Pokazywanie postów oznaczonych etykietą miód. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą miód. Pokaż wszystkie posty

piątek, 22 czerwca 2018

Skąd się bierze miód?

Pszczoły to jedne z najbardziej fascynujących stworzeń. Jak żyją pszczoły i jak powstaje miód opowiadali nam bracia i dziadek Tuszyńscy. 


W pasiece Tuszyńskich witają nas trzy pokolenia - dziadek, jego syn i wnuki (z żoną i narzeczoną). Senior rodu opowiada jak to jego własny dziadek i ojciec pozwolili mu zbudować ule kiedy był trzpiotem latającym po drzewach. Pierwsze ule, prawie siedemdziesięcioletnie, nadal stoją w pasiece i nadal służą kolejnym pokoleniom pszczół. Jego syn nie odziedziczył miłości do pszczół. Za to wnuki traktują pszczelarstwo jako swoje powołanie - słuchając ich ma się poczucie, że nie tylko wiedzą wszystko o pszczołach, ale że je po prostu szanują. Patrząc na pasiekę od razu czuje się, że jest to miejsce z długoletnią tradycją, którą przekazuje się w rodzinie z pokolenia na pokolenie. Nic dziwnego, że pasieka Tuszyńskich może poszczycić się białą czapką na niebieskim tle, czyli przynależnością do Sieci Dziedzictwa Kulinarnego Mazowsza. Więcej o tym znaku możecie przeczytać w tym wpisie.


Gdzie mieszkają pszczoły?

W ulach, oczywiście. Ul składa się z dwóch części - gniazdowej w której mieszka pszczela matka składająca jajka i miodnej, która jest zimową spiżarnią pszczół. Między dwiema częściami ula pszczelarze instalują kratkę odgrodową - dzięki niej królowa nie przechodzi do części miodnej i nie składa tam jaj. Z ula można wyjść tylko z części gniazdowej. Dlaczego nie ma wyjścia z ula w części miodnej? To proste - nikt nie chce, żeby miód był zanieczyszczony. Jest jeszcze jedna odpowiedź - pszczoły lubią się rabować (pszczoły z obcych uli potrafią przylecieć do innego ula i wykraść miód). Czy królowa w ogóle wychodzi z ula? Tak, ale tylko raz w swoim około 5-6 letnim życiu. Królowa wylatuje po to, żeby zostać zapłodnioną. Kolejne lata spędza w ulu. W drugim roku życia pszczela matka może złożyć nawet... 2000 jaj dziennie.


Ile żyją pszczoły?

piątek, 17 marca 2017

Beghrir czyli marokańskie placuszki z miodem

Od pytania "czy kiedykolwiek to jadłaś" do momentu w którym stałam nad patelnią obserwując małe rosnące placuszki nie minęła godzina. W Maroko nigdy nie byłam, ale za to Maroko było dzisiaj u nas na stole. 

Beghrir to śniadaniowe placki drożdżowe, które pochodzą z Maroko. Wyglądają na talerzu jak zrobione z koronki. Ciasto  zawiera kaszę manną, więc podczas rośnięcia kasza utrzymuje tę misterną strukturę.  Dzięki tym malutkim dziurkom placki cudownie przesiąkają sosem miodowo-maślanym z którym się je podaje.

Ciasto na placki jest dość luźne. Na środek suchej rozgrzanej patelni trzeba wlać około 1/4 szklanki masy, pozwolić się jej rozlać i smażyć na średnim ogniu  około 3 minut. W trakcie smażenia na placku zaczną pojawiać się małe "kratery". Masa zacznie się ścinać i przestanie błyszczeć. To sygnał, że placek należy zdjąć z patelni. Placków nie przewracamy. Dlaczego? Wtedy błyskawicznie by się ścięły i wyschły. A tak mamy placek, który jest delikatnie wilgotny (ale bezpieczny, bo ścięty). Warto zatem ubroić się w dwie patelnie. Próbowaliśmy smażyć po kilka placków na raz. Niestety, masa jest rzadka i mocno się rozlewa. Placki wylewane tuż przy brzegu patelni nie mają ładnych okrągłych kształtów. Sprawdzałam też co się stanie, kiedy zagęścimy masę - możemy smażyć po kilka placków na raz, ale nie rosną tak ładnie, nie mają koronkowej struktury i smakują bardziej jak nasze racuszki. Jeśli więc chcemy spróbować tych prawdziwych marokańskich beghrir trzymajmy się przepisu.


Czas przygotowania: 10 minut (plus smażenie)
Czas oczekiwania: 20 minut 

Składniki:
20 g świeżych drożdży
1 łyżeczka cukru
1 2/3 szklanki ciepłego mleka
1 szklanka mąki pszennej
1 szklanka kaszy manny
2 łyżeczki proszku do pieczenia
2 jajka

sos:
6 łyżek miodu
3 łyżki masła
2 łyżki wody pomarańczowej 



1. Drożdże mieszamy z cukrem i ciepłym mlekiem. Odstawiamy na 5 minut.

2. Do drożdży dodajemy pozostałe składniki - mąkę, kaszę, proszek do pieczenia, jajka. Mieszamy łyżką do powstania jednolitej masy.

3. Miseczkę z masą przykrywamy czystą ścierką i odstawiamy w ciepłe miejsce na 20 minut.

4. Patelnię rozgrzewamy. Na sam środek wylewamy około 1/4 szklanki masy. Smażymy na średnim ogniu, aż wierzch przestanie być błyszczący, a spód się zarumieni - około 3 minut. Przekładamy na talerz.

5. W czasie, gdy smażymy naleśniki przygotowujemy sos. Do rondelka wrzucamy masło, miód. Podgrzewamy mieszając, aż masło i miód się połączą. Dodajemy wodę pomarańczową.

6. Gotowe placki serwujemy z miodowo-maślanym sosem.

niedziela, 30 października 2016

Zastanawiasz się co zrobić na śniadanie? Może gryczankę?

Kto powiedział, że poranne płatki muszą być nudne? Gryczanka z miodem gryczanym i dwójniakiem to propozycja na prawdziwie dekadencki poranek.

Zwykle na śniadanie jemy owsiankę albo jaglankę. Mieszamy je z owocami, orzechami, czasem parmezanem i pomidorami. Nie lubimy nudy.

Ostatnio jednak mieliśmy ochotę na coś zupełnie niecodziennego. Wyciągnęliśmy z szafki dwójniak, miód gryczany i postanowiliśmy dodać to wszystko do porannych płatków. (A. jest wielkim miłośnikiem miodów pitnych i mamy ich malutką kolekcję). Mieliśmy już dość jaglanki i owsianki, więc szukaliśmy bardziej kreatywnego rozwiązania. Zrobiliśmy gryczankę - płatki gryczane na wodzie z dodatkami. Jeśli ktoś lubi ten charakterystyczny melasowy posmak kaszy gryczanej, to gryczanka stanie się jego ulubionym porannym rytuałem. 

Śniadaniowa gryczanka zawiera odrobinę alkoholu, który nadaje jej delikatnie słodkiego smaku (ale wydaje nam się, że pod wpływem gorącej temperatury płatków szybciutko wyparowuje). Dlatego polecamy ją na długi jesienny poranek w dobrym towarzystwie. 

Wpis powstał we współpracy z Cisowianką. Zainspirowały nas smaki lubelszczyzny. Nic nie kojarzy się z tym regionem tak jak miodosytnictwo. 


