czwartek, 2 lutego 2012

Maffe - czyli gulasz wołowy w sosie z orzeszków ziemnych

Czy byliście kiedyś w Senegalu? Jeśli tak, to bardzo zazdrościmy. My poczuliśmy smak Senegalu w warszawskiej restauracji Baobab na Saskiej Kępie. Podobnie jak krem ze słodkich ziemniaków, maffe stało się daniem dla którego warto choć raz odwiedzić tę knajpkę specjalizującą się w kuchni senegalskiej. Maffe to wołowina, jagnięcina lub - w wersji najprostszej - kurczak w sosie z orzeszków ziemnych. Powiedzmy sobie szczerze: nie jest to danie atrakcyjne wizualnie. Jego kolor można opisać jako rdzawy. Zresztą, żaden gulasz nie powala wyglądem. Za to jego smak jest zupełnie obłędny - kremowy sos to połączenie smaku masła orzechowego i umami czyli tego pierwiastka "mięsnego", który opisuje się jako tajemniczy piąty smak odczuwany przez kubki smakowe. Nasze kubki smakowe czują, że jest to bardzo udana rekonstrukcja dania które jedliśmy już kilka razy w naszej ulubionej knajpce.
Nie jest to bynajmniej artykuł sponsorowany. Po prostu, Baobab to miejsce w którym każdy może poczuć się dobrze i komfortowo - tak jakby się przychodziło w gości do dobrych znajomych. Nikt się tutaj nie spieszy, nie przepycha, nie walczy o miejsce przy oknie, z którego świetnie można obserwować wchodzących, nie przychodzi, żeby potwierdzić swoją pozycję społeczną. Zarówno właściciele jak i goście są dla siebie bardzo serdeczni i wyrozumiali, a małe dzieci przyjmuje się tutaj z radością i pobłażliwością. Na pewno wielu rodziców próbujących odwiedzać różne lokale gastronomiczne nieraz przekonało się, że kącik zabaw dla dzieci niekoniecznie świadczy o tym, że jest to miejsce przyjazne dzieciom. Przy okazji przepisu na maffe polecamy więc Baobab.


Czas przygotowania: 1 godzina

Składniki:
1/2 kg mięsa wołowego
1 mała cebula
2 marchewki
2 średniej wielkości ziemniaki
2 łyżki koncentratu pomidorowego
1/2 szklanki masła orzechowego
1/2 szklanki wody zimnej
2 szklanki wody gorącej
1 łyżeczka suszonego tymianku
2 łyżki oliwy lub oleju z orzeszków ziemnych
sól
1 szklanka ryżu

Do maffe możemy wykorzystać w zasadzie każdy kawałek mięsa wołowego. Mięso myjemy i kroimy w paski długości 3 cm i szerokości około 1,5 cm. Cebulę siekamy w drobną kostkę. Marchew obieramy i kroimy na kawałki grubości 1 cm. Ziemniaki obieramy i kroimy w kostkę o boku 1 cm. Koncentrat pomidorowy rozpuszczamy w 2 szklankach gorącej wody. Masło orzechowe mieszamy w 1/2 szklanki wody do powstania jednolitej zawiesiny.
Na patelni rozgrzewamy oliwę i szklimy cebulkę. Zdejmujemy z patelni. Teraz przesmażamy mięso posypując je 1/2 łyżeczki soli - 2 minuty z każdej strony. Do mięsa dodajemy zeszkloną cebulkę, marchew, ziemniaki, potem rozpuszczone masło orzechowe, koncentrat pomidorowy i tymianek. Gotujemy na małym ogniu pod przykryciem przez ok. 40 minut. Co 10 minut warto zawartość patelni dobrze wymieszać - sos będzie gęstniał.
Maffe podajemy z białym ryżem, więc na 20 minut przed końcem przygotowywania gulaszu gotujemy ryż (przed ugotowaniem warto ziarna ryżu przepłukać w zimnej wodzie). Gotowym maffe polewamy ryż i kosztujemy pysznego dania wprost z dalekiego Senegalu.
Z podanych składników wychodzą 4 sycące porcje.

