sobota, 10 sierpnia 2013

Pokochaj olej rzepakowy - Konkurs

Drodzy Czytelnicy!

Mamy dla Was ciekawy konkurs w ramach akcji Dodaj oleju rzepakowego do blogosfery. Składnik całkiem rozpowszechniony w naszych kuchniach. Wystarczy, że opowiecie, do czego warto go użyć.

Do dnia 20 sierpnia prześlijcie na nasz adres mailowy (znajdziecie go w Regulaminie) przepis na danie z wykorzystaniem oleju rzepakowego. My wybierzemy 10 najciekawszych propozycji, a główny organizator konkursu wybierze spośród nich 3 najlepsze przepisy, których autorzy staną się posiadaczami wspaniałych nagród widocznych na zdjęciach poniżej.

Przed przystąpieniem do konkursu prosimy o dokładnie zapoznanie się z regulaminem dostępnym TUTAJ. W konkursie wezmą udział osoby, które wraz z przepisem prześlą oświadczenia o których mowa w Regulaminie. Przeczytajcie wzorcowe wersje w regulaminie i wklejcie (wraz z podpisem) do treści wiadomości z przepisem.

Czekamy na Wasze pomysły!


czwartek, 8 sierpnia 2013

Spaghetti al pomodoro fresco

Co by tu zjeść w taki upał? Jeśli w ogóle jeść, to chyba dopiero późnym popołudniem. Albo w klimatyzowanym pomieszczeniu... Proponujemy coś prostego i absolutnie bezmięsnego. Makaron z sosem ze świeżych pomidorów. Chcecie przekonać jak świeżych? Pokazujemy je na drugim zdjęciu, tuż przed wrzuceniem na patelnię wisiały jeszcze na krzaku w ogrodzie rodziców M. Właśnie dojrzewają tam masowo piękne pomidory - żółte, pomarańczowe i czerwone. Niektóre są tak nabrzmiałe, że zaczynają pękać na krzakach. Ich smak jest intensywny i uzależniający. Wyobraźcie sobie jak pachną tuż po zdjęciu z krzaka, zwłaszcza w tym miejscu, w którym wyrastają z gałązki...
Teraz możecie sobie wyobrazić jak smakuje makaron z sosem z najświeższych pomidorów pod słońcem. Wystarczy odrobina szalotki, czosnku, oliwy z oliwek, oregano i parmezanu - i możecie poczuć się jak we Włoszech.
My poczuliśmy się zainspirowani krótkim filmikiem z YouTube'owego kanału Jamiego Olivera, w którym charyzmatyczny Włoch Gennaro Contaldo pokazuje jak zrobić Chilli-Tomato Taglierini. Zerknijcie sami i przekonajcie się, jakie to proste.
Jeśli macie dostęp do świeżych pomidorów (nie muszą być z własnego ogrodu; może znajdziecie właściwe na targu), koniecznie zróbcie ten makaron. A potem domowy ketchup - my już wkrótce uruchamiamy domową manufakturę.


Czas przygotowania: 20 minut

Składniki:
200 g spaghetti 
1 kg świeżych pomidorów
4 łyżki oliwy z oliwek
2 ząbki czosnku
1/2 szalotki
sól
pieprz
świeże oregano
parmezan


Pomidory myjemy, nacinamy je na krzyż od spodu. Zagotowujemy garnek wody, wyłączamy. Wkładamy do wrzątku pomidory, czekamy 1-2 minuty, wyciągamy pomidory z wody i ostrożnie zdejmujemy skórkę. Kroimy w dużą kostkę (wycinając łykowaty środek). Cebulkę i czosnek drobno siekamy. Na patelni rozgrzewamy oliwę z oliwek, dodajemy posiekaną cebulę, nieco później czosnek i szklimy na wolnym ogniu około 4-5 minut, przy okazji delikatnie soląc. Do miękkiej cebuli dodajemy pokrojone pomidory i dusimy je na średnim ogniu mieszając co jakiś czas, aż sos się zagęści - po jakimś czasie pomidory rozpadną się same, więc nie trzeba ich blendować.
Jeśli macie pomidory z ogrodu albo kupiliście cały kiść pomidorów z gałązką, umyjcie tę gałązkę, potrzyjcie ją trochę pomiędzy dłońmi i dodajcie na minutę do gotującego się sosu (potem można ją wyjąć i wyrzucić, gdy odda swój intensywnie pomidorowy aromat).
Sos doprawiamy do smaku solą i pieprzem. Makaron gotujemy zgodnie z instrukcją na opakowaniu. Gotowy makaron mieszamy z sosem, wykładamy na talerze, posypujemy świeżo posiekanym oregano i parmezanem. 

wtorek, 6 sierpnia 2013

Brzoskwinia w sosie z nalewką pigwową

Brzoskwinie na drzewie naszego kuzyna już dojrzały, więc postanowiliśmy zrobić z nich bardzo szybki i prosty deser. Jego magia tkwi w połączeniu słodyczy dojrzałych owoców i aromatycznej cierpkości nalewki z pigwy. Jeśli nie dysponujecie pigwówką, spróbujcie brzoskwiń z wiśniówką lub aroniówką. Świetnie smakują z lodami lub delikatnie słodzoną ricottą.



