poniedziałek, 11 października 2010

Tarta z powidłami i orzechami włoskimi

Jesteśmy miłośnikami tart. To pewnie nietrudno zauważyć odwiedzając naszego bloga. Dzisiaj na tapecie tarta z powidłami śliwkowymi własnej roboty (a właściwie roboty A.) i orzechami włoskimi w miodzie. Zamiast własnych powideł, możemy użyć tych kupowanych w sklepie. Nie będziemy uprawiać kryptoreklamy, ale są na polskim rynku wyśmienite powidła śliwkowe polskiego producenta  Na pewno się zorientujecie patrząc na sklepowe półki.
Kilka uwag do samej tarty. Jeśli chodzi o orzechy, radzimy przed pieczeniem je uprażyć, żeby wydobyć z nich głębię smaku, chyba że na koniec pieczenia włączycie opiekanie góry w piekarniku (my - póki co - nie mamy takiej opcji). Spód należy wcześniej podpiec, żeby zapobiec ewentualnym katastrofom powodziowym na powierzchni tarty.
Tarta śliwkowa jest bardzo szybka, mało pracochłonna, a przede wszystkim - jesienna. Na pewno przyda się na poprawienie sobie humoru, kiedy mgła za oknem przekonuje nas, że jedyne co warto - to zostać w domu i grzać się. Ilość składników podajemy w gramach - rodzice A. sprezentowali nam cudowną wagę! Polecamy wszystkim! Teraz żadne przepisy z tajemniczymi oz i lb nie będą nam straszne. 
 


Czas przygotowania: 15 minut
Czas oczekiwania: 30 minut
Czas pieczenia: 30 minut

Składniki:
160 g mąki
50 g białego cukru
120 g masła
1 żółtko
2 łyżeczki zimnej wody
300 ml powideł śliwkowych
4 garści orzechów włoskich łuskanych
8 łyżeczek płynnego miodu

Mąkę, biały cukier, masło, żółtko i wodę ugniatamy delikatnie do otrzymania masy o konsystencji piasku. Zbieramy ciasto tworząc kulę i wstawiamy do lodówki na pół godziny.
Piekarnik nagrzewamy do temperatury 180 stopni. Formę do tarty smarujemy masłem, równomiernie wylepiamy ciastem, gęsto nakłuwamy spód widelcem i wstawiamy do piekarnika na 10 minut. Zanim dodamy powidła spód powinien się podpiec. Orzechy, najlepiej całe połówki, prażymy na suchej patelni, czyli rozgrzewamy patelnię, wrzucamy na nią orzechy i energicznie przewracamy je przez około minutę. Orzechy powinny zacząć wydzielać piękny zapach. 
Podpieczony spód wyjmujemy z piekarnika, smarujemy powidłami, wykładamy prażonymi orzechami. Orzechy delikatnie i równomiernie smarujemy miodem. Wstawiamy do piekarnika na minimum 20 minut.

sobota, 9 października 2010

Tarteletki z pomidorami i musztardą Dijon

Dostaliśmy kolejną porcję sera korycińskiego, a z nim kolejne wyzwanie na stworzenie czegoś, co nie byłoby zwykłą kanapką.  M. już od dawna nosiła się z przygotowaniem Tartelette aux tomates et moutarde Dijon z przepisu Jacquesa opublikowanego w czerwcowym numerze Kuchni. Postanowiła więc zrobić wszystko tak, jak paryżanin Jacques, dodając od siebie podlaski ser koryciński. Prawie jak kuchnia fusion. 
Spód tarteletek jest rewelacyjny - delikatnie słodki i nieziemsko inny niż inne spody do tart. Jego słodycz idealnie podkreśla naturalną słodycz pomidorów. Musztarda zaś nadaje tarteletkom charakteru. Wkrótce na pewno wykorzystamy przepis na ten spód do zrobienia jakiejś nowości na słono. A może dodamy więcej cukru, odrobinę wanilii i zrobimy tarteletki z owocami? Namyślimy się. 
Tymczasem prezentujemy przepis na 9 małych tarteletek.
Bon appetit!


