niedziela, 6 czerwca 2010

Pasta z makreli

Ostatnio było mnóstwo słodkości, więc pora na coś bardziej wytrawnego. Pasta z makreli jest dobrym rozwiązaniem na szybką przystawkę - pod warunkiem, że ości makreli nie stawiają oporu -  obieranie ryby zajmuje tutaj najwięcej czasu. Poza tym, bardzo ciekawe jest to połączenie ryby z sokiem i skórką z cytryny i chrzanem. Idealna z grzankami, crostini, bagietką, chlebem. Z podanych składników wychodzi cały talerz pasty - myślę, że gdyby była jedyną przystawką do dania głównego spokojnie wystarczyłaby dla 8-10 osób. Jeśli jednak ma być pastą np. śniadaniową, to spokojnie napełni brzuchy 4 osób.



Czas przygotowania: 10-15 minut

Składniki: 
80 dag wędzonej makreli
2 małe lub 1 duża cytryna (skórka + sok)
2 łyżki chrzanu 
1 mały kubeczek śmietany 12% (można użyć też mieszanki jogurtu naturalnego zwykłego i bałkańskiego)
garść świeżej pietruszki + kilka listków do dekoracji
sól 
pieprz

Usuwamy ości z makreli. Rozdrabniamy rybę na spore kawałki. Cytrynę sparzamy, na tarce o małych oczkach ścieramy z niej skórkę po czym przyciskamy ją na blacie, przekrajamy na pół i wyciskamy sok. Dodajemy do makreli sok i skórkę z cytryny, chrzan, śmietanę, doprawiamy solą i pieprzem, dosypujemy świeżą posiekaną pietruszkę. Mieszamy wszystko - ale nie za mocno i nie za długo, żeby z pasty nie wyszła zupełnie jednolita papka. Zamiast śmietany użyliśmy mieszanki jogurtu naturalnego i bałkańskiego w proporcji 1:1 (to opcja znacznie lżejsza niż śmietana). Pietruszki na zdjęciu nie ma, bo tym razem o niej zapomnieliśmy. Gotową pastę odstawiamy na minimum 3 godziny do lodówki, bo podana od razu nie smakuje tak dobrze. Można ją przygotować dzień wcześniej. 

Pasta świetnie smakuje ze świeżą chrupiącą bagietką albo z crostini. Jak je zrobić? Piekarnik nagrzewamy do 200 stopni. Bagietkę kroimy na małe kromki grubości 1 cm. Każdą kromkę smarujemy z każdej strony oliwą z oliwek, układamy na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia, wstawiamy do piekarnika na 8-10 minut. Radzę po 5 minutach sprawdzić czy crostini się odpowiednio rumienią. Jeśli spód jest już brązowy, a góra pozostaje jasna, przewracamy je i pieczemy jeszcze chwilę. Powinny jednak opiec się w miarę równomiernie.

sobota, 5 czerwca 2010

Szybkie ciasto bananowe

Przyszła sobota, a wraz z nią czas na sprzątanie. Tygodniowy przegląd lodówki zakończył się znalezieniem m.in. trzech nad wyraz dojrzałych bananów. Były idealnie czarne, miękkie i słodkie. Zupełnie nie lubimy takich jeść, ale idealnie nadają się do ciast. Z braku czasu na wymyślanie odkrywczego przepisu sięgnęliśmy do Joy of Baking. Przepis, który Wam przedstawiamy to zmodyfkowana wersja Low-Fat Banana Bread. Ciasto jest rewelacyjne  - wilgotne, delikatnie gliniaste i zapychające. W sam raz na kolację lub śniadanie, ze szklanką mleka oczywiście :) Ponieważ ciasto przygotowujemy m.in. z mąki pełnoziarnistej i jogurtu ograniczając przy tym ilość tłuszczu, możemy śmiało powiedzieć, że jest to zdrowy deser. 


Czas przygotowania: 5 minut.
Czas pieczenia: 45-55 minut.

