2 łyżeczki soli

1. Jeśli używamy ciecierzycy w puszce, odcedzamy ją. 
2. Do misy blendera wkładamy wszystkie składniki i miksujemy do uzyskania jednolitej masy. 
3. Jeśli masa jest za gęsta, dodajemy po 1 łyżce jogurtu i oliwy z oliwek. W zależności od producenta, ciecierzycę łatwiej lub trudniej miksować. 
4. Próbujemy hummusu i ewentualnie dodajemy odrobinę soli. 
5. Podajemy z pitą. 



poniedziałek, 27 kwietnia 2015

Śniadanie mistrzów

Jak wygląda Twój poranek? Biegasz w popłochu, szukasz kluczy od samochodu, biegiem chwytasz za ładowarkę, bo w nocy padł Ci telefon, a dzieci nie mają ochoty szybko się ubrać? Śniadanie? Tak, znowu wychodzisz bez śniadania, więc boisz się: napadów głodu, nadwagi, cukrzycy. 

A teraz mała zabawa. Spróbuj tak sformułować powyższe zdania, żeby zabrzmiały dobrze. Udało Ci się ubrać w 10 minut, znalazłaś klucze do samochodu, masz chwilę pogadać z mężem i dziećmi, bo nie sprawdzasz telefonu. Masz idealnie równe kreski na powiekach i lakier do paznokci pasujący do nowego błyszczyka. Brzmi dużo lepiej? 


Codziennie rano budzimy się z poczuciem, że przed nami dzień pełen wyzwań. Chcąc im sprostać czasem zapominamy o tym, że osiągamy tyle małych sukcesów. Po prostu, jesteśmy mistrzami poranka. Mistrzowsko upinamy włosy, mistrzowsko parkujemy i mistrzowsko czytamy książkę jadąc do pracy. Jeśli akurat nie zjedliśmy śniadania, możemy bez wyrzutów sumienia zjeść zbilansowane śniadanie dla prawdziwych łasuchów – 3 ciasteczka belVita z kremem orzechowo-czekoladowym, jogurt lub serek wiejski z pysznym jabłkiem, a do tego napić się ulubionej kawy czy herbaty. 

Przedstawiając kiedyś nasze śniadania z belVitą (możecie zobaczyć je tutaj) dostaliśmy masę komentarzy w stylu „ciastka na śniadanie są niezdrowe”. Mieliśmy przyjemność rozmawiać o tym z dr Danutą Gajewską, Prezes Polskiego Towarzystwa Dietetyki. Powiedziała nam coś, co bardzo zapadło nam w pamięć. Człowiek powinien jeść zbilansowane posiłki. Człowiek powinien wiedzieć co je w ciągu dnia, w ciągu tygodnia, żeby dostarczyć swemu ciału tego, czego potrzebuje. Nie można powiedzieć, że jakiś posiłek jest zupełnie zły, bo nie można go tak łatwo wyabstrachować od pozostałych posiłków. Propozycja belVity to jedna z opcji na śniadanie, którą warto uwzględnić szczególnie wtedy, kiedy czas goni i zamiast coś zjeść posiłkujemy się marnymi wymówkami. Także bez wyrzutów sumienia możecie spróbować ciastek, które nas urzekły i które świetnie smakują z pomarańczą, kardamonem i jogurtem. 

Wpis powstał we współpracy z belVita. 

piątek, 13 marca 2015

Kasza jaglana na dwa sposoby

Za każdym razem, gdy wrzucimy na instagram lub facebooka zdjęcie jaglanki sypią się na nas lajki (niczym ziarenka prosta ze źle otwartej torebki).  Jaglanka to symbol dobrego życia. Z kimkolwiek byśmy nie rozmawiali, wszyscy jedzą jaglankę albo bardzo chcieliby móc jeść ją codziennie. Nawet jak ktoś nie bardzo lubi jej smak, to raczej nie od razu się przyznaje. W szeregach wojowników o codzienny dostęp do kaszy jaglanej przodują alergicy i rodzice alergików. Czyli my. 
Kasza jaglana, czyli staropolskie jagły, to jedna z najstarszych polskich kasz. Otrzymuje się ją z ziaren prosta, które są bogate w witaminy z grupy B, żelazo i łatwo przyswajalne białko. Jest lekkostrawna i zasadotwórcza. Co to oznacza? Pozwala utrzymać równowagę w organizmie. Ponad to, ma właściwości wysuszające. Mówiąc wprost: jest cudownym naturalnym lekiem na katar i niedokrwistość. Uwielbiają ją osoby chore na egzemę, bo jaglanka cudownie łagodzi wypryski na skórze. 
Przygotowanie jaglanki jest proste, ale trzeba dokładnie trzymać się pewnych zasad. Inaczej, kasza będzie gorzka i kleista. 



Jak ugotować jaglankę idealną?

Idealna jaglanka jest miękka, sypka i delikatnie słodka. 
Jak to osiągnąć? Można surową kaszę włożyć na sito, przelać wrzątkiem i wrzucić do gotującej się wody. Gotować na małym ogniu pod przykryciem, aż kasza wchłonie wodę - około 15-20 minut. Na szklankę kaszy zwykle potrzeba 2 szklanek wody. 