Czas przygotowania: 10 minut
Liczba porcji: 2

Składniki:
8 łyżek płatków gryczanych
1 szklanka wody
2 łyżki miodu gryczanego
4 łyżki dwójniaka
1/4 szklanki orzechów włoskich 
1 łyżka miodu płynnego


1. Do rondelka wlewamy wodę i wsypujemy płatki. Gotujemy na małym ogniu, aż płatki zmiękną - około 5 minut.

2. Do gorących płatków dodajemy dwójniak i miód gryczany. Dokładnie mieszamy.

3. Gryczankę przekładamy do naczynek.

4. Orzechy mieszamy z płynnym miodem. Dekorujemy nimi gryczankę.


niedziela, 25 września 2016

Co zamiast kawy? Kujawianka z korzeniami

W erze wszechobecnego cappuccino, pięknego latte, chemexów i dripów picie zbożówki wydaje się obciachem albo lansem na ekoświra. A kawa kojarzona głównie ze szpitalnym śniadaniem może być o niebo lepsza niż espresso z przeciętnej sieciówki.


Przygodę z kawami zbożowymi zaczęliśmy jakiś czas temu. Kiedy po 6 kawach naturalnych dziennie mieliśmy ochotę na więcej, ale jakieś resztki zdrowego rozsądku podpowiadały nam, że może już wystarczy. Pijemy dużo. Pijemy Kujawiankę, orkiszową, inkę i żołędziową, która powinna mieć na etykiecie hasło "bo miliony dzików nie mogą się mylić".  Każda z nich jest inna, troszeczkę inaczej się ją parzy i każda może smakować dobrze. Z premedytacją piszę "może", bo w szpitalu ostatnio byłam i lurowatą zbożówkę pić próbowałam. 

Nasza Kujawianka to jest jednak cud nie kawa. Z pozoru wióry w staromodnym opakowaniu, nabiera szlachetności w odpowiednim towarzystwie. A towarzystwo Kujawianka lubi mocno wschodnie - cynamon, kardamon, goździki, czasem anyż, gałką muszkatołową też nie pogardzi. Odrobina miodu dodana do filiżanki ładnie podkręci aromaty i sprawi, że mleko nie będzie już potrzebne.

środa, 31 sierpnia 2016

Semifreddo z miodem pitnym

Miód pitny to jeden z naszych ulubionych trunków. Degustujemy, porównujemy i dodajemy do różnych deserów. 


Miód pitny w Polsce ma historię dużo dłuższą niż polska wódka. Już Piastowie raczyli się bursztynowym trunkiem. Miodosytnictwem zajmowali się głównie mnisi, którzy cierpliwie mieszali miód z wodą, podgrzewali go, dodawali drożdże i fermentowali. Po leżakowaniu, miód można doprawić dodatkowym miodem lub wyciągami ziołowo-korzennymi. W polskiej literaturze często spotykamy opisy suto zastawionych stołów i beczek miodów pitnych. Miodosytnictwo jest niesamowitą sztuką, która została nieco zapomniana. Wszystko przez wódkę, której produkcja jest prostsza i duża tańsza. 

Miody pitne to jest jednak zupełnie inny rodzaj trunku. Miody smakują tak różnie w zależności od tego gdzie leżakują, jakie mają dodatki. Stąd można znaleźć na rynku wspaniałe miodowe perełki. W sklepach z alkoholami wystarczy wspomnieć o pasiece Jaros, Miodach Polskich czy Apis. 

Najlepszym miodem do deserów jest słodki półtorak i dwójniak. Trójniak i czwórniak najlepiej sprawdzają się jako dodatki do ryb, mięs i sosów. My najbardziej lubimy jednak delektować się ich smakiem bez żadnych dodatków.

niedziela, 31 lipca 2016

Jak przekonać dzieci do koziego sera?

Kiedy dzieci są malutkie i poznają nowe smaki nie gardzą niczym. A potem idą do przedszkola i na niewinnie brzmiące nazwy składników reagują stanowczym i pełnym odrazy "bleeee". Są jednak sposoby na przekonanie ich, że warto próbować.


Ostatnio kupiliśmy kozi ser. Na ich pytanie "co to" odpowiedzieliśmy zgodnie z prawdą. Na nasze pytanie czy chcą spróbować odpowiedzieli, również zgodnie z prawdą, "kozi ser. Z Koziołka Matołka może." Nie wdaliśmy się w dyskusję na temat pochodzenia mleka i płci Matołka. Po prostu wciągnęliśmy kozi ser na dziecięcą czarną listę. 

Nie zmuszamy dzieci do jedzenia. Nie szantażujemy ich emocjonalnie mówiąc, że zrobiliśmy to specjalnie dla nich, a oni nie chcą jeść. Nie siadamy przy stole na długie godziny udając latające samolociki. Wiemy, że jedzą kiedy są głodne i szanujemy to. Za każdym razem jednak pytamy czy nie chcą spróbować tego, co akurat robimy. 

Kozi ser kupiliśmy specjalnie, żeby spróbować go w nowym połączeniu. Zwykle latem dodajemy go do sałatki z pomidorami i malinami, którą podpatrzyliśmy u Agaty Wojdy. Tym razem spróbowaliśmy go w połączeniu z brzoskwiniami, śliwkami i miodem mniszkowym, który dostaliśmy w Fundacji Pogranicze. Wszystko wyglądało na tyle interesująco, że dzieci spróbowały tego miksu i nagle polubiły kozi ser. Nie są jego wyznawcami, ale nie reagują tak zasadniczo. 

Nasze dzieci dają się przekonać do nowych smaków tylko wtedy, kiedy widzą coś dobrego i mogą same zdecydować czy chcą tego spróbować czy nie. I uprzedzając Wasze pytania - jeśli nie chcą spróbować to też nie zmuszamy. Jak byliśmy mali nie lubiliśmy śledzi, kaszanki, budyniu z sokiem. Dzisiaj nie tylko to tolerujemy, ale uwielbiamy! 

Wpis powstał we współpracy z Cisowianka - Gotujmy zdrowo.


Czas przygotowania: 10 minut
Liczba porcji: 2

Składniki:
1 brzoskiwnia
6 śliwek
50 g sera koziego 
2 łyżeczki miodu mniszkowego
garść liści mięty

1. Brzoskwinię i śliwki myjemy. Owoce przekrawamy na pół, usuwamy pestki i kroimy w ósemki.

2. Owoce układamy na talerzu, posypujemy pokruszonym kozim serem, skrapiamy miodem mniszkowym.

3. Posypujemy listkami mięty i serwujemy.


poniedziałek, 23 listopada 2015

Łosoś w miodzie i musztardzie w 15 minut

Łosoś to chyba najbardziej uniwersalna ryba. Bardzo łatwo się ją przygotowuje, ma smaczne mięso, zgrabnie wygląda na talerzu i nie ma zbyt dużo ości. A do tego ten kolor... Jak się okazuje kolor łososia niekoniecznie musi być taki intensywny - osobniki żyjące na wolności mogą mieć mięso zupełnie białe. A łosoś hodowlany uzyskuje swój intensywny kolor dzięki odpowiedniemu karmieniu. Dlatego nigdy nie sugerujmy się kolorem kupując łososia. 

Dzisiejszy łosoś to po prostu ryba, miód, musztarda francuska i olej. Kawałki ryby smarujemy przed pieczeniem, układamy na koprze włoskim i wstawiamy do nagrzanego piekarnika. Możemy go podać z bagietką czy ryżem. Dla nas, łosoś z koprem włoskim to lekka i szybka kolacja. 

Do przygotowania łososia nie użyliśmy soli. Glazura z musztardy i miodu w zupełności wystarczy, żeby ryba nabrała niecodziennego charakteru. 

