Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Boże Narodzenie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Boże Narodzenie. Pokaż wszystkie posty

sobota, 22 grudnia 2018

Świąteczny koszyk ciastkowych rozkoszy

O tym, że jadalne prezenty to moja słabość wiadomo nie od dziś. W tym roku zainspirowana restauracją Water and Wine postanowiłam przygotować Rozkoszyk.

W Water&Wine nic nie może być zwyczajne. Kiedy na stole pojawił się drewniany koszyk na nici (taki z półeczkami na różnych poziomach, które się rozjeżdzają na dwie strony) nie miałam pojęcia czemu on służyć miałby. Okazało się, że jest to rozkoszyk - koszyk pełen rozkoszy. Były w nim cudowne pralinki - chlebowe, śliwki nałęczowskie, winne. Pralinki nie są moją mocną stroną i czasem źle znoszą loty. Dlatego w tym roku zrobiłam rozkoszne pudełka pełne ciasteczek. 

Podam Wam przepisy na wszystkie - ciastka owsiane z suszoną wiśnią, czekoladą, skórką i migdałami; rogaliki rugelachy na serku philadelphia z orzechami włoskimi i wiśniami; maślane ciastka z tahini i pomarańczą; szybkie pierniczki. Upieczenie tych ciastek zajęło mi 3 godziny - są ich cztery rodzaje. Warto przygotować wcześniej masło, żeby było miękkie; papier do pieczenia i naprawdę robić jedną masę za drugą. Bez popijania winka, gadania przez głośno-mówiący i oglądania serialu. Poza tym, kiedy jedna porcja ciastek jest w piecu trzeba porcjować lub przygotować kolejną porcję. Taka solidna praca bardzo się opłaca, bo wszystko załatwiacie w jednym czasie. Jeśli chcecie do pracy włączyć dzieci to spokojnie zajmie Wam to cały dzień. Dlatego z ręką na sercu - nie radzę robić z dziećmi tak dużo. Za to miłośniczkom pieczenia naprawdę polecam taki maraton z piekarnikiem - to była moja najlepsza część urodzin. 

Ważna jest też kolejność przygotowania ciastek: przygotowujemy masę na rugelachy, robimy ciastka owsiane, wałkujemy masę na rugelachy, przygotowujemy ciastka z tahini, robimy rugelachy, a na końcu pierniczki. Powodzenia! 



Rugelachy z orzechami włoskim i wiśniami 

Duńskie Boże Narodzenie

Dania to jest jedynak fascynujący kraj: od połowy listopada oficjalnie zaczyna się świętowanie Bożego Narodzenia. Nie tylko wszędzie wiszą świąteczne dekoracje, ale na wszystkich stołach pojawiają się typowe świąteczne dania. 



Po czym poznać, że to już?

Po pierwsze, po piwie. Duńczycy od niedawna mają niezwykły sposób na uroczyste rozpoczęcie sezonu świątecznego. Jest to J-Dag (dzień J). W pierwszy piątek listopada o godzinie 20:59 browar Tuborg wypuszcza świąteczne piwo – Jullebryg, stąd nazwa dzień bożonarodzeniowego piwa. Tradycja narodziła się w 1990 roku po tym jak o 20:59 w telewizji poleciała pierwsza reklama obwieszająca światu – świąteczny Tuborg oznacza Święta. Tego dnia dokładnie o 20:59 wielkie ciężarówki Tuborga otwierają swoje bagażniki i pod najważniejszymi barami w największych miastach Danii zupełnie za darmo rozdają świąteczne piwo. W sklepach sprzedaż zaczyna się o 20:59. Można więc uznać, że w pierwszy piątek listopada o godzinie 20:59 zaczyna się świąteczny sezon.

Po drugie, na wszystkich kostkach masła Lurpak i na każdym kartonie mleka Arla widnieje napis God Jul. W sklepach, w zoo, muzeach, szkołach wiszą piękne czerwono-białe serduszka – papierowe wycinanki, które podobno wymyślił sam Andersen (tak, ten od bajek dla dorosłych). Z każdego rogu wyglądają małe skrzaty – nisse, które dobrze znacie z produktów m.in. ikea. Mają długie brody, kartoflane noski i szpiczaste czapeczki. Wszyscy od połowy listopada zajmują się też kupowaniem kalendarzy adwentowych (o których pisałam tutaj) lub kolekcjonowaniem podarków do kalendarzy. Nisse przynosi prezenty codziennie, ale tylko jeśli zostawi mu się odrobinę ryżu. Mikołajek zatem się zupełnie nie obchodzi.

Po trzecie, święta zaczynają się wraz z odpaleniem choinki na głównym placu miasta i otwarciu uroczych jarmarków bożonarodzeniowych. Wszystko dzieje się w drugiej połowie listopada.


Adwent, czyli hygge

czwartek, 29 listopada 2018

Grzaniec dla małych i dużych

Gløgg, Glühwein czyli grzane wino to kwintesencja przedświątecznych wieczorów i bożonarodzeniowych festynów. Dzisiaj napój zarezerwowany dla dorosłych przedstawiamy w dwóch wersjach - czerwonej i białej (bo dzieciom też się coś należy!)


Czerwony gløgg to grzane czerwone wino z dodatkiem kardamonu, cynamonu i goździków, dużej ilości rodzynek, migdałów, jabłek i ... odrobiny rozmarynu. Ten rozmaryn to jest po prostu cudowny w tym gloggu. Naprawdę podkreśla smak korzennych przypraw i tak cudownie pachnie. Najlepiej jak trochę go podpalicie przed samym włożeniem do kubka (ale nie musicie tego robić - i tak będzie cudowny). Biały gløgg to podgrzany sok jabłkowy z przyprawami korzennymi, odrobiną soku z czarnego bzu i rozmarynem. A jakże! Bardzo nam się podobało przygotowanie dwóch grzańców na raz - mogliśmy się cieszyć czymś wyjątkowym zupełnie rodzinnie.

Pamiętajcie, żeby przygotowując grzańca nie zagotować wina. Grzaniec to zupełnie niskoalkoholowy napój, ale jednak alkoholowy. Najlepiej smakuje pity na ulicy w zimny jesienno-zimowy wieczór. Dobrze wchodzi przy ognisku albo chociaż podczas wieczornego hasania na podwórku. W wersji kominkowo-kanapowo-pokojowej też jest zacny.


W przyszłym tygodniu jadę do Drzewiec do restauracji Water&Wine. Tam właśnie podpatrzyłam jak wspaniale można dodać aromatu napojom. Latem do gazowanej wody szef kuchni Marek Flisiński dodawał syrop z płatków róży i same płatki róży. Do lemoniady dodawał odrobinę jabłek i syropu z bzu. To właśnie to połączenie zainspirowało nas do stworzenia grzańca dla dzieci. Marek zdecydowanie wie, co robi. W tym roku został wyróżniony tytułem Szef Roku przez Żółty Przewodnik Gault&Millau. Serdecznie mu gratulujemy, a nasze podniebienia mówią że zasłużył jak nikt inny!