Można też kaszę uprażyć. W jednym garnku doprowadzamy do wrzenia 2 szklanki wody. Na patelnię wrzucamy 1 szklankę kaszy jaglanej i prażymy na małym ogniu ciągle mieszając przez 4 minuty. Gorącą kaszę wrzucamy do wrzątku (uwaga! będzie pryskać). Gotujemy na małym ogniu pod przykryciem do momentu, aż kasza wchłonie wodę, a na powierzchni pojawią się "kratery". Kaszy nie mieszamy! Po ugotowaniu podajemy od razu lub zawijamy garnek w kocyk/ręcznik i wkładamy pod kołdrę. Po 3-4 godzinach kasza będzie wyjątkowo sypka i ... wciąż ciepła.

Ugotowaną kaszę jaglaną bez dodatków można włożyć do miski, przykryć folią i wstawić do lodówki. U nas taka kasza stoi przez 3 dni. Rano nakładamy odpowiednią porcję do garnka, wlewamy odrobinę wody i ciągle mieszając podgrzewamy. Podajemy ze wszystkim: miodem, syropem z agawy, musami z jabłek, domowymi powidłami, bakaliami, twarogiem, burakami, serem kozim. Dodajemy ją do zup, placków. Blendujemy z mlekiem na "jaglany budyń". Generalnie, nadużywamy. 


Jaglanka na słodko 
 dla 2 osób:

1/2 szklanki kaszy jaglanej
1 szklanka wrzątku 
1 jabłko
1 łyżka suszonej żurawiny
1 łyżka rodzynek
4 morele suszone
4 śliwki suszone
2 łyżki orzechów
2 łyżki siemienia lnianego (opcjonalnie)
4 łyżki jogurtu naturalnego (opcjonalnie) 

1. Kaszę gotujemy według przepisu podanego powyżej.
2. W czasie, kiedy kasza jest w garnku przygotowujemy dodatki. Jabłko dokładnie myjemy i kroimy w kawałki, orzechy siekamy (możemy je też uprażyć na patelni), morele i śliwki kroimy w paseczki. 3. Ugotowaną kaszę mieszamy ze wszystkimi dodatkami. Przekładamy do miseczek i serwujemy. 


Jaglanka na słono
dla 2 osób:

1/2 szklanki kaszy jaglanej
1 szklanka wrzątku 
2 łyżki oleju lnianego 
1/2 łyżeczki czarnego pieprzu
szczypta soli
2 plastry twarogu 
1 ugotowany burak

1. Kaszę gotujemy według przepisu podanego powyżej.
2. Buraka kroimy w plasterki.
3. Ugotowaną kaszę mieszamy z olejem lnianym, solą i pieprzem. Przekładamy do misek.
4. Na kaszy układamy plastry buraka i twaróg (twaróg możemy również pokruszyć). 


piątek, 5 września 2014

Czy warto jeść śniadania?

Żaden inny posiłek w ciągu dnia nie wzbudza tylu emocji, co śniadanie. Śniadanie daje młodość, energię, pomaga schudnąć, redukuje stres. Śniadanie ułatwia kontrolę poziomu glukozy we krwi, więc odżywia mózg. Jedząc śniadanie z pewnością jesteśmy bardziej błyskotliwi i piękni, a dzieci mądre. Jak mówi mądrość ludowa - śniadanie ma być królewskie, więc obfite i spożywane z pietyzmem. Jeśli wyrzucamy sobie, że czegoś w ciągu dnia nie zjedliśmy, to z pewnością chodzi o śniadanie. 



Nikogo nie dziwi, że 88% Polaków je śniadania. Według raportu "Zwyczaje śniadaniowe Polaków" opracowanego na zlecenie belVita, większość dorosłych w wieku 30-39 lat je śniadania w domu. Wydaje się to zupełnie naturalne - ludzie w tym wieku mają dzieci, więc śniadanie jest dla nich okazją do wspólnego spotkania przy stole i rozmów. Jest też okazją do pokazania dzieciom czym w naszej kulturze są posiłki, jaką wagę przywiązujemy do każdego z nich. Wszyscy przecież wiemy, że "bez śniadania nie wyjdziesz z domu". Potwierdzają to wyniki badań opublikowanych na łamach czasopisma Appetite - ludzie tym chętniej naśladują zachowania innych przy stole, im bardziej im zależy na aprobacie, a dzieciom bez wątpienia zależy na aprobacie rodziców. Dlatego też bardzo szybko modelują zachowania rodziców przejmując przekonanie o istotności śniadania i ucząc się jak śniadanie powinno wyglądać. 
W dwudziestym wieku ludziom brakowało czasu na przygotowanie porządnego śniadania, ale nigdy nie brakowało im przekonania o jego słuszności. Idealne Amerykanki w latach 50. przygotowywały jajecznicę z boczkiem, tosty, kawę, wyciskały sok z pomarańczy i włączały radio. W latach 60. symbolem ich wyzwolenia stały się słodkie płatki śniadaniowe zalewane zimnym mlekiem, których przygotowanie zajmowało mniej niż minutę. Młode Polki, które zamiast śniadania wybrały opcję "drzemki" po drodze po pracy wpadają do sklepu i dręczone wyrzutami sumienia pośpiesznie kupują jogurt naturalny 0% i świeże owoce. Wydawałoby się, że nic jest w stanie zburzyć tego ładu. Jak się okazuje, jest w stanie i to gruntownie.