poniedziałek, 27 października 2014

Belvedere - jesień w Łazienkach Królewskich

[RECENZJA]


Reprezentacyjny park w Warszawie, idealnie przystrzyżone trawniki, pawie z dumą prezentujące swoje pióropusze i wiewiórki profesjonalnie żebrzące o jakieś smakowite kąski. A pośród tych wspaniałych okoliczności przyrody restauracja Belvedere w Pomarańczarni. Po remoncie, w nowej odsłonie. Piękne wnętrza, które zaprojektował Boris Kudlička, scenograf Opery Narodowej, sprawiają, że nawet siedząc w oranżerii możesz poczuć się, jakbyś ciągle był w parku.
Sielskość tej scenerii dynamizuje jednak menu autorstwa Adama Komara. Polskie, sezonowe składniki i międzynarodowe inspiracje nie pozwalają popaść w nudnawą parkową idyllę.


Zaczęliśmy od foie gras z piernikiem (który po bliższym poznaniu okazuje się być bardziej podobny do aksamitnego brownie), mirabelkami i amarantusem. Połączenie kremu z gęsich wątróbek z czekoladowo-korzennymi nutami i kompotowymi mirabelkami, które napiły się słodkiego porto jest błyskotliwe. I jeszcze jeden drobny dodatek: chrupiący, nieco orzechowy w smaku amarantus. Ziarno, po prostu ziarno. Jego tekstura skutecznie odwraca uwagę od gładkiej, maślanej konsystencji wątróbki i brownie.



Zupa - krem jabłkowo-porowy - jesienna do bólu. Pikantna jest raczej tylko z nazwy w menu, to chyba najbardziej domowo smakujące danie w Belvedere. Ma bogaty, pełny smak i sycącą konsystencję, w której - aby nie zanudzić się kremem - raz po raz trafiamy na podłużne kawałki skarmelizowanego pora i na niewielkiego pierożka ravioli z delikatnym, ziemniaczanym nadzieniem. Coś jak mikroskopijny ruski pieróg, który ukrywa się niczym łódź podwodna u wybrzeży Szwecji. Gdyby tylko jeszcze to nadzienie było ciut wyrazistsze... Ale to i tak zacne danie!


Okoń na pierwsze danie główne. A do niego słoneczny mus dyniowy, chipsy z jarmużu i konfitura z jarzębiny. Labraks cudownie wilgotny, rozpada się pod widelcem się na równiusieńkie kawałeczki. Skórka chrupie, smak naturalny, bez żadnych kombinacji - dobra ryba nie potrzebuje zbytku. Dla musu dyniowego z dodatkiem limonki można żałować, że zamiast widelca nie podają do tego dania silikonowej łopatki, która nie pozwoliłaby ani grama ominąć. A do tego kontrastująca smakowo i kolorystycznie jarzębina. To niesamowite uczucie, kiedy siedzisz w parku, patrzysz na jarzębinę za oknem i jarzębinę na talerzu. Zaczynasz myśleć, że nic nie jest przypadkowe.

Po okoniu zaczynamy odpływać w stan błogiego najedzenia, a tu kelnerzy niczym mistrzowie pływania synchronicznego stawiają przed nami czarny talerz, na którym króluje comber z jelenia na różanym musie, obok kurki w teriyaki (zmyłka dla tych, którzy pomyślą że kwaśno-octowe), kruszony pumpernikiel, kawałek ciasta z rozmarynem i biała piana z rokitnika. Dziczyzna na bogato - trzeba mieć dobrą pamięć lub dobry notes, żeby to wszystko spamiętać. Comber soczysty i delikatny, choć oczywiście można by się spierać o to, czy aby nie za mocno wysmażony. Wszystko smakuje znakomicie - dziko i leśnie, chciałoby się napisać.


Ucztę kończymy gateau czekoladowym z sosem na bazie wódki Goldwasser (z dodatkiem złota) i lodami z pigwy. Do tego gruszka marynowana w koniaku. Ciasto kremowe i nasycone czekoladą w każdym kęsie. Umiejętnie balansuje na linii, która rozdziela miłośników mlecznej i deserowej czekolady. Za to goldwasser, czyli likier ziołowo-korzenny niknie gdzieś w cukrowym żelu i smakuje trochę jak lizak z drobinkami skórki pomarańczowej. Ale lody z pigwy to mistrzostwo – śmietankowe, ale kwaskowate jak należy, pozwalają na złapanie dystansu do czekolady, która lubi dominować.


Restauracja Belvedere pokazała nam doskonałą mieszankę klasyki, pomysłowości i wyrafinowania. Eleganckie dania w karcie puszą się jak pawie w Łazienkach - ale mają powody, jeśli tylko wszystkie smakują tak wybornie jak te, które zjedliśmy. Czy nie zaskakujące jest połączenie kiszonego ogórka z czarną truflą w zupie kremie albo jesiotra z jałowcem i kakao? Pomysły na sezonowe dania doskonałe, lifting wnętrza robi wrażenie (niesamowite są kameralne loże na piętrze). Tylko straszna szkoda, że Belvedere nie proponuje w obecnym sezonie menu degustacyjnego. Miłośnicy dobrej kuchni powinni zdecydowanie spróbować więcej niż jednego dania.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękujemy za odwiedziny!
M+A