Czerwony Gløgg
1/4 szklanki soku z pomarańczy, najlepiej świeżo wyciśniętego
100 ml wody 
skórka z pomarańczy
1 laska cynamonu
1 łyżka ziela angielskiego 
1 łyżka ziaren kardamonu
1/2 łyżeczki pieprzu
1 gwiazdka anyżu
1/2 łyżeczki goździków
3 gałązki rozmarynu (plus do dekoracji)
1 litr czerwonego wina stołowego
1/2 pomarańczy, w plastrach
1/2 jabłka, w plastrach 

100 g rodzynek
50 g migdałów w słupkach

1. Do rondelka wlewamy sok pomarańczowy i wodę. Dodajemy skórkę pomarańczową, cynamon, ziele angielskie, kardamon, pieprz, anyż, goździki i rozmaryn. 
2. Na wolnym ogniu doprowadzamy do wrzenia. Przykrywamy i zdejmujemy z ognia. Dodajemy rodzynki i migdały. Zostawiamy pod przykryciem 30 minut.
3. Do dużego garnka wlewamy grzane wino i zawartość rondelka (można odcedzić ją). Dodajemy plastry pomarańczy i jabłka. Podgrzewamy. 
4. Podajemy w szklankach z rozmarynem, rodzynami i migdałami.

Biały Gløgg
1 litr soku jabłkowego, najlepiej tłoczonego
4 łyżki syropu z kwiatów czarnego bzu
skórka z pomarańczy
1 laska cynamonu
1 łyżka ziela angielskiego 
1 łyżka ziaren kardamonu
1/2 łyżeczki pieprzu
1 gwiazdka anyżu
1/2 łyżeczki goździków
3 gałązki rozmarynu (plus do dekoracji)
1/2 pomarańczy, w plastrach
1/2 jabłka, w plastrach 
100 g rodzynek
50 g migdałów w słupkach

1. Do garnka wkładamy wszystkie składniki. Zagotowujemy. Zdejmujemy z ognia, przykrywamy i zostawiamy do ostygnięcia.
2. Podajemy w szklankach z rozmarynem, rodzynami i migdałami.




poniedziałek, 11 grudnia 2017

Bożonarodzeniowa herbata [Jadalne prezenty #19]

Świąteczną herbatę pachnącą cynamonem, anyżem z delikatnie słodką nutą można kupić w każdej porządnej herbaciarni. Ale można ją też zrobić w dwie minuty. Za połowę ceny.

Święta, a przynajmniej Mikołajki, kojarzą mi się z wizytą w herbaciarni. Równiutko poustawiane identyczne słoiki kryją w sobie magię, jakąś szaloną miksturę aromatów. Uwielbiam je wąchać, chociaż po piątym nie pamiętam już czym dokładnie różnił się pierwszy i drugi. Nawet nie pomaga mi wtedy powąchanie ziarenek kawy, które podobno świetnie resetują nos. W herbaciarni potrafiłam wydać fortunę – herbata dla cioci, kuzynki, teściowej kuzynki, czyli dla tych, którzy są przy stole. Już w zeszłym roku postanowiłam wziąć sprawy w swoje ręce i sama przygotować herbatę świąteczną. Nie jest to trudne, wystarczy jedna wizyta w supermarkecie i chwila między półkami z przyprawami. Potem wszystko mieszamy, zamykamy w torebeczkach czy słoiczkach. Po tygodniu herbata przechodzi aromatami przypraw i smakuje idealnie.

My herbatę pakujemy do pojedynczych torebeczek (takich) – 1 łyżka herbaty na torebeczkę. A potem wszystkie torebeczki pakujemy w celofan, żeby nasze aromaty się nie ulotniły poza herbatę.



Czas przygotowania: 2 minuty

Składniki:
100 g czarnej herbaty liściastej 
2 laski cynamonu
4 gwiazdki anyżu
12 ziarenek kardamonu
1 łyżka goździków
1 łyżka czerwonego pieprzu
opcjonalnie: 50 g suszonej wiśni lub śliwki kalifornijskiej 

1. Laskę cynamonu kruszymy na mniejsze kawałki. Najłatwiej zrobić to uderzając tępą stroną noża lub wałkując cynamon na desce do krojenia.

2. Anyż łamiemy na kawałki. Kardamon delikatnie miażdżymy.

3. Śliwki siekamy drobno.

4. W miseczce mieszamy wszystkie składniki. Przekładamy je do słoiczków lub woreczków i folii.

Najlepiej smakuje zaparzona ze plastrami świeżej pomarańczy.



środa, 6 grudnia 2017

Świąteczne chrupiące masło orzechowe [Jadalne prezenty #17]

Mikołajki, Boże Narodzenie, urodziny, imieniny. Każda okazja jest dobra, żeby podarować coś od serca. A jeśli to coś jest szybkie i proste, to jeszcze lepiej dla obdarowującego. 

Lubimy być Świętym Mikołajem, który w kuchni czaruje prezenty. Czasem brakuje nam elfów, które by zmywały. Rozumiemy, że w tym czasie są zajęte ważniejszymi sprawami. Dlatego z radością wyciągamy blendery, słoiczki i wstążki i czarujemy. 

Zapytaliśmy na naszym facebooku czy są jakieś jadalne prezenty, które chodzą Wam po głowie. Kilka razy pojawiło się masło orzechowe jako główny składnik. Jako nieskrywani wielbiciele mielonych fistaszków postanowiliśmy przyjąć to wyzwanie z radością. Masło orzechowe jako główny składnik powinno być naprawdę świetnej jakości. Przetestowaliśmy dla siebie (i dla Was też) kilka popularnych marek. Jedna z nich zagościła w naszej kuchni na stałe i chcemy się z Wami podzielić tym odkryciem. Maslove to masło z samych orzechów. Skład jest zatem bardzo krótki. Masło jednoskładnikowe jest rewelacyjne i świetnie sprawdza się w kuchni. Można je po prostu posmarować na toście czy placku, ale można z niego robić inne cuda. My zrobiliśmy i będziemy się z Wami dzielić tymi odkryciami. 

Pierwsze cudo to masło orzechowe pachnące Bożym Narodzeniem - piernikiem, keksem, makowcem. Robi się w jednej misce przy użyciu jednej łyżki. Ja lubię masło chrupiące, z wyczuwalnymi kawałkami orzechów. Lubię też raz po raz czuć skórkę pomarańczową. Jeśli tego nie lubicie i wolicie gładkie masło, użyjcie masła idealnie zmiksowanego, a skórkę zblendujcie na gładką masę. 



Czas przygotowania: 5 minut

Składniki:
200 g masła crunchy (użyliśmy Maslove mega crunch)
30 g miodu
2 łyżki przyprawy do piernika
50 g kandyzowanej skórki pomarańczowej

1. Przygotowujemy słoiczek do którego będziemy chcieli włożyć gotowe masło.
2. W miseczce mieszamy wszystkie składniki.
3. Masło przekładamy do słoiczka.



sobota, 2 grudnia 2017

Jak smakują nasze Święta?

Święta Bożego Narodzenia to dla większości z nas mieszanka wspomnień z dzieciństwa, chęć odcięcia się od tradycji nadwyżki, okazja do poeksperymentowania. Poproszeni o wybranie naszych smaków postawiliśmy na klasykę i wygodę. 



Niezwykle rzadko zdarza się, żebyśmy mogli nakarmić zupełnie obcych ludzi. Na blogu publikujemy przepisy w nadziei, że ktoś je powtórzy w domu. Za każdym razem cieszymy się, gdy dostajemy sygnały, że wyszło, że wyszło mimo adaptacji do zawartości spiżarni czytelników. Dzisiaj mieliśmy okazję ugotować nasze ulubione świąteczne dania na żywo. 