Wpis powstał we współpracy z  Cisowianka - Gotujmy Zdrowo - Mniej Soli.


Czas przygotowania: 15 minut

Składniki dla 2 osób:

400 g łososia 
2 łyżki musztardy francuskiej
1 łyżeczka miodu
7 łyżek oliwy z oliwek
1/2 łyżeczki czosnku granulowanego
1/2 łyżeczki czarnego pieprzu
1 koper włoski
1/2 cytryny (opcjonalnie)

1. Piekarnik nagrzewamy do temperatury 180 stopni Celsjusza. W międzyczasie przygotowujemy rybę.

2. Łosia kroimy na mniejsze kawałki.

3. W kubeczku mieszamy musztardę, miód, oliwę z oliwek (5 łyżek), czosnek i pieprz. Smarujemy łososia z obu stron.

4. Fenkuł przekrawamy na pół, wykrawamy kłąb, a resztę kroimy w cienkie plasterki. Na dno naczynia wlewamy 2 łyżki oliwy z oliwek. Układamy fenkuł.

5. Cytrynę kroimy w plasterki i układamy na fenkule.

6. Na kawałkach cytryny układamy łososia. Wstawiamy do piekarnika i pieczemy 10 minut.


wtorek, 9 grudnia 2014

Konfitura z chorizo i boczku [Jadalne prezenty #10]

Ach jak przyjemnie móc robić prezenty świąteczne. Szczególnie takie niecodziennie, ładnie zapakowane i ... z boczkiem. A jak wiadomo, z boczkiem wszystko smakuje lepiej. W słoiku zamknięte jest to, co grzeszne - ostre chorizo, wędzony boczek, miód, cydr, espresso. Taka konfitura bardzo lubi towarzystwo tostów, brukselki, makaronu. Najbardziej jednak lubi towarzystwo płynącego, delikatnego żółtka. Dobrze się sprawdza jako nadzienie do ciasteczek z boczkiem (przepis tutaj).
Dlaczego w przepisie na konfiturę z boczku jest espresso? Espresso nadaje konfiturze głębszego smaku, świetnie podkreśla jej słodycz i podkręca zapach wędzonego boczku. Jeśli nie chcecie dodawać do konfitury kawy, możecie 2 łyżki miodu zastąpić 2 łyżkami melasy. Nie bójcie się cydru - alkohol wyparowuje w trakcie gotowania. Nie zastępujcie go tylko sokiem jabłkowym, który jest zbyt słodki. Przepis na konfiturę wymyśliliśmy wpadając w internecie na zdjęcie słoika Bacon Jam produkcji Eat17. 
Z podanych składników otrzymacie 2 słoiki po 250 ml. Warto je ładnie obwiązać tasiemką i podarować jakiemuś miłośnikowi boczku. Albo miłośniczce. 


Czas przygotowania: 40 minut

Składniki:
1 łyżka smalcu lub oleju
350 g wędzonego boczku
100 g chorizo
2 czerwone cebule
2 ząbki czosnku
1 mała papryka chili
2 łyżki miodu
2 łyżki jasnego brązowego cukru
2 łyżki octu winnego 
200 ml cydru
100 ml espresso 

Boczek i chorizo kroimy w 1 cm plasterki. Cebule drobno siekamy. Czosnek obieramy i drobno siekamy. Paprykę myjemy, wyciągamy pestki (chyba, że lubimy bardzo ostre dania), drobno siekamy. Na patelni rozgrzewamy 1 łyżkę tłuszczu, wrzucamy boczek i smażymy na średnim ogniu przez 5 minut, aż boczek się zezłoci. Dorzucamy chorizo i smażymy jeszcze 2 minuty. Łyżką cedzakową wyciągamy boczek i chorizo z patelni i przekładamy na talerz. Na tłuszcz pozostały na patelni wrzucamy cebulę i mieszając smażymy do miękkości (ok. 3 minut), dodajemy czosnek i chili. Smażymy 30 sekund, dodajemy miód, cukier, ocet winny, cydr, espresso, boczek z chorizo. Smażymy na małym ogniu około 30 minut mieszając raz na jakiś czas. Sos na patelni powinien mieć konsystencję syropu klonowego. Patelnię zdejmujemy z ognia, studzimy. Zawartość patelni delikatnie miksujemy blenderem metodą pulsacyjną (10 sekund, stop, sprawdzamy, 10 sekund). Boczek powinien być wielkości dużych skwarek. Przekładamy do czystych słoików i przechowujemy w lodówce. 


wtorek, 30 września 2014

Miód z dachu
[Rozmowa #5]

O pszczołach, które od ponad trzech lat pracują w warszawskich Łazienkach, miodobraniu na szóstym piętrze i o wyższości miodu nad cukrem rozmawiamy z Dariuszem Suchenkiem, szefem kuchni restauracji Venti-tre w Regent Warsaw Hotel.

fot. B. Zackiewicz
 
C&D: Skąd pomysł, żeby w środku miasta, na dachu hotelu, hodować pszczoły?

D.S: Ule są już u nas trzy i pół roku. Zastanawialiśmy się, skąd brać produkty do kuchni, żeby były bezpieczne i sprawdzone. I wpadliśmy na taki pomysł, żeby postawić dwa ule na dachu. Żeby mieć swój miód, zobaczyć jak te pszczoły dadzą sobie radę w mieście.
Pszczelarze nieraz protestowali w Warszawie, alarmowali, że na wsiach giną pszczoły. Że rolnicy stosują tak drastyczną chemię do swoich upraw, że to zabija pszczoły. Pszczoła wraca do ula popołudniu. I dlatego te wszystkie środki ochrony roślin powinno się rozpylać wieczorem. Ale co z tego – jeśli wielu rolnikom nie chce się wyjechać na pole wieczorem, to pryskają rano, wtedy kiedy na polach są pszczoły. Chemikalia sprawiają, że pszczoły giną. Rolnik robiący opryski rano, niezgodnie z wytycznymi producenta, jak nie widzi za bardzo poprawy, to co robi? Pryska dwa razy silniejszą chemią. I dobija tym pszczoły.

Skąd są te Państwa pszczoły? 

Po roku przygotowań znaleźliśmy pana, który dał nam swoje pszczoły. Cała rodzina pszczela przyjechała tu z Krosna, z gór. Zaczęliśmy od dwóch uli. To znaczy te, które są teraz to są już warszawianki, urodziły się już u nas. Średni wiek pracującej pszczoły to 50-52 dni. Po 50 dniach pszczoła zwykle umiera, ale rodzą się nowe. Więc po trzech latach to na pewno wszystkie są warszawiankami.

środa, 3 września 2014

Udka z kurczaka w marynacie teriyaki

Pieczone udka kurczaka to pomysł na ciepłą kolację w środku tygodnia. Nie wymagają wielu przygotowań. Wymagają jedynie dobrego planowania - kurczaka trzeba marynować, najlepiej kilka godzin. Wystarczy, że dokładnie wymieszamy wszystkie składniki marynaty, wlejemy do woreczka strunowego lub miski i włożymy do środka kurczaka starając się dobrze zanurzyć go w sosie. Po kilku godzinach kurczaka wstawiamy do piekarnika i pieczemy do zezłocenia. Możemy podać go z prostą sałatką warzywną i ryżem.

Co zrobić, żeby kurczak nie był suchy?