środa, 1 lutego 2012

Rogaliki drożdżowe z różą

Sezon karnawałowy w pełni, dlatego dzisiaj przepis na rogaliki z różą. Przepis na świetne ciasto drożdżowe do rogalików znaleźliśmy na Kwestii Smaku. Ciasto jest delikatnie kruche i wspaniale się rozpływa w ustach. Ponieważ nie jest słodkie, idealnie nadaje się do zabaw z nadzieniem. Można je też oprószyć cukrem pudrem bez obaw o przesłodzenie. Dzisiejsze rogaliki są klasyką gatunku, ponieważ wypełnione są konfiturą różaną. Prawdziwą konfiturą z owoców róży, a nie popularną wieloowocową marmoladą sztucznie aromatyzowaną dodatkami o smaku róży. A różnica w smaku jest kolosalna - prawdziwa róża jest delikatna i szlachetna. Cudna. Polecamy robić rogaliki z podwójnej porcji, bo szybko znikają.
Jednocześnie pragniemy podziękować naszym wspaniałym Mikołajom dzięki którym wyrabianie ciasta drożdżowego jest jedynie kwestią dostaw energii elektrycznej, a nie energii rąk ludzkich :)



Czas wykonania: 25 minut
Czas oczekiwania: 1 godzina
Czas pieczenia: 25 minut

Składniki:
100 g konfitury z owoców róży
250 g mąki pszennej tortowej
100 g masła
1/4 szklanki ciepłego mleka
25 g świeżych drożdży lub 12 g suchych drożdży
1 jajko
2 łyżki cukru pudru
1 łyżeczka ekstraktu z wanilii
2 łyżki oleju
cukier puder do posypania

Drożdże rozpuszczamy w mleku z cukrem. Odstawiamy na 10 minut. Miękkie masło przecieramy z mąką, dodajemy jajko, ekstrakt z wanilii i drożdże. Wyrabiamy 10 minut, aż ciasto będzie miękkie, elastyczne i będzie odchodziło od ręki. Nasze ciasto wymagało dodania garści mąki, bo po 10 minutach było nadal klejące. Jeśli dodamy dodatkową mąkę, to ciasto trzeba dokładnie wyrobić. Miskę w której będzie wyrastało ciasto smarujemy olejem. Z ciasta formujemy kulę, wkładamy do miski, przewracamy tak, by leżało natłuszczoną stroną do góry, przykrywamy czystą ściereczką i odstawiamy do wyrośnięcia na 1 godzinę. 
Piekarnik nagrzewamy do temperatury 200 stopni.
Wyrośnięte ciasto wyjmujemy z miski, dzielimy na trzy części. Każdą część wałkujemy na okrągły placek o średnicy ok. 20 cm. Dzielimy każdy placek na 8 trójkątnych wycinków (przecinamy na pół, na pół i jeszcze raz na pół). Na każdej szerszej części trójkąta kładziemy łyżeczkę konfitury i zawijamy rogalik zaczynając od szerszej części i nadając mu na koniec wygięty kształt. Rogaliki układamy na blasze wyścielonej papierem do pieczenia, zostawiając między nimi wolne przestrzenie (trochę rosną w pieczeniu). Uwaga: żeby rogalik się nie rozwijał w pieczeniu, czubek trójkąta który zwijamy powinien znaleźć się pod spodem tak, by dociskał go ciężar rogalika. Wstawiamy do piekarnika na 20 minut. Jeśli ktoś chce, by rogaliki ładnie błyszczały należy je przed pieczeniem posmarować żółtkiem rozmąconym z 1 łyżką wody. Rogaliki studzimy i posypujemy cukrem pudrem.

poniedziałek, 23 stycznia 2012

Scones marchwiowo-kokosowe

Pamiętacie scones z Nutellą o których tu pisaliśmy. Przepis na nie znaleźliśmy w książce właścicieli nowojorskiej piekarni Baked. Jak już wspominaliśmy, każdy przepis opublikowany w tej książce wzbudza w nas zachwyt i ochotę na podbój naszej domowej "cukierenki". Okazuje się, że na tym świecie jest więcej domowych cukierników zakochanych w Baked. Co dwa tygodnie chętni blogerzy przygotowują konkretny wypiek i dzielą się swoimi spostrzeżeniami na stronie Baked Sunday Mornings. Czuję, że chyba do nich dołączymy.
Te scones są idealne na śniadanie - nie za słodkie, z wyczuwalną nutą cytrusą i cudowną fakturą, którą zapewniają płatki owsiane i wiórki kokosowe. Bardzo polecamy!