Na zaproszenie Selgros Cash&Carry przyjechaliśmy do Brasserie mieszczącej się w hali na ul. Puławskiej w Warszawie, żeby z szefem Krystianem Zalejskim przygotować dania z naszych świątecznych przepisów. Kruszyliśmy, mieszaliśmy, podgrzewaliśmy opowiadając przy tym o naszych rodzinnych tradycjach. Nie wyobrażamy sobie świąt Bożego Narodzenia bez kutii wypełnionej hojnie orzechami włoskimi, laskowymi, migdałami, rodzynkami, żurawiną, śliwkami kalifornijskimi, morelami. Takiej, która jest przygotowana z prawdziwego maku z dodatkiem miodu i odrobiną cukru (tutaj możecie zobaczyć przepis). Lubimy śledzie w różnych odsłonach, więc śledź z musztardą, śledzik w korzennej zalewie (przepis) czy śledzik ze śliwką kalifornijską i olejem rydzowym (przepis) to niemal rodzinny obowiązek. Czasami jednak ilość świątecznych dań nas przerasta i staramy się iść na skróty i przygotowywać wcześniej to, co się tylko da. Pasztet z łososia i dorsza na białym winie to jedna z takich potraw. Smakuje cudownie, jest niecodzienna, nieco pracochłonna, ale ... można ją przygotować kilka dni wcześniej bez uszczerbku dla smaku. Podobnymi pobudkami kierujemy się przygotowując świąteczny obiad. Najlepsze składniki, krótkie przygotowanie i zniewalający smak. Wszystkie te wymagania spełnia wołowina po burgundzku. Dobre mięso, warzywa, chwila podsmażania i kilka godzin w piekarniku sprawia, że świąteczny obiad pachnie i smakuje obłędnie. Nie bylibyśmy jednak sobą, gdybyśmy w święta nie chcieli przemycić czegoś niecodziennego. Naszą małą słabością jest eggnog - napój na bazie żółtek, whisky ze sporą szczyptą gałki muszkatołowej. Bez kieliszeczka eggnog nie ma Świąt. 





Wszystkie te smaki Bożego Narodzenia porcjowaliśmy i przekazywaliśmy klientom Hali. Niektórzy byli zaskoczeni smakiem, bo kutię jedli pierwszy raz w życiu. Inni przychodzili po dokładki obłędnej, rozpadającej się na kawałeczki i pachnącej tymiankiem wołowiny. Jeszcze inni skubali pasztet twierdząc, że bardziej pasuje im do świąt wielkanocnych. Dowiedzieliśmy się też, że Larousse sugeruje dodanie do wołowiny pieczarek, a najlepsze śledzie to matjasy (które można w kupić w dziale mrożonek). Wspaniale móc się czegoś nauczyć od zupełnie obcych ludzi. A jeszcze milej zobaczyć tych, którzy przyszli specjalnie dla nas. 


Pokazy kulinarne w Brasserie są zupełnie bezpłatne - 16.12 będzie można spróbować dań świątecznych z różnych stron świata w wykonaniu Kurta Schellera! Więcej o wydarzeniach organizowanych przez Akademię Kulinarną TransGourmet i Selgros możecie dowiedzieć się wchodząc na profil facebookowy lub stronę internetową. 




sobota, 31 grudnia 2016

Podlaski kulebiak z kapustą i grzybami

Podlasie to niezwykłe miejsce - tutaj przenikają się różne kultury, których historię widać w lokalnej kuchni. Daniem, który łączy kulturę polską, pruską i białoruską jest właśnie kulebiak.

Kulebiak to wytrawny drożdżowy placek zwykle nadziany mięsem, rybami lub kapustą z grzybami. W naszym regionie kulebiak jest kojarzony głównie ze Świętami Bożego Narodzenia i wtedy serwuje się jego kapuścianą wersję. Świetnie smakuje z czerwonym barszczem i jest prostszą i szybszą alternatywą dla uszek z grzybami. Kulebiak hojnie nadziany kapustą i suszonymi grzybami miał symbolizować dostatek. 

Przygotowanie kulebiaka jest naprawdę proste. Wystarczy zagnieść drożdżowe ciasto i nieco poczekać, aż wyrośnie. Potem postępujemy tak jak z makowcem - nadzienie zawijamy w kształt ślimaka. Zamiast ślimaka, możemy nadzienie po prostu "zamknąć" w cieście. Dzięki temu będziemy mieli gwarancję, że ciasto dobrze się upiecze. 

Klasyczny kulebiak wygląda jak drożdżówka z formy. Nasze starsze dziecko postanowiło go jednak przyozdobić małym warkoczykiem i taka wersja wygląda bardziej świątecznie. Namawiamy Was do wypróbowania go w tej formie. 

Wpis powstał we współpracy z Cisowianka - Gotujmy zdrowo. 


Czas przygotowania: 30 minut
Czas oczekiwania: 60 minut

Składniki:

ciasto
15 g drożdży
100 ml mleka
1 łyżka cukru
50 g rozpuszczonego masła
250 g mąki
2 łyżki oleju

farsz
300 g kapusty kiszonej
40 g suszonych grzybów
1 cebula
3 łyżki oleju
sól
pieprz
1 łyżeczka kminku
1 jajko

wierzch
1 jajko
1 łyżka wody


1. Do miski wsypujemy drożdże, dodajemy cukier i ciepłe mleko. Mieszamy do rozpuszczenia cukru i odstawiamy na 5 minut.

2. Do drożdży dodajemy masło i mąkę. Ręcznie lub za pomocą miksera planetarnego zagniatamy ciasto - zajmie to około 10 minut. Kiedy ciasto będzie odchodziło od ręki, smarujemy je olejem. Zostawiamy w misce, przykrywamy czystą ściereczką i odstawiamy w ciepłe miejsce do wyrośnięcia na 1 godzinę. W tym czasie przygotowujemy farsz.

3. Grzyby zalewamy wodą tak, żeby je przykryła. Gotujemy do miękkości. Studzimy, zostawiamy wodę z gotowania, a grzyby drobno siekamy. 

4. Cebulę drobno siekamy.  Na patelnię wlewamy olej i wrzucamy cebulę. Podsmażamy na wolnym ogniu do miękkości. Dodajemy kapustę, posiekane grzyby i wodę z gotowania grzybów. Przykrywamy pokrywką i smażymy na małym ogniu 10 minut. Odkrywamy, doprawiamy solą, pieprzem i kminkiem. Studzimy i dodajemy 1 jajko. 

5. Gotowe ciasto uderzamy pięścią, żeby uwolnić gazy. Z ciasta odrywały mały kawałek z którego zrobimy warkoczyk. Resztę ciasta rozwałkowujemy na prostokąt o grubości ok. 5 mm. Wykładamy farsz zostawiając ok. 2 cm wolnego brzegu. Zawijamy ciasto tak jak naleśnik - krańce ciasta zawijamy pod spód. 

6. Gotowego kulebiaka wkładamy do blaszki keksówki wyłożonej papierem do pieczenia.

7. W kubku mieszamy pozostałe jajko z wodą. Smarujemy nim wierzch kulebiaka. 

8. Z pozostałego ciasta robimy dwa wałeczki długości kulebiaka. Zawijamy je tworząc warkoczyk. Układamy go na kulebiaku. Smarujemy jajkiem z wodą. 

9. Gotowy kulebiak wkładamy do piekarnika nagrzanego do 170 stopni Celsjusza i pieczemy 40 minut. 


czwartek, 29 grudnia 2016

Wigilijny kisiel żurawinowy

Żaden inny wieczór w roku nie zdradza skąd pochodzimy. Wigilia to moment w którym każdy z nas je to, co jedli przodkowie. Przeprowadzając się, cały świąteczny repertuar zabieramy ze sobą. 