Dzięki marynacie kurczak pozostaje soczysty i nie wysycha w pieczeniu. Mięso jest sprężyste, nie rozpada się i ma mnóstwo smaku. Tego kurczaka marynowaliśmy w sosie teriyaki, sosie sojowym i miodzie. Dzięki obecności octu ryżowego w sosie teriyaki, część białka mięsa ścina się już przed pieczeniem. Skracając czas pieczenia sprawiamy, że z kurczaka odparowuje mniej wody, a im więcej w kurczaku naturalnych soków, tym bardziej soczyste mięso. 
Zamiast marynaty z nutą orientalną, możemy przygotować prostą marynatę na bazie maślanki. Wystarczy kurczaka włożyć do miski, posypać solą i pieprzem i zalać maślanką. Najważniejsze, by maślanka dobrze przykrywała mięso. Generalnie, 1 litr maślanki wystarczy do zamarynowania średniej wielkości kurczaka. 
Jeśli chcemy nadać mięsu więcej smaku możemy do maślanki dodać pokrojoną cytrynę, garść posiekanego koperku i 2 ząbki czosnku. Można też kurczaka obsypać curry. W ten sposób możemy marynować również piersi czy skrzydła. 


Czas przygotowania: 10 minut
Czas oczekiwania: min 4 godziny
Czas pieczenia: ok. 40 minut

Składniki:
8 udek z kurczaka ze skórą
4 łyżki oleju 
1/4 szklanki sosu sojowego
1/4 szklanki sosu teriyaki
1 łyżeczka chilli
1 łyżeczka czosnku granulowanego
1 łyżka miodu

W miseczce mieszamy wszystkie składniki oprócz kurczaka. Kurczaka wkładamy do woreczka strunowego lub miski. Zalewamy marynatą i "masujemy" uda tak, by całe pokryły się marynatą. Zamykamy woreczek/miskę przykrywamy folią spożywczą. Wstawiamy do lodówki na minimum 4 godziny. Jeśli możemy, warto raz na jakiś czas poruszać woreczkiem tak, by marynata równo pokryła wszystkie kawałki mięsa. 
Piekarnik nagrzewamy do temperatury 200 stopni Celsjusza. Kurczaka układamy w naczyniu żaroodpornym. Skrapiamy pozostałą marynatą. Wstawiamy do piekarnika i pieczemy do zezłocenia ok. 35-40 minut.

poniedziałek, 26 maja 2014

Granola dla mamy
[Jadalne prezenty #8]

Lubię być w kuchni z naszymi dziećmi. Kiedy mam czas i czuję się spokojna (czytaj: nie rzucam spojrzeń chochlika za każdym razem, kiedy coś jest nie tak jak chcę), zapraszam je do wspólnego gotowania i pieczenia. Świetnie się razem bawimy, nie przejmujemy się rozsypaną mąką, cukrem czy bakaliami, pozwalamy sobie na podjadanie i niedoskonałe kształty ciasteczek. Czuję, że w ten sposób pokazuje im swój świat, pokazuje coś, co lubię, co mi daje mnóstwo frajdy. Przekonałam się, że niezależnie od wieku dzieci mogą pomagać w kuchni. Dziś jednak chcę napisać Wam o tym, że czasem dzieci mogą zrobić coś same bez pomagania. Dobra, piekarnik włączył tata, ale całą resztę robiły zupełnie same. Czterolatek nauczył się cyferek, więc rozumiał co znaczy cyfra 6 przy obrazku łyżki czy 3 przy obrazku szklanki. We dwójkę wszystko wymieszały, ułożyły w blaszce i czekały obserwując akcję przez szybę piekarnika. Domowa granola w ich wykonaniu okazała się nie tylko świetną alternatywą dla granoli Sante, którą się zwykle zajadamy, ale jest też pomysłem na samodzielnie wykonany prezent. Jest też sposobem na spędzenie deszczowego popołudnia z dziećmi, jeśli tylko macie odwagę dać im do ręki cały słoik miodu...


Czas przygotowania: zależy od wieku dzieci

Składniki 
(te, które muszą wylądować w misce):
3 szklanki płatków owsianych 
6 łyżek miodu
6 łyżek oleju (użyliśmy rzepakowego)
1/2 szklanki wiórków kokosowych

Piekarnik nagrzewamy do 150 stopni Celsjusza. Przygotowujemy jedną dużą blachę lub dwie mniejsze (u nas każdy miał swoją). Każdą blaszkę wyściełamy papierem do pieczenia.  Do dużej miski wsypujemy płatki owsiane, dodajemy miód, olej i wiórki kokosowe. Mieszamy łyżką lub ręką. Wszystko wysypujemy na blaszkę i wstawiamy do piekarnika na ok. 40 minut - płatki powinny się zezłocić. Upieczone płatki wyciągamy z piekarnika, studzimy i przesypujemy do słoika. Możemy też dodać orzechy, rodzynki, żurawinę, posiekane morele, śliwki suszone czy czekoladowe kropelki. My nie dodaliśmy nic, bo wszystkie te rzeczy każdy dosypuje sam podczas śniadania.




niedziela, 23 marca 2014

Ciastka z karmelizowanym boczkiem

W naszej lodówce może brakować mleka, może brakować jogurtu, może brakować warzyw (tak też się zdarza...), ale nie może zabraknąć boczku i masła. Z niewiadomych przyczyn, jakieś międzyplanetarne siły zawsze wsuną do naszego koszyka paczkę wędzonego boczku. Czasem dodajemy go do jajecznicy, czasem robimy z niego bardzo chrupiące chipsy, na których ląduje jajko sadzone, a ostatnio... zrobiliśmy ciastka z boczkiem.
Jeśli ktoś czyta nas dłużej, na pewno zauważył słabość M. do słodyczy i boczku. W końcu musiał przyjść ten moment. Moment na ciastka z dodatkiem boczku. Spokojnie, ciastka są słodkie, jak na ciastka przystało, ale przy okazji czuć w nich intensywny smak boczku, wcześniej skarmelizowanego z miodem. Jeśli Panie czują się zniechęcone liczbą kalorii - cóż… może warto zrobić je na dzień łasucha? Albo podarować je komuś, kto nie może żyć bez chrupiącego, słodkiego, wędzonego boczku?


Czas przygotowania: 20 minut
Czas pieczenia: 12-15 minut

Składniki:
5 plasterków wędzonego boczku
1 łyżeczka oleju
2 łyżki miodu
100 g miękkiego masła
1/3 szklanki cukru
1 jajko w temperaturze pokojowej
1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
1 1/4 szklanki mąki pszennej

Piekarnik nagrzewamy do 180 stopni Celsjusza. Blaszkę wyściełamy papierem do pieczenia. Na patelnię wylewamy łyżeczkę oleju, kładziemy boczek tak, by plasterki się nie stykały i podsmażamy około 2 minut z każdej strony, aż boczek będzie chrupiący. Pod koniec dodajemy miód i smażymy jeszcze 30 sekund.  Pamiętajmy, żeby cały czas mieszać. Boczek wyjmujemy na talerz. Ręcznikiem papierowym zbieramy delikatnie nadmiar tłuszczu (uwaga! nie kładźmy boczku na ręcznik, bo się przyklei). Lekko ostudzony boczek tniemy nożyczkami na kawałki o boku 5 mm x 5mm. 
Mikserem na średnich obrotach ubijamy masło z cukrem, aż powstanie jasna i puszysta masa - około 3 minut. Dodajemy jajko, ubijamy do uzyskania jednolitej masy. Dosypujemy mąkę, proszek do pieczenia i boczek. Miksujemy hakami lub mieszamy ręką do uzyskania jednolitej masy. Powstałą masę nabieramy łyżeczką do herbaty, formujemy w kulkę i delikatnie spłaszczamy. Układamy na blaszce pozostawiając odstępy między ciasteczkami, ponieważ  rosną. Pieczemy około 12-15 minut (do zezłocenia). Z podanych składników otrzymamy około 20 ciasteczek. 