Składniki:
3 dojrzałe banany 
1 szklanka mąki pszennej zwykłej
1/2 szklanki mąki pełnoziarnistej (użyliśmy żytniej)
3/4 szklanki brązowego cukru
1 łyżeczka sody
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1/4 łyżeczki soli
1 łyżeczka cynamonu
1/2 szklanki jogurtu naturalnego
1/4 szklanki oleju
1 jajko
1 łyżeczka ekstraktu waniliowego 
1/2 szklanki posiekanych orzechów włoskich

Piekarnik nagrzewamy do 180 stopni. Keksówkę wykładamy papierem do pieczenia.
Banany dusimy widelcem na papkę. Wszystkie sypkie składniki łączymy, dodajemy jajko, oliwę, jogurt i ekstrakt waniliowy. Miksujemy na gładką masę pod koniec dodając banany. Wsypujemy orzechy, mieszamy i wlewamy do keksówki. Wstawiamy do piekarnika na 45-55 minut (po 45 minutach sprawdzamy patyczkiem, czy po wyjęciu z ciasta jest suchy).


piątek, 4 czerwca 2010

Letni torcik truskawkowy

Sezon na truskawki uważamy za oficjalnie rozpoczęty. Dzięki naszym wspaniałym przyjaciołom w naszym domu zagościła łubianka truskawek. Część owoców zniknęła błyskawicznie. Te, które ocalały atak truskawkożerców znalazły się w dzisiejszym torciku. Skąd pomysł? Chcieliśmy zrobić zwykły biszkopt z truskawkami, ale robiliśmy już w tym sezonie biszkopt z rabarbarem, więc szukaliśmy innego rozwiązania. A. stwierdził, że koniecznie musi być to ciasto z kremem. I tak narodził się pomysł na biszkopt z puszystym kremem z mascarpone i świeżymi truskawkami. Przepis na biszkopt zawdzięczamy Asi z Kwestii Smaku. Jest rewelacyjny - delikatnie wilgotny, ładnie wyrośnięty i ... bezowy. Na jego powierzchni podczas pieczenia tworzy się beza, która pięknie rozłamuje się pod naciskiem widelczyka. Krem z mascarpone został częściowo skopiowany z przepisu na tiramisu. Torcik jest lekki, prosty w przygotowaniu i efektowny.
Można go przechowywać w lodówce - pewnie nie za długo, bo świeże truskawki puszczają sok. Nie wiemy jednak ile może tak czekać, bo u nas wszelkie wypieki znikają błyskawicznie.



Czas przygotowania: 1 godzina

Składniki:

Biszkopt
           3 żółtka
           3 białka
           1/3 szklanki mąki ziemniaczanej
           1/3 szklanki mąki pszennej
           1 szklanka cukru pudru

Krem
           1 opakowanie serka mascarpone
           1/2 szklanki śmietanki śmietanki 30% lub 36%
           2 łyżki cukru pudru (lub więcej, jeśli ktoś lubi słodkie desery)
          20 świeżych truskawek 

Dno tortownicy wykładamy papierem do pieczenia, a boki smarujemy masłem. Nagrzewamy piekarnik do 180 stopni.
Przygotowujemy 3 miseczki. Do pierwszej przesiewamy dwa rodzaje mąki.
W drugiej  mikserem na najwyższych obrotach ucieramy żółtka z połową cukru pudru. Przestajemy po 5 minutach.
W trzeciej w podobny sposób ucieramy białka z pozostałym cukrem. Po pięciu minutach miksowania otrzymamy lśniącą pianę, która nie będzie sztywna. Piszę to, ponieważ moja mama zawsze mówiła, że piana do biszkoptu musi być sztywna. Okazuje się, że nie musi.
Za pomocą szpatułki łączymy masę białkową z masą z żółtek. Robimy to bardzo delikatnie, żeby piana nie opadła. Teraz dosypujemy 1/3 mąki i mieszamy delikatnie. Dodajemy koleją porcję mąki, mieszamy, dodajemy resztę i mieszamy. Ważne jest, żeby mieszać naprawdę delikatnie. Jeśli nie wiecie jak to zrobić, spróbuję wytłumaczyć. Mąkę sypiemy delikatnie na całą powierzchnię miski. Szpatułką przedzielamy masę na dwie części i gdy dojedziemy do końca miski wykonujemy ruch do góry i na prawo. Powtarzamy, aż masa zrobi się jednolita. Kilkanaście ruchów wystarczy. Gotową masę wlewamy do tortownicy i wstawiamy do piekarnika na 35 minut. Biszkopt wyjmujemy z piekarnika, studzimy i zdejmujemy obręcz. Uwaga! Biszkopt musi być ostudzony, w przeciwnym razie pęknie.