W wielu domach za Bugiem w wigilijny wieczór pije się kisiel żurawinowy. Nie żaden pseudo-różowy napój z torebki tylko prawdziwy kisiel z przetartych cierpkich owoców pełnych pektyny. Taki schłodzony kisiel to ulga dla żołądka obciążonego przynajmniej sześcioma wersjami śledzia, kapustą z grzybami, barszczem czerwonym, barszczem grzybowym, pierogami, kotletami ziemniaczanymi z grzybowym sosem, rybą po grecku, rybą faszerowaną, karpiem w galarecie, pstrągiem w sosie malinowym, smażonym karpiem, plackami drożdżowymi i kutią. Kisiel żurawinowy to remedium na ewentualne okołomajonezowe podtrucia, bo działa antybakteryjnie. Przede wszystkim jednak, kisiel to cudowny smak zimowych owoców, nieco cierpki o pięknym głębokim kolorze. 

Jeśli w Waszym domu nie pije się kisielu na święta, to spróbujcie zrobić go na Nowy Rok. Jest cudowny, odświeżający i pachnie ... zimą. Przygotowując go przypomnieliśmy sobie o uroczym ogrodzie wokół Cisowianki, gdzie rosną piękne krzewinki o małych, okrągłych, prawie bordowych owocach. 



Czas przygotowania: 90  minut

Składniki:
1 kg świeżej żurawiny
1 litr wody
250 g cukru
4 łyżki mąki ziemniaczanej 
1 szklanka wody


1. Żurawinę myjemy i przebieramy. Wkładamy do garnka. Wlewamy 1 litr wody.

2. Żurawinę zagotowujemy i gotujemy na małym ogniu 30 minut. 

3. Owoce odcedzamy i przecieramy łyżką przez sito (na pusty garnek kładziemy gęste sito, wrzucamy kilka garści żurawiny i za pomocą łyżki rozgniatamy ją starając się wycisnąć z niej jak najwięcej soku; wytłoczyny wyrzucamy). Tak przygotowany mus można mrozić. 

4. Przetarty mus zagotowujemy. Dodajemy cukier. 

5. W szklance wody rozpuszczamy mąkę ziemniaczaną. Ciągle mieszając mus, dodajemy do niego rozpuszczoną mąkę. 

6. Gotujemy na małym ogniu kilka minut mieszając, aż kisiel zgęstnieje. 

7. Przechowujemy w chłodnym miejscu. 



ZapiszZapisz

wtorek, 13 grudnia 2016

Makowiec - topielec

O drożdżowym, które wyrasta w wodzie słyszałam przy każdych Świętach. Podobno moja babcia, której nigdy nie dane mi było poznać, była mistrzynią topionego makowca. Skoro ona umiała to chyba coś tam mi w genach oddała?

Topielec to drożdżówka, która wyrasta w misce wypełnionej wodą. Najlepiej zimną wodą. Bardzo to wszystko brzmiało niewiarygodnie, kiedy o tym słyszałam. Zawsze drożdżówki wyrastałam w misce, jak Bóg przykazał, pod przykryciem z (prawie) zawsze czystej ściereczki. Włożenie kawałka surowego ciasta do wody wydawało mi się nieco ryzykowne. Ale co tam! Ja, największa kuliarna ryzykantka i wielka miłośniczka drożdżówki, postanowiłam nie poddawać się i drżącymi rękami włożyłam cudownie wyrobione maślane ciasto do miski wypełnionej nieprzegotowaną zimną wodą. Siedziałam nad tą miską wpatrując się w ciasto i oczekując cudu. Po jakichś 2 minutach trochę mi się znudziło, więc zostawiłam je na blacie. Po 40 minutach ciasto pływało po powierzchni! Wiem, fizyka, gaz, komory powietrza, itd. Ja wiem, że to można wytłumaczyć naukowo. Dla mnie to był jednak mały drożdżowy cud. Z pewną dozą niedowierzania, zawinęłam ciasto tak jak to robię z makowcami. Upiekłam i... wyszedł cud makowiec miód!

Topielec ma troszeczkę inną konsystencję niż klasyczna drożdżówka. Jest bardziej gumowaty i trochę inaczej się przez to kruszy. Ale za to dłużej zachowuje świeżość niż klasyczny makowiec. Jest naprawdę pyszny i "tata approved". Miny gości, którym mówicie, że to ciasto wyrastało w wodzie - bezcenne! 

Kilka rad dotyczących topielca, czyli ciasta drożdżowego z wody:

1. ciasto wkładamy do miski z bardzo zimną wodą
2. ciasta nie owijamy ścierką
3. miskę stawiamy w ciepłym miejscu
4. czekamy, aż ciasto wypłynie na górę (zajmuje to około 30 minut)
5. Po wyciągnięciu ciasta z miski odstawiamy je na 5 minut.
6. Po tym czasie ciasto zaczynamy wyrabiać nie przejmując się, że jest trochę rzadkie. Po 5 minutach powinno nabrać jednolitej konsystencji. Jeśli nie nabiera, zostawcie je w spokoju na kolejne 5 minut.
7. Topielec nigdy nie ma tak jednolitej struktury jak zwykłe drożdżowe. Jest bardziej kleisty i trzeba to zaakceptować.
8. W trakcie pieczenia na cieście pojawiają się mikroskopijne bąbelki. Ciasto w ten sposób rośnie. Wygląda inaczej niż zwyczajna drożdżówka.
9. Topielec niezwykle długo zachowuje świeżość.


Czas przygotowania: 30 minut
Czas oczekiwania: 80 minut

Składniki:
1/2 kg mąki pszennej
250 g masła
100 g cukru
40 g drożdży
5 łyżek ciepłego mleka
2 jajka
cukier puder do oprószenia
200 g masy makowej (z tego przepisu lub puszki)



1. Do miski kruszymy drożdże, dodajemy cukier i ciepłe mleko. Mieszamy dokładnie, przykrywamy czystą ściereczką i odstawiamy na 10 minut. 

2. W tym czasie rozpuszczamy masło i studzimy je.

3. Do drożdży dodajemy mąkę, rozpuszczone masło i jedno jajko. Wyrabiamy do otrzymania jednolitej masy, która odchodzi od rąk/miski. Z ciasta formujemy kulę.

4. Dużą miskę napełniamy zimną wodą. Wkładamy ciasto i odstawiamy w ciepłe miejsce na 30 minut.

5. Piekarnik nagrzewamy do temperatury 180 stopni Celsjusza. 

6. Ciasto wyciągamy z wody, odkładamy na blat i pozwalamy mu odpocząć przez 5 minut.  Wyrabiamy je przez minutę, aż nabierze zwartej konsystencji. 

7. Ciasto wałkujemy na prostokąt o grubości 5 mm. 

8. Prostokąt smarujemy masą makową i zwijamy w rulon. Brzegi podwijamy pod spód. 

9. Jajko wbijamy do kubeczka i rozkłócamy. Wierzch makowca smarujemy rozkłóconym jajkiem. 

10. Wstawiamy do piekarnika i pieczemy na złoty kolor - około 30-40 minut. Wyciągamy z pieca i studzimy. Gotowy makowiec oprószamy cukrem pudrem.

sobota, 10 grudnia 2016

Jak przygotować świąteczne przyjęcie dla przyjaciół?

