Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ser pleśniowy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ser pleśniowy. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 21 czerwca 2018

Fasolka szparagowa, czyli lunch w kwadrans

Kiedy kończą się szparagi na pocieszenie pojawiaja się ona - dwukolorowa fasolka szparagowa. Można ją gotować, smażyć i zapiekać. My wrzuciliśmy ją do lunchboxa. 



Jak gotować fasolkę szparagową?

To proste. Weź garnek, zagotuj w nim wodę i dodaj tyle soli, żeby smakowała jak woda morska. Tak, trzeba będzie spróbować. Wrzuć fasolkę (ja obcinam końcówki, ale nie jest to konieczne) i gotuj około 10 minut. Ja lubię fasolkę al dente, taką którą stawia opór. Jeśli wolisz fasolkę mięciutką jak makaron z rosołu, zostaw ją we wrzątku na kolejne 2 minuty. Potem przelej lodowatą wodą (jeśli chcesz, żeby pozostała chrupka) i już.

Fasolki i szparagi owinięte w pieczone liście i skropione olejem były jedną z przystawek w restauracji Water&Wine. Zachwyciłam się tym, jak wspaniale smakuje prostota. Przecież warzywa i olej to coś, co mamy na wyciągnięcie ręki, co nie wymaga jakichś kuchennych akrobacji. Czasem te najprostsze rozwiązania są najgenialniejsze w smaku.

Naszą fasolkę w dwóch kolorach skropiliśmy olejem rzepakowym tłoczonym na zimno, posypaliśmy odrobiną sera pleśniniowego i hojną ilością orzechów włoskich. Wszystko włożyliśmy do lunchboxa i zabraliśmy do pracy. Prościej i lepiej się chyba nie da.


Czas przygotowania: 15 minut

Składniki:
100 g fasolki zielonej
100 g fasolki białej
2 łyżki sera pleśniowego
3 łyżki orzechów włoskich
2 łyżki oleju rzepakowego tłoczonego na zimno

1. Fasolkę dokładnie myjemy i możemy uciąć im końcówki.
2. W garnku zagotowujemy wodę i solimy tak, by smakowała jak woda morska.
3. Wrzucamy fasolkę i gotujemy na małym ogniu, aż będzie al dente (około 10 minut).
4. Przelewamy fasolkę zimną wodą.
5. Odcedzamy dokładnie.
6. Fasolkę skrapiamy olejem, posypujemy orzechami i serem.

wtorek, 9 września 2014

Galette ze śliwkami i serem pleśniowym - bez soli!

Sól to jedna z najczęściej nadużywanych przypraw. Według raportu SGGW z 2012, przeciętny Polak codziennie zjada ok. 7,63 g soli. Światowa Organizacja Zdrowia twierdzi, że dziennie powinniśmy konsumować nie więcej niż 1 łyżeczkę soli. Jedną. Łyżeczkę. 
Kiedy producent wody Cisowianka zaprosił nas do współpracy w ramach akcji "Gotuj zdrowo - mniej soli!" byliśmy nieco sceptyczni. Nie dlatego, że nadużywamy soli, ale dlatego, że sól często stanowi o jakości dania - nie ma przecież nic gorszego niż mdły niedosolony sos do makaronu... Zapytaliśmy więc naszych fanów na Facebooku co im przychodzi na myśl, kiedy słyszą "gotuję bez soli". Okazało się, że wielu z nich bezskutecznie próbuje ograniczać sól w diecie i naprawdę chcieliby dowiedzieć się jak można gotować bez soli. 
Czytając różne artykuły na temat ograniczania soli można się nieźle przestraszyć. Sól przedstawiana jest jako cichy zabójca czyhający na nas w warzywach w puszce, gotowych sosach, wędlinach i serach. Jest niewidzialna i niebezpieczna, powoli i skutecznie niszczy nasze nerki, żyły i serce... Prawda jest taka, że sól jest nam potrzebna i spokojnie możemy ją jeść - byle z umiarem. Dlatego w najbliższym czasie pokazując różne dania będziemy Wam przedstawiać nasze obserwacje dotyczące racjonalnego dodawania soli. Zaczynamy od pozbycia się nawyku dosalania.


Na pomysł zrobienia galette bez dodatku soli wpadliśmy stojąc na straganie z owocami. Śliwki były takie piękne, że nie mogliśmy się powstrzymać i je kupiliśmy. Tylko jak wpleść śliwki do prostego i smacznego dania bez soli? W lodówce mieliśmy masło, ser pleśniowy i odrobinę pesto. Próbowaliśmy zrobić galette z kruchego ciasta. Chcąc dodać mu smaku, sięgnęliśmy po pesto (które samo w sobie jest słone, bo ma przecież parmezan). Zagnietliśmy ciasto i... w ostatniej chwili powstrzymaliśmy się przed dosypaniem soli. Przecież ZAWSZE solimy ciasto do wytrawnych tart. Ułożyliśmy śliwki, ser, orzechy i znowu sięgnęliśmy po młynek z solą morską. Tym razem siłą woli odstawiliśmy go na półkę. Okazuje się, że nadmiar soli w diecie nie zawsze wynika z realnej potrzeby dodania słonej nuty daniu. Bardzo często jest to nawyk - szczypta soli do wody na makaron zmienia się w łyżkę (bo tak mi się sypnęło), szczypta soli na plasterku pomidorka (bo zawsze tak się sypało), szczypta do każdego kęsa jajka na miękko, etc. Zupełnie bezwiednie, i zwykle też niepotrzebnie, przekraczamy dzienny limit. Przypomina to trochę otwieranie okna Facebooka wraz z otwarciem przeglądarki - niby nie chcieliśmy się logować, a już wiemy komu w ostatnim tygodniu urodziło się nowe dziecko... 
Galette ze śliwkami i serem pleśniowym - bez dodatku soli - jest pyszne. Podaliśmy je naszym przyjaciołom i nikt nie zorientował się, że nie dosalaliśmy. Kiedy im o tym powiedzieliśmy, nie mogli uwierzyć. A smakowało wszystkim!


