środa, 31 grudnia 2014

Niesolone orzeszki na imprezę

Kinderbale z dzieciństwa upływającego na początku lat dziewięćdziesiątych charakteryzowały się obecnością na stołach niesamowicie długich paluszków z sezamem (jeśli ktoś wie, gdzie takie można znaleźć, bardzo prosimy o kontakt) i solonych orzeszków ziemnych. Paluszki i orzeszki to duet nierozłączny.
Ale orzeszki wcale nie muszą być solone! Można je przyrządzać na setki różnych sposobów poczynając od słodkiej wersji z miodem lub brązowym cukrem i cynamonem skończywszy na orzeszkach tak pikantnych, że tylko najwytrwalsi są w stanie je przełknąć. My bardzo lubimy mieszankę prażonych orzechów "w stylu orientalnym" - z dodatkiem chilli, kuminu i cynamonu. Najpierw są delikatnie słodkie, potem czuć nutę kuminu, a po przełknięciu coś zaczyna szczypać w język. Do ich przygotowania wystarczą orzechy, przyprawy i patelnia. Po 10 minutach będziemy mieli gotową przekąskę.

Wpis powstał we współpracy z Cisowianką w ramach akcji "Gotujmy zdrowo - mniej soli". 



Czas przygotowania: 10 minut

Składniki:
80 g niesolonych orzechów nerkowca
80 g blanszowanych migdałów (bez skórki)
80 g orzechów brazylijskich
150 g niesolonych fistaszków
2 łyżki masła
1/2 łyżeczki chilli
1 łyżeczka mielonego kuminu
1/2 łyżeczki cynamonu
1 łyżka brązowego cukru


Blaszkę wyściełamy papierem do pieczenia. Będziemy na niej studzić uprażone orzechy.
Wszystkie orzechy wsypujemy na patelnię. Na małym ogniu podgrzewamy orzechy mieszając około 5 minut - powinny nabrać złotego koloru i intensywnie pachnieć. Orzechy mogą prażyć się w różnym tempie, dlatego najłatwiej patrzeć na fistaszki - kiedy one się zezłocą, trzeba zdjąć patelnię z ognia. Na patelnię wrzucamy masło i ustawiamy patelnię z powrotem na małym ogniu. Ciągle mieszając czekamy, aż masło się rozpuści. Dodajemy cukier i przyprawy i nie przerywając mieszania podgrzewamy kolejne 3 minuty. Zdejmujemy z patelni i wykładamy na blaszkę wyścieloną papierem do pieczenia. Wyrównujemy orzechy upewniając się, że żadne się nie skleiły. Studzimy kilka minut i przesypujemy do miseczki.

czwartek, 25 grudnia 2014

Niecodzienna Wigilia

Wigilia kojarzy nam się ze stołem zasłanym śnieżnobiałym obrusem, który po krochmaleniu ma takie charakterystyczne zagięcia, z dźwiękiem łamanego opłatka, intensywnym smakiem barszczu z grzybami i zapachem miodu i piernika. Smaki, zapachy, chwile, które kojarzą nam się ze Świętami są bezcenne i bardzo trudno byłoby nam z nich zrezygnować. Zdecydowanie jesteśmy tradycjonalistami w kwestii Świąt Bożego Narodzenia. 



W magicznej restauracji Water and Wine w Nałęczowie, tam gdzie butelkuje się Cisowiankę, przekonaliśmy się, że absolutnie nie trzeba rezygnować z tradycyjnych składników czy smaków, ale można zupełnie na nowo przemyśleć świąteczne menu - ku ogromnemu zaskoczeniu - tak by obyło się bez dodatku soli. Każde danie było powodem do zachwytów. Bo jak tu się nie zachwycać majonezem sosnowym, barszczem grzybowym z ziemniakami z ogniska, tatarem z wędzonych ryb z konfitowanym żółtkiem czy absolutnie boską kutią z jaglanką i nasionami rzepaku z dodatkiem lodów kręconych w makutrze. Menu zaserwowane przez Marka Filisińskiego i jego zdolnych kucharzy wprawiło wszystkich w błogi nastrój. Nie taki "błogi nastrój" jak z reklamy nowej kanapy, ale taki błogi nastrój o którym czasem mówimy "bezczas". Kiedy możesz siedzieć wśród ludzi, których lubisz, jedząc wywołujące euforię dania, rozmawiać i delektować się wszystkim, co tu i teraz. I pić herbatkę z pęczaku, która zawładnęła moim sercem. 
A oto zrekonstruowane wigilijne dania - pokaz tego, jak tradycja może inspirować. 




Opłatek – w tej roli wystąpił ryżowy chrupek z majonezem sosnowym zrobionym z prawdziwych zmiksowanych igieł sosny


Smażone grzyby – boczniaki w siemieniu lnianym i mące kukurydzianej podane z ciepłym majonezem borowikowym


Śledzik pod pierzynką – jabłko marynowane w soku z czerwonej kapusty, marynowana rzepa, puree ze szpinaku i szczypioru, majonez z oleju lnianego, marynowany śledź 


Barszcz grzybowy – wywar grzybowy doprawiony sokiem z kiszonej kapusty podany z ziemniakami z ogniska, surowymi pieczarkami i pyłem borowikowym


Groch z kapustą – puree z grochu z tymiankiem, kapusta kiszona duszona w wermucie podane z policzkami z łupacza


Herbata z pęczaku – uprażony pęczak z wrzątkiem


Kutia – jaglanka i nasiona rzepaku gotowane w mleku z cynamonem i skórką pomarańczową, orzechowa kruszonka i lody z cytrusową nutą kręcone w makutrze


Cukierki z choinki – pralina ze śliwką nałęczowską w papierku z jadalnego złota


wtorek, 23 grudnia 2014

Szybki piernik last minute

Kiedy na liście świątecznych wypieków zostaje piernik, a na fantastyczny piernik staropolski jest zdecydowanie za późno, koniecznie należy zrobić piernik "last minute". Przyprawa korzenna, miód i powidła śliwkowe, które dodaje się do ciasta sprawiają, że ciasto smakuje naprawdę świątecznie. Długo też zachowuje świeżość, więc można się nim spokojnie cieszyć przez całe Święta. Chociaż nie, nie można się nim cieszyć przez całe Święta, bo naprawdę szybko znika. Najważniejsze, że nikt nawet nie będzie podejrzewał, że zrobienie go zajmuje 10 minut.