Wszyscy uwielbiamy przyjęcia z przyjaciółmi. Dobre jedzenie, niesamowita atmosfera, dużo śmiechu. Niezależnie czy chcesz zaprosić tylko kilkoro najbliższych przyjaciół czy zorganizować przyjęcie dla wszystkich krewnych i znajomych królika, mamy kilka wskazówek dzięki którym to będzie najprzyjemniejszy wieczór nie tylko dla nich. 


1. Nie spinaj się


Ktoś kiedyś powiedział, że „na szczęście przyjaciół wybieramy sami.” Twoi przyjaciele chcą spędzić z Tobą czas. Nie potrzebują lśniącej podłogi, idealnie podciętych kwiatów w doniczkach ani umytych okien i firanek. Dlatego zapraszając ich nie musisz udawać kogoś, kim nie jesteś. To dobra wiadomość na start! 


2. Przyjęcie eleganckie czy na luzie


Inaczej przygotowuje się do eleganckiej zasiadanej kolacji, a inaczej do luźnej świątecznej imprezy. Zastanów się czego chcesz Ty i Twoi przyjaciele. Może na co dzień chodzicie w garniturach i w swoim towarzystwie chcecie przede wszystkim odpocząć? A może zwykle widujecie się na spacerze z psem w swoich najbardziej wyciągniętych dresach, więc chcecie świętować w splendorze i blichtrze? 

Jeśli chcecie się zrelaksować, zadbaj o prostotę. Białe talerze Ambition z kolekcji Fala, takie jak te na zdjęciach, świetnie pasują zarówno do bogatych stylizacji stołu jak i tych prostych. Biel i kształt talerzy są uniwersalne. Zadbaj o domowe jedzenie, które można postawić na środku stołu i się nim dzielić, proste smaki, które wszyscy lubimy. U nas najlepiej na takie okazje działa deska serów, bliny, kilka słoiczków z domowymi konfiturami i świeże pieczywo. Takie proste smaki mają dwie zasadnicze zalety: łatwo się je przygotowuje, pozwalają skupić się na rozmówcy, a nie na samym procesie jedzenia.
My podczas naszych relaksujących kolacji z przyjaciółmi często stawiamy dania na stole tak, żeby każdy mógł sobie nakładać sam tyle ile ma ochotę. Dlatego warto zadbać o dobre garnki i patelnie. Na zdjęciu widzicie patelnię Ambition z kolekcji Taurus, którą mamy w domu od ponad roku. Jesteśmy w niej absolutnie zakochani, bo można ją bez problemu wstawić do piekarnika. Dlatego tak lubimy w niej przygotowywać np. bliny dla gości. Wystarczy przykryć je folią alumioniową i wstawić do piekarnika nagrzanego do 80 stopni, żeby placki były ciągle ciepłe. A bliny to nasze ulubione danie na kolacje z przyjaciółmi. 



Jeśli chcecie z przyjaciółmi poczuć się wyjątkowo i elegancko, zadbaj o stół, jedzenie i dekoracje. Elegancka kolacja wymaga odpowiedniego przygotowania. Warto podać jedno danie na ciepło (można zrobić je wcześniej i trzymać w piekarniku, żeby nie ostygło), jakąś dobrą przystawkę (na przykład świetnego śledzia w oleju lnianym) i świąteczny deser (może kutię, która wymaga dużo pracy albo tort?). Idealnie by było, gdyby jedzenie dało się przygotować wcześniej. Nikt nie lubi ciągle być w kuchni, kiedy przy stole toczy się życie. 
Udekoruj stół małymi gwiazdami betlejemskimi i małymi bombkami. Przygotuj karteczki z imieniem, którymi przewiążesz pieczywo. Możesz też upiec pierniczki na których napiszesz imiona gości. Dzięki temu każdy poczuje się wyjątkowo. 


3. Daj sobie pomóc


Nie ma smutniejszego widoku niż zmęczenie w oczach osoby organizującej przyjęcie. Dlatego zamiast zarywać noce, pozwól sobie pomóc. Ludzie lubią się angażować, lubią czuć się odpowiedzialni, lubią się uczyć. Jeśli na przyjęcie zapraszasz 20 osób, a nie masz żadnych szans na urlop to poproś każdego o przyniesienie jednej rzeczy. Może ktoś jest mistrzem pierogów z kapustą, a ktoś zna adres tej cukierni, która robi najlepsze makowce? Skorzystaj z tego, że wszyscy czują się odpowiedzialni za Wasze Święta. Koniecznie poproś o potwierdzenie przybycia – żeby nic się nie zmarnowało. 


4. Zadbaj o nastrój 


Niezależnie czy organizujesz świąteczny wieczór w najlepszych dresach czy kolację z pięcioma przystawkami, przestrzeń musi wołać „świętujemy”. Dlatego postaraj się o jakieś świece o zapachu pierniczka, świąteczne serwetki, Michaela Buble i jego bożonarodzeniowy album. Pozwól wszystkim poczuć Święta już od progu. 


5. Zrób coś dla siebie


Dom jest posprzątany, stół nakryty, muzyka cicho gra w tle. Daj sobie pół godziny na odpoczynek – zrób makijaż, poczytaj coś, pociesz się widokiem Twego pięknego mieszkania. Zaraz spędzisz cudowny wieczór z ludźmi, których uwielbiasz! 


6. Strać kontrolę nad sytuacją


Kiedy organizuję przyjęcie, chcę żeby wszyscy dobrze się czuli, byli zaopiekowani, najedzeni, szczęśliwi i wysłuchani. Okazuje się jednak, że przesadnie dbając o dobry nastrój innych zapominamy o własnym i w miarę jak przyjęcie się rozkręca, my się zwijamy w środku i mamy ochotę uciec pod koc i obudzić się następnego dnia. Brzmi znajomo? Nie warto stawać na głowie, żeby innym było dobrze. Każdy powinien dbać przede wszystkim o siebie. Pozwól innym robić to, co chcą. Ty skup się na rozmowach z najbliższymi Ci osobami, cieszeniu się tym pysznym tortem bezowym, wdychaniu zapachu świąt. Przekonaj się, że wszyscy dobrze się bawią, bo są w najlepszym towarzystwie! 

7. Zainspiruj się 


Najlepszymi przystawkami na świąteczne przyjęcia są bliny gryczane z rukolą i wędzonym łososiem, śledzie w korzennej zalewie, pudding z szałwią i boczkiem i tatar ze śledzia. Danie główne idealne to pieczone policzki wołowe ze śliwkami lub pierogi z wędzonymi rybami. Na świąteczny deser proponujemy kresową kutię, mus chałwowy z granatem i tort marchwiowy z dodatkiem domowej przyprawy korzennej zamiast cynamonu. 


Przewodnik po świątecznych przyjęciach powstał we współpracy z marką Ambition, której talerze i patelnię widzisz na zdjęciach (patelnię można wkładać do piekarnika, więc jest idealna na wszystkie przyjęcia, bo pozwala trzymać temperaturę). Jeśli chcesz, by Twój świąteczny stół wyglądał zachwycająco wejdź na stronę sklepu internetowego Ambition i odbierz 10% rabat przygotowany specjalnie dla czytelników Crust and Dust. 


czwartek, 31 marca 2016

Śledzik matias - w korzennej zalewie

Klasyka gatunku - szwedzki śledź w korzennej zalewie. Chyba jeden z najprostszych i najlepszych śledziowych przepisów.