niedziela, 22 grudnia 2013

Kutia (również w wersji dla alergików)

Jest takie danie Bożonarodzeniowe, na które czekamy przez cały rok. I nie jest to karp w galarecie ani ryba po grecku. Bezapelacyjnie najświąteczniejszym ze świątecznych dań jest kutia. I bez kutii nie ma Świąt.
Są różne wersje tego makowego deseru - z pszenicą albo z pęczakiem. Mak z kluskami też trochę przypomina kutię, a wzorcowa jest zwykle taka, jaką się jadło w domu rodzinnym. Kutia mamy Magdy nigdy nie była wyłącznie słodkim makiem. Zawsze była pełna orzechów i suszonych owoców, rytualnie przygotowywana w wigilijny poranek. Pamietam, jak mama obierała orzechy włoskie z cienkich łupinek - mozolnie i dokładnie, po to, by kutia była jak najszlachetniejsza. Nam póki co orzechowe skórki nie przeszkadzają...
Robiąc kutię należy pamiętać o tym, żeby sprawdzić czy mak i orzechy nie są zjełczałe. Kilka gorzkich orzeszków może zepsuć smak kutii. Maku najlepiej spróbować jeszcze przed sparzeniem. My zawsze próbujemy razem (co dwa podniebienia to nie jedno).
W tym roku przygotowywaliśmy też po raz pierwszy specjalną wersję kutii dla naszego małego alergika. Jak?
- mak sparzyliśmy wrzątkiem,
- posłodziliśmy go samym cukrem, wyłączając miód,
- wyeliminowaliśmy wszystkie bakalie poza suszonymi morelami i śliwkami
- całość wymieszaliśmy z ugotowanym pęczakiem.


Czas przygotowania: 2 godziny

Składniki:
1/2 kg pęczaku
1/2 kg maku
1/2 l mleka
6 łyżek miodu
100 g cukru
ok. 300-350 g różnych bakalii, np:
50 g drobnych rodzynek
50 g suszonych moreli
25g suszonych śliwek
25 g skórki pomarańczowej
25 g suszonych daktyli
25 g suszonych fig
50 g orzechów włoskich
50 g orzechów laskowych
50 g migdałów

Pęczak gotujemy zgodnie z instrukcją na opakowaniu. Odcedzamy i studzimy. Mak zalewamy sparzonym mlekiem, odstawiamy do wystygnięcia. Ostudzony mak mielimy maszynką 3 razy.  Można też skorzystać z maku zmielonego, który wystarczy zalać sparzonym mlekiem.
Zaparzamy i odcedzamy rodzynki. Migdały parzymy, zdejmujemy skórki i drobno siekamy. Orzechy włoskie i laskowe drobno siekamy. Wszystkie orzechy wrzucamy na patelnię i ciągle mieszając prażymy na średnim ogniu przez 2 minuty. Zdejmujemy z patelni.
Daktyle, morele i śliwki drobno siekamy. Wykrawamy szypułki z fig i również drobno je siekamy. Mielony mak słodzimy miodem i cukrem, dodajemy bakalie. Dokładnie mieszamy. Dodajemy ugotowany pęczak i mieszamy. Gotową kutię przykrywamy folią spożywczą i odstawiamy w chłodne miejsce na co najmniej 12 godzin. W tym czasie smaki się przegryzą. Przechowujemy w lodówce. 
Pęczaku możemy dodać mniej, jeśli chcemy więcej maku w kutii. Bakalie też można dobierać wg własnego uznania i dostępności na sklepowych półkach. Cukier i miód dodajemy pamiętając, że część słodyczy pochodzić będzie jeszcze od słodkich bakalii.


piątek, 26 kwietnia 2013

Buraki z miodem i balsamico - najlepszy dodatek do sera

Czy jedliście kiedyś buraki inaczej? To znaczy inaczej niż utopione w barszczu albo ugotowane do towarzystwa dla kotleta mielonego? Ostatnio zostaliśmy poczęstowani wspaniałą konfiturą z buraków z octem balsamicznym. Jest niezrównanym dodatkiem do serów! Nie dostaliśmy co prawda przepisu, ale wrażenie pozostało - więc postanowiliśmy pokombinować z burakami na słodko. Wstyd się przyznać, ale buraków na słono (tzn. tych do kotleta) ani barszczu nie gotowaliśmy jeszcze w naszej kuchni. Piekliśmy buraki (np. do kruchych krążków z bryndzą), barszcz jemy od czasu do czasu u naszych rodziców, ale teraz zaczynamy poświęcać im więcej uwagi - i odkrywać.
Z gorliwością neofitów więc je ugotowaliśmy, dodaliśmy miód i ocet balsamiczny, trochę soli dla równowagi (i podkreślenia słodyczy) - i to jeszcze nie było to. Kluczem okazało się wstawienie wszystkiego na kwadrans do piekarnika. I to był strzał w dziesiątkę! Buraki zjedliśmy z serami, a najbardziej smakowały nam z kozią dojrzewającą roladą.


Czas przygotowania: 1 godzina

Składniki: 
2 średniej wielkości buraki
2 łyżki miodu
2 łyżki octu balsamicznego
3/4 łyżeczki soli morskiej (lub 1/4 łyżeczki soli kamiennej)

Buraki dokładnie myjemy, wkładamy do garnka, zalewamy wodą tak, by buraki były całkowicie przykryte i gotujemy na małym ogniu około 35 minut (trzeba je sprawdzić nożem; powinien spokojnie dać się wbić w buraki). Nie przejmujmy się, że wody w garnku ubywa. Piekarnik nagrzewamy do temperatury 180 stopni Celsjusza. Ugotowane buraki przelewamy zimną wodą i obieramy. Kroimy je w kostkę o boku 5 mm, wkładamy do naczynia żaroodpornego, dodajemy miód, sól, ocet balsamiczny, dokładnie mieszamy. Przykrywamy folią aluminiową i wstawiamy do piekarnika na kwadrans. Wyjmujemy, odkrywamy folię, delikatnie studzimy i podajemy. Najlepiej zjeść je w ciągu 2 dni i przechowywać w lodówce.

poniedziałek, 28 maja 2012

Ananas na ciepło z mascarpone

Najbardziej naturalną postacią ananasa dla wielu z nas jest ciągle ananas w puszce. Na pewno warto się przekonać, jak bardzo różni się smak świeżego ananasa od tego w syropie - my staramy się to robić przynajmniej raz w sezonie (w razie potrzeby polecamy szybki wideo-tutorial na temat wyboru dojrzałych ananasów, ich obierania i krojenia). Nawet jak już spróbujemy surowego ananasa i trochę nas do siebie ten owoc przekona, to szybko okazuje się, że jedyny sposób jego podania to saute... Pokroić go w plastry, podać gościom - i gotowe. A to nieprawda! Jest całkiem sporo przepisów z wykorzystaniem ananasa, prostych w wykonaniu. Można plastry ananasa zgrillować, można użyć go jako składnika szaszłyków. Można też zrobić szybki, niebanalny deser z ananasów. Oto on - polecamy!