Czas przygotowania: 15 minut
Czas pieczenia: 18-20 minut

Składniki:
2 3/4 szklanki mąki pszennej
1/3 szklanki cukru
1/2 szklanki płatków owsianych
1 łyżka proszku do pieczenia
1/4 łyżeczki soli
1 szklanka wiórków kokosowych
1/2 szklanki zimnego masła
1 jajko
3/4 szklanki maślanki
1 łyżka ekstraktu waniliowego
1/4 szklanki puree marchwiowego
1 białko

lukier
1 łyżka soku z cytryny
1 łyżka soku pomarańczowego
1 szklanka cukru pudru

Piekarnik nagrzewamy do temperatury 200 stopni Celsjusza. Blaszkę na której będziemy piec scones wykładamy papierem do pieczenia. Marchewkę ścieramy na tarce na najdrobniejszych oczkach. W filiżance rozkłócamy jedno białko z 1 łyżką wody.
W dużej misce mieszamy mąkę, cukier, płatki owsiane, sól, proszek do pieczenia i wiórki kokosowe. Masło siekamy w drobną kostkę i dodajemy do składników sypkich zagniatając palcami do momentu w którym kawałki masła będą wielkości grochu. W oddzielnej misce mieszamy maślankę, całe jajko, ekstrakt waniliowy i puree marchwiowe. Wolno wlewamy składniki płynne do miski ze składnikami sypkimi i masłem. Wyrabiamy ciasto ręką do momentu połączenia składników. Ciasto może być delikatnie klejące. Wtedy dosypujemy troszeczkę mąki i delikatnie wyrabiamy. Zwijamy ciasto w walec, sklejamy jego końce, spłaszczamy ręką tworząc koło. Teraz ciasto kroimy na 12 trójkątów (najpierw kroimy je na ćwiartki,a potem każdą ćwiartkę jeszcze na 3 części). Każdy trójkąt smarujemy białkiem. Gotowe scones przekładamy na blaszkę i wkładamy do piekarnika na 18-20 minut. Po 15 minutach warto sprawdzić za pomocą patyczka czy ciasto jest już upieczone. Upieczone scones wyjmujemy z piekarnika i studzimy. 
Kiedy scones ostygną przygotowujemy lukier dokładnie mieszając cukier puder z sokiem cytrynowym i pomarańczowym. Każdy scone smarujemy lukrem.

wtorek, 6 grudnia 2011

Big Fat Oreo (whoopie pie)

O whoopie pies pisaliśmy już wcześniej. Pisaliśmy skąd się wzięła ich nazwa i jak smakują. Od tamtej pory minął miesiąc, a my wpadliśmy w swoistą obsesję - gdziekolwiek nie pójdziemy szukamy wzrokiem ciastek i próbujemy ich różnych wersji. Jak do tej pory, najlepsze whoopie pies jedliśmy w cukierni Fraiche ( klasyczne czekoladowe ciastko i lukrowy krem) i w sieciowej piekarni Corner Bakery ( ciastko o smaku dyni i krem z przyprawami korzennymi). Ponieważ nasza obsesja nie ogranicza się do degustacji whoopie pies w cukierniach, szukamy przepisu idealnego. Oczywiście znaleźliśmy już ciasto idealne - bardzo czekoladowe, gęste, nieco ciężkie. W naszej wspaniałej książce Baked Explorations znaleźliśmy krem prawie idealny - maślany, nie za słodki, rozpływający się w ustach. Nie jest to nasze ostatnie zdanie w kwestii Big Fat Oreos (to ich druga nazwa), ponieważ teraz nadszedł czas eksperymentowania. Dzisiaj zrobiliśmy dwie wersje kremu - jedną klasyczną i drugą z masłem orzechowym. Obie pyszne! 
Kilka uwag technicznych. Jakość kakao dodanego do ciasta jest kluczowa dla końcowego smaku ciastka. Nie próbujcie zastępować klasycznego kakao np. Wedla czekoladą pitną lub wersją z mniejszą ilością kakao. Nam się zdarzyło upiec ciastka z czekoladą do pieczenia i nie był to dobry pomysł. Po drugie, robiąc krem używajcie schłodzonego masła - wyjmijcie je na blat ok. 10 minut przed rozpoczęciem ubijania kremu. Nie przejmujcie się też tym, że podczas ubijania krem będzie nabierał grudkowatej struktury - nie przerywajcie mieszania i w końcu będzie jednolity. Whoopie pies przechowujcie w lodówce. Dzięki temu krem pozostanie kremowy, masło nie będzie wnikało w ciastko. Ciastka można przygotować dzień wcześniej i przechować w szczelnie zamkniętym pudełku. Podobnie krem, który możemy przez noc przechować w lodówce w szczelnie zamkniętym pudełku. Ciastka również możemy przechowywać w lodówce 2 dni - pamiętajmy jednak, żeby je bardzo dokładnie przykryć folią spożywczą, ponieważ czekolada i wszystkie produkty z kakao bardzo lubią łapać wszystkie zapachy lodówki.