Każda nasza wizyta w IKEA kończy się tak samo - wędrówką do szwedzkiego sklepiku po pastę rybną, kilka ulubionych żelków (nawet tych z lukrecją) i słoiczek śledzi zwanych matjessill. Ze wszystkich szwedzkich śledzi najbardziej smakują nam te w korzennej zalewie - z marchewką, czerwoną cebulą, odrobiną cynamonu, kardamonu, anyżu i skórki pomarańczowej. W przeciwieństwie do naszych rodzimych śledzi w occie, te szwedzkie są słodkie. Dodatek korzennych przypraw nadaje im charakterystycznego aromatu. Lubimy je z chrupkim pieczywem, szczególnie takim domowym z sezamem i siemieniem lnianym (przepis znajdziecie tutaj). 

Uwagi techniczne: śledzie po włożeniu do słoiczka można jeść już po 48 godzinach. Można je przechowywać w lodówce przynajmniej przez 6 tygodni. 

O smaku matiasów decyduje jakość śledzia, którego użyjemy. Warto więc kupować filety grubsze i mięsiste. Te cienkie i rozpadające się będą smaczne, ale nie będą miały dobrej struktury. Dlatego polecamy kupowanie śledzia na wagę - wtedy widać jak wygląda ryba. 

Gotowe śledzie nie są mocno octowe, więc nie zmniejszajcie ilości octu w przepisie (to rada dla tych, którzy boją się o ostrość). Ta jest w sam raz. 

Nie próbujcie "reanimować" zalewy - po zjedzeniu śledzi, po prostu ją wylejcie. Próbowaliśmy do tej samej zalewy wkładać drugi raz świeże śledzie i to nie działa - śledzie nie łapią koloru, brakuje im wyrazistości i smaku. Po prostu nie. 

Do śledzia nie dodajemy soli. Raczej próbujemy się jej pozbyć mocząc rybę. Ocet tak podkreśli jej smak, że nie trzeba już niczego dodawać. Wpis powstał we współpracy z  Cisowianka - Gotujmy Zdrowo - Mniej Soli.


Składniki:

6 płatów solonych śledzi (ok. 1/2 kg)
1 marchewka
1 czerwona cebula

zalewa
150 ml octu spirytusowego
130 g cukru
300 ml wody
1 liść laurowy
1 łyżeczka ziela angielskiego
1 liść laurowy
1 gwiazda anyżu
1 goździk
2 ziarna kardamonu
1 laska cynamonu
kawałek skórki z pomarańczy (2cm x 2 cm)


1. Śledzie włożyć do lodowatej wody na 2 godziny. Wyjąć i pokroić w 3 cm kawałki.

2. Marchewkę pokroić w cienkie plasterki. Cebulę pokroić w cienkie plasterki.

3. Wszystkie składniki zalewy włożyć do rondelka. Dodać marchewkę i cebulę. Doprowadzić do wrzenia i gotować 1 minutę. Ostudzić. 

4. Do czystych słoików włożyć śledzie, marchewkę i cebulę z zalewy.  Przykryć zalewą.

5. Przechowywać w lodówce.


poniedziałek, 14 grudnia 2015

9 pomysłów na prezenty dla miłośników kuchni

Wiesz, że nie masz ochoty stać w długich kolejkach po prezenty? Szukasz prezentu dla kogoś, kto lubi jeść i gotować? 

Mamy propozycję 9 prezentów dla tych, którzy cenią sobie dobre smaki i ręczną produkcję. 



1. Krokus Powidła Truskawkowo-Jabłkowe bez dodatku cukru, 12 PLN. 

Idealny element "koszyka z pysznościami". Wystarczy kupić ładną skrzynkę lub pudełko, włożyć do niego poszarpany karton lub sianko i wypełnić dobrami. Krokus to nasza ulubiona firma produkująca przetwory. Oprócz tych bez cukru, bardzo polecamy uzależniający syrop z pigwowca do kawy i najlepszy ketchup. 

Wyroby Krokusa można nabyć w sieci Piotr i Paweł, Delikatesy Centrum i Top Markecie oraz w sklepach ze zdrową żywnością. 

2. Eterno Cytrynki z Rumem,  16 PLN.

Świetny dodatek do zimowej herbaty. Dobrze sprawdzają się również posiekane w deserach lub na tortach w całości. Najlepiej jednak pasują do herbaty. Oprócz cytryn, Eterno robi świetne powidła truskawkowo-czekoladowe i pigwę w syropie. 


3. RAJMAN jabłkowy krem, jabłkowy ocet, syrop jabłkowy, 17-35 PLN. 

Jabłkowe arcydzieła Rajmana produkowane są z ekologicznych jabłek. Smakują bosko! Są świetne do deserów i dań wytrawnych (jabłkowy krem świetnie komponuje się z pieczonymi mięsami). Produkty Rajmana były prezentem dla zagranicznych dziennikarzy uczestniczących w kolacjach promujących polską kuchnię - Eat Poland. 




4. Manufaktura Czekolady Chocolate Story. Czekolada Ghana 100% kakao, 16,90 PLN.

Jeśli ktoś jeszcze nie zna Manufakury Czekolady, polecamy przeczytanie wywiadu "skąd się bierze czekolada". Czekolada Ghana składa się z 100% kakao i jest jedną z najlepszych czekolad, jakie jedliśmy (mimo, że A. nie przepada za czekoladą z wysoką zawartością kakao). Ghana wolno rozpuszcza się na języku pozostawiając poczucie, że właśnie zjadło się najprawdziwszą czekoladę świata. Rewelacja! 


5. Kawa kenya Karma Roasters. 50 PLN.

Uwielbiamy kawę. Uwielbiamy porządną, jednorodną kawę, która pachnie i ma bogaty smak. Kenya smakuje owocowo - porzeczką, malinami i ma delikatnie kwaśny posmak. Jest idealna dla osób, które lubią dripa, chemexa czy syfon. 
Jeśli chcecie przeczytać o tym, jak pali się tę kawę kliknijcie tutaj. 

Do nabycia w sklepie internetowym Karma.

6. Herbata Jade Jasmine Pearls, 25 PLN. 

Delikatna zielona herbata w formie perełek. Liście obtaczane są kwiatem jaśminu dzięki czemu herbata nabiera wyjątkowego aromatu. Pięknie wygląda zapakowana w mały słoiczek. 


7. Porcelanowy paper cup i talerzyk, 80 PLN. 

Ręcznie wykonana filiżanka do espresso i talerzyk przypominające nieco pogniecione papierowe kubki i papierowe talerzyki. Wyglądają pięknie, wzbudzają zachwyt i dobrze wyglądają na stole. Występują w kolorze białym, szarym, kobaltowym i cherry. Sami mamy dwa komplety i je uwielbiamy. 

8. Talerz jaglany, miska jaglana, 90-180 PLN.

Talerze i miski z serii "mikrostruktura" wykonane ręcznie z kamionki, szkliwione. Inspirowane naturą i strukturą kaszy jaglanej. Pięknie wyglądają na stole i na zdjęciach (dla miłośników foodporn). 

9. Wałek z napisem Merry Christmas, 110 PLN. 

Grawerowany wałek z napisem Merry Christmas. Napis dobrze odbija się na klasycznych maślanych kruchych ciasteczkach. Wałek nadaje się również do zabawy ciastoliną. Można zamówić wałki z własnymi napisami czy grafikami. 

poniedziałek, 7 grudnia 2015

Śliwkowy Yorkshire pudding z szałwią i boczkiem

Jak przygotować niebanalny dodatek do pieczonych mięs? Jak wykorzystać śliwkę kalifornijską na co dzień? Czym jest pudding Yorkshire?