Czas przygotowania: 10 minut
Czas pieczenia: 60 minut

Składniki:
2 1/2 szklanki mąki 
1 czubata łyżka domowej przyprawy do piernika lub 2 łyżki przyprawy z woreczka
1 łyżeczka sody 
1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
200 g masła
1/2 szklanki miodu
2 łyżki kakao
3/4 szklanki powideł śliwkowych 
1 szklanka cukru
3 jajka w temperaturze pokojowej


Piekarnik nagrzewamy do temperatury 180 stopni Celsjusza. Keksówkę o długości 30 cm wykładamy papierem do pieczenia. Do rondelka wkładamy posiekane w kostkę masło, miód, kakao i powidła śliwkowe. Ciągle mieszając podgrzewamy, aż rozpuści się masło. Studzimy. 
W misce mieszamy mąkę, przyprawę do piernika, sodę i proszek do pieczenia. Mikserem na wysokich obrotach ubijamy jajka z cukrem przez 3 minuty. Dodajemy mąkę z przyprawą, sodą i proszkiem do pieczenia i ostudzoną zawartość rondelka. Miksujemy do uzyskania jednolitej masy. Gotową masę wkładamy do keksówki i wstawiamy do piekarnika. Pieczemy 40 minut, następnie przykrywamy folią aluminiową i pieczemy kolejne 20 minut. Sprawdzamy patyczkiem czy ciasto jest upieczone. Jeśli patyczek wychodzi suchy, wyciągamy piernik. Studzimy.
Przed podaniem piernik możemy oprószyć cukrem pudrem.

Śledzie z jabłkiem, cebulką i olejem lnianym

Śledzie z cebulą to wigilijny klasyk. Po prostu, muszą znaleźć się wśród co najmniej 25 tradycyjnych potraw w naszym domu. Jedna mama przygotowuje matjasy z cebulą. Druga, preferuje płaty w zalewie octowej. My skłaniamy się ku opcji "a'la matjas". Z pewnymi drobnymi zmianami, oczywiście.
Są dwa składniki, które zwykłego śledzia z cebulą wyniosą na świąteczne wyżyny - to starte na grubej tarce jabłko i olej lniany. Jabłko łagodzi ostry smak cebuli i podkreśla  słony smak śledzia. Olej lniany nadaje mu delikatności i ... polskości. My śledzie a'la matjas moczyliśmy przez 10 minut w mleku, żeby odebrać im dominującą nutę soli. Potem śledzie z jabłkiem, cebulą i olejem zamknęliśmy w słoiczku i odstawiliśmy na 4 godziny. Dzięki temu smaki się przegryzły i śledź nabrał delikatnego aromatu jabłek. 
Olej lniany można kupić w sklepach ze zdrową żywnością i na lokalnych bazarkach. To chyba najbardziej polski olej. Najlepszy olej lniany, jakiego próbowaliśmy to olej od Kowalskiego. Był niezwykle aromatyczny i delikatny. Pamiętajcie kupując olej lniany, żeby przechowywać go w ciemnym i chłodnym miejscu. Inaczej, olej szybko zjełczeje. A szkoda by było zmarnować takie cudo... 


Czas przygotowania: 15 minut
Czas oczekiwania: 4 godziny

Składniki:
2 filety śledziowe a'la matjas
250 ml mleka
2 duże jabłka
2 łyżeczki soku z cytryny
2 cebule
200 ml wrzątku
200 ml oleju lnianego 

Śledzie wkładamy do miseczki, zlewamy mlekiem, odstawiamy na 20 minut. W tym czasie obieramy jabłka i trzemy je na tarce o grubych oczkach. Mieszamy jabłka z sokiem z cytryny. Cebule obieramy, drobno siekamy. Wkładamy na sito i przelewamy wrzątkiem. Cebulę mieszamy z jabłkiem.
Śledzia wyjmujemy z zalewy, opłukujemy wodą. Kroimy w kawałki o szerokości ok. 3 cm. Wkładamy do słoika lub miseczki, posypujemy jabłkiem z cebulą, zalewamy olejem lnianym. Odstawiamy na 4 godziny do lodówki, żeby smaki się "przegryzły". 


Śledzie z cebulką, śliwką kalifornijską i olejem rydzowym

Śledź ryba, która musi znaleźć się na świątecznym stole. To ryba, którą większość  z nas akceptuje. To też dobry materiał do eksperymentowania z dodatkami. Jedni lubią śledzika z cebulą, inni na słodko z żurawiną, inni na ostro z musztardą, chilli i kaparami. My lubimy słone filety śledziowe łączyć z czymś słodkim. Idąc tym kluczem przygotowaliśmy śledzie z czerwoną cebulą, śliwką kalifornijską i olejem rydzowym. 
Filety śledziowe, które trzyma się w roztworze soli są bardzo słone dlatego zachęcamy do ich odsalania. Jak pozbyć się nadmiaru soli ze śledzi? Wystarczy zalać je zimną przegotowaną wodą lub mlekiem i odstawić w zimne miejsce na kilka godzin. Warto raz na godzinę odkrawać kawałeczek śledzia i sprawdzać czy jest wystarczająco słony. My nasze filety trzymaliśmy w świeżej wodzie przez 2 godziny. Ale czas ten jest uzależniony od ilości soli w zalewie, więc trudno jest podać jednoznacznie czas odsalania. Po prostu, trzeba próbować. 
Olej rydzowy to olej z nasion lnianki. To jedna z najstarszych roślin w Polsce z której pozyskiwano olej. Olej rydzowy ma niezwykłe ziemisty smak i intensywny posmak cebulki. Świetnie więc łączy się ze śledziem. Jest też wspaniałym pokreśleniem kulinarnej tradycji na wigilijnym stole. Najwięcej oleju rydzowego tłoczy się w Wielkopolsce i dlatego też został on wpisany na Unijną listę gwarantowanych tradycyjnych specjalności. 
Śledzie są niezwykle proste w przygotowaniu i przepyszne. 