Czas przygotowania: 20 minut

Składniki (na jedną porcję):
1 szklanka pokrojonego w kostkę świeżego ananasa
1 łyżka miodu
1 łyżka masła
2 łyżki sera mascarpone
1/2 łyżeczki rumu
2 łyżki posiekanych migdałów

Migdały prażymy na rozgrzanej patelni (przez ok. 2 minuty, aż nabiorą złotego koloru). Ananasa kroimy w kostkę o boku ok. 1 cm i osuszamy ręcznikiem papierowym. Na patelni rozgrzewamy masło do momentu, w którym zacznie brązowieć na brzegach. Wrzucamy na patelnię ananasa i polewamy miodem. Całość smażymy ok. 5 minut, mieszając raz na jakiś czas, do momentu gdy brzegi ananasa zaczną mięknąć, a miód z sokiem ananasowym stworzą gęsty sos. W międzyczasie rum mieszamy z serkiem mascarpone. Gorące jeszcze ananasy z patelni przekładamy do pucharka i dekorujemy mascarpone z odrobiną rumu i migdałami. Uwaga: mascarpone pod wpływem temperatury zacznie się warzyć, więc deser należy zjeść szybko, tym bardziej że lepiej smakuje gdy jest ciepły.

piątek, 4 maja 2012

Jajka zapiekane ze szpinakiem, pomidorkami i karmelizowanym boczkiem

Tym razem pomysł na niecodzienne śniadanie. Szpinak, pomidorki koktajlowe i jajka - to składniki, które zwykle lądują w omlecie albo jajecznicy. Tym razem proponujemy coś innego: jajka zapiekane w piekarniku. Na wierzch dodajemy do nich przepyszny boczek karmelizowany w miodzie z orzechami włoskimi (pisaliśmy o nim niedawno). Danie jest sycące i dostarcza kubkom smakowym niesamowitych wrażeń, daleko wykraczających poza zwykłą jajecznicę. Polecamy więc szczególnie na śniadania sobotnie lub niedzielne - które można spokojnie celebrować.

Pamiętacie, że uczestniczymy w konkursie na Kulinarnego Bloga Roku 2012? Ten przepis wystawiamy do drugiej rundy konkursu zatytułowanej "Jajko na dzień dobry". W pierwszej rundzie poszło nam całkiem nieźle. Nasz przepis - na hipnotyzujące ciastka cynamonowe zajął drugie miejsce wśród wszystkich uczestniczących blogów. Cieszymy się zwłaszcza z tego, że dostaliśmy maksymalną liczbę punktów od jurora, krytyka kulinarnego, Piotra Bikonta. Jego ocena i Wasze cenne głosy sprawiły, że jesteśmy na drugiej pozycji. Bardzo dziękujemy! Jesteśmy zmobilizowani i gramy dalej! To znaczy - gotujemy dalej!




Czas przygotowania: 30 minut

Składniki:
4 jajka
2 łyżki mleka
1 szklanka świeżych liści szpinaku
10 pomidorów koktajlowych
3 łyżki masła
1/2 łyżeczki soli
1/2 łyżeczki pieprzu
2 plastry wędzonego boczku
2 łyżeczki miodu
5 orzechów włoskich
2 kromki pieczywa

Piekarnik nagrzewamy do temperatury 160 stopni. Przygotowujemy dwa naczynia żaroodporne - jedno mniejsze (o pojemności ok. 0,5 litra, które można zastąpić dwoma ramekinami) i drugie większe, do którego zmieści się bez problemu to mniejsze. Zagotowujemy około 2 litrów wody.

Na dno mniejszego naczynia wlewamy 2 łyżki mleka, dodajemy łyżkę masła, umyte i osuszone liście świeżego szpinaku i przepołowione pomidorki koktajlowe. Wstawiamy do nagrzanego piekarnika na 5 minut. W tym czasie do miseczki wbijamy jajka, dbając o to żeby nie uszkodzić żółtek.
Wyjmujemy z piekarnika gorące naczynie, wstawiamy do większego naczynia żaroodpornego, które napełniamy wrzącą wodą do połowy wysokości mniejszego naczynia. Na szpinak z pomidorami wylewamy ostrożnie jajka, posypujemy solą i świeżo zmielonym pieprzem. Wstawiamy do piekarnika na ok. 15-18 minut - białko ma być ścięte, a żółtko luźne. 
Orzechy drobno siekamy i wrzucamy na rozgrzaną patelnię (bez tłuszczu). Prażymy je około 2 minut do momentu w którym poczujemy intensywny zapach orzechów (powinny być delikatnie brązowe). Uprażone orzechy szybko zdejmujemy z patelni i wysypujemy na talerz. Dajemy im ostygnąć, by nabrały chrupkości. 
Pora na karmelizowanie boczku. Plaster boczku kroimy na kawałki o boku 1/2-1 cm. Na patelni rozgrzewamy łyżkę masła do momentu w którym się spieni. Wrzucamy boczek i smażymy około 2-3 minut, aż tłuszcz zacznie się wytapiać. Dodajemy miód i smażymy kolejne 4-5 minut, aż boczek nabierze ciemnobrązowego koloru, a miód i tłuszcz połączą się tworząc karmel. W międzyczasie pieczywo smarujemy masłem.
Z piekarnika wyjmujemy zapieczone jajka, wykładamy na wierzch zawartość patelni - czyli chrupiący boczek w miodowym karmelu - i posypujemy uprażonymi orzechami. Podajemy z pieczywem. I jemy póki ciepłe.


wtorek, 22 listopada 2011

Jabłkowa baklawa

Idąc za ciosem postanowiliśmy wykorzystać ciasto filo i upiec coś słodkiego. Bardzo lubimy klasyczną baklawę, ale mieliśmy ochotę na coś mniej standardowego. Na szczęście, trafiliśmy na przepis jednego z naszych ulubionych szefów kuchni - Michaela Symona. 
Pan Symon jest teraz najbardziej rozpoznawanym szefem kuchni w Stanach Zjednoczonych dzięki tytułowi Iron Chef, który zdobył walcząc z najlepszymi kucharzami w programie Iron Chef of America prezentowanym przez Food Network (amerykański odpowiednik kuchni.tv). Konkurs jest prawdziwym kulinarnym telewizyjnym show i - w skrócie - polega na tym, że dwaj szefowie kuchni dostają jeden składnik (np. krewetki, ostrygi, popcorn, okrę albo cukinię) i mają z niego stworzyć 5 dań - przystawki, dania główne i deser. Na to wszystko mają tylko 60 minut. Mogą przy tym korzystać z pomocy swoich dwóch kucharzy, mają do dyspozycji świetnie wyposażoną spiżarnię. Na dodatek, mają w studio chyba wszystkie sprzęty kuchenne jakie do tej pory wyprodukowano - maszyny do lodów, pojemniki z ciekłym azotem, olbrzymie Kitchen Aidy. Wszystko! Przygotowują dania niesamowite, kreatywne i często... absolutnie niewykonalne w domu. Iron Chef of America budzi emocje podobne jak Top Model czy Mam Talent - tylko branża inna ;)
Ten przepis na baklawę opublikowano w 2000 roku - 11 lat przed erą Iron Chef. Dlatego też można go spokojnie zrobić w domu, nie wymaga żadnych wyszukanych sprzętów. Radzimy użyć jabłek Granny Smith lub innych kwaśnych - to bardzo ważne, ponieważ deser jest dość słodki, a kwasowatość jabłek idealnie przełamuje nuty miodu i cukru. Zamiast orzechów nerkowca i orzechów laskowych możemy użyć 2 szklanek posiekanych pistacji. Niestety, nie jesteśmy w stanie podać dokładnego czasu przygotowania deseru, ponieważ robiliśmy go na raty. Nie powinno to jednak zająć więcej niż godzinę (plus 45 minut na pieczenie). Polecamy z gorzką herbatą lub espresso. Z podanych składników otrzymamy baklawę wypełniającą naczynie żaroodporne o wymiarach kartki A4.