Czas przygotowania: 40 minut
Czas pieczenia: 35 minut

Składniki:
100 g zimnego masła
50 g serka typu philadelphia
1 łyżka zielonego pesto
180 g mąki pszennej
12 dużych śliwek
100 g sera z błękitną pleśnią
50 g orzechów nerkowca

Masło siekamy na kawałki. Dodajemy serek, pesto, mąkę pszenną i szybko zagniatamy. Z ciasta formujemy kulę, owijamy ją folią spożywczą i wstawiamy do lodówki na 20 minut.
Piekarnik nagrzewamy do temperatury 200 stopni Celsjusza. Śliwki myjemy i osuszamy. Z każdej usuwamy pestkę i przekrawamy ją na 4 części. Ser kroimy w bardzo cienkie plasterki. Na arkuszu papieru do pieczenia rozwałkowujemy kruche ciasto starając się, by miało kształt koła o średnicy ok. 25 cm. Na cieście układamy układamy śliwki zaczynając od zewnętrznej części zostawiając 4 cm wolnego brzegu wokół zewnętrznej krawędzi. Między kawałki śliwek wkładamy plasterki sera. Wierzch posypujemy orzechami. Ciasto zawijamy do środka zakładając na siebie brzegi. Wstawiamy do nagrzanego piekarnika i pieczemy 30-40 minut (do zezłocenia ciasta). Wyciągamy z piekarnika, pozwalamy mu odpocząć przez 5 minut i kroimy.

czwartek, 17 lipca 2014

Stek z sosem z sera pleśniowego

Uwielbiamy kuchnię amerykańską. Jedno z nas lubi ją bardziej i wiadomo, że jest to ta, która przez kilka lat wszystkie wolne wtorkowe popołudnia spędzała w bibliotece uniwersyteckiej czytając po kolei Emily Dickinson, Emmersona, Kate Chopin, Pynchona i innych wspaniałych poetów i pisarzy z Kraju Wolności.
Prym wśród naszych najulubieńszych dań wiedzie Mac&Cheese, potem w kolejce ustawia się stary, dobry hamburger (najlepiej z karmelizowaną cebulą, wędzonym boczkiem i plastrem sera asiago), chicken pot pie i... whoppie pie. Dobrym stekiem jednak żadne z nas nie pogardzi. 
W Kuchennym Atelier Piotr i Paweł przygotowaliśmy steki z sosem z sera pleśniowego. Taki sos to tylko dodatek do dobrej jakości mięsa, więc kupując mięso na steki szczególnie zadbajcie o jego jakość. Oczywiście, wołowina sezonowana jest najlepsza, ale w sklepach można znaleźć również paczkowane steki niesezonowane, które dobrze przygotowane smakują wyśmienicie. 


Czas przygotowania: 40 minut

Składniki:
4 steki (ok. 100-150 g każdy)

marynata:
6 łyżek sosu sojowego
4 łyżki oliwy z oliwek
3 łyżki soku z limonki
1 łyżeczka pieprzu kajeńskiego
2 łyżki brązowego cukru

sos z sera pleśniowego:
100 g masła
1 cebula
1 szklanka śmietanki 36%
3 łyżki sosu Worcester (lub sojowego)
150 g sera pleśniowego typu lazur

Przygotowujemy marynatę z sosu sojowego, oliwy z oliwek, soku z limonki, pieprzu kajeńskiego i brązowego cukru. Nacieramy nią mięso, które wkładamy razem z marynatą do woreczka strunowego, zamykamy i wkładamy do lodówki na pół godziny. Wyjmujemy mięso z woreczka strunowego i suszymy ręcznikiem papierowym. Rozgrzewamy patelnię grillową tak, by zaczęła delikatnie dymić. Kładziemy mięso i grillujemy ok. 4 minut na każdej stronie (na filmiku smażymy na zwykłej patelni na oleju - też można). Zdejmujemy i kładziemy na talerz. Przykrywamy folią aluminiową i odstawiamy na 10 minut. W międzyczasie przygotowujemy sos. Siekamy cebulę. Rozgrzewamy masło na patelni, dodajemy cebulę i smażymy około 5 minut, aż będzie szklista. Dodajemy śmietanę, sos i ser pleśniowy. Mieszamy do rozpuszczenia sera. Stek podajemy z sosem.