Zabieramy się za robienie kremu. Śmietankę ubijamy mikserem na niskich obrotach do otrzymania bitej śmietany. Serek mascarpone mieszamy z cukrem. Łączymy bitą śmietanę ze słodkim mascarpone.
Truskawki myjemy, odsączamy i przekrajamy na pół. Jeśli są małe zostawiamy je w całości.


Na biszkopcie rozsmarowujemy krem i układamy truskawki. Tort wstawiamy do lodówki lub serwujemy od razu. Smacznego! 

czwartek, 3 czerwca 2010

Babeczki pigwowo-kajmakowe

Jesienią zrobiliśmy konfiturę pigwową, której do wczoraj nie spróbowaliśmy. Szukając dla niej zastosowania innego niż "dodatek do mięs" postanowiliśmy dodać ją do kruchych babeczek z kajmakiem. W ten sposób otrzymaliśmy super kruche babeczki w których smaki kwaśny i słodki idealnie się uzupełniają. Zamiast kwaśnej konfitury z pigwy polecamy konfiturę z mirabelek. Z podanego przepisu wychodzi około 20 babeczek średniej wielkości. Do kajmaku użyliśmy mleka z puszki. Nie gotowaliśmy go jednak w zamkniętej puszce przez 3 godziny tylko w rondlu, ciągle mieszając, przez 20 minut.



Czas przygotowania: 1 godzina.

Składniki:
Babeczki
            2 szklanki mąki
            1/3 szklanki cukru pudru
            1 kostka zimnego masła (200g) + 4 łyżki do foremek
            2 żółtka
            skórka otarta z jednej cytryny

Nadzienie
            1 słoiczek konfitury z pigwy lub mirabelek
            1 puszka mleka skondensowanego
            pół kostki masła

Zimne masło siekamy na małe kawałki. Mąkę, cukier puder, żółtka, skórkę z cytryny siekamy z masłem, zagniatamy, zawijamy w folię spożywczą i wkładamy do lodówki na pół godziny. Nagrzewamy piekarnik do temperatury 200 stopni. W tym czasie wszystkie foremki dokładnie smarujemy rozpuszczonym masłem. Idealnie nadaje się do tego mały pędzelek.
Foremki wylepiamy ciastem. Uwaga! Żeby po upieczeniu babeczki się nie rozpadały należy wylepić foremki po brzegi - to bardzo ważne, bo tylko wtedy przy wyjmowaniu babeczka ma szansę "wysunąć" się z foremki.  W przeciwnym razie trzeba podważać ją nożem, a nierówne miejsca od razu odpadają. Babeczki są naprawdę kruche i delikatne. Foremki z ciastem wkładamy do piekarnika na 15 minut. Jeśli Wasz piekarnik, tak jak nasz, ma tendencję do przypiekania wszystkiego, sprawdźcie babeczki po 10 minutach. Powinny mieć brązowe brzegi i zapieczony środek.

Kajmak robimy metodą pośrednią między tradycyjną a puszkową. Otwieramy puszkę, zawartość wlewamy do garnka i podgrzewamy na bardzo małym ogniu ciągle mieszając - najlepiej drewnianą łyżką. Mleko zacznie gęstnieć i zmieniać kolor. Kajmak jest gotowy, jeśli jego kropla szybko zastyga na talerzu. Do gorącego kajmaku wkręcamy pół kostki masła, dodając ją po łyżce - zapobiegnie ono tężeniu kajmaku i sprawi, że będzie ciągnący się. 

Babeczki studzimy. Ostudzone napełniamy łyżeczką kwaśnej konfitury i solidną porcją kajmaku. Odstawiamy w chłodne miejsce lub od razu na stół.