Czas przygotowania: około godziny
Czas pieczenia: 45 minut

Składniki:
20 płatów ciasta filo
1/2 kostki masła
5 jabłek Granny Smith
2 łyżki cynamonu
2 szklanki orzechów włoskich
1 szklanka orzechów nerkowca
1 szklanka orzechów laskowych
3 cytryny
1/3 szklanki miodu + 4 łyżki
1 szklanka cukru
1 1/2 szklanki wody

Jabłka obieramy i siekamy w kostkę o boku 5 mm. Orzechy siekamy i prażymy. Cytryny sparzamy, z dwóch ścieramy skórkę na tarce o najmniejszych oczkach i wyciskamy sok. Z ostatniej cytryny nożem odkrawamy skórkę uważając, by nie było na niej zbyt dużo białego miąższu. 
Do dużego garnka wrzucamy jabłka, sok z cytryny, startą skórkę cytrynową, dodajemy cynamon, 4 łyżki miodu, zagotowujemy mieszając i gotujemy na małym ogniu 3 minuty mieszając dość często. Jabłka odcedzamy, studzimy, dodajemy orzechy i mieszamy.
Piekarnik nagrzewamy do temperatury 190 stopni Celsjusza. Masło rozpuszczamy. Dno blaszki w której będziemy piec baklawę smarujemy masłem, układamy 5 płatów ciasta filo. Resztę ciasta przykrywamy folią spożywczą i wilgotnym ręcznikiem. Na cieście wykładamy 1/3 masy jabłkowo-orzechowej, przykrywamy 3 płatami ciasta filo, smarujemy masłem, układamy kolejną porcję masy jabłkowej, przykrywamy 3 płatami ciasta filo, układamy ostatnią porcję jabłek i przykrywamy resztą płatów ciasta filo. Smarujemy górę masłem i wstawiamy do piekarnika. Warto sprawdzić po 35 minutach czy ciasto się nie zarumieniło od góry - powinno być złote. Jeśli tak się stało, przykrywamy je folią aluminiową i pieczemy jeszcze 10 minut. Oryginalny przepis mówi, żeby baklawę piec godzinę - my piekliśmy ją 45 minut w piekarniku z termoobiegiem. Najważniejsze, żeby nie przypalić góry i spodu. 
W trakcie pieczenia baklawy, przygotowujemy syrop. Cukier, wodę, 1/3 szklanki miodu i skórkę z cytryny gotujemy na małym ogniu, doprowadzamy do wrzenia. Gorący syrop wylewamy na gorącą baklawę i odstawiamy na noc, starając się nie ulec pokusie zjedzenia baklawy od razu. Naprawdę smakuje lepiej następnego ranka.

wtorek, 30 listopada 2010

Pierniczki na choinkę

M. uwielbia Święta Bożego Narodzenia! Z tego powodu nie przestaje słuchać kolęd, zadręcza wszystkich opowieściami o prezentach, szuka i zapisuje przepisy na pierniki, makowce, serniki. Wszystko w ramach przygotowań świątecznych. W naszym domu wiszą już świąteczne dekoracje: czerwony łańcuch, bombki, stroik ze świeczkami adwentowymi... Tylko centra handlowe nas wyprzedziły ;) [ostatnie zdanie jest złośliwym komentarzem A.]
Dzisiaj M. na stronie Delicious Magazine znalazła przepis Nigelli na jadalne ozdoby choinkowe. Ponieważ sama nigdy nie robiła pierniczków, poprosiła o pomoc w wykrawaniu przyjaciółkę. We dwie zmieniły przepis stosownie do swoich wyobrażeń o pierniczkach i zaczęły wycinać z ciasta traktorki, lokomotywy, koniki, gwizdki, gitary i inne kształty. Pierwsza blaszka nam się nieco przypiekła, ale dwie kolejne miały odpowiednie kolory. A. stwierdził, że ciasto było co najmniej dwa razy za grube jak na pierniczki, które zna. Zdaniem kobiet były idealne! Były tak idealne, że zamiast dekorować je lukrem, pochłonęłyśmy połowę. A. też je jadł, mimo ich grubości. Pierniczki są smaczne, ale są mało brązowe. Nie przejmujcie się pieprzem, wśród składników - prawie wcale go nie czuć.



Czas przygotowania: około godziny
Czas pieczenia: 20 minut

Składniki:
300 g mąki
60 g białego cukru
40 g brązowego cukru
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1/8 łyżeczki soli
1 łyżeczka cynamonu
1/2 łyżeczki mielonego czarnego pieprzu
1 łyżeczka przyprawy do piernika
100 g miękkiego masła
2 jajka
2 łyżki płynnego miodu
2 łyżki czarnej melassy

Mąkę, cukier biały i brązowy, proszek do pieczenia, sól i przyprawy mieszamy. Jajka ubijamy z miodem i melasą. Jeśli nie mamy melasy, możemy użyć miodu. Do składników sypkich dodajemy masło i zaczynamy zagniatamy ciasto powoli dodając mieszankę jajeczno-miodową. Kiedy składniki się połączą i da się z nich uformować kulę, przestajemy dolewać płyn. My użyłyśmy 2/3 zawartości kubeczka. Odrywamy kawałek masy, a resztę chowamy do lodówki. Ciasto wałkujemy na grubość 3 mm i wykrawamy ciasteczka. My wałkowałyśmy ciasto na papierze do pieczenia, wykrawałyśmy ciastka zostawiając między nimi przestrzenie. Potem po prostu oderwałyśmy resztę ciasta, schowałyśmy ją do lodówki, a blaszkę wstawiłyśmy do piekarnika na 20 minut. Tę czynność powtarzamy, aż skończy nam się masa pierniczkowa. Jeśli chcecie z ciastek zrobić ozdoby choinkowe, pamiętajcie o wycięciu w nich dziurki - przed pieczeniem, oczywiście.

sobota, 27 listopada 2010

Tort OSA

Pomysł na tort jest inspirowany fragmentem biografii M., który muszę ujawnić zanim przejdziemy do przepisu. Dzisiejszy tort zrobiliśmy (wspólnie z A.) moim przyjaciółkom ze studiów. Pewnie wielu z Was zastanawia się, co ma osa do studiów? Bardzo dużo - wszystkie trzy skończyłyśmy OSA. Teraz pewnie zrozumiecie, skąd te wpisy o kuchni amerykańskiej i uwielbienie, jakim darzę masło orzechowe. Chociaż nie, A. nie skończył tych samych studiów, a masło orzechowe lubi tak samo jak ja. Tort, oprócz os z mmsów, nie ma nic wspólnego ze studiami.
Czekoladowy biszkopt nasączyliśmy miodem czwórniakiem Korzennym produkowanym przez apis (około 10 zł za 750 ml wybornego choć delikatnego trunku). Wzrasta nam spożycie i zużycie tego surowca, bo A. postanowił zostać propagatorem powrotu do polskich tradycji spożywania miodu pitnego. Krem to mascarpone, śmietanka, cukier i 1,5 szklanki orzechów zmielonych na proszek. Wszystko pokryte ganache z czekolady mlecznej i gorzkiej, który jest milion razy lepszy od jakiejkolwiek polewy kupionej w sklepie - przede wszystkim smakuje prawdziwą czekoladą, jest delikatny i idealnie komponuje się z kremem orzechowym. Tort warto zrobić dzień wcześniej, żeby wszystkie smaki się zasymilowały. Do biszkoptu wyjątkowo dodaliśmy proszek do pieczenia, bo białka odmawiały posłuszeństwa i wcale nie chciały się zamienić w pianę. Generalnie, wszystkim biszkoptowym nowicjuszom polecamy dodawanie proszku do pieczenia - wtedy mamy pewność, że ciasto urośnie. Pod warunkiem, że nie będziemy otwierać piekarnika... Deska nie jest fotogeniczna, ale nie mieliśmy patery :)




