Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mandarynki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mandarynki. Pokaż wszystkie posty

środa, 9 lutego 2011

Ciasto klementynkowe

Wszystkim, którzy zastanawiają się, jak można wykorzystać mandarynki polecamy ten przepis na ciasto klementynkowe. Znaleźliśmy go na Joy of Baking dwa lata temu - zrobiliśmy wtedy wszystko według przepisu i uznaliśmy, że ciasto jest interesujące, ale zdecydowanie za słodkie. Drugi raz próbowaliśmy zrobić  je z pomarańczy, ale M. o nich zapomniała i się nieco przypaliły, więc główny składnik przepadł. Ostatecznie, za trzecim podejściem, w cieście wylądowały klementynki, które pomyślnie przeszły cały proces gotowania. Ciasto jest bardzo delikatne, pachnące i banalne, jeśli się tylko pamięta o sprawdzaniu garnka stojącego na ogniu.


Czas przygotowania: 15 minut
Czas oczekiwania: 2 godziny
Czas pieczenia: 1 godzina

Składniki:
450 g klementynek
6 jaj
1 łyżeczka ekstraktu waniliowego
1 szklanka cukru
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1/4 łyżeczki soli
2 3/4 szklanki mielonych migdałów

Do garnka wkładamy klementynki, zalewamy je zimną wodą i gotujemy na małym ogniu przez dwie godziny. W międzyczasie warto sprawdzać, czy w garnku jest woda. Po dwóch godzinach klementynki będą już miękkie - należy więc je odcedzić i odstawić do wystygnięcia. 
Piekarnik nagrzewamy do 190 stopni, a blaszkę wykładamy papierem do pieczenia. 
Schłodzone klementynki przekrawamy na pół, wyjmujemy z nich pestki, wrzucamy do blendera razem z jajkami i miksujemy aż do uzyskania jednolitej masy. Do powstałej masy klementynkowo-jajecznej dodajemy resztę składników, mieszamy do połączenia i wlewamy do przygotowanej wcześniej blaszki. Czas pieczenia może się wahać od 45 do 60 minut (nasz piekarnik piekł ciasto 55 minut). Po 45 minutach pieczenia najlepiej jest otworzyć piekarnik i zastosować metodę suchego patyczka (patyczek wbity w środek ciasta powinien być suchy). Jeśli ciasto jest niedopieczone, zostawiamy je w piekarniku na kolejne 5 minut i znowu sprawdzamy. Upieczone ciasto wyjmujemy na kratkę uważając, żeby się nie rozpadło. Studzimy i... zostawiamy na 3-4 dni. Dopiero wtedy serwujemy np. z lodami waniliowymi.

wtorek, 25 stycznia 2011

Powidła mandarynkowe z jabłkami

Ciąg dalszy łamania stereotypu, że przetwory robi się tylko latem i wczesną jesienią. I ciąg dalszy zamykania cytrusów w słoikach. Były pomarańcze i cytryny. Tym razem przyszła kolej na mandarynki. Inspiracją był przepis Macieja Kuronia na powidła mandarynkowe. Powidła - bo ich konsystencję miały gwarantować jabłka. Przepis ukazał się w książeczce z przetworami z owoców, która swego czasu była dołączona do Gazety Wyborczej. I może nawet nasz przepis byłby identyczny z przepisem Kuronia, gdyby nie to, że A. zarzucił w międzyczasie książeczkę swoimi papierami i nie mógł jej znaleźć. Improwizacja okazała się jednak bardzo udana. Mandarynki świetnie współgrają z jabłkami - powidła są delikatne w smaku, aromatyczne i mają jasny, słoneczny kolor. Miejmy nadzieję, że ten smak i aromat uda się przechować w słoikach przez kilka miesięcy... Swoją drogą, zadziwiające, że o tej porze roku w Polsce jabłka kosztują prawie tyle samo co mandarynki...



Czas przygotowania: 40 minut
Czas gotowania: ok. 3 godzin

Składniki:
3 kg mandarynek
1 kg jabłek, najlepiej winnych
3 cytryny
70 dag cukru
6 goździków
1 łyżeczka cynamonu

Mandarynki, jabłka i cytryny dokładnie myjemy. Pięciu mandarynkom dodatkowo szorujemy dokładnie skórki, kroimy je i wrzucamy do garnka razem z pokrojonym miąższem (myśmy kroili każdą mandarynkę na 3-4 półplastry). Jabłka i pozostałe mandarynki obieramy ze skórek, kroimy, wyrzucamy pestki i wrzucamy do garnka. Zalewamy wszystko sokiem wyciśniętym z cytryn, dwoma szklankami wody, dodajemy goździki (najlepiej drobno potłuczone) i rozgotowujemy. Gdy owoce puszczą sok, a jabłka zaczną się rozpadać, dosypujemy cynamon i cukier - początkowo pół kilograma, resztę pozostawmy w rezerwie gdyby powidła trzeba było dosłodzić. I gotujemy dalej. Po ok. pół godziny zawartość garnka trzeba przetrzeć przez sito albo zblendować (my wybraliśmy to drugie). Trzeba się bowiem w jakiś skuteczny sposób pozbyć mandarynkowych błonek. Przecierając powidła pozbywamy się ich definitywnie, blendując - pozwalamy im zostać, choć w zmienionej postaci...
Powidła gotujemy aż osiągną właściwą, gęstą konsystencję. Im dłużej gotujemy, tym częściej mieszamy, bo mogą przywierać do dna garnka. Gorące powidła pakujemy do wyparzonych słoików i szczelnie zamykamy. 
Prawie nigdy zawartość garnka nie wchodzi idealnie do przygotowanych słoików, zawsze zostaje choć trochę powideł, za mało żeby "rozpocząć" nowy słoik. Dla nas to zawsze porcja na pierwszą próbę -  w tym przypadku polecamy do towarzystwa świeżą bułkę z twarogiem. Smakuje wyśmienicie!