Czas przygotowania: 40 minut

Składniki:
ciasto:
2 szklanki mąki pszennej
1/2 szklanki kakao w proszku
1 1/4 łyżeczki sody 
1/2 łyżeczki soli
1 jajko
1 szklanka maślanki
1 łyżeczka ekstraktu waniliowego
1 szklanka brązowego cukru
1/2 kostki miękkiego masła

krem:
5 białek
1 szklanka białego cukru
1 łyżka ekstraktu waniliowego
szczypta soli
450 g schłodzonego masła
ew. 1/4 szklanki masła orzechowego

Piekarnik nagrzewamy do temperatury 180 stopni Celsjusza. Blaszkę wyściełamy papierem do pieczenia. W misce mieszamy mąkę, kakao, sól i sodę. Do maślanki dodajemy ekstrakt waniliowy i mieszamy. Masło i brązowy cukier ubijamy mikserem na puszystą masę (zajmie nam to 3 minuty). Dodajemy jajko, miksujemy do uzyskania jednolitej masy. Zmieniamy mieszadła miksera na haki. Do masy cukrowo-maślano-jajecznej dodajemy na przemian mieszankę składników sypkich i maślanki zaczynając i kończąc na mące (mąka, maślanka, mąka, maślanka, mąka). Zanim dodamy kolejne składniki upewniamy się, że masa w misce jest na pewno jednolita. Gotową masę nabieramy łyżką do zupy lub łyżką do lodów i układamy na papierze do pieczenia. Musimy zrobić parzystą liczbę ciastek. Nam wyszło 22. Ciasto wkładamy do piekarnika na 11-15 minut (upieczone ciasto przy dotyku musi być sprężyste). Nasze ciasto w piekarniku z termoobiegiem piekło się równo 11 minut. Gotowe spody wyjmujemy z piekarnika i studzimy na kratce. Ciastka przed smarowaniem kremem muszą być wystudzone, w przeciwnym razie krem się roztopi. 
Przygotowujemy krem. Masło siekamy na kawałki wielkości 2 cm. Do średniej wielkości miski wsypujemy cukier, dodajemy białka i mieszamy. Miskę z cukrem i białkami stawiamy na garnku z wrzącą wodą upewniając się, że dno miski nie dotyka powierzchni wody. Mieszając podgrzewamy białka, aby rozpuścić cukier. Zajmie nam to około 3 minut. Po 2 minutach wkładamy rękę do masy i sprawdzamy czy między palcami wyczuwamy cukier - jeśli nie, zdejmujemy z ognia. Powstałą masę ubijamy na średnich obrotach miksera przez 5 minut - masa musi być biała i puszysta. Zmieniamy mieszadełka miksera na te do kremów, do masy dodajemy masło i miksujemy na średnich obrotach kolejne 5 minut - masa musi być gładka i puszysta. Jeśli się grudkuje ubiajmy dalej. Dodajemy ekstrakt waniliowy, sól i masło orzechowe, jeśli chcemy. 
Płaską część ciastka smarujemy kremem, przykrywamy drugą połówką. Gotowe ciastka szczelnie przykrywamy folią i wstawiamy do lodówki na 30 minut. Wyjmujemy, czekamy 5 minut i serwujemy. 