Wpis powstał we współpracy z Cisowianką w ramach akcji "Gotujmy zdrowo - mniej soli".  


Czas przygotowania: 15 minut
Czas oczekiwania: 3 godziny

Składniki:
2 filety śledziowe a'la matjas
10 śliwek kalifornijskich
2 duże czerwone cebule
100 ml oleju rydzowego

Filety śledziowe próbujemy, żeby sprawdzić czy są wystarczająco słone. Jeśli są zbyt słone, zalewamy je zimną wodą lub zimnym mlekiem i odstawiamy w chłodne miejsce. Sprawdzamy co godzinę odkrawając kawałek śledzia czy jest wystarczająco słony. Jeśli tak, wyjmujemy go z wody/mleka, suszymy i kroimy w paski szerokości 2 cm.
Śliwki drobno siekamy. Cebulę drobno siekamy.
Do słoika lub do miseczki wkładamy kawałki śledzia, obsypujemy śliwkami i cebulą. Skrapiamy olejem rydzowym, zamykamy pojemnik i odstawiamy do lodówki na 2-3 godziny. 

s

wtorek, 16 grudnia 2014

Jak udekorować pierniczki z dziećmi?

Pieczenie i dekorowanie pierniczków to najprzyjemniejsze świąteczne obowiązki. W domu pięknie pachnie, można w końcu spędzić razem czas i zrobić coś kreatywnego. Tak właśnie myślą ci, którzy nigdy nie mieli dzieci albo mają dzieci tak małe, że wierzą reklamom przedstawiającym słodkie aniołki grzecznie stojące przy blacie i ostrożnie wycinające ciasteczka. Dzieci pieką ciastka całymi sobą. Od stóp do głów. Dla niektórych rodziców to wizja piernikowej zagłady, dla innych moment na powrót do beztroskiej przeszłości. Na szczęście, jednych i drugich w błogi nastrój wprawiają cukier i korzenne przyprawy. Dla tych, którzy do projektu "Pierniczki 2014" przystępują po raz pierwszy przygotowaliśmy "dekalog" pierniczkowania z przedszkolakami. Ci doświadczeni mogą dopisywać swoje rady, sugestie i przepisy.   
Zdjęcia zrobiliśmy podczas pierniczkowych warsztatów organizowanych przez KUKBUK i Dr. Oetker, które prowadziły najsłodsze siostry w Polsce prowadzące własną cukiernię -  So Sweet Project. 


1. Zrób dokładną listę zakupów tak, by nie trzeba było rzucać wszystkiego i biec do sklepu po cukier puder, którego akurat potrzebujecie do zrobienia dodatkowej porcji lukru. My robimy pierniczki z przepisu, który znajdziecie tutaj.

2. Jeśli macie czas, wybierzcie się do sklepu po nowe foremki do ciasteczek. Takie dziewczyńskie z Hello Kitty i Bambi można znaleźć w H&M, a takie najtańsze i najsolidniejsze znajdziecie na stronie Pomocnicy Kuchenni.

piątek, 12 grudnia 2014

Makowe podkówki

"Moja mamusia zawsze robiła topielca na Boże Narodzenie". Mój tata.
"U nas na Wigilię to zawsze mamy makóweczki z topielca". Pani Ania.
"Nie wiesz co zrobić z makiem? Zrób topielca!" Ciocia.

Oczywiście, że miałam ochotę zrobić tego topielca, gdybym tylko umiała. Ale nie umiałam. Znałam teorię każącą wsadzić surowe ciasto drożdżowe do zimnej wody. Nie miałam jednak pojęcia co mam robić dalej. Czy to ciasto miałam wsadzić w ścierce? Czy mam je trzymać w tej wodzie, aż tylko delikatnie wychyli się ku górze? Czy po wyjęciu ciasto mam wyrabiać długo? Czy ta breja, którą mam na blacie kiedykolwiek stanie się jednolitą drożdżówką?
Topielca zrobiłam z przepisu Szymanderskiej, której postanowiłam wybaczyć inny przepis, który kiedyś skutecznie zniechęcił mnie do drożdżowego. Wszystko wydawało mi się czarną magią, byłam niesamowicie ostrożna i uratował mnie spokój i wiara, że się uda. Skoro udawało się babci Tosi, pani Ani i cioci, musiało się udać też mnie. Z podanych składników otrzymałam 40 podkówek o średnicy 7 cm. Użyłam masy makowej z przepisu na makowiec, ale z braku czasu można użyć masy makowej z puszki. 

Kilka rad dotyczących topielca, czyli ciasta drożdżowego z wody:
1. ciasto wkładamy do miski z bardzo zimną wodą
2. ciasta nie owijamy ścierką
3. miskę stawiamy w ciepłym miejscu
4. czekamy, aż ciasto wypłynie na górę (zajmuje to około 30 minut)
5. Po wyciągnięciu ciasta z miski odstawiamy je na 5 minut.
6. Po tym czasie ciasto zaczynamy wyrabiać nie przejmując się, że jest trochę rzadkie. Po 5 minutach powinno nabrać jednolitej konsystencji. Jeśli nie nabiera, zostawcie je w spokoju na kolejne 5 minut.
7. Topielec nigdy nie ma tak jednolitej struktury jak zwykłe drożdżowe. Jest bardziej kleisty i trzeba to zaakceptować.
8. W trakcie pieczenia na cieście pojawiają się mikroskopijne bąbelki. Ciasto w ten sposób rośnie. Wygląda inaczej niż zwyczajna drożdżówka.
9. Topielec niezwykle długo zachowuje świeżość.