W zeszłym tygodniu miałam niebywałą przyjemność uczestniczyć w warsztatach kulinarnych prowadzonych przez Witka Iwańskiego, szefa kuchni restauracji Aruana. W towarzystwie innych blogerów uczyliśmy się jak mądrze wykorzystywać suszoną śliwkę kalifornijską w kuchni. Jednym z przepisów, który mnie zachwycił był śliwkowy pudding Yorkshire. Bardzo proste danie, wymagające niewielkiego nakładu pracy okazało się idealnym dodatkiem do pieczonego indyka. Pudding może być również samodzielnym daniem, na przykład na kolację. 

Najważniejszym elementem przygotowania puddingu, o którym wcześniej nie wiedziałam, jest rozgrzanie formy i tłuszczu. Do rozgrzanej formy ostrożnie trzeba wlać składniki puddingu i jak najszybciej wstawić do pieca. Dzięki temu prostemu zabiegowi, na brzegach ciasta formuje się chrupiąca skorupka, a wnętrze pozostaje delikatne i konsystencją przypomina nieco gęstsze niż zwykle puree ziemniaczane. Dodatek świeżej szałwii i rozmarynu sprawia, że wokół piekarnika roznosi się obłędny zapach.

fot. Lawendowy Dom 

Czas przygotowania: 20 minut
Czas pieczenia: 20 minut

Składniki:
285 ml mleka
150 g mąki
1 łyżeczka proszku do pieczenia
3 jaja
100 ml oleju słonecznikowego
garść świeżej szałwii
garść świeżego rozmarynu
100 g wędzonego boczku
1 cebula biała
2 ząbki czosnku
120 g suszonej śliwki kalifornijskiej 

1. Piekarnik nagrzewamy do 240 stopni Celsjusza.

2. Blaszkę lub formę o wymiarach ok 10 cm x 25 cm wykładamy papierem do pieczenia. Wlewamy na dno połowę oleju. Wstawiamy do piekarnika na 15 minut.

3. W czasie, gdy nagrzewa się blaszka przygotowujemy pudding. Wędzony boczek kroimy w kostkę, cebulę w małą kosteczkę, czosnek w plasterki, a śliwkę drobno siekamy.

4. Na patelnię wlewamy pozostały olej (ok. 50 ml), wrzucamy boczek, cebulę, czosnek, śliwkę kalifornijską. Smażymy na wolnym ogniu mieszając ok. 5 minut (aż boczek się delikatnie usmaży, ale nie będzie chrupiący).

5. W misce dokładnie rozkłócamy jajka. Dodajemy mleko i dokładnie mieszamy. Ostrożnie wsypujemy mąkę, proszek do pieczenia i mieszamy za pomocą rózgi. Powinniśmy otrzymać ciasto nieco gęstsze niż naleśnikowe (bez grudek!).

6. Zawartość patelni wkładamy do masy jajeczno-mącznej.

7. Z piekarnika bardzo ostrożnie wyciągamy nagrzaną formę i ostrożnie wlewamy do niej zawartość miski. Uwaga, może pryskać!

8. Na wierzchu puddingu szybko układamy szałwię i rozmaryn. Wstawiamy do pieca na ok. 20 minut. Pudding powinien mieć delikatnie brązowy kolor.

9. Gotowy pudding wyciągamy z piekarnika, delikatnie studzimy i serwujemy. 

poniedziałek, 30 listopada 2015

Bezglutenowe ciasto klementynkowe z lodami brownie

Czym pachną Wasze Święta? Nasze zdecydowanie pachną przyprawami korzennymi, świeżo mielonymi orzechami i cytrusami! 

W Święta zwykle pieczemy moc makowców, pierników, pierniczków i serników. Zwykle skupiamy się na klasykach. W tym roku jednak korci nas, żeby w Boże Narodzenie zaserwować ciasto klementynkowe z lodami.


Pierwsze ciasto klementynkowe piekliśmy z przepisu Nigelli. Tym razem nieco zmodyfikowaliśmy jej przepis zastępując migdały ciasteczkami amaretti i orzechami włoskimi. Dzięki temu prostemu zabiegowi ciasto nabrało bardziej zdecydowanego smaku. Do ciasta proponujemy lody Carte d'Or o smaku chocolate brownie, które wyglądają bardzo świątecznie i smakują mocno czekoladowo. W końcu cytrusy i lody to świetny duet. 

Nie pamiętamy, żebyśmy kiedykolwiek jedli w Święta lody mimo, że bardzo je lubimy. Święta to zwykle czas ciast i kutii. Tradycja. Święta to też taki moment w roku w którym z tradycją się raczej nie dyskutuje. Do momentu, kiedy przy stole nie pojawiają się mali członkowie rodziny, którzy nie lubią ani maku ani piernika. A przecież Święta to magiczny czas szczególnie dla tych najmłodszych, więc może warto czasem pokusić się o wprowadzanie nowych tradycji. Po to, żebyśmy wszyscy przy stole czuli się naprawdę dobrze. 

Wpis powstał we współpracy z producentem lodów Carte d'Or Chocolate Brownie. 


Czas przygotowania: 10 minut
Czas oczekiwania: ok. godziny
Czas pieczenia: ok. 40 minut

Składniki:
50 g ciasteczek amaretti
50 g mielonych migdałów
150 g mielonych orzechów włoskich
2 łyżeczki proszku do pieczenia
150 g klementynek
4 jajka
1/3 szklanki cukru


1. Klementynki przelewamy wrzątkiem. Wkładamy do rondelka, przykrywamy zimną wodą i gotujemy na małym ogniu, aż zmiękną (nasze zmiękły po 45 minutach). Studzimy.

2. Piekarnik nagrzewamy do temperatury 180 stopni Celsjusza. 

3. Formę o średnicy ok. 20 cm smarujemy olejem.

4. Do misy blendera wrzucamy ciasteczka amaretti, migdały, orzechy włoskie i proszek do pieczenia. Miksujemy 30 sekund, aż ciasteczka się rozkruszą. Wysypujemy do miseczki.

5. Teraz do blendera wkładamy klementynki (warto je przed włożeniem przekroić na pół i wyciągnąć ewentualne pestki) i jajka. Miksujemy około 50 sekund do powstania jednolitej masy.

6. Do klementynek dosypujemy cukier oraz zmielone orzechy z ciasteczkami. Blendujemy 15 sekund.

7. Wlewamy zawartość blendera do formy, wstawiamy do nagrzanego piekarnika.

8. Ciasto pieczemy do zezłocenia - około 40 minut. 


wtorek, 6 stycznia 2015

Jak świętują prawosławni?

Podczas gdy my już tylko wspominamy nasz ostatni wigilijny stół, niektórzy dopiero do niego zasiądą. Wyznaniowo-kalendarzowe niespójności między wschodnimi a zachodnimi chrześcijanami sprawiają, że nie dla wszystkich święta Bożego Narodzenia już minęły. W Polsce żyje ponad pół miliona prawosławnych, większość z nich mieszka na Podlasiu. Dziś zasiądą do Wigilii.


Czego się dowiedzieliśmy o drugich Świętach?