poniedziałek, 5 grudnia 2011

Biscotti migdałowe

Na tym blogu publikowaliśmy już przepisy na biscotti (biało-czarne oraz czarne z żurawiną i orzechami). Pora na białe - tym razem proponujemy Wam migdałową wersję. Do ich zrobienia zainspirowało nas masło migdałowe, rarytas który skusił nas na półce pobliskiego sklepu. Kupiliśmy je, bogatszego krewnego masła orzechowego, ale nie bardzo wiedzieliśmy co można z nim zrobić - było dość tłuste, zupełnie niesłodkie i niesamowicie migdałowe (w końcu w jego składzie widniały tylko migdały i śladowe ilości oleju roślinnego). Postawiliśmy na biscotti, bo brakowało nam jakiegoś chrupiącego ciasteczka do kawy, której zdecydowanie nadużywamy. 
Ciastka zrobiliśmy dwa razy - za pierwszym razem redukując ilość masła na rzecz masła migdałowego. Surowe biscotti trudno się formowało i rozpadało, co zmusiło nas do dodatnia dodatkowej ilości masła. Oczywiście, można użyć tego przepisu bez użycia masła migdałowego, biscotti i tak powinny Wam smakować. Odkryliśmy też, że do masła orzechowego i migdałowego zdecydowanie bardziej pasuje czekolada mleczna, a nie gorzka (gorzka skutecznie przytłacza delikatny smak orzechów). Jeszcze jedna uwaga dotycząca migdałów - nie należy ich prażyć przed dodaniem do ciasta. Dzięki temu, że migdały są miękkie z łatwością można kroić biscotti po pierwszym upieczeniu. A do tego wydaje nam się, że własnoręcznie upieczone biscotti to świetny prezent na Mikołajki!



Czas przygotowania: 60 minut
Czas pieczenia: 46 minut

Składniki:
3 szklanki mąki
2 łyżeczki proszku do pieczenia
szczypta soli
3/4 szklanki białego cukru
4 łyżki miękkiego masła
4 łyżki masła migdałowego
3 jajka
2 łyżeczki ekstraktu waniliowego
3/4 szklanki całych migdałów
1/2 szklanki posiekanej mlecznej czekolady lub kropelek czekoladowych
2 łyżki rumu

Piekarnik nagrzewamy do temperatury 160 stopni Celsjusza. Blaszkę wykładamy papierem do pieczenia.
W misce mieszamy mąkę, proszek i sól. Do drugiej miski wsypujemy cukier, dodajemy zwykłe masło i ubijamy mikserem do momentu w którym masa będzie lekka i puszysta (około 2 minut). Dodajemy masło migdałowe i jajka - jedno po drugim, przed dodaniem kolejnego jajka upewniając się, że masa jest jednolita. Nie przerywając mieszania dodajemy mieszankę mąki, proszku i soli. Na koniec dodajemy ekstrakt waniliowy i rum. Przechodzimy na tryb ręczny. Do masy wsypujemy migdały, kropelki czekoladowe i dzielimy ją na dwie części. Każdą część formujemy na kształt wałka o długości 15 cm, spłaszczamy go tak, żeby był szeroki na około 5-6 cm i wysoki na ok. 1,5 - 2 cm. Wstawiamy do nagrzanego piekarnika i pieczemy około 30 minut. Musimy bardzo uważać, żeby ciasto było upieczone ( powinno być twarde), ale nie zarumienione. W przeciwnym razie będzie się bardzo kruszyć. Upieczone ciasto wyjmujemy z piekarnika i studzimy przez 20 minut. Redukujemy temperaturę piekarnika do 120 stopni Celsjusza. Upieczone pierwszy raz "bochenki" ciasta kroimy na plastry grubości 2 cm, układamy na blaszce jedno obok drugiego i wstawiamy do piekarnika na 8 minut. Po tym czasie, biscotti będą wysuszone z jednej strony, więc musimy je przewrócić i wstawić do piekarnika na kolejne 8 minut. Wyjmujemy z piekarnika, studzimy i serwujemy lub wkładamy do puszki z ciasteczkami.