Czas przygotowania: 40 minut
Czas oczekiwania: 30 minut

Składniki:
1/2 kg mąki pszennej
250 g masła
100 g cukru
40 g drożdży
5 łyżek ciepłego mleka
2 jajka
cukier puder do oprószenia

Masa makowa
z przepisu na makowiec  lub z puszki

Do miski kruszymy drożdże, dodajemy cukier i ciepłe mleko. Mieszamy dokładnie, przykrywamy czystą ściereczką i odstawiamy na 10 minut. W tym czasie rozpuszczamy masło i studzimy je.
Do drożdży dodajemy mąkę, rozpuszczone masło i jedno jajko. Wyrabiamy do otrzymania jednolitej masy, która odchodzi od rąk/miski. Z ciasta formujemy kulę.
Dużą miskę napełniamy zimną wodą. Wkładamy ciasto i odstawiamy w ciepłe miejsce na 30 minut.
Piekarnik nagrzewamy do temperatury 180 stopni Celsjusza. Ciasto wyciągamy z wody, odkładamy na blat i pozwalamy mu odpocząć przez 5 minut. Wyrabiamy je przez minutę, aż nabierze zwartej konsystencji. Ciasto wałkujemy na placek o grubości 3 mm. Wykrawamy z niego kółka szklanką lub wykrawaczką o średnicy ok. 7 cm. Na środek każdego okręgu wkładamy łyżkę masy makowej, składamy na pół i delikatnie dociskamy brzegi.
Jajko wbijamy do kubeczka i rozkłócamy. Gotowe makówki smarujemy rozkłóconym jajkiem. Wstawiamy do piekarnika i pieczemy na złoty kolor - około 10 minut. Wyciągamy z pieca i studzimy. Jeśli chcemy, część z nich możemy zamrozić. Gotowe podkówki oprószamy cukrem pudrem.


środa, 10 grudnia 2014

Stollen - wieniec bakaliowy z marcepanem

Stollen to klasyczne niemieckie ciasto na Boże Narodzenie. Hojnie wypełnione bakaliami i marcepanem jest wizytówką Drezna, w którym wypiekane jest od wieków według sekretnej receptury. Ciasto długo zachowuje świeżość, pięknie pachnie cytryną i świetnie smakuje. Wszystko to zasługa nieco "pijanych" bakalii, które moczymy w rumie. Jeśli lubimy intensywny smak alkoholu, możemy bakalie włożyć do woreczka strunowego, wlać alkohol, dobrze zamknąć i zostawić na noc. Klasyczny stollen ma kształt pnia drzewa - jest podłużny i oprószony cukrem pudrem. My pokusiliśmy się o upieczenie go w formie wieńca, bo w tej formie pięknie prezentuje się na świątecznym stole. 
Przepis pochodzi ze strony Good Food.

Ostatnio w wielu sklepach przed Bożym Narodzeniem można znaleźć surowy marcepan do wypieków. Składnik ten nie jest powszechny w tradycyjnej polskiej kuchni, więc czasem trudno znaleźć dla niego zastosowanie. Na blogu proponujemy przepisy na piernikową babkę z marcepanem i jabłkami, bezmleczną babkę z marcepanem i gruszkami, szwedzkie bułeczki semlor z marcepanem i bitą śmietaną, drożdżowe wianuszki z marcepanem i migdałami, ślimaczki z marcepanem i lukrecją.


Czas przygotowania: ok. 1 godziny
Czas oczekiwania: ok. 2 godzin

Składniki:
50 g rodzynek
50 g żurawiny
100 g kandyzowanej skórki pomarańczowej
4 łyżki rumu
550 g mąki
30 g drożdży
50 g cukru
skórka otarta z 1 cytryny
85 g masła
250 ml mleka
2 jajka
300 g marcepanu

lukier
1 szklanka cukru pudru
3 łyżki wody lub soku z cytryny


Rodzynki, żurawinę i skórkę pomarańczową wkładamy do miseczki i zalewamy rumem. Odstawiamy. 
Do miski kruszymy drożdże, wsypujemy cukier, dokładnie mieszamy, aż drożdże będą miały konsystencję płynu. W garnuszku podgrzewamy mleko tak, by można było je dotknąć palcem. Ciepłe mleko wlewamy do drożdży, dokładnie mieszamy i przykrywamy ściereczką. Odstawiamy na 5 minut. Do wyrośniętych drożdży (powinny wyglądać jak piana) dodajemy mąkę, pokrojone w kostkę masło, skórkę otartą z jednej cytryny i 1 jajko. Wyrabiamy ciasto ręcznie lub mikserem planetarnym tylko do momentu, kiedy ciasto będzie zwarte i będzie się z niego dało uformować kulę. Wkładamy do miski wysmarowanej 1 łyżką oliwy, przykrywamy czystą ściereczką i odstawiamy w ciepłe miejsce do wyrośnięcia na 45 minut.
Gotowe ciasto wałkujemy na prostokąt o średnicy 40 cm x 20 cm. Wdłuż środka układamy 1/3 bakalii. Ciasto zwijamy jak kopertę (2/3 dolnej części przekładamy na górę i przykrywamy pozostałą 1/3). Wałkujemy na prostokąt o wymiarach 40 cm x 20 cm. Na środek prostokąta wkładamy kolejną 1/3 bakalii i powtarzamy składanie i rolowanie na prostokąt. Po raz ostatni formujemy z ciasta prostokąt, na środku robimy rządek z bakalii, składamy w kopertę i wałkujemy na prostokąt 50 cm x 15 cm. Z marcepanu formujemy wałeczek o długości około 45 cm i układamy na samym środku ciasta. Ciasto zwijamy w roladę i upewniamy się, że miejsce złączenia ciasta jest pod spodem. Boki zawijamy pod spód. Ciasto delikatnie przenosimy na blaszkę. Na środek wkładamy naczynie żaroodporne o średnicy ok. 12 cm. Wokół naczynia formujemy wieniec z ciasta. Brzegi dokładnie sklejamy. Wieniec przykrywamy ściereczką i zostawiamy w ciepłym miejscu na 45 minut, żeby wyrósł.
Piekarnik nagrzewamy do temperatury 180 Celsjusza. Jajko dokładnie rozkłócamy w szklance z 1 łyżką wody lub mleka i smarujemy wierzch wieńca. Ciasto wstawiamy do piekarnika na 25 minut i pieczemy aż się zezłoci. Wyciagamy z pieca i dokładnie studzimy. 
Ostudzone ciasto lukrujemy. Lukier robimy mieszając w miseczce wodę/sok z cytryny z cukrem pudrem do otrzymania gęstej masy. Gotowym lukrem robimy na cieście esy-floresy. 
Ciasto można zamrozić przed lukrowaniem. Wtedy wystarczy wyciągnąć je z piekarnika, zawinąć w czystą ściereczkę i pozostawić na blacie na noc. Potem można je lukrować i serwować gościom. 