Czas przygotowania: 10 minut

Składniki:
1 brzoskwinia
1 łyżeczka masła
2 łyżki nalewki pigwowej
kilka listków świeżej mięty

Brzoskwinię myjemy, przekrawamy na pół. Każdą połówkę od strony pestki nacinamy wzdłuż. Na patelnię wrzucamy masło, dolewamy nalewkę, podgrzewamy aż się rozpuszczą i zmieszają. Kładziemy brzoskwinie skórką do dołu i na wolnym ogniu podsmażamy, aż spód zmięknie (czas zależy od dojrzałości owocu). Przewracamy, podgrzewamy jeszcze 30 sekund, zdejmujemy na talerze. Obsypujemy posiekanymi listkami mięty.

sobota, 3 sierpnia 2013

Tarta z malinami na migdałowym spodzie

Niedzielny obiad? Imieniny? Wizyta teściowej? Oto tarta doskonale sprawdzająca się w takich okazjach - wygląda jakby wymagała kilku godzin ciężkiej pracy, a można ją przygotować naprawdę szybko. Radzimy spód upiec wieczór wcześniej, a następnego dnia zrobić krem. Chociaż krem można również przygotować dzień wcześniej i przechowywać w lodówce. Wtedy wystarczy przed przyjściem gości posmarować kremem upieczony spód i udekorować owocami. Dla oszczędności czasu krem można zrobić, kiedy spód jest w piekarniku.
Proponujemy aby przygotować tartę na migdałowym spodzie - ma niepowtarzalny aromat nieco przypominający ciasteczka amaretti. Jeśli jednak nie macie mielonych migdałów, zastąpcie je mąką i przygotujcie tradycyjne kruche ciasto. 

 
Czas przygotowania: 50 minut
Czas oczekiwania: 2 godziny

Składniki:
Kruche ciasto:
1/2 kostki zimnego masła
2 szklanki mąki pszennej
1/2 szklanki zmielonych migdałów
2 łyżki cukru
3 łyżki lodowatej wody

Krem:
1 szklanka mleka
1/2 szklanki cukru
3/4 szklanki maślanki
3 łyżki skrobi ziemniaczanej
2 żółtka
1 łyżeczka ekstraktu waniliowego
400 g malin


Mąkę mieszamy z cukrem i zmielonymi migdałami (w niektórych sklepach internetowych można kupić mąkę migdałową, można też zmielić migdały samodzielnie). Dodajemy posiekane masło i mieszamy aż powstanie grudkowata masa. Dodajemy wodę i wyrabiamy tylko do połączenia składników. Z ciasta formujemy kulę, owijamy folią spożywczą i wkładamy do lodówki na godzinę. Piekarnik nagrzewamy do temperatury 150 stopni Celsjusza. Ciasto wałkujemy na okrąg lub prostokąt odpowiadający kształtowi formy do tarty. Gotowy płat ciasta wkładamy do formy, doklejamy do brzegów, nakłuwamy widelcem i wstawiamy do piekarnika na 15-20 minut (aż do zezłocenia). Wyjmujemy i studzimy.
Przygotowujemy krem. Zagotowujemy  mleko z cukrem. W oddzielnej miseczce mieszamy żółtka, pół szklanki maślanki, skrobię ziemniaczaną. Ciągle mieszając wlewamy do gotującego się mleka zawartość miseczki i nie przerywając mieszania doprowadzamy do wrzenia (na powierzchni pojawią się bąbelki), zdejmujemy z ognia. Gotowy krem mieszamy z pozostałą maślanką i ekstraktem waniliowym, przekładamy do miseczki i przykrywamy folią spożywczą tak, by dotykała powierzchni kremu. Studzimy.
Maliny myjemy i wykładamy na ręcznik papierowy do osuszenia. Na spód tarty wylewamy krem wyrównując nożem powierzchnię, na wierzchu układamy maliny. Przechowujemy w lodówce.

czwartek, 1 sierpnia 2013

Buza

Skąd jesteście? My pochodzimy z miasta śledzi i... legendarnej buzy. Buza to napój na bazie kaszy jaglanej, który w przedwojennym Białymstoku można było skosztować "u Makiedońców", czyli Macedończyków, którzy serwowali go nieopodal rynku zawsze w towarzystwie kawałeczka chałwy. O buzie zapomniano, skutecznie wyparły ją PRL-owskie oranżady w dymionych butelkach, syfony, saturatory, a potem Ptyś i Krynka (z rozlewni wód w Krynkach). Kilka lat temu Białystok przypomniał sobie o buzie (i białysach, o których jeszcze napiszemy na blogu). Można jej skosztować np. w Kawiarni Esperanto, która mieści się w ratuszu - szklaneczka kosztuje 3 zł, z chałwą - 5 zł.