Czas przygotowania: 75 minut
Czas oczekiwania: co najmniej 6 godzin

Składniki:
4 jajka
200 g + 6 łyżeczek cukru pudru
2 czubate łyżki kakao
70 g mąki pszennej
70 g mąki ziemniaczanej 
3/4 łyżeczki proszku do pieczenia
250 g mascarpone
200 ml śmietanki 30% lub 36%
1 śmietan-fix
1,5 szklanki orzechów laskowych, włoskich i płatków migdałowych
20 łyżek miodu pitnego
1 tabliczka czekolady mlecznej
1/2 tabliczki czekolady gorzkiej
1 łyżeczka masła
kilka żółtych mmsów
2 razy więcej płatków migdałowych niż mmsów

Piernik nagrzewamy do 170 stopni, dno tortownicy wykładamy papierem do pieczenia, a boki smarujemy masłem. Przygotowujemy biszkopt. W jednej misce miksujemy przez 5 minut białka ze 100 g cukru pudru, a w drugiej przez kolejne 5 minut miksujemy żółtka z pozostałymi 100 g cukru pudru. Białka i cukier powinny połączyć się tworząc pianę, a żółtka powinny zblednąć. Mąkę pszenną, ziemniaczaną, kakao i proszek do pieczenia przesiewamy przez sitko. Żółtka i białka delikatne mieszamy, dodajemy składniki sypkie, mieszamy bardzo delikatnie łyżką do uzyskania jednolitej masy. Masę wlewamy do tortownicy i pieczemy 35 minut. Sprawdzamy patyczkiem, czy jest upieczona. Jeśli tak, patyczek włożony w środek ciasta pozostanie suchy. Jeśli suchy nie jest, pieczemy kolejne 5 minut i sprawdzamy ponownie. Gotowy biszkopt wyjmujemy z piekarnika i studzimy. 
Ostudzony biszkopt przekrawamy na pół i dolny krążek ciasta nasączamy 10 łyżkami miodu pitnego. Orzechy włoskie, orzechy laskowe i płatki migdałowe blendujemy do uzyskania drobnego proszku. Serek mascarpone miksujemy z 3 łyżeczkami cukru pudru do uzyskania puszystej masy. 150 ml śmietanki miksujemy z cukrem pudrem i śmietan-fixem do uzyskania bitej śmietany. Teraz łyżką mieszamy mascarpone z bitą śmietaną i zblendowanymi orzechami. Gotowym kremem smarujemy nasączony biszkopt. Przykrywamy drugim krażkiem i nasączamy kolejnymi 10 łyżkami miodu. 
Pora na ganache, czyli polewę. Czekolady: mleczną i gorzką łamiemy na kawałki. Pozostałe 50 ml śmietanki doprowadzamy do wrzenia, zdejmujemy z ognia i wsypujemy połamaną czekoladę. Zostawiamy na minutę. Po tym czasie energicznie mieszamy do uzyskania jednolitej masy. Dodajemy masło i mieszamy, aż się rozpuści. Masło sprawi, że polewa będzie błyszcząca. Gotową masą polewamy ciasto i równamy przy pomocy szerokiego noża. Polewa będzie spływała na boki ciasta. Na niezastygniętej polewie układamy mmsy, a po obu stronach każdej żółtej draży wtykamy po płatku migdałowym symulującym skrzydełka. Jeśli skrzydełka zaczną padać, nie przejmujcie się tylko podważcie je delikatnie wykałaczką i postawcie. Wykałaczkę zanurzamy w polewie czekoladowej, która została nam na ściankach rondelka i rysujemy nią paseczki i oczy os. Gotowy tort wstawiamy do lodówki i wyjmujemy 30 minut przed podaniem. Smacznego!

środa, 3 listopada 2010

Domowe müsli

Bardzo lubimy müsli z mlekiem albo jogurtem naturalnym. Kiedyś kupowaliśmy w Albercie takie pyszne, chrupiące z dodatkiem suszonych truskawek i malin . Niestety, razem z Albertem zniknęło nasze ulubione müsli. Chcąc zrekompensować sobie tę stratę, pewnego dnia M. postanowiła zrobić własną granolę. Przepis znalazła na Joy of Baking i postanowiła zaadaptować go do własnych warunków domowych. Od tamtej pory każde müsli jest inne, bo jego skład zależy od zapasów, jakie mamy w domu. To dzisiejsze jest bardzo urozmaicone - orzechy włoskie, orzechy laskowe, migdały, rodzynki, suszona żurawina, daktyle, suszone kiwi, a dzięki temu bardzo kolorowe. Czasami miód zastępujemy syropem klonowym, które nadaje granoli delikatnego smaku, ale jest zdecydowanie za drogi, żeby go nadużywać. Jeśli chodzi o płatki, trzeba używać płatków owsianych zwykłych, a nie błyskawicznych czy górskich. Takie grubsze są bardziej chrupiące i ... ładniej wyglądają.
Müsli jest bardzo chrupiące, orzechowe i idealnie nadaje się do owoco-jogurtów ( na dnie miseczki lądują owoce lub konfitura, na nich płatki, jogurt naturalny, owoce itd. do wyczerpania zapasów lub pojemności miseczki). 
 



Czas przygotowania: 20 minut
Czas pieczenia: 35 minut

Składniki:
3 szklanki płatków owsianych zwykłych
1 1/2 szklanki różnych orzechów
1 szklanka suszonych lub kandyzowanych owoców
1/2 szklanki miodu
1/4 szklanki wody
1/4 szklanki oleju rzepakowego
2 łyżeczki cynamonu
2 łyżki cukru brązowego
1/4 łyżeczki soli
1 łyżka ekstraktu waniliowego

Piekarnik nagrzewamy do temperatury 180 stopni. Blachę wykładamy papierem do pieczenia. 
Orzechy siekamy niezbyt drobno. Migdały, jeśli ich używamy, parzymy wrzątkiem, obieramy ze skórki, siekamy i prażymy na rozgrzanej patelni przez minutę. Migdały pozbędą się wilgoci, a nabiorą smaku. Można też użyć płatków migdałowych - będzie prościej. Owoce kandyzowane również kroimy na małe kawałki. Płatki owsiane, bakalie, cynamon, cukier brązowy, sól mieszamy w sporej misce lub garnku. Dodajemy do nich miód, wodę i olej. Mieszamy ręką, aż wszystkie płatki będą pokryte miodem. Wysypujemy równomiernie na blaszkę i wstawiamy do piekarnika. W trakcie pieczenia mieszamy delikatnie müsli, żeby nam się równo podpiekało. Po upływie 30 minut sprawdzamy czy płatki nabrały złotego koloru. Jeśli tak, wyjmujemy blaszkę i odstawiamy do ostygnięcia.  Jeśli nie, zostawiamy je w piekarniku na kolejne 5 minut. Ostudzoną granolę łamiemy na kawałki ( wielkość bryłek zależy od indywidualnych preferencji), wsypujemy do metalowej puszki lub woreczka i przechowujemy w suchym miejscu.