wtorek, 9 grudnia 2014

Konfitura z chorizo i boczku [Jadalne prezenty #10]

Ach jak przyjemnie móc robić prezenty świąteczne. Szczególnie takie niecodziennie, ładnie zapakowane i ... z boczkiem. A jak wiadomo, z boczkiem wszystko smakuje lepiej. W słoiku zamknięte jest to, co grzeszne - ostre chorizo, wędzony boczek, miód, cydr, espresso. Taka konfitura bardzo lubi towarzystwo tostów, brukselki, makaronu. Najbardziej jednak lubi towarzystwo płynącego, delikatnego żółtka. Dobrze się sprawdza jako nadzienie do ciasteczek z boczkiem (przepis tutaj).
Dlaczego w przepisie na konfiturę z boczku jest espresso? Espresso nadaje konfiturze głębszego smaku, świetnie podkreśla jej słodycz i podkręca zapach wędzonego boczku. Jeśli nie chcecie dodawać do konfitury kawy, możecie 2 łyżki miodu zastąpić 2 łyżkami melasy. Nie bójcie się cydru - alkohol wyparowuje w trakcie gotowania. Nie zastępujcie go tylko sokiem jabłkowym, który jest zbyt słodki. Przepis na konfiturę wymyśliliśmy wpadając w internecie na zdjęcie słoika Bacon Jam produkcji Eat17
Z podanych składników otrzymacie 2 słoiki po 250 ml. Warto je ładnie obwiązać tasiemką i podarować jakiemuś miłośnikowi boczku. Albo miłośniczce. 


Czas przygotowania: 40 minut

Składniki:
1 łyżka smalcu lub oleju
350 g wędzonego boczku
100 g chorizo
2 czerwone cebule
2 ząbki czosnku
1 mała papryka chili
2 łyżki miodu
2 łyżki jasnego brązowego cukru
2 łyżki octu winnego 
200 ml cydru
100 ml espresso 

Boczek i chorizo kroimy w 1 cm plasterki. Cebule drobno siekamy. Czosnek obieramy i drobno siekamy. Paprykę myjemy, wyciągamy pestki (chyba, że lubimy bardzo ostre dania), drobno siekamy. Na patelni rozgrzewamy 1 łyżkę tłuszczu, wrzucamy boczek i smażymy na średnim ogniu przez 5 minut, aż boczek się zezłoci. Dorzucamy chorizo i smażymy jeszcze 2 minuty. Łyżką cedzakową wyciągamy boczek i chorizo z patelni i przekładamy na talerz. Na tłuszcz pozostały na patelni wrzucamy cebulę i mieszając smażymy do miękkości (ok. 3 minut), dodajemy czosnek i chili. Smażymy 30 sekund, dodajemy miód, cukier, ocet winny, cydr, espresso, boczek z chorizo. Smażymy na małym ogniu około 30 minut mieszając raz na jakiś czas. Sos na patelni powinien mieć konsystencję syropu klonowego. Patelnię zdejmujemy z ognia, studzimy. Zawartość patelni delikatnie miksujemy blenderem metodą pulsacyjną (10 sekund, stop, sprawdzamy, 10 sekund). Boczek powinien być wielkości dużych skwarek. Przekładamy do czystych słoików i przechowujemy w lodówce. 


poniedziałek, 8 grudnia 2014

O prezencie idealnym

Święta to czas, kiedy chcemy bardziej życzliwi dla sąsiadów, którzy tupią w nasz sufit w środku nocy, bardziej wyrozumiali dla kumpli z pracy, którzy miotają się w zakupowej gorączce, bardziej szczodrzy dla tych, którzy mają trudności. Po prostu, chcemy być "bardziej" niż naprawdę jesteśmy. 
I tak biegając i szukając prezentów dla najbliższych szukamy tego swego lepszego "ja". Takiego, które pamięta o której zawieszce do bransoletki wspominała siostra, o której płycie mówił chłopak w maju i którą piosenkarkę mama lubiła w młodości. Po to, żeby każde z nich poczuło się naprawdę wyjątkowo kochane i słuchane.