Smak buzy odkryliśmy właśnie tam. Zaintrygowani napojem, opowiadaliśmy o nim rodzicom, którzy ze stoickim spokojem powiedzieli, że przecież ich babcie robiły buzę latem niemal co tydzień. Poszliśmy więc do Esperanto wszyscy. Mama A., znana z powściągliwości, powiedziała, że ta buza nie do końca jest taka, jaką robiła jej babcia. Tata M., znany z niepohamowanej szczerości, powiedział "To g*** - nie buza". Okazało się, że znana rodzicom buza była gęsta niczym zsiadłe mleko lub świeża śmietana.
Postanowiliśmy wziąć więc byka, a raczej buzę, za rogi i zrobić rodzicom dokładnie to, co pili w dzieciństwie. Znaleźliśmy przepis na stronie Białostockiego Szlaku Kulinarnego, który cytuje też Gotowanie na gazie słusznie zauważając, że w przedwojennym Białymstoku na pewno do buzy nie dodawano esencji cytrynowej czy kwasku cytrynowego, ale prawdziwe cytryny. Wypróbowaliśmy, rodzice spróbowali i znowu orzekli, że to zdecydowanie nie to. Wtedy znaleźliśmy przepis u Smacznej Pyzy, która przepis dostała od laureatki konkursu "Nasze Kulinarne Dziedzictwo - Smaki Regionów". Byliśmy przekonani, że skoro ten przepis zdobywa laury, to na pewno jest to na pewno ten sam przepis, z którego korzystały nasze prababcie.
Po raz kolejny nastawiliśmy buzę. - Jeszcze za rzadka - odrzekli rodzice. - Ale w smaku przynajmniej lepsza od poprzednich. Wzięliśmy ich wskazówki do serca, podwoiliśmy ilość kaszy w przepisie, odjęliśmy trochę soku z cytryny (to kwestia gustu, bo niektórzy lubią kwaśne napoje) i czekaliśmy. Udało się wreszcie!
Przedstawiamy więc Wam przepis na buzę, którą nasi rodzice pili jako dzieci; buzę, którą robiły nasze babcie i prababcie. Nie ma w niej kwasku cytrynowego, nie ma ryżu. Jest naturalna, pięknie buzuje i... fermentuje po 3-4 dniach, więc trzeba ją pić szybko. Idealnie gasi pragnienie latem, jest doskonałą alternatywą kwasu chlebowego i podpiwku. I naprawdę świetnie łączy się z chałwą. 


Czas przygotowania: 1 godzina
Czas oczekiwania: 1 dzień

Składniki:
300 g kaszy jaglanej
5 szklanek wody do kaszy
3 g drożdży
250 g cukru
3 cytryny
3 litry wody
1/2 szklanki rodzynek

Kaszę zalewamy 5 szklankami wody i gotujemy na małym ogniu do miękkości. Jeszcze gorącą przecieramy przez sito o drobnych oczkach. W oddzielnym garnku zagotowujemy 3 litry wody z cukrem, studzimy, dodajemy przetartą przez sito kaszę (jeśli zrobią się grudki, można rozbić je blenderem lub trzepaczką)  i  sok wyciśnięty z cytryn. Odlewamy 1/2 szklanki wody z kaszą, delikatnie ją podgrzewamy, aby była ciepła i dodajemy drożdże. Mieszamy do rozpuszczenia, przykrywamy czystą ściereczką i odstawiamy do spienienia na 5 minut. Drożdże dolewamy do pozostałego płynu, dokładnie mieszamy. Na dno każdej butelki (najlepiej szklanej z kapslem, ale mogą też być plastikowe) wsypujemy kilka rodzynek, zalewamy świeżą buzą do 3/4 wysokości butelki (nie więcej - mikstura musi mieć miejsce, żeby buzować), zakręcamy i odstawiamy w ciepłe miejsce na 24 godziny. Potem butelki wkładamy do lodówki. Buzę podajemy schłodzoną, najlepiej z dobrą chałwą.