środa, 2 czerwca 2010

Ciasteczka owsiane

Miłość do ciastek owsianych przyszła zupełnie niespodziewanie. Nawet nie pamiętam gdzie nas znalazła. Kwintesencją ciastek są bakalie. Jedni dodają mnóstwo rodzynek, inni sypią wszystko, co mają pod ręką. Ja przed dłuższy czas dzieliłam ciastka na białe, z białą czekoladą i żurawiną, i czarne z gorzką czekoladą, rodzynkami i orzechami. Po wielu próbach stwierdzam, że ciastka z białą czekoladą są bardziej wymagające - trzeba bardzo pilnować, żeby się nie przypaliły. Ciemne zaś są idealne. Ostatnio dodawaliśmy do nich kandyzowany kumkwat i były rewelacyjne. Czekolada gorzka Alpen Gold z kawałkami skórki pomarańczowej też się świetnie nadaje. Jak widzicie - każdy wrzuca, co lubi, zachowując proporcje - 2 szklanki bakalii na 3 szklanki płatków. W przeciwnym razie ciastka nie będą chciały się formować. Kupując płatki owsiane zwróćcie uwagę na ich grubość - mają to być zwykłe,  grube płatki, a nie błyskawiczne górskie. Najlepsze robi Kupiec.
Orzechy najlepiej uprażyć wkładając je do nagrzanego do 180 stopni piekarnika na 10 minut. Jeśli po tym czasie skórka nie będzie pękała, zostawcie je jeszcze na chwilę. Po wyjęciu z piekarnika rozłóżcie orzechy na czystej ścierce i pocierając ją pozbędziecie się skórki. Jeśli jednak trochę jej zostanie, nie przejmujcie się. Nada aromatu ciastkom :) Nie przerażajcie się też oporem, jaki stawia masa podczas formowania. Można ją spacyfikować mocząc ręce w zimnej wodzie przed ich formowaniem. Ale o tym niżej. Cukier brązowy najtańszy jest w Marks&Spencer. Ekstrakt waniliowy też, ale niedługo podam Wam przepis na ekstrakt własnej roboty!



Czas przygotowania: 10 minut.
Czas pieczenia: około 12 minut (do momentu zbrązowienia się brzegów)

Składniki:

1 szklanka prażonych i posiekanych orzechów laskowych lub włoskich
1 szklanka bakalii i czekolady gorzkiej ( rodzynek niesparzonych,  żurawiny kandyzowanej, kumkwatu, skórki pomarańczowej,   posiekanych daktyli, fig, etc.)
3/4 kostki miękkiego masła
1 szklanka jasnego brązowego cukru
1 jajko
1 łyżeczka ekstraktu waniliowego
3/4 szklanki mąki
1/2 łyżeczki sody oczyszczonej
1/2 łyżeczki soli
1 łyżeczka cynamonu
2 szklanki płatków owsianych

Piekarnik nagrzewamy do temperatury 180 stopni. 
Wszystkie składniki sypkie, tj. mąkę, sodę, sól, cynamon, mieszamy. W misce łączymy masło z jajkiem i cukrem brązowym. Mieszamy, aż powstanie jednolita masa do której dodajemy ekstrakt waniliowy, płatki owsiane i bakalie. Mieszamy. 
Blachę wykładamy papierem do pieczenia (polecamy papier z Lidla - ma idealne wymiary), formujemy ciastka. Moczymy ręce w misce z wodą, z masy robimy kulkę wielkości orzecha włoskiego i ją rozpłaszczamy. Ciastka układamy na blasze zostawiając między nimi odstępy - urosną. Wkładamy do piekarnika na 12 minut, ale ale... nie zaszkodzi po 10 minutach sprawdzić czy brzegi ciastek nie są brązowe. Jeśli tak, wyjmujemy ciastka i studzimy. Uwaga! Jeśli przyjdzie nam do głowy przekładanie gorących ciastek np. na stolnicę to proszę robić to ostrożnie, bo ciastka będą się rozpadały. Dopóki jednak są  gorące można je uratować zlepiając na nowo. Jeśli brzegi są brązowe, to są jednocześnie chrupiące - a przy tym środek pozostaje miękki. Jeśli robimy większą ilość ciastek radzę sprawdzać piekarnik częściej. 
Ciastka można przechowywać długo, ale znikają dość szybko. Do przechowywania polecam metalowe pudełka po ciasteczkach duńskich.