Przecież nie chodzi o to, żeby dawać cokolwiek. Prezent idealny musi całą sobą pokazywać, że należy do konkretnej osoby. Nie jest biletem na koncert o którym marzy pół Twego biura, nie jest też Twoim wymarzonym flakonikiem perfum. Prezent jest dla tego, kogo obdarowujesz. Warto więc pomyśleć chwilę co lubi właśnie ta konkretna osoba. 
Czasem łapiemy się na tym, że nie kupujemy pewnych rzeczy, bo w jakiś irracjonalny sposób nie akceptujemy czyichś preferencji. Nawet jeśli wiemy, że właśnie to koszmarnie kwaśne wino jest ulubionym winem wujka, a siostrzenica uwielbia te sztucznie aromatyzowane czekoladki od których robi nam się niedobrze. Po prostu, skoro my tego nie lubimy, to oni też nie mogą tego lubić. Dlatego zwykle toczymy taką małą wewnętrzną walkę powtarzając sobie "to nie jest dla Ciebie, to nie jest dla Ciebie". Przy trzecim prezencie zaczyna działać. 
Kiedy już zupełnie nie mamy żadnych pomysłów siadamy na kanapie i wracamy myślami do tego, co już było. Do wspólnych wakacji, wspólnych kolacji czy wypadów za miasto. Wtedy po prostu rekonstruujemy smaki i zamykamy je szczelnie w słoikach. Właśnie tak powstało masło pierniczkowe, którego spróbowaliśmy po raz pierwszy u Ani, która właśnie wróciła z Belgii czy syrop cytrynowy do herbaty, który przypomina pigwę od cioci Kasi. Przypominamy sobie też najsilniejsze emocje. Tak też powstał album dla rodziców dokumentujący ostatnie 10 lat z życia naszej rodziny i tak powstał kubek, który widzicie na zdjęciu. Kubek ma dla nas ogromną wartość mimo, że jest tylko kubkiem. 
Kiedy byłam małą dziewczynką zupełnie nie rozumiałam codziennego rytuału mojej mamy. Jakoś w środku dnia mama siadała przy stole w kuchni z gazetą i filiżanką kawy i mówiła mi "to ja się teraz napiję kawy, a Ty się pobaw". Rozumiecie przecież, że właśnie wtedy, kiedy mama tak siedziała przy stole była mi najbardziej potrzebna. Akurat wtedy najtrudniej było mi przebrać moją ukochaną lalkę, znaleźć zagubione klocki.  Właśnie wtedy chciałam, żeby poczytała mi bajki albo pobawiła się ze mną na dywanie. A ona ze spokojem i uśmiechem mówiła "dobrze, później. Teraz napiję się kawy, a potem Ci pomogę". Do dzisiaj pamiętam jak pielgrzymowałam między kuchnią, a pokojem niecierpliwiąc się, burcząc coś pod nosem i jęcząc. Jak już byłam dużą dziewczynką uzależnioną od kofeiny mama przypomniała mi jak strasznie nie lubiłam tego jej kawowego rytuału. Dopiero wtedy tak naprawdę zrozumiałam, że ona potrzebowała tego czasu dla siebie, żeby móc być bardziej dla mnie. 
I mimo, że w kawiarniach piję różne kawowe cuda, w domu z mamą mogę pić cokolwiek. Bo przecież nie chodzi o to co się pije, ale z kim.

Do 14 grudnia na stronie Przepisy na kawę możecie sami zaprojektować kubek na którym wpiszecie własne życzenia (lub jakieś powiedzenie). Codziennie można wygrać 100 kubków. Oprócz kubka, bliska nam osoba znajdzie w zestawie również kawę Jacobs, foremki na pyszne, kawowe muffiny wraz z przepisem i jedną z czterech aromatycznych przypraw do kawy skomponowaną specjalnie dla marki Jacobs przez Anię Starmach. Taki osobisty kubkowy zestaw cichutko szepcze "w te święta ktoś naprawdę o Tobie pomyślał." 


A jeśli nie uda Wam się wygrać kubka, to zawsze kubek możecie pomalować sami. Tę filiżankę znalazłam pod poduszką. Bo moje dzieci jeszcze nie potrafią same napisać "mama potrzebuje kawy". 

Wpis powstał we współpracy z marką Jacobs. 

sobota, 6 grudnia 2014

Syrop do herbaty z kandyzowanymi cytrynami [Jadalne prezenty #9]

Szukając prezentów, biegając od sklepu do sklepu, klikając na kolorowe produkty i porzucając nadzieję na coś wspaniałego i wyjątkowego często zapominamy, że mamy dwie ręce. Ręce, które może nie leczą, ale są w stanie co nieco pokroić, pocisnąć i pomieszać. Ponownie zapraszamy na fascynujący odcinek "jadalnych prezentów". 
Herbatka, szczególnie taka czarna pluja, potrzebuje dobrego syropu. Takim absolutnie najlepszym jest ten z pigwy z pokrojonymi w cienkie plasterki owocami hojnie oprószonymi cukrem. Taki syrop trzeba niestety zrobić latem, kiedy można spokojnie kupić pigwy. Dla tych, którzy nie potrafią w sierpniu przewidzieć, że w grudniu będą Święta mamy dobrą wiadomość. Syrop z cytryn jest gotowy w 40 minut, z czego 30 minut to czas oczekiwania. Jest i słodki, i kwaśny i nieco gęsty. Ślicznie wygląda w słoiku i stanowi idealny jadalny prezent. Taki na ostatnią chwilę. 
Z podanych składników otrzymamy syrop, którym zapełnimy 4 słoiki o pojemności 250 ml.


Czas przygotowania: 40 minut

Składniki:
6 cytryn
2 szklanki cukru
1 1/2 szklanki wody
ew. 1/4 szklanki likieru cytrynowego Limoncello

Do rondla wlewamy wodę, wsypujemy cukier i stawiamy na małym ogniu do zagotowania. W międzyczasie dokładnie myjemy cytryny. Z dwóch z nich wyciskamy sok i dolewamy do garnuszka z syropem cukrowym. Pozostałe kroimy w cienkie plasterki grubości ok. 2-3 mm starając się nie zniszczyć skórki. Gotowe plasterki wrzucamy do garnuszka z wodą, cukrem i sokiem. Gotujemy na małym ogniu przez 30 minut delikatnie mieszając co 5 minut. Zdejmujemy z ognia. Jeśli chcemy dodać to syropu alkohol, studzimy delikatnie cytryny i likier wlewamy do ciepłego syropu.
Słoiki dokładnie myjemy, przelewamy wrzątkiem. Do każdego słoika wkładamy plasterki cytryny, zalewamy syropem i zakręcamy. Gotowy syrop przechowujemy w butelce. Zarówno syrop jak i same plasterki cytryn możemy wykorzystać do przygotowania tortów - syropem nasączamy biszkopty, a cytrynami dekorujemy wierzch ciasta. Syrop świetnie sprawdza się też jako dodatek do drinków.


piątek, 5 grudnia 2014

Ugryź Mazowsze - Szlak Kulinarny Mazowiecka Micha Szlachecka

Przychodzi koniec tygodnia, urlop się skończył, a człowieka nosi i miałby ochotę wyrwać się gdzieś z domu, choćby na weekend. Można podążać oklepanymi ścieżkami, powtórzyć udane doświadczenia albo zasugerować się trasą kolei państwowych. Można też poszukać mniej standardowych miejsc i lepiej poznać własne okolice. Jedni przechadzają się po lasach, inni odkrywają stare rynki miejskie, a jeszcze inni odkrywają nową rzeczywistość przy stole. Na szczęście, można połączyć te trzy. 