Czas przygotowania: 10 minut
Czas oczekiwania: 30 minut
Czas pieczenia: 30 minut

Składniki:
1 szklanka mąki pszennej
1/4 łyżki soli
1 łyżka cukru
120 g dobrze schłodzonego masła
120 g naturalnego serka homogenizowanego (użyliśmy Bielucha)
4 łyżki musztardy Dijon
4 pomidory
200 g sera korycińskiego
3 łyżeczki tymianku

Mąkę, sól i cukier mieszamy. Dodajemy schłodzone masło i serek, zagniatamy. Ciasto o lekko niejednolitej konsystencji wkładamy do lodówki na pół godziny. Nagrzewamy piekarnik do 210 stopni. Pomidory kroimy w plastry, ser kruszymy. Foremki wylepiamy ciastem i wstawiamy na 10 minut do piekarnika. Wyjmujemy. Każdą tarteletkę smarujemy musztardą, układamy pomidory, posypujemy serem korycińskim i tymiankiem. Wstawiamy do piekarnika na kolejne 20 minut. Podajemy letnie.

czwartek, 7 października 2010

Zupa krem imbirowo-dyniowy

Dynia kojarzyła się M. tylko z amerykańskim Halloween. Widywała ją na straganach z warzywami, ale zupełnie nie miała pojęcia, co można z niej zrobić. Oprócz Jacka O'Lantern. Na szczęście, A. postanowił przytachać 2 kilogramową dynię do domu i trzeba było ją jakoś "przerobić". Wybór padł na zupę.
Rozgrzewający krem z dyni ma wyraźną nutę imbiru. Nigdy wcześniej zupy z dyni nie robiliśmy. W naszych domach nie było takiej tradycji, chociaż brat M. twierdzi, że była zanim M. się urodziła. Dla niej więc nie było. Dzisiejszy przepis jest kompilacją różnych przepisów na zupę znalezionych w blogosferze. Żaden nie był idealny, ale każdy wydawał się ciekawy. Nasza zupa jest pyszna - delikatna, rozgrzewająca, kremowa. Polecamy bardzo wszystkim, którzy dyni w tej postaci jeszcze nie jedli. Obiecujemy też, że w tym sezonie to nie jest nasze ostatnie słowo w kwestii dyniowej. Z podanych składników wychodzi 5-litrowy gar zupy.
Przy okazji, zapraszamy na Festiwal Dyni!


Czas przygotowania: 1 godzina

Składniki: 
1 dynia około 2 kg (waga przed obraniem)
2 łyżki startego korzenia imbiru
2 cebule czerwone
2 marchewki
1 ziemniak
1,5 łyżeczki tymianku
1 łyżeczka kolendry
2 łyżki oliwy
2 l bulionu (najlepiej wołowego)
2 łyżeczki soli
1 łyżeczka pieprzu

Dynię obieramy i kroimy w kostkę. Imbir obieramy przy pomocy łyżeczki i ścieramy go na tarce o dużych oczkach. Marchew obieramy i kroimy na małe kawałki, podobnie ziemniaki. Obieramy i siekamy cebulę. W garnku o grubym dnie rozgrzewamy olej. Na małym ogniu smażymy imbir przez 1 minutę cały czas mieszając. Dodajemy kolendrę, tymianek, marchewkę, cebulę i smażymy pod przykryciem około 10 minut mieszając raz na jakiś czas (jeśli ktoś ma wątpliwości jak często, niech robi to raz na 30 sekund). Po tym czasie wrzucamy dynię, smażymy jeszcze 2 minuty cały czas mieszając. Zalewamy warzywa bulionem, wrzucamy ziemniak, doprawiamy solą i pieprzem. Gotujemy pod przykryciem 30 minut, a  na kolejne 15 minut zdejmujemy pokrywkę z garnka. Zupę miksujemy blenderem. Podajemy takie proporcje, jakie wykorzystaliśmy my, ale ilość soli i pieprzu jest kwestią gustu. Zupę podajemy z grzankami lub groszkiem ptysiowym.