W Białymstoku, skąd pochodzimy, to dla wszystkich jasne, że jedni świętują w grudniu, a inni – w styczniu, według kalendarza juliańskiego. Przypomnieliśmy sobie o tym, gdy tydzień temu o adwencie i Bożym Narodzeniu rozmawialiśmy z panią Niną, sąsiadką i przyjaciółką naszych rodziców, która jest skarbnicą ludowych przepisów i jednym z najważniejszych źródeł naszej wiedzy o kulinarnych tradycjach. My byliśmy już najedzeni świątecznymi specjałami, a pani Nina jeszcze pościła. „U nas przez cały adwent nie je się żadnego nabiału, ryby tylko trzy razy w tygodniu. Musimy zrezygnować też z olejów” – wyjaśniła nam reguły adwentowego postu. Oczywiście, są ulgi dla starszych, dzieci, dla chorych. No i nie wszyscy tych reguł przestrzegają. Ale dla niej post to post, bez tego nie ma potem świętowania. W adwencie można jeść kaszę, naleśniki z mąki owsianej, postne bliny z mąki gryczanej. A wśród wytrwale poszczących krąży przepis na… postny smalec – na margarynie ze smażoną na oliwie cebulą, czosnkiem i pestkami słonecznika.

Im dłużej pani Nina opowiadała o potrawach na wigilijną wieczerzę, tym bardziej się przekonywaliśmy, że nasze gregoriańskie menu niewiele się różni od tego juliańskiego. Różnice między różnymi regionami w Polsce są pewnie większe niż między sąsiadami obchodzącymi Święta w odstępie dwóch tygodni. Czerwony barszcz, do którego dolewa się trochę wywaru z suszonych grzybów (które po obgotowaniu trafiają do uszek), karp w galarecie, śledzik z cebulką zamarynowaną w occie jabłkowym z olejem, racuchy drożdżowe (bez mleka!), kisiel żurawinowy, kompot z suszu…

Ale dostajemy też przepisy na dania zapomniane – i przez katolicką, i przez prawosławną pamięć. W zeszłym roku zapisaliśmy sobie przepis na kisiel z owsa. Pani Nina krzywi się trochę, gdy o nim wspominamy. Pamięta go z dzieciństwa, ale sama – już od pewnego czasu nie robi. Kto powiedział, że tradycja musi zawsze wszystkim smakować? Otóż kisiel z owsa jest kwaśny, bo przyrządza się go z lekko skwaśniałego owsa (w naszej kuchni lubimy jednak fermentować) i podaje się zwykle – na sposób zupełnie niedeserowy – ze smażoną cebulką. Po świętach najlepiej smakuje ze skwarkami.

W tym roku zapisaliśmy sobie przepis na mleko makowe, alternatywę dla wigilijnego kompotu. „Bierzemy zmielony mak, taki jak na makowce, wymoczony, ale bez bakalii. Szklankę tego maku dodajemy do dwóch litrów wrzącej wody, słodzimy. Odcedzamy, a obgotowany mak trafia do makowych łamańców z drożdżowego ciasta. Napój, który zostaje, jest biały i słodki – jak mleko”.

Pani Nina upiekła pewnie wczoraj prosforę, chleb liturgiczny, którym wyznawcy prawosławia dzielą się w Wigilię, tak jak katolicy opłatkiem. Dostała na pieczenie specjalne błogosławieństwo, bo to odpowiedzialne zadanie. „Mąka, woda, odrobina drożdży, na dwa kilo mąki tyle drożdży co na paznokieć – wyjaśnia. – Jak piekę, to jednocześnie się modlę. Dzielenie się prosforą jest jednak nową tradycją”. W domu rodzinnym pani Niny wieczerzę wigilijną zwykle rozpoczynało się od zjedzenia łyżeczki kutii, czyli mieszanki słodkiego od miodu maku z bakaliami i pęczakiem. Prosfora zarezerwowana była na nabożeństwa. Dzisiaj natomiast jest obowiązkowym elementem wieczerzy i właściwie mało kto pamięta o zwyczajowej kutii.

Świąteczna kuchnia podlaska nie dzieli ludzi według wyznania, raczej według miejsca urodzenia. W Hajnówce na świątecznym stole z pewnością nie zabraknie marcinka, ciasta składającego się z co najmniej dziesięciu blatów półkruchego ciasta przełożonego bitą śmietaną, a w Sejnach – sękaczy i mrowisk, czyli smażonych w głębokim tłuszczu płatów ciastka połączonych miodem.

Dobrych Świąt. Ponownie. 

czwartek, 25 grudnia 2014

Niecodzienna Wigilia

Wigilia kojarzy nam się ze stołem zasłanym śnieżnobiałym obrusem, który po krochmaleniu ma takie charakterystyczne zagięcia, z dźwiękiem łamanego opłatka, intensywnym smakiem barszczu z grzybami i zapachem miodu i piernika. Smaki, zapachy, chwile, które kojarzą nam się ze Świętami są bezcenne i bardzo trudno byłoby nam z nich zrezygnować. Zdecydowanie jesteśmy tradycjonalistami w kwestii Świąt Bożego Narodzenia. 



W magicznej restauracji Water and Wine w Nałęczowie, tam gdzie butelkuje się Cisowiankę, przekonaliśmy się, że absolutnie nie trzeba rezygnować z tradycyjnych składników czy smaków, ale można zupełnie na nowo przemyśleć świąteczne menu - ku ogromnemu zaskoczeniu - tak by obyło się bez dodatku soli. Każde danie było powodem do zachwytów. Bo jak tu się nie zachwycać majonezem sosnowym, barszczem grzybowym z ziemniakami z ogniska, tatarem z wędzonych ryb z konfitowanym żółtkiem czy absolutnie boską kutią z jaglanką i nasionami rzepaku z dodatkiem lodów kręconych w makutrze. Menu zaserwowane przez Marka Filisińskiego i jego zdolnych kucharzy wprawiło wszystkich w błogi nastrój. Nie taki "błogi nastrój" jak z reklamy nowej kanapy, ale taki błogi nastrój o którym czasem mówimy "bezczas". Kiedy możesz siedzieć wśród ludzi, których lubisz, jedząc wywołujące euforię dania, rozmawiać i delektować się wszystkim, co tu i teraz. I pić herbatkę z pęczaku, która zawładnęła moim sercem. 
A oto zrekonstruowane wigilijne dania - pokaz tego, jak tradycja może inspirować. 




Opłatek – w tej roli wystąpił ryżowy chrupek z majonezem sosnowym zrobionym z prawdziwych zmiksowanych igieł sosny


Smażone grzyby – boczniaki w siemieniu lnianym i mące kukurydzianej podane z ciepłym majonezem borowikowym


Śledzik pod pierzynką – jabłko marynowane w soku z czerwonej kapusty, marynowana rzepa, puree ze szpinaku i szczypioru, majonez z oleju lnianego, marynowany śledź 


Barszcz grzybowy – wywar grzybowy doprawiony sokiem z kiszonej kapusty podany z ziemniakami z ogniska, surowymi pieczarkami i pyłem borowikowym


Groch z kapustą – puree z grochu z tymiankiem, kapusta kiszona duszona w wermucie podane z policzkami z łupacza


Herbata z pęczaku – uprażony pęczak z wrzątkiem


Kutia – jaglanka i nasiona rzepaku gotowane w mleku z cynamonem i skórką pomarańczową, orzechowa kruszonka i lody z cytrusową nutą kręcone w makutrze


Cukierki z choinki – pralina ze śliwką nałęczowską w papierku z jadalnego złota