Szlak Kulinarny Mazowiecka Micha Szlachecka to sposób trzech restauratorek na promowanie lokalnych smaków, historii i miejsc. Na szlak składają się nie tylko restauracje i piekarnie, ale też miejsca, które koniecznie trzeba zobaczyć odwiedzając południowo-wschodnie Mazowsze. 

wtorek, 2 grudnia 2014

Co zjeść na Mazowszu? O Sieci Dziedzictwa Kulinarnego Mazowsze

Myśląc o kulinarnym Mazowszu zwykle myślimy o grójeckich jabłkach, warszawskiej wuzetce i pańskiej skórce. Jak się okazuje, Mazowsze to dużo więcej niż to, co jest w Warszawie i kilka kilometrów obok. Na kuchnię Mazowsza składają się setki dań przygotowywanych od lat przez lokalne koła gospodyń wiejskich, warzywa i owoce uprawianie przez pokolenia rolników czy wspaniałe trunki o szczególnych właściwościach. 


Mazowsze jest członkiem europejskiej sieci regionalnego dziedzictwa kulinarnego - Culinary Heritage. Sieć została założona w 1995 roku przez Szwedów, którzy chcieli promować swoje regionalne produkty i potrawy. Dzisiaj sieć skupia 25 regionów europejskich w tym aż 10 regionów z Polski. Zadaniem sieci jest przede wszystkim promowanie regionalnych smaków. Co oznacza to w praktyce? Do sieci może dołączyć producent czy restaurator, który w swojej ofercie ma produkty pochodzące z konkretnego regionu. Żeby posługiwać się logo Sieci Dziedzictwa Kulinarnego wszystkie produkty składające się na danie muszą pochodzić z danego regionu. Dla przykładu: pampuchy, których próbowaliśmy w restauracji Retro Skibniew były robione z mąki pochodzącej z okolicznego młyna braci Górskich, jajek od kurki z najbliższej ekologicznej fermy, oleju rzepakowego od pana Kowalskiego. Wszystko absolutnie regionalne - dokładnie takie, jak kiedyś.



Co oznacza to dla nas, konsumentów? Widząc logo Sieci Dziedzictwa Kulinarnego na etykietach dżemów, w menu restauracji, na drzwiach wejściowych do hotelów możemy być pewni, że trafiliśmy do miejsca, którego serce bije w tym regionie. Możemy być pewni, że spróbujemy czegoś prawdziwego. Jest to też niesamowicie praktyczne - zamiast zastanawiać się, które danie w restauracji charakteryzuje dany region i czego warto spróbować, wystarczy spojrzeć na logo. 
Sieć Dziedzictwa Kulinarnego Mazowsze zrzesza 58 członków i chroni ponad 200 produktów. Pieczę na siecią sprawuje mazowiecki urząd marszałkowski.


Czego absolutnie trzeba spróbować na Mazowszu?

Podczas dwudniowej wizyty studyjnej zorganizowanej przez Urząd Marszałkowski Województwa Mazowieckiego odkryłam kilka perełek Mazowsza. Tymi perełkami są przede wszystkim ludzie - lokalni producenci, plantatorzy, hodowcy, piekarze, restauratorzy, którzy wracają do korzeni i z uporem maniaka twierdzą, że wszystko, co rośnie obok jest najlepsze, że przepisy babć są tym, czego trzeba bronić. Tymi perełkami są też ich produkty. Te, których koniecznie musicie spróbować.

1. Karp mościbrodzki

W stawach wokół dziewiętnastowiecznego dworu w Mościbrodach pływają karpie, które smakują obłędnie. Są zaprzeczeniem wszystkich karpiowych skojarzeń: że tłusty, że niedobry, że śmierdzi mułem, że nie ma żadnego smaku. Nic z tych rzeczy. Karpie smażone w maśle klarowanym (!) są po prostu przepyszne. Najlepiej jednak smakuje karp wędzony, którego mięso jest delikatne, listkowane i takie... lekkie.


2. Czosnek latowicki

Niby nic szczególnego, a jednak. Czosnek latowicki zawdzięcza swój delikatny smak glebie na której jest uprawiany (dorzecze Świdru). Smakuje jak prawdziwy czosnek z babcinego ogrodu. Dzisiaj, kiedy większość czosnku pochodzi z Hiszpanii, ten uprawiamy w Polsce staje się niesamowitym rarytasem. Czosnek latowicki jary jest biały, ma mniejsze ząbki i trudno się go obiera. Fioletowy to czosnek ozimy o większych ząbkach i delikatniejszym smaku.


3. Miód nadbużański

W Pasiece Nadbużańskiej od kilkudziesięciu lat hoduje się pszczoły, które dają wspaniały miód. Pasieka leży nad Bugiem, na granicy trzech województw - mazowieckiego, podlaskiego i lubelskiego. Jest to jeden z najczystszych rejonów Polski. Dlatego też miód na pewno nie pochodzi z "krajów unijnych i poza unijnych", tylko z Polski. Jest to ważne o tyle, że nikt go nie "chrzci", żeby przez miesiące stał w słoiku jako przezroczysta i lejąca ciecz. Miód się porządnie krystalizuje i świetnie smakuje - bo przecież jest i lipowy, i wrzosowy, i spadziowy. 

4. Chleb razowiec marszałkowski z Siedlec

W piekarni Ratuszowej Radzikowscy w Siedlcach już w latach trzydziestych XX wieku wypiekano wspaniały chleb razowy na zakwasie. Zakwasie, który ma przynajmniej 50 lat! 
Każdy bochenek obtoczony w otrębach kroi się na bardzo cienkie kromki, żeby wydobyć z chleba to, co najlepsze. Każdy chleb jest opatrzony zieloną etykietą. Etykietę na chleb przykleja się na wodę - podobno niektórzy konsumenci obawiają się toksycznych klejów nie wiedząc, że od zawsze małe papierowe etykietki przyklejało się po prostu na wodę.


5. Nalewka z derenia Longinus

Longinus to rodzinna firma produkująca wspaniałe nalewki według tradycyjnych receptur. Nalewki są przejrzyste, aromatyczne i klarowne (to są podobno trzy podstawowe cechy każdej nalewki). Jak to zwykle w Polsce bywa, każdy alkohol służy wyższym celom i o tym możemy dowiedzieć się z etykiety. Dereń to wspaniałe lekarstwo na bóle gardła i rzeczywiście dobrze spełnia swoją funkcję. Nalewka jest aromatyczna, delikatnie słodka i ma piękny kolor. 

6. Syrop z pigwowca i konfitura poziomkowa Krokus 

Syropy i konfitury to produkty, które przywodzą na myśl mnóstwo wspomnień z dzieciństwa. Przecież każda babcia dosładzała herbatkę syropem albo robiła napój z konfitury malinowej domowej roboty. Domowe konfitury i syropy zwykle mają nieskomplikowany skład: owoce i cukier. Dokładnie tak samo jak konfitury Krokusa. Absolutne zaskoczenie - przepisy z XIX i XX wieku, owoce pochodzące od okolicznych rolników i piękne słoiki. Syrop z pigwowca jest idealny do zimowej herbatki.


7. Pampuchy skibniewskie 

Pampuchy kojarzą się zwykle z ciastem drożdżowym gotowanym na parze. Nic bardziej mylnego. Drożdżowe rąby smażone w głębokim tłuszczu po upieczeniu są nadziewane gorącą marmoladą jabłkową lub powidłami. Można jeść, jeść i jeść. Co ciekawe, jest to specjał ze Skibniewa i okolicznych wsi. Można spróbować w Retro Skibniew. 


8. Rajski sok jabłkowy

W ekologicznym gospodarstwie państwa Zawistowskich w Sarnakach uprawia się na czterech hektarach ekologiczne jabłka. Są one świetnym składnikiem jabłkowego soku, który ma piękny kolor i rewelacyjny smak - słodki i orzeźwiający. Jakby właśnie wykapał z sokowirówki. Można sobie samodzielnie nalać z pomysłowego opakowania ze specjalnym kranikiem.

Więcej o Sieci i mazowieckich smakach możecie przeczytać u ChilliBite, Klaudyny i Kucharni
Wpis powstał we współpracy z Urzędem Marszałkowskim Województwa Mazowieckiego.

poniedziałek, 1 grudnia 2014

Prosty keks świąteczny

Na Podlasiu w Wigilię przede wszystkim podaje się kutię, ale nie zwalnia to kobiet (nie ma co ukrywać, większość przygotowań do Wigilii spoczywa w rękach babć, mam i sióstr) z przygotowania kilku ciast. Cała Polska, i Podlasie też, kojarzy święta Bożego Narodzenia z porządnym keksem hojnie wypełnionym orzechami, rodzynkami i kandyzowaną skórką pomarańczową. Niektórzy do keksu dodają odrobinę posiekanej gorzkiej czekolady. Inni, rezygnują z suszonych owoców na rzecz orzechów. Jeszcze inni, uwielbiają ciasto z orzechami, a nie orzechy w cieście. 
To jest przepis na szybki i prosty keks w którym proporcja bakalii do ciasta jest absolutnie zrównoważona. 

Dobre rady

1. Wszystkie składniki do przygotowania keksu powinny mieć temperaturę pokojową. Dzięki temu ciasto nie opadnie.
2. Przed dodaniem bakalii do ciasta warto je oprószyć mąką - wtedy nie będą opadały ścieląc się gęsto na dnie blaszki.
3. Do ciasta można dodać 1/4 tabliczki gorzkiej czekolady posiekanej na małe kawałki.
4. Keks można mrozić. Po upieczeniu studzimy ciasto, zawijamy w papier śniadaniowy lub papier do pieczenia i wstawiamy do zamrażarki. Aby rozmrozić keks trzeba wyciągnąć go z zamrażarki 12 godzin przed planowanym podaniem, owinąć w czystą ściereczkę i pozostawić na blacie, aż osiągnie temperaturę pokojową. Keks oprószamy cukrem pudrem przed podaniem.


Czas przygotowania: 20 minut
Czas pieczenia: ok. 60 minut

Składniki:
5 jaj
200 g cukru
200 g masła
300 g mąki pszennej
2 łyżeczki proszku do pieczenia
50 g rodzynek
50 g suszonych fig
50 g suszonych daktyli
50 g żurawiny suszonej
50 g orzechów laskowych
50 g orzechów włoskich
50 g migdałów
50 g skórki pomarańczowej kandyzowanej

1. Piekarnik nagrzewamy do temperatury 180 stopni Celsjusza. Keksówkę o długości 25 cm wykładamy papierem do pieczenia.

2.Orzechy i migdały drobno siekamy. Mieszamy z rodzynkami, daktylami, figami, skórką pomarańczową.

3. Mąkę i proszek do pieczenia przesiewamy do miski. Trzy łyżki mieszanki mąki z proszkiem mieszamy z bakaliami.

4. Miserem na wysokich obrotach ubijamy masło z cukrem przez 5 minut, dodajemy po jednym jajku. Po dodaniu każdego jajka masę miksujemy, aż będzie jednolita. Dopiero wtedy dodajemy kolejne jajko.

5. Wsypujemy mąkę z proszkiem do pieczenia, mieszamy do otrzymania jednolitego ciasta.

6. Dosypujemy bakalie i mieszamy.

7. Gotowym ciastem wypełniamy keksówkę o długości ok. 25 cm). Wstawiamy do piekarnika i pieczemy około godziny - po tym czasie wkładamy patyczek w środek ciasta. Jeśli patyczek jest suchy, ciasto wyciągamy z piekarnika, studzimy