wtorek, 5 października 2010

Zupa cebulowa

Zupa cebulowa była pierwszym popisowym daniem M. Przez te kilka lat receptura się zmieniała dlatego dzisiejszy przepis jest wypadkową kilku porażek i sukcesów smakowych. Jedna z porażek spowodowana była winną nadgorliwością i hojnością. Białe wino ma dodać zupie smaku, a nie zupełnie ten smak zdominować. Dlatego radzimy zachować proporcję wina do rosołu. Polecamy użycie rosołu wołowego, ale jeśli takiego nie macie można go zastąpić tradycyjnym rosołem kurzym. Kolejna porażka była rezultatem wrodzonego braku cierpliwości. Przepis mówi, że cebulę trzeba podsmażać mieszając, aż będzie miękka i szklista. Jeśli zbyt wcześnie zalejemy ją rosołem, pozostanie twarda. Jeśli nie będziemy jej mieszać, zacznie się przypalać i szybko brązowieć.
Zupa pięknie wygląda podana w chlebkach. Przepis na nie możecie znaleźć na blogu Moje Wypieki. Sami nie robiliśmy chlebowych miseczek, ale przepisy Dorotus zawsze się sprawadzają. Na dno talerza/chlebka można wrzucić starty ser zółty, który się rozpuści. Idealnie jednak byłoby nim posypać zupę i przypiec w piekarniku lub za pomocą palnika. Zupę podajemy z grzankami lub groszkiem ptysiowym. Z podanych składników wyjdą cztery porcje zupy.


Czas przygotowania: 1 godzina

Składniki:
7 średnich cebul białych
4 łyżki oleju
4 szklanki rosołu wołowego
1 szklanka białego wina wytrawnego
sól i pieprz do smaku
4 łyżki tartego sera żółtego
4 grzanki lub groszek ptysiowy

Cebulę obieramy i kroimy na cienkie talarki grubości 3-4 mm. W garnku, najlepiej o grubym dnie, rozgrzewamy olej, zmiejszamy ogień i wrzucamy cebulę. Mieszamy cały czas do momentu, kiedy cebula będzie szklista i miękka. Nam zajęło to około 20 minut. Kiedy cebula będzie gotowa, zalewamy ją rosołem i winem. Garnek przykrywamy i gotujemy zupę na małym ogniu przez 25 minut. Gotową zupę doprawiamy do smaku pieprzem i solą. Na dno miseczek wrzucamy żółty ser, wlewamy zupę i podajemy z grzankami lub groszkiem ptysiowym. Jeśli podajemy ją w chlebku, odpuszczamy sobie przygotowanie grzanek.

poniedziałek, 4 października 2010

Tarta z jabłkami i gruszkami

Od tygodnia nie opublikowaliśmy niczego nowego. Wszystkiemu winne jest nasze lenistwo, które zmusiło nas do zrobienia rosołu i jego pochodnych, np. tarty z mięsem rosołowym.  Powtórzyliśmy też torcik truskawkowy - z powodu braku truskawek powinien się nazywać torcikiem borówkowym. Dzisiaj jest poniedziałek, czas wziąć się w garść i dobrze zacząć nowy tydzień. 
Jesień na dobre zagościła nie tylko w naszym mieście, ale też w naszej kuchni  Dynia leży sobie i grzecznie, choć niecierpliwie, czeka na swoje pięć minut w zupie. Wrzos na stole kwitnie i skutecznie odwraca uwagę od nagłych porywów wiatru czy spadku temperatury. Jabłka, jak na jesień przystało, panoszą się na straganach. Chcąc zrobić coś słodkiego, dobrego i niekoniecznie pracochłonnego zdecydowaliśmy się na upieczenie tej tarty. Klasyczny kruchy spód, mus gruszkowy i zblanszowane jabłka, które położyliśmy w odwrotnej kolejności (tzn. zaczęliśmy od środka, a nie od zewnątrz) są zawsze dobrą alternatywą do klasycznej szarlotki. Tarta ma jeden duży plus. Układanie jabłek jest proste i relaksujące, a efekty widać od razu. Ponieważ nasz piekarnik nie przypieka góry, gotowe ciasto delikatnie posypaliśmy cukrem pudrem i przy użyciu palnika zbrązowiliśmy je. 




Czas przygotowania: 40 minut
Czas oczekiwania: 1 godzina
Czas pieczenia: 40 minut

Składniki:
1 1/2 szklanki mąki pszennej
1/4 szklanki + 3 łyżki cukru
1/8 łyżeczki soli
2/3 kostki masła
1 jajko
5 dojrzałych, miękkich gruszek
4 średnie jabłka
1 łyżka cynamonu

Mąkę, 1/4 szklanki cukru, sól mieszamy. Pół kostki masła siekamy na drobne kawałki i ucieramy ze składnikami sypkimi. Po otrzymaniu masy o konsystencji piasku dodajemy jajko, szybko zagniatamy, formujemy kulę, przykrywamy ją folią spożywczą i wkładamy do lodówki na godzinę. Pamiętajmy, żeby kruchego ciasta nie zagniatać długo, bo będzie twarde i gumowate.
Piekarnik nagrzewamy do 180 stopni.
Formę do tarty smarujemy masłem. Wyjmujemy z lodówki kruche ciasto, wałkujemy je na koło o średnicy o 2 cm większe niż forma do tarty i wykładamy nim tartę. Radzimy nie "ciągnąć" ciasta, żeby nie popękało. Jeśli nie chce nam się go wałkować, formę można tym ciastem wylepić, a potem je wyrównać. Teraz ciasto przykrywamy papierem do pieczenia i obciążamy porcelanowymi kulkami lub grochem albo gęsto nakłuwamy widelcem. Dzięki tym zabiegom ciasto nie urośnie, a o to nam właśnie chodzi - ma się zapiec i pozostać płaskie. Wstawiamy do piekarnika na około 20 minut - sprawdzamy czy jest suche i upieczone. 
W tym czasie robimy mus gruszkowy. Obieramy gruszki, kroimy je na drobne kawałki i wkładamy do garnuszka. Na wolnym ogniu gotujemy owoce i czekamy aż gruszki się rozpadną, a woda prawie całkowicie wyparuje. Może to potrwać około 15 minut. Jeśli gruszki wydają się nam za mało słodkie słodzimy 2 łyżkami cukru. My nie słodziliśmy, bo były idealne. Jeśli w musie zostały jakieś nierozgotowane kawałki gruszek, blendujemy je. Dodajemy 2 łyżki masła i mieszamy do rozpuszczenia, odstawiamy.
Jabłka obieramy, kroimy na ćwiartki, pozbywamy się gniazd nasiennych. Każdą ćwiartkę kroimy na plastry o grubości około 1/2 cm. Do rondelka wrzucamy jabłka, posypujemy je 3 łyżkami cukru i 1 łyżką cynamonu, dodajemy 2 łyżki masła. Jabłka blanszujemy na bardzo małym ogniu około 3-4 minut. Nie mieszamy za mocno, żeby się nie rozpadły. Kawałki jabłek mają delikatnie zmięknąć zachowując swój kształt. 
Kruchy spód smarujemy musem gruszkowym. Na wierzchu układamy jabłka. Łatwiej będzie zacząć od zewnątrz. Polewamy je syropem, który nam został w rondelku. Wstawiamy do piekarnika na 20 minut. Jeśli jabłka się nie zezłociły, możemy użyć